o mnie i o ludziach obok... o ludziach i o mnie...
Archiwum
O autorze
wtorek, 30 października 2012

Uśmiecham się dziś do siebie jak głupi. Dwie godziny przegadałem z sympatyczną Szwedką, ale to nie z jej powodu się cieszę. Tylko dlatego, że mój kochany I' wraz z K' i jej mężem B' urządzili mi w niedzielę wspaniałe przyjęcie niespodziankę.

Już dawno zapowiadaliśmy, że ugotujemy u nich jeden z naszych przepisów obiadowych. I pomyślałem czemu nie zrobić tego w moje urodziny? A tymczasem I' omamił mnie - że skoro to moje urodziny, to żebym się już zjawił na gotowy obiad - on pojedzie pierwszy i wespół z K' i B' wszystko upichcą. Zgodziłem się na taki wariant - bo w końcu byłem tym cholernym solenizantem (tak się to nazywa prawda?). Jakie było moje zdziwienie, kiedy po moim przybyciu  wszyscy (potajemnie zaproszeni goście) wykrzyczeli NIESPODZIANKA i zagwizdali tym czymś co się rozwija jak język kameleona. Ubrano mnie w różowe boa i częstowano pysznościami... 

Dziękuję wam bardzo Kochani!

Ja nie spodziewając się zupełnie żadnej imprezy, postanowiłem jak zawsze na moje urodziny kupić sobie znicz. Zawsze palę znicze jako świeczki urodzinowe, aby uczcić żałobę przemijającej młodości. Zaopatrzyłem się również w mosiężny dzwoneczek męża (którym się odgania złe duchy). Ok., powiem wam szczerze - z ludźmi których znam dobrze lubię się na różne sposoby wygłupiać. Kiedyś któryś nasz znajmy był podziębiony, to na spotkanie z nim wzięliśmy jednorazowe rękawiczki i maseczki ochronne, innym razem w kieracie z kumplem straszyliśmy klientów chodząc w masce gazowej itd. Taki Stand-Up z niewielkimi gadżetami - to bywa naprawdę śmieszne. Ale to co zrobiłem ze zniczem i dzwonkiem doprowadziło mnie do istnej histerii.

Od kiedy K' i B' mieszkają w nowym mieszkaniu - nie potrafię zapamiętać ich numeru mieszkania. Przybyłem więc na imprezę, zadzwoniłem domofonem, szybko zapaliłem znicz i dzwoniąc dzwonkiem (dla odpędzenia ducha złego czasu) zacząłem się wspinać po nieoświetlonej klatce schodowej. Zbliżając się do właściwego piętra usłyszałem chrzest otwieranych zamków, i ku mojemu przerażeniu otworzyły się drzwi na przeciwko tych docelowych. Wyjrzał jakiś facet, a ja już byłem cały zielony.

- Już otwieram - powiedział.

A ja mu na to - eee, ja chyba nie do pana (jeszcze - dodałem w myślach).

Facet wyglądał na totalnie zakłopotanego, ja się gotowałem. Ale jak się temu dziwić - skoro na ciemnej klatce schodowej ujrzał debila z różowym zniczem w jednej i dzwonkiem, dzwoniącym w drugiej ręce. Po chwili konsternacji - postanowiłem zakończyć to komiczne przedstawienie i nie wychodząc z roli rzuciłem:

- Przepraszam! Ja do mieszkania obok.

- Acha! - Zasapał facet i schował się w swoim mieszkaniu. Bosh co on musiał sobie pomyśleć o mnie i swoich sąsiadach do których szedłem. Czarna msza!

Kiedy już wypędziłem duchy z duszy owego faceta i z mieszkania K' i B' - wtedy szybko opowiedziałem moją przygodę gościom mych urodzin, a komiczność zdarzenia udzieliła się wszystkim...   

niedziela, 28 października 2012

Fidelkot całą kotością swoją świat obserwował wczoraj i nadziwić się nie umiał. Śnieg sypał białą lekką tkaniną, rozszarpywaną przez dziki wiatr, a biedne zwierzę nie wiedziało jak ugryźć to zjawisko, aby się tak rzucać zadymka przestała.

Wtedy uderzyło mnie odkrycie, kot – wcale nie interesuje się opadami śniegu, on obserwuje świat, o każdej porze roku. Wyczuwa jego przemijalność, zmienia swoje zachowanie, nastawienie i humory. Psy reagują zawsze tak samo, nie obchodzi ich zbytnio nic więcej nad pełną lub pustą michą i czy pan pogłaska raz czy pięć razy dziennie…

Z tą przemijalnością bliżej mi do kota. Przemijam. Niby wszystko umowne i takie tam ple ple. Ale jednak przemijam. Numerki się zmienią, bardzo groźnie pnąc się w górę. A wiadomo, im wyżej tym łatwiej można spaść w przepaść i się roztrzaskać na śmierć. Do 30-stki postanowiłem się oszukiwać, że mam ciągle 25 lat. Przecież tyle mam prawda? Prawda? A jednak w celi swego istnienia na ścianie „dożywocie” wydrapuję kolejną kreskę: dwudziestą siódmą. 27 to liczba, przy której już nie tak łatwo się oszukać, bo szala się przelewa, wskazówka przesuwa a czasu ubywa. Smutne jest to nasze przymusowe przemijanie. Ostatnio jeden ze znajomych pocieszył mnie pewną filozoficzną zagrywką – twierdząc, że czas naszego życia powinniśmy przecież liczyć nie od momentu urodzenia, tylko od roku, w którym wydaje nam się, że jesteśmy w pełni świadomi, czyli gdzieś na przełomie 12-14 roku życia dziecięcia. To znaczy, że mam dopiero 14 lat, heh – jakie szczenię…

Postanowiłem do tej smutnej notki podłożyć odrobinę muzyki. Coś o czasie i beztekstowy numer zespołu Rush, który podziwiam za niekończącą się witalność (i nie tylko). Może zatem przemijalność nie jest taka straszna, jeśli pozostaje w nas siła witalna?   

sobota, 27 października 2012

Finalnie, ostatnia praca tegorocznej edycji festiwalu miejskiej galerii malowideł ściennych Fundacji Urban Forms. Oczywiście fanatycy murali nie zapadli jeszcze w zimowy sen, tym razem szykuje się coś mniejszego - przystanki komunikacji miejskiej. Co z tego wyjdzie i jak, zobaczymy.

mrl4

mrl4

mrl4

mrl.5

piątek, 26 października 2012

No i po ponad miesięcznej przerwie czas na ostatnie dwie prace - moim zdaniem najlepsze. Dziś praca numer 4. Wszystkie murale zostały ukończone na początku października bieżącego roku.mrl4

mrl4

mrl4

mrl4

wtorek, 23 października 2012

Light

Light

Light

Light

Light

Light

Light

foto by KJ, film by I'

niedziela, 21 października 2012

W dniach 19-21 października 2012 obywa się na terenie miasta druga edycja Festiwalu Kinetycznej Sztuki Światła - Light Move Festival. W tym roku znacznie rozbudowana o pokazy różnych videoartowych projekcji porozrzucanych po bramach uliczek w Centrum. Dla widzów przygotowano też dwa koncerty w Pasażu Schillera "Zagrane Światłem" muzyka i świetlne lasery oraz w kamienicy pod Gutenbergiem koncert Michała Urbaniaka. Ponadto pojawili się różni uliczni artyści (diabli wiedzą czy z powodu festiwalu - czy raczej nieprzebranych tłumów ludzi, którzy od piątku do niedzieli między 19 a 22 rozlewają się po Centrum). Dziś wieczorem można ostatni raz zobaczyć część świetlnych pokazów. 

Oba poniższe filmiki by I'.

czwartek, 18 października 2012

To może nie śmieszyć wszystkich, a nawet zniesmaczyć niektóre osoby... 

A mimo wszystko to jest komiczne!

poniedziałek, 15 października 2012

Czas jest wielki i niezbyt łaskawy dla wszystkich... W zasadzie jest jedynym sprawiedliwym na tym świecie i wszystkim daje swoistą złowieszczą równość. Oto działający od 1964 roku i mający na koncie 22 albumy europejskie i 24 amerykańskie zespół The Rolling Stones zaczyna przechodzić do legendy. Oczywiście to już jest legendarny zespół, ale ja mam na myśli bardziej przechodzenie do annałów historii, do przeszłości. Wydany właśnie singiel Doom And Gloom zapowiadający nadchodzącą w 2013 roku, podsumowującą działalność grupy składankę GRRR!, ma być według różnych źródeł pierwszym z dwóch ostatnich utworów, nagranych przez Stonesów w ich blisko 50-letniej karierze. A potem koniec działalności, emerytura, jak to strasznie brzmi, koniec pracy i tworzenia, śmierć... Ta kruchość i szybkość czasu przeraża... Przecież oni są ciągle w takiej dobrej formie, a jednak muszą przegrać z czasem. Trudno się z tym pogodzić, zwłaszcza jak się słucha Doom And Gloom czy ogląda klip do Rain Fall Down z ostatniego (co prawda słabego) studyjnego krążka Stonesów A Bigger Bang z 2005 roku. A co dopiero kiedy będą odchodzić bliższe sercu gwiazdy? Albo kiedy Madonna zagra ostatni koncert? Czy będzie już siwa? (...)   

sobota, 13 października 2012

Tak sobie pomyślałem, jak tu mam pisać bloga, kiedy człowiek chrypi, smarka i głowa ciąży ku ziemi? Więc piszę sporadycznie. Nawet nie zbiera mi się na wspomnienia z komisowego festiwalu, ani muralowych galerii nie mam jak dokończyć… Trudno, wszystko w swoim czasie i zdrowiu.

Tymczasem, zachwyciłem się wypowiedzią kończącą działalność pewnego słynnego blogera LGBT – z którym nigdy się nie zgadzałem, może z powodu tego, że za mało go czytałem, lub po prostu pewne hasła i problemy poruszane na owym blogu czasem działały mi na nerwy. To nie ważne. W swym ostatnim wpisie merytorycznym, zasygnalizował potężny problem i zarazem właściwość dużej grupy mniejszości homoseksualnej w Polsce. Grupy i postawy, której się boję, grupy i postawy odbierającej innym gejom i lesbijkom ich wolność. Posłużmy się cytatem.

   „Jakiś czas temu pisałem o "homonacjonalizmie". To co wydawało mi się wtedy koncepcją, stało się rzeczywistością. Homonacjonalizm opanowuje nasze myślenie, sposoby reprezentacji i walki. Pojawienie się na scenie politycznej, a zwłaszcza w Sejmie Ruchu Palikota sprawiło, że wiele homonacjonalistycznych trendów wyszło na jaw. Otóż bycie homo stało się byciem antyklerykałem, ateistą, lewicowcem (choć co to znaczy "lewica"?). Jesteśmy zmuszani do popierania i dzielenia zachowań, które dawniej byśmy ostro krytykowali. Dam przykład. Śmiejecie się często z Szymona Niemca. Facet założył kościół, został księdzem. Robi swoje. Dostaje mu się za ośmieszanie środowiska, za głupoty. Homiczy zaś poseł odgrywa szopkę z ślubem i bierze udział w kretyńskim "skeczu". Reakcja jednak jest znikoma. Dlaczego? Dobrze wiemy”.

Często w relacjach z moimi znajomymi LGBT czuję się skrępowany. Wzajemnie terroryzujemy się swoimi sprzecznymi poglądami. Im bardziej oni są lewaccy, tym bardziej ja staję się prawacki i na odwrót. Albo, kiedy spotykamy z I’ nowych znajomych – wypytujemy się wzajemnie czy jesteśmy „środowiskowi” lub „co sądzimy o środowisku”? To są pytania klucze, oczywiście idę teraz totalnie uproszczonym tokiem myślenia ale – środowiskowi – bardzo często oznacza homonacjonalistyczni. Skąd takie wnioski? Przynależność do środowiska ma kilka znaczeń. Dla młodych adeptów greckich rozkoszy oznacza to najczęściej przynależność do klubowego światka, i tu podział jest stosunkowo prosty. Głębszy podział jest wtedy, kiedy przez środowisko postrzegamy ludzi działających na jego rzecz, aktywistów. A przecież nie wszyscy aktywiści są fanatykami. Niestety duża grupa aktywistów, oraz środowiskowych osób utożsamiających się z walką swoich aktywistów – to homonacjonaliści. Stąd, kiedy rozmawiamy ze znajomymi LGBT o środowisku, prawie nigdy nie mamy na myśli tego gdzie spędzamy czas wolny, tylko o charakter poglądów jakie wyznajemy.

Homonacjonalizm – w przypadku tak słabej pozycji, jaką ma dziś w Polsce całe środowisko LGBT, ponadto w obliczu zachowawczej polityki rządzącej partii, oraz perspektywy powrotu faszystów do władzy w roku 2015 lub wcześniej, nie wróży dobrze naszej sprawie. Rozumianej jako potrzeba i żądanie otrzymania podstawowych praw partnerskich. Chyba już spokojnie można powiedzieć, że przed 2020 rokiem polskie ustawodawstwo nie przyniesie gejom i lesbijkom nic pozytywnego w tym aspekcie, a raczej nie zdziwiło by mnie zaostrzenie przepisów… Tylko w jedności siła ale skoro sami siebie dyskryminujemy…    

 

 
1 , 2