o mnie i o ludziach obok... o ludziach i o mnie...
Archiwum
O autorze
sobota, 27 września 2014

Ten miesiąc przewinął się po mnie jak zębate koło, spadające ze wzniesienia. Niby wszystko szło po staremu, ale jakoś tak bardziej boleśnie, z metą na horyzoncie. Z pewnością nadchodzi jakiś mały kres. Tylko czy odczuję go tylko jako dyskomfort, czy jako wyrwę w dotychczasowej małej stabilizacji? Wszystkiego dowiem się w przeciągu kilku nadchodzących dób...  

15:57, koffiejames
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 22 września 2014

Kiedy zewsząd dookoła słychać coraz więcej głosów - jak przed laty, że powinniśmy zamilknąć i zamknąć oczy, odwrócić się od wojny i pogodzić z agresją - to - naprawdę akt odwagi, kiedy ktoś wykazuje inną postawę. I podziwiam za to Maleńczuka. Być może to tylko działanie pod publikę, poza, by zwrócić na siebie uwagę. Ale nawet jeśli tak jest - to wciąż, w tym zawiera się słuszna sprawa.  

piątek, 19 września 2014

Wybieram cię

Na dobre, na zawsze

Tak się wstydzę tych słów

Choć szczere

Wyświechtanych

W zeszłych latach do tej notki szykowałem się skrupulatnie czytając wpisy z lat minionych. Rozmyślałem nad upływem czasu i tym jak rozwija się kwiat naszej z I' relacji. To było słodkie i rozczulające, dzięki czemu mogłem się przenieść w czasy przeszłe i znów zobaczyć, ów słotny piątek 19-go września 2008 roku, kiedy moje, nasze życie dokonało przemiany. W pewnym sensie szybko nam poszło. Choć zawsze myślałem, że było to jakoś wolno. Jeśli mierzyć gejowsko-seksualnymi miarami, to bardzo wolno. Ale przecież już po miesiącu świętowaliśmy ten pamiętny dzień, nawet jeszcze bez pewności, czy będzie kolejny i następny miesiąc. To było coś specjalnego, czuliśmy to, dlatego wokół tego święta wytworzyliśmy rytuał i tradycję. Dziś niektórzy nasi znajomi zarzucają nam, że jesteśmy jakimiś niepoprawnymi romantykami. A wcale że nie! Po prostu, pewien dzień stał się początkiem nowego rozdziału, o którym marzyliśmy gdzieś skrycie, podczas tych wszystkich minionych przygód i randek.

No tak, anno domini 2014 tradycja pozostaje tylko w sercu, a rytuał trzeba odłożyć na inną okazję. Nie tylko pierwszy nie zrobiłem kwerendy dawnych wpisów ale tym bardziej nie poszliśmy na uroczystą kolację (przy świecach). No niestety, czasem musi być inaczej i wcale nie dlatego, że nasze emocje oziębły. Nic z tych rzeczy, a mijający szósty rok naszego spółkowania – był jednym z najbardziej emocjonalnych i ognistych, jakie przyszło nam przeżyć. Poza tym wszystko u nas dojrzało, dojrzały znajomości i wydały pożądany owoc. Nie prosząc o to, znaleźliśmy się w centrum uwagi jak nigdy dotąd, wreszcie i my odnaleźliśmy głębsze pokłady pasji i emocji – których już się po sobie nie spodziewaliśmy. Tego niesamowitego roku nie zdołały zachwiać problemy w mojej pracy, choć nie powiem, że nie podminowało nam to trochę ostatnich dwóch miesięcy. Nie wszystkie doświadczenia były pozytywne, było też odrobinę goryczy – ale bez niej nie istnieje pełnia. A pełnię udało się nam osiągnąć.

Przy całej tej cudowności, nie udała nam się tylko rocznica. Kiedy po mocno zakrapianej alkoholem imprezie, niedysponowani, poszliśmy następnego wieczora potrenować... Kolejnego dnia nie było siły wstać. Niewinne osłabienie zamieniło się w potężne upławy wydzielin z nozdrzy i oskrzeli. Dopadło to mnie, I', Najukochańszą i koleżanki z pracy I'. Wirus musiał być dość zjadliwy, skoro w poniedziałek, kiedy już chory (wtedy myślałem, że to błahostka) wpadłem na chwilę na siłownię zapytać o coś panią z recepcji – na sali panowała totalna pustka. A poniedziałki są dniami ćwiczebnymi, wtedy przychodzą po pracy Polacy spalić łikędowe brzuszki, przychodzą obcokrajowcy i muzułmanie. W piątki nie ma islamistów, w niedziele nie ma zwykle nikogo, stąd pustka w poniedziałek była sygnałem – nie tylko my polegliśmy.

Ale rytuału będzie zadość – jak tylko przeminie gorączka, katar i...

6 lat

 

 

 

 

wtorek, 16 września 2014

Jestem pewien, że znalazłoby się takich wielu, którzy siedem lat Tuska podsumują na 7777 sposobów, łatwiej będzie na 777 lub 77, ale ja jestem leniem, i ani nie ubóstwiałem tego człowieka, ani nie płaczę, że już odszedł, dlatego ja podsumuję mijającą epokę w 7 punktach.

Donald Tusk to już przeszłość. Ale niewątpliwie przejdzie on do historii Polski nie tylko, jako 14-sty premier III RP, ale jako najdłużej urzędujący premier wolnej Polski od 1918 roku, któremu dało się wygrać dwa razy z rzędu wybory parlamentarne w 2007 i 2011 roku.

Ale co nam zostało po epoce Tuska, co przyniosła nam Tuskoza?

1. Podwyżka podatku VAT z 22% do 23%, wprowadzenie go na książki w wysokości 5%. To podobno miał być liberalny rząd. W kraju, w którym blisko połowa obywateli nie czyta nawet jednej książki w roku, gdzie nakłady jeśli dobijają do 1000 egzemplarzy tytułu to jest szał, morduje się podatkami czytelnictwo!?!?

2. 8% składka rentowa, którą obniżyli socjaliści PiS z 14% do 7%!

3. Brak ustawy reformującej służbę zdrowia. Przez 7 lat żadnych zmian! Jesteśmy w UE ledwo przed Rumunią i Bułgarią! Czas na odważną reformę!

4. Brak ustawy reformującej finanse państwa. Obiecywali podatek liniowy. Lub jakiekolwiek uproszczenie, skomplikowanych przepisów fiskalnych. W zamian za to zarżnięto OFE, okradziono miliony Polaków zagrabiając ich rzeczywiste pieniądze do piramidy finansowej jaką jest ZUS.  

5. Siedem lat Tuska, to siedem lat rozbudzania negatywnych nastrojów społecznych, to polityka polaryzacji środowisk politycznych, to wyniszczanie opozycji wewnętrznych (dotyczy to wszystkich głównych partii politycznych, wzorujących się na PO). To wreszcie przyzwolenie i brak reakcji ze strony władz na chuligańskie wybryki (zwłaszcza przy okazji narodowo-męczenniczych imprez). A co za tym idzie przespanie powstania Ruchu Narodowego.

6. Brak reformy i modernizacji armii. Od czasu utworzenia wojska zawodowego, polski potencjał opiera się na doświadczeniu dowódców i żołnierzy z misji wojennych w Iraku i Afganistanie, oraz na jednostkach specjalnych. Dziś nie jesteśmy w stanie obronić żadnego dużego polskiego miasta. Z perspektywy politycznej, błędnie zaniechano budowę tarczy antyrakietowej.

7. Brak reform światopoglądowych i uległość względem kościoła. PO kontynuuje chwalebną politykę "na kolanach" względem kleru. Tusk obiecywał i 2007 i w 2011 roku - jakich to tu się nie przeprowadzi reform. Podatek na kościół zamiast łożenia ze skarbu państwa (z naszych podatków), reforma z fazy wirtualnej - nawet nie została zaprezentowana w sejmie. In Vitro - które jest obecnie finansowane przez NFZ, tylko do czasu zmiany władzy, nie istnieje żadna ustawa i nie widać, aby jakakolwiek miała wejść w życie. No i na końcu Związki Partnerskie, ach ile było walki na ostatniej prostej wyborczej o te 2-3%, to są liczby zmieniające historię. Ale kiedy już coś się nam udaje - wtedy mniejszości wyrzucamy do kosza - byle do kolejnych wyborów. PO dwa razy nas oszukało! Dlatego czas w@#$%*#$%^ć!

Co do pani Premier Kopacz. Nie mam złudzeń. To rząd na przetrwanie, który nic nie zrobi. W głębi duszy liczę, że może pani Premier postawi na jedną istotną reformę, którą w ciągu tego roku przeprowadzi - ale raczej to będzie rok przecinania wstęg i otwierania przejść dla pieszych. 

Zresztą ostatnią decyzją, jako marszałek o odrzuceniu Europejskiej Konwencji Przeciwko Przemocy Wobec Kobiet, Ewa Kopacz dała wyraźny sygnał......  

17:02, koffiejames , koffie mix
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 15 września 2014

Heh! Jakoś się tak to wszystko składa, że jestem ostatnio wyjątkowo rozbudzony muzycznie. Ale tym razem wcale nie dlatego, że coś mi się aż tak bardzo podoba... Znaczy podoba mi się co innego, nie koniecznie owa muzyka. I nie dziwota, że przegapiłem premierę, bo najnowszej płyty pana Rojka nie kupiłem. W nowym Myslovitz czegoś brak i u nowego Rojka brakuje też jakiegoś pierwiastka - czegoś co dawało - oryginalnemu składowi grupy to coś, swoisty geniusz. Mniejsza z tym. Rojek w klipie Syreny lokuje produkt, a nawet kilka produktów - kto wie co? Czego reklamą jest to muzyczne wideo? 

sobota, 13 września 2014

Wczoraj 62 urodziny obchodził pan grający poniżej na perkusji. Czyli całe trio Rush zaliczyło kolejny krzyżyk w kalendarzu. Solo pochodzi z ostatniej trasy grupy zakończonej w sierpniu zeszłego roku, jest kompilacją trzech mini popisów w tym najważniejszego na elektronicznej perkusji od połowy klipu. 

czwartek, 11 września 2014

Na słoty i smutki wrześniowych dni, ze swoim nowym, siódmym w dyskografii, albumem przybywa Billy Idol. Pierwszy singiel z Kings & Queens Of The Underground.

poniedziałek, 08 września 2014

Dni przelatują szybko. Szybciej niż zwykle. W rutynie wszystko ma swój takt. Co prawda mierząc w dal na przeszłe lata – czas leci coraz szybciej. Ale może to my jesteśmy coraz dalej od portu – i na szerokim oceanie można ulec pewnym złudzeniom.

Wakacje w Pradze cudowne. Ale nie byłyby tak pełne gdyby nie mentalność – obśmiewanych przez Polaków, Czechów. Nie dziwię się też, czemu tak wielu ludzi w naszym kraju zachwyca się naszym południowym sąsiadem. W Pradze czuć wolność. Żeby opisać to uczucie, pewnie potrzebowałbym roku i dziesiątek wpisów. Ale głupie zdarzenie na przystanku w drugą noc, pokazuje jak odmienni jesteśmy. Spotkaliśmy podchmielonego Czecha, który po krótkiej rozmowie – kiedy dowiedział się, że jesteśmy Polakami, zaczął nawijać o Praskiej Paradzie Równości i zjawiskowej ilości Polaków – którzy wtedy odwiedzają miasto. Byliśmy z I’ dość zszokowani – taką rozmową w trakcie oczekiwania na nocny tramwaj 51. W Polsce w nocy nie prowadzilibyśmy nigdy takiej rozmowy – zwłaszcza z zupełnie obcym człowiekiem. Ale najlepsze było już w tramwaju, kiedy ów Czech zapytał czy jesteśmy parą, i udzieliliśmy mu odpowiedzi. A potem jak gdyby nigdy nic rozprawialiśmy o alkoholach, jakie się pije w Polsce i Czechach oraz o tym, że nad Wisłą rządzą ludziki w czarnych spódnicach, a nad Wełtawą – tego typu siły od władzy odcięto już dawno. Na docelowym przystanku ukłoniliśmy się sobie grzecznie a potem długo zastanawialiśmy się, co się właściwie stało i jak to możliwe. I’ wspomniał, że całą drogę zwłaszcza po tym pytaniu o charakter naszej relacji – krążyła mu po głowie myśl i obawa – czy i kiedy zarobimy w zęby? Oczywiście, to dziwne spotkanie nie przesądza naszej oceny luzu, jaki panuje w czeskim kraju – bo każdy dzień przynosił jakieś nowe i fascynujące doświadczenia.

A po powrocie do domu, znów w mojej głowie gdzieś daleko, tli się to pytanie. Co ty tutaj robisz, tu nie ma przyszłości – uciekaj stąd, uciekaj. Uciekaj, bo twoja matka się o ciebie nie troszczy, to piękne terytorium zawładnięte jest przez złe demony, które nie pozwalają swobodnie żyć. Taki to jest kraj, do którego wraca się z obawą. Wiem, że może gdyby rozłąka trwała lata, może bym poczuł to w sobie, tą tęsknotę, nie wiem? Będąc tam, czytaliśmy urywki polskich wiadomości, i pełne jadu komentarze, nadwiślańską nienawiść. I poczułem się oszukany, tą całą propagandą, którą się wpycha nam do głów od maleńkości…            

00:23, koffiejames , koffie mix
Link Dodaj komentarz »
piątek, 05 września 2014

Gdyby żył, miałby dziś 68 urodziny. To dość abstrakcyjne, bo skończył życie wiele już lat temu. Nawet patrząc na symulacje postarzające twarze ludzkie - trudno mi go sobie wyobrazić, jako pana pod siedemdziesiątką. Do tego wyobrazić sobie jakby mogła dziś wyglądać jego kariera, z zespołem czy solo? Za każdym razem takie futurologiczne zabawy piszą inny scenariusz. On żyje przecież już wiecznie. 

wtorek, 02 września 2014

Zostało mi 15 dni. Na początku sierpnia dowiedziałem się, że z różnych przyczyn miejsce, w którym pracuje prawie trzy lata, znika. Nie będę wgłębiał się w przyczyny, ale przecież, kto kiedykolwiek gdziekolwiek pracował – ten wie, tak bywa. Chyba już mi przeszło, nerwy mi przeszły, albo przerzuciło mi się na organy wewnętrzne?

Stres jest czymś oczywistym, skręca w środku, rodzi dziesiątki pytań, budzą się lęki a zwłaszcza moje społeczne fobie. Wybaczcie mi, ale nie lubię ludzi. Nie lubię wchodzić z nimi w komitywy, bywam opryskliwy i sarkastyczny, lubię tylko bardzo wyselekcjonowane grono – które jakoś tam wybrałem sam, albo ono umiejętnie wyłowiło mnie z ludzkiego bagna. Dlatego moje stresy są jeszcze większe. Bo szukanie nowych zajęć oznacza wyjście do ludzi, oznacza konfrontację… Zawsze kosztowało mnie to wiele trudu. I zawsze pozwalałem sobie na ucieczkę, albo na możliwie jak najdłuższe zwlekanie z podjęciem decyzji, żeby się zebrać.

Nie jest też tak, że dalej nie mam nic. Coś tam ćmi, gdzieś pośród mgieł rodzi się jakiś brzeg. Tylko wszystko jest teraz na tyle zaciemnione, że trudno powiedzieć czy to piaszczysta plaża czy może rozbiję się o skały i moje płonne marzenia obrócą się w pył?

W międzyczasie udało mi się wybyć na krótkie wakacje, zaplanowane w zupełnie inny sposób i z zupełnie innym nastawieniem, niż ostatecznie wyszło. Ale i tak udało się nam z I’ uciec od złych myśli i Bolskiej rzeczywistości. Wakacje zakończyły się stypą – kruchej i bardzo dzielnej osoby, którą dały nam poznać Natalia Oreiro i Żona.

Składam Wam Kochane nieustające kondolencje, i dziękczynienie, że mogliśmy poznać i żegnać tak bliskie wam osoby.  

 

 
1 , 2