o mnie i o ludziach obok... o ludziach i o mnie...
Archiwum
O autorze
poniedziałek, 30 września 2013

Na zrobienie tej pracy wybierałem się trzy razy, i prawie zawsze albo lało, albo zbierało się na deszcz. A w oknach pracowniczych - dni zawsze były słoneczne i słodko-jesienne - z idealnym słońcem do zrobienia tego dużego muralu.

Właśnie! To największa praca jaka do tej pory powstała u Nas. Urban Forms twierdzi, że największy mural w Polsce, ale to nieprawda (no chyba, że liczymy kto ma "większego" blok'a na osiedlu) w Gdańsku na "Zaspie" od przeszło 5 lat powstają wielkoformatowe murale - i już kilka jedenastopiętrowych budynków zostało nimi zamalowanych. Tu mamy tylko jeden. Ale ok - może centymetry się liczą?

"Zaspa" ma tylko ten jeden problem, choć aspiruje do miana Mekki strit artu w kraju, artystyczną wartość ma tam ledwo połowa prac namalowanych na osiedlu, reszta to niestety ścienne bohomazy. W Łodzi jest inaczej, a przynajmniej tak myślą organizatorzy.

Trzecim artystą tegorocznej edycji jest, po raz drugi goszczący u nas, Inti. Jego pierwsza praca zamykała zeszłoroczną edycję Festiwalu Galerii Urban Forms.

inti

inti

inti

inti

inti

inti

inti

 

  

sobota, 28 września 2013
środa, 25 września 2013

Wiecie jak mówi lisek? Nie? Ja się tego domyślałem, ale po tym co dziś zobaczyłem w zasadzie zwątpiłem. Norweski muzyczny kabaret Ylvis postanowił w ramach promo swojego jesiennego sezonu, odpowiedzieć na nurtujące nas pytanie. Oczywiście clou dowcipu opiera się na kilku filarach. Zwrotki piosenki, jak i zresztą lwia część twórczości rodzeństwa z Bergen wyrastają na bazie obśmiewania standardów i gatunków muzycznych od musicalu, przez rap aż do rock'n'rolla. Drugą sprawą jest tytułowy Fox, który podobno w norweskim slangu oznacza skręta, trawkę - więc oczywistym jest dlaczego refreny, w których panowie z Ylvis zastanawiają się jak mówi lisek - są powiedzmy dość schizowe. Trzecia sprawa wynikająca z dwóch poprzednich to wybuchowa moc jaką tworzy ta parodia, to kolejny Gangnam Style czy Harlem Shake, w każdym razie zjawisko społeczno-kulturowe, które dzięki szybkim łączom internetowym podbija/-e świat w godziny, powodując powstanie dziesiątek wszelkiego typu flasz-mobów.

XXI wiek stuleciem flasz-moba? Czy będzie to tylko zabawa - czy nowa forma globalnej meksykańskiej fali? Bardzo ciekawe zjawisko. Ale skoro Psy na swój jeden klip ma ponad miliard wejść, tysiące coverów, tysiące grupowych tańców Gangnam na placach miast całego globu - dziś, kiedy nie wszyscy mają jeszcze dostęp do sieci. Co będzie jutro czy za 50 lat? 

A poniżej dwa inne, też dobre kawałki Ylvis.

poniedziałek, 23 września 2013

Jaki ten miesiąc jest uciążliwy. Od dwóch tygodni pada. Nagle sezon rowerowy zakończył się dla mnie o połowę wcześniej niż w zeszłym roku. Może nawet i jest w miarę ciepło, ale jak chodzić po tym bożym świecie, kiedy on nad nami tylko płacze i rozsiewa zarodniki depresji? 

W takich chwilach sięgam sobie po Maanam. Na tle polskiej muzyki rockowej zawsze ceniłem ten ciekawy zespół. Przede wszystkim za świetne kompozycje, za teksty i wokal Kory, która jako jedna z niewielu wokalistek zawsze potrafiła mnie oczarować. Nawet wtedy, kiedy wydała dość przeciętny album Ping Pong w roku 2011. Choć brzmi jak odrzuty z 25-letniej historii fonograficznej zespołu M, to i tak zawsze na takie b-sajdy się przecież czeka.

 

23:59, koffiejames , koffie mix
Link Komentarze (2) »
czwartek, 19 września 2013

Nigdy nie przychodziło mi pisać notek rocznicowych między pracą a pracą. Ale cóż proza życia. Może tak będzie to wyglądać już zawsze? Przynajmniej w okresie zdatności do pracy jednostki ludzkiej – jaką jestem niewątpliwie. 

Wobec powyższego z góry muszę zaznaczyć, że jestem dość przemęczony, zły i nie wysypiam się ostatnio dobrze. Brzmi znajomo? Co ja na to poradzę, że stanowimy ładną mniejszość w tym kraju albo i świecie. Praca, praca, w domu praca, a dla siebie nic. Ale tam... - i mnie się coś należy.

A że „5 to liczba doskonała” jak to mówi Igort – nie mogę tej, jakże istotnej rocznicy przegapić. Stuknęła nam z I’ piąteczka, pierwsza kadencja oficjalnie zakończona, naprawdę jest to szmat czasu. Zwłaszcza kiedy spotyka się chłopców i dziewczęta orientacji wszelkich, którzy/które na słowo, że się jest z kimś jeden pełny rok – wybałuszają oczy i rozdziawiają otwory gębowe – rzucając po chwili analizy pod kopułą: ja dziesięciu miesięcy z kimś nie byłem/byłam, a co tu mówić o kilku latach, to jest jakieś nienormalne.

Przez ostatni rok, dobre trzy razy musiałem się już w język ugryźć przy rozmowie z postgimbusami, kiedy z różnych okazji wychodziły tematy stażu związkowego. Wyrobiłem sobie zatem nawyk, że w przypadku takich pytań odpowiadam neutralną formułką: od kilku lat.

Tak więc od kilku lat żyjemy sobie razem, mieszkamy, awanturujemy się (razem i osobno), śpimy, rozmyślamy, kupujemy potrzebne rzeczy, trwonimy pieniądze na jakieś totalnie idiotyczne zbytki, jemy popcorn z jednej kartonowej tuby, pijemy z jednej litrowej butelki Pepsi (bo dwie półlitrowe są zwyczajnie droższe), patrzymy sobie w oczy i cynicznie śmiejemy się z naszych znajomych, kiedy spotykamy się z nimi na piwie (bez piwa też się śmiejemy). Robimy oczywiście masę innych rzeczy razem, jak na przykład pranie (czarne i kolorowe osobno), ale żeby spisać to wszystko potrzeba byłoby chyba kilku osobnych notek – bez sensu, i się na budę psu zupełnie by nie zdało.

Niespodziewanie los pokazał nam, że bycie z kimś razem wcale nie jest, aż tak banalne jakby się zdawać mogło. Bycie jest potwornie kruche, a zrosty jakim poddają się wzajemnie ludzie na przestrzeni lat - podczas życiowych sztormów - potrafią bardzo boleśnie zranić. Bycie z kimś jest zatem cenne, jest sztuką, ale potrafi być też dramatem - tym bardziej kiedy dwa życia, które stały się jednym zaczynają rezonować, gubiąc gdzieś wspólny rytm. Rok 2013, to czas rozstań, dramatów i traum w związkach moich heteryckich znajomych. Wszystko się kiedyś kończy i już.

My trwamy. Jest nam wciąż dobrze i jakoś głupio czasem - kiedy u innych niepogody, a u nas słońce zdaje się wstawać co rano pogodne. To niesamowite, to już 5 lat:    

Life's still a dream

Your love's amazing

Since I found you

My life's amazing

 

Life's still a dream

Your love's amazing, amazing

Since I found you

My life's a roll

Go go go

And it's amazing

5lat

 

wtorek, 17 września 2013

Pod koniec sierpnia...

Z okazji swych urodzin (choć w przypadku tej osoby, każda okazja jest dobra), ojciec I’ postanowił się napić srodze. A ma zarazem z kim i gdzie – pod latarnią jest bowiem najciemniej – i bezpiecznie, bo za murami pracy. Wyciągnięcie go z tego miejsca nie jest łatwe, solidarność alkoholików wielka i ponad podziałami. A że w domu partnerka wściekła, to dla kontrastu sędziwa matka rozgrzeszająca i zatroska. I’ w tym przypadku pełni zwykle rolę dostawcy żywego, choć niezbyt kontaktowego ciała do jednego z mieszkań, jaskini lwa lub azylu miłości. U ojca I' to jest takie pijaństwo w ciągu, acz nieszkodliwe dla otoczenia, uciążliwe tylko dla najbliższych.

Ojciec I’ nigdy nie chce wracać do swojej kobiety do awantury i krzyków, zawsze woli do mamusi, w jej domu może pod skrzydłami opiekunki dojść do siebie w ciszy i... Znacznie wolniej – gdyż jak to u starej mamy – odstawia się po troszeczku. Całe mieszkanie jest przygotowane na te przejściowe stany i wypełnione supertajnymi skrytkami z ćwiarteczkami i piersióweczkami, tak żeby bardzo nie bolało, lekarstwo naszykowane. A to za kafelkiem w kibelku, na dnie głębokiej szafy, pod łóżkiem, w komórce i diabli wiedzą gdzie jeszcze. Starą matkę przecież się da łatwo oszukać.

Znając te przypadki, I’ woli odwozić ojca do jego partnerki, tam czeka go suszenie głowy, czego łatwo znosić się nie daje. Stąd zawsze zaczynają się ojcowe prośby o transport do babci – tam będzie mógł w spokoju dojść do siebie – powiada.

Ale ostatnio z przyczyn wszelkich ojca trzeba było odstawić do konkubiny bez gadania, do jaskini lwa i już. Jadąc jak na skazanie, co kilka minut, ojciec trącał nosem ramie I' i wymiaukiwał: do babci, do babci. Po czym kiedy jego błagania nic nie dały rzucił cicho: wy to macie dobrze.

Kto my? Ano wyszło, że my geje. W wyobrażeniu ojca I' możemy bezkarnie chlać w ciągach alkoholowych i nikt nam nic nie powie. A na pewno nie partner, z którym zapewne w nieskończonej libacji spółkujemy... Z drugiej strony jednak, uświadomiony o orientacji swojego syna, tata I' - który na co dzień raczej nie pyta, o życie swego dziecka, i raczej nie chce o nim nic wiedzieć, w zupełności nic, w pijackiej traumie - zwraca się do syna geja. A nie jak zazwyczaj do syna, który nie posiada żadnego prywatnego życia. Wreszcie w tym co mówi, pobrzmiewa jakaś nuta zazdrości i mylne mniemanie o tym, że geje mają albo muszą mieć zdecydowanie więcej wolności. Choć to przecież nie musi być prawdą, bo granice wolności wszyscy bez wyjątku na orientację i poglądy - wyznaczamy sobie sami. A mimo wszystko mamy światełko w tunelu, od alkoholizmu do postępu co prawda długa droga, ale przecież dobrze, że nie stoimy w miejscu... 

sobota, 14 września 2013

Malowidło 3D Ryszarda Paprockiego. Praca jest prawie gotowa. Będzie to pierwsze malowidło czasowe, miasto usunie je do końca bieżącego roku.

3D

3D

3D

piątek, 13 września 2013

Od początku września ruszyła 3 edycja festiwalu Wielkoformatowych Murali Galerii Urban Forms, na ścianach miasta i na jego chodnikach wiszą już 23 prace. Oczywiście ścienne malowidła mają to do siebie, że z czasem część z nich znika. Zwłaszcza z chodników, a to w tą stronę zaczyna zmierzać w tym roku festiwal. Tylko czy prace robione na chodnikach to jeszcze murale? Nie wiem.

Dla zabezpieczenia prac i pamięci, o ich nietrwałym istnieniu, powstał pomysł aby po trzecim festiwalu zrobić album, poświęcony temu zjawisku z okresu lat 2010-2013 - zobaczymy co z tego wyjdzie?

Tymczasem pierwsza praca z tej edycji: ROA i Łasice  

roa

Roa

Roa

Roa

Roa

sobota, 07 września 2013

Hm, jeden z ostatnich Mohikanów prawdziwej muzyki (w świecie zdominowanym przez setki beztalenci, wypromowanych przez kolorowe szmiry i kasę od koncernów - narzucających bezmyślnej masie gusta) w pięknej balladzie z najnowszej płyty Ready To Die. 

 
1 , 2