o mnie i o ludziach obok... o ludziach i o mnie...
Archiwum
O autorze
środa, 29 września 2010

mfkig 3

1-3.10.2010. po raz 21 MFKiG

Z Polszy:

Tadeusz Baranowski – autor takich hitów jak: „Skąd się bierze woda sodowa i nie tylko”, „Na co dybie w wielorybie czubek nosa Eskimosa”, „Antresolka profesorka Nerwosolka”, „Orient Men: forever na zawsze”, „Porady Praktycznego Pana”, „O zmroku”, „Tfffuj! Do bani z takim komiksem”. Ostatnimi laty autor obraził się na polski rynek wydawniczy i wydaje własnym asumptem nowe komiksy, w ilości egzemplarzy 550 za bagatela 190-290zł od sztuki i więcej. Oraz udziela się na jótjubie.

Maciej Parowski – od 1982 jest kierownikiem działu literatury polskiej w miesięczniku „Fantastyka” (obecnie „Nowa Fantastyka”), w latach 1992-2003 pełnił tam funkcję redaktora naczelnego. Autor książek scence fiction, członek Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Jego pierwsze opowiadanie „Bunt robotów” ukazało się na łamach tygodnika „Na Przełaj”, natomiast debiutował powieścią „Twarzą ku ziemi”. Scenarzysta serii komiksowych „Funky Koval” i „Wiedźmin” oraz komiksu „Burza”.

Rafał Skarżycki – do tej pory wydał blisko dwadzieścia albumów komiksowych („Jeż Jerzy” „Tymek i Mistrz”), poza tym ma na koncie setki publikacji w prasie. Nagrody: wyróżnienie w konkursie magazynu Fenix (1996 r.), nagroda za najlepszy scenariusz VIII Ogólnopolskiego Konwentu Twórców Komiksu w Łodzi (1997 r.), II miejsce w plebiscycie K`98 w kategorii Scenarzysta (1998 r.), Grand Prix X Ogólnopolskiego Festiwalu Komiksu w Łodzi w 1999 r. Absolwent filozofii na Uniwersytecie Warszawskim. Autor scenariusza pełnometrażowego filmu kinowego „Jeż Jerzy”, a także scenariusza komedii „Złe nowiny”, wyróżnionego przez jury pod przewodnictwem Petra Zelenki na Międzynarodowym Festiwalu Scenarzystów Interscenario 2008.

Paweł „Pawka” Kłudkiewicz – „Miś Misza” jest jego pierwszym komiksem. Świat w nim przedstawiony to mieszanka klimatu cyberpunk, historii spod znaku Agenta 007, oraz uwielbienia autora dla klasycznego francuskiego komiksu spod znaku Asteriksa czy Valeriana. Jego styl nawiązuje częściowo do kreski Baranowskiego.

Tomasz Leśniak – rysownik, współautor komiksów z serii: „Jeż Jerzy”, „Tymek & Mistrz”, „Opowieści wakacyjne ku przestrodze czytelników” (sc. Rafał Skarżycki) oraz „Kfiatuszki” (sc. Dennis Wojda). Razem z Rafałem Skarżyckim przebojem opanowali komiksową działkę w skate’owym miesięczniku „Ślizg”, publikując w nim „dorosłą” mutację serialu o Jeżu Jerzym, którego „dziecięca” odmiana ukazywała się równolegle w „Świerszczyku”.

Współpracował z „Filipinką” („Kfiatuszki”), „Gazetą Wyborczą” oraz belgijskim magazynem „Spirou”, gdzie publikował serial „Tymek i Mistrz” (sc. Rafał Skarżycki).

Jacek Skrzydlewski – scenarzysta, rysownik komiksowy, ilustrator literatury dziecięcej. wydał cztery pełnometrażowe albumy komiksowe. Magazyn „Razem” opublikował jego komiks pt. „Historia pieszej wycieczki, czyli Czerwony Kapturek”, natomiast w „Relaksie” ukazał się „Strach”.

Na swoim koncie ma również współpracę ze „Światem Młodych”, stworzył m.in. 4-planszowy parakomiks „Superman”, który ukazał się 1979 roku, oraz komiksowe żarty rysunkowe. W „Gazecie Krakowskiej” w odcinkach ukazały się „Epizody z życia smoków”, zebrane następnie w albumie „Nowe przygody pana Twardowskiego”. Stworzył na zlecenie wrocławskiej komendy Policji poradnik dla dzieci dotyczący bezpiecznego funkcjonowania („Wrocławska Policja dzieciom”), zawierający łamigłówki i gry planszowe. Kilka lat później Siedmioróg wydał poradnik pod tytułem „Bezpieczeństwo dziecka”, jeszcze później wydany jako „Dolnośląska policja Dzieciom”. Ponadto jest autorem szaty graficznej dodatku z grami planszowymi pt.”Bazar”, rysował okładki do albumów komiksowych innych rysowników oraz zilustrował kilka książek. Najbardziej znane jego komiksy to „Wyprawa na Ziemię” i „Kosmiczny detektyw”.

Grzegorz Rosiński – co tu mówić; rysował kilka popularnych w Polsce serii komiksowych: „Legendarna historia Polski”, „Kapitan Żbik” oraz „Pilot śmigłowca”. Krótkie komiksy humorystyczne jego autorstwa publikowały belgijskie magazyny „Trombone illustre” i „Tintin”. Dla pisma „Spirou” stworzył krótką serię humorystycznych opowiadań pt.„Fantastyczna Podróż”. Znajomość z Jean Van Hammem zaowocowała pomysłem na komiks „Thorgal”. W 1980 roku Rosiński narysował pierwsze plansze serii science-fiction pt. „Hans” (w Polsce znane jako „Yans”). Od 1986 roku wraz z Van Hammem na łamach miesięcznika „A Suivre” publikowali czarno-biały komiks zatytułowany „Szninkiel”. Laureat wielu nagród komiksowych m in. Grand Prix Saint-Michel i Grand Prix Albert Uderzo. Odznaczony srebrnym medalem Zasłużony Kulturze Gloria Artis w 2007 roku podczas 18 Międzynarodowego Festiwalu Komiksu w Łodzi. Po raz pierwszy na łódzki festiwal przyjechał w 1996 roku i od tamtej pory jest niemal stałym gościem MFKiG.

Michał „Śledziu” Śledziński – autor serii „Osiedle swoboda”, „Na szybko spisane”, „Fido & Mel”, „Wartości rodzinne”.  Pomysłodawca i twórca magazynu komiksowego „Produkt” (a także zina „Azbest” i magazynu „P-Lux”).

Pismo ukazywało się w latach 1994-2004, zdobywając dużą popularność.  Swoje prace publikował na łamach pism o grach komputerowych takich jak: „Secret Service”, „G-man”, „Gambler”, czy „Świat Gier Komputerowych”.

 

Ponadto obędzie się szereg około komiksowych wystaw:

•          Mistrzowie polskiego komiksu: Tadeusz Baranowski, Przemysław Truściński i Michał Śledziński

•          wystawa komiksu niemieckiego

•          wystawa konkursowa

•          wystawa komiksu belgijskiego

•          wystawa „Ilustracja.pl”

•          wystawa storyboardu

•          wystawa ku czci Janusza Christy

•          wystawa prac polskich rysowniczek mangi

•          wystawa The Big Boat Of Humour

•          wystawa projektu City Stories

•          wystawa „Black & White”

•          wystawa edukacyjna

wtorek, 28 września 2010

21 mfkig

Razem się starzejemy! Wielkimi krokami nadchodzi najcudniejszy, najukochańszy, najwspanialszy i niepowtarzalny Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Gier. Będzie to już 21 edycja tej imprezy, po raz drugi z dodającymi jej rozpędu grami. Zeszłoroczna edycja przyciągnęła rekordową ilość gości przekraczającą podobno 10 tysięcy. Jak na imprezę niszową to wielki sukces. Za rok zaś przy okazji 22 edycji MFKiG stuknie mi 10 lat wiernego uczestnictwa w festiwalu. Poza tym mają być jakieś bajery – ale zobaczymy jak, co, i kiedy, kiedy będzie po wyborach, po wyborach…

W każdym bądź razie 21 edycja będzie uboższa od poprzedniej, ze względów finansowych – miasto obcięło prawie połowę budżetu festiwalowi, ale i tak na tle innych imprez – w roku niezrozumiałych oszczędności 2010 – można uznać że – i tak tłusto się MFKiG dostało.

1-3.10.2010. po raz 21 MFKiG

Kto zawita do Polszy tego roku z za Polszy:

Yves Swolfs – gwiazda rynku frankofońskiego, jego pierwszy komiks ukazał się w antologii „Le Neuvième Rêve” w 1978 roku. Dwa lata później, ukazał się jego album – western „Durango”, wydany przez Les Editions des Archers.

W 1987 roku zajął się tematyką historyczną, tworząc komiks „Dampierre” dla magazynu „Vécu”. Rok później, pierwszy tom tej opowieści wydany został przez Glénat. W 1994 roku Swolfs stworzył swojego nowego bohatera w serii fantasy „Le Prince de la Nuit” („Książę nocy”) a od 2004 pracuje nad serią „Legende”. Jako scenarzysta napisał historie „Black Hills” dla Marc-Reniera oraz „Vlad” dla Griffo.

Norman Keith Breyfolge – wielki Batmanista: Rysował postać Batmana przez sześć lat (1987-93): w „Detective Comics” od 1987-1990, potem dla serii „Batman”, wprowadzając postać nowego Robina (1990-92), by w końcu rozpocząć nową serię batmanowską dla DC, zatytułowaną „Shadow of the Bat” od 1992 do 1993 roku. Podczas sześciu lat prowadzenia postaci Batmana, Norm zrobił też kilka jednorazowych historii, m.in. „Batman: Holy Terror” (dla Elseworlds) i „Batman: Birth of the Demon”, którą ręcznie namalował.

W 1996 roku Norm zilustrował jeszcze jedną historię z serii „Shadow of the Bat” dla DC Comics, oraz narysował mini serię „Ankary” dla DC. W tym samym roku Norm powrócił do Batmana, rysując jednorazową historię „Batman: The Abduction”. W tym czasie narysował również kilka historii o Supermanie.

W 1999 roku Norm zaczął prace nad historią „Batman: Dreamland” (napisaną przez Alana Granta), sequelem do „Batman: The Abduction” z 1998 roku. Narysował też komiks dla Elseworlds (napisany przez Pata McGreala) w którym występuje Flash, pod tytułem „Flashpoint”. W 2001 roku Norm zaczął pracę nad swoją powieścią. Wymyślił historię i skończył już trzy rozdziały (około jednej czwartej z zaplanowanej całości). W 2009 roku Norm przyjął propozycję rysowania dwóch nowych tytułów wydawnictwa Archie Comics, zatytułowanych „Archie Loves Veronica” oraz „Archie Loves Betty”.

Cèsar Frioli – to rysownik dla najmłodszego czytelnika. Od lat związany duńskim Egmontem, gdzie pracuje jako rysownik tamtejszego Kaczora Donalda. Budzi wokół siebie furorę wśród najmłodszego czytelnika, co zresztą odnotowano podczas wizyty Frioli w Polsce w roku 2009 z okazji 15-ecia Kaczora Donalda.

Sascha Hommer – w 2004 roku, razem z Arne Bellstorf, założył małe wydawnictwo Kiki Post. W 2006 roku wydawnictwo Reprodukt opublikowało jego pierwszą powieść graficzną „Insekt”. W latach 2007-2009 rysował codzienny pasek komiksowy „Im Museum” dla gazety „Frankfurter Rundschau”. W 2008 roku paski zostały zbiorczo wydane przez wydawnictwo Reprodukt, pod tytułem „Im Museum – Die Treppe zum Himmel”. W 2009 opublikował komiks „Vier Augen”, a w 2010 roku „Im Museum – Archive des Zerfalls”.

Alex Robinson – pierwszą jego opowieścią graficzną było – „Box Office Poison”, opowiadającą o przygodach kilku dwudziestoparoletnich nowojorczyków, którzy próbują odnaleźć swoje miejsce w świecie.

W 1996 roku, Antarctic Press zaczęło publikować „Box Office Poison” w serii, która liczyła dwadzieścia jeden zeszytów. Po jej zakończeniu, wydawnictwo Top Shelf Productions opublikowało całość w 608-steronicowym albumie. Wkrótce po publikacji, Alex zdobył nagrodę Eisnera dla ‘Talentu wartego większego zainteresowania’.

Drugim docenionym albumem okazał się, „Tricked” („Wykiwani”). Jest to historia sześciu osób, pozornie nie mających ze sobą nic wspólnego, do momentu gdy ich ścieżki przecinają się w końcu w pewnym barze, a jedna osoba ma przy sobie broń.

W roku 2005 francuskie wydanie „Box Office Poison” wygrało prestiżową nagrodę Prix du Premier Album na festiwalu w Angouleme. W 2006 album „Tricked” („Wykiwani”) zdobył nagrodę Harvey’a i Ignatza.

Alex starał się eksperymentować z gatunkami literackimi, wydając w 2007 roku „Alex Robinson’s LOWER REGIONS” oraz odbył swoistą podróż do czasów liceum w „Too Cool to Be Forgotten” (2008) – album zdobył nagrodę Harvey’a w 2009 roku za najlepszą powieść graficzną. Jego najnowszy album – adaptacja bożonarodzeniowej historii L. Franka Bauma „A Kidnapped Santa Claus” (2009) – wydany został przez Harper-Collins.

Uli Oesterle – pracował jako grafik, robiąc ilustracje dla „Playboya”. „Cinema” i „Men’s Health”. „Schläfenlappenphantasien”, jego pierwszy niezależny komiks, został wydany w 1999 roku. Ten czarno-biały album składał się z kilku krótkich historii dotyczących wielkomiejskiej tematyki, album został nominowany do nagrody Max-und-Moritz-Preis. Niedługo później, Oesterle wydał pierwszy długi komiks w kolorze – „Frass”. Potem, rozpoczął długą serię komiksową „Hector Umbra”, opowiadającą o szaleństwie.

Mawil – podczas studiów Mawil stworzył swoją pierwszą nowelę graficzną „Strand safari” (która zostanie wydana w Polsce przez Kulturę Gniewu jako „Safari na plaży” w październiku 2010). Dyplom zrobił rysując swój drugi album „Wir können ja Freunde bleiben” (opublikowany w Polsce jako „Możemy zostać przyjaciółmi” przez Kulturę Gniewu).

cdn...

piątek, 24 września 2010

No i w poniedziałek na cotygodniowym, darmowym grillu, w naszym kochanym nora-pabie lesbijskim, winszowaliśmy ufundowanym nam przez właścicielkę szampanem… I tu zaczęły się moje problemy. Choć zaczęły się już w niedzielę, po zbyt długim marznięciu podczas wieczornego koncertu gitarowego na Placu Wolności. Podstępem opanowała moje gardło i płuca podła influenzja. Wieczór poniedziałkowy był bardzo uroczy, doświadczyliśmy scenki rodzajowej za barem, sami adorowani byliśmy przez 33 letniego L. Zapraszał nas uporczywie na żagle, wobec naszego oporu i niewątpliwego zaawansowanego upojenia alkoholowego (objawiającego się tym, iż nie kontrolował swoich zachowań wszelakich – szczególnie ocieractwa) zaproponował ostatecznie, że wyłoży za nas kasę na tą rekreację. Było to już sygnałem alarmowym, aby zawinąć do nocnego autobusu i iść ładnie spać. Poranek wtorkowy był już morderczy, a musiałem jeszcze załatwiać różne sprawy uczelniane. Zdradliwa pogoda popieściła mnie słońcem i wichurą – wobec czego od środy, zacząłem odpluwać płuca o boleściach gardła nie mówiąc. Kochana pani doktor zaleciła mi antybiotyk, a kiedy powiedziałem iż go nie przyjmę, bo już dość mam notorycznego rozwalania sobie układu odpornościowego tymi wątpliwymi środkami, zaleciła mi witaminę C i kromkę chleba z czosnkiem. Wobec powyższego poddałem się domowym metodom leczniczym, środkom na siódme poty, różnym takim ciekawym specyfikom w kapsułkach i kropelkach. W każdym razie mąż zachorzał również, choć u niego wszystko przeszło szybko, ja dalej umieram. Biedne moje kochanie, czuwa teraz nademną co noc – zmuszając mnie do przebierania się, co 3 godziny w suche koszule. Lub przebiera mnie sam, kiedy ja nie mogę się dobudzić. Kiedy chorowałem w lutym, w najgorszym okresie musieliśmy spać osobno. Znaczy I’ na podłodze a ja w łóżku, kiedy jednak choroby są w miarę lekkie, z racji braku możliwości lokalowych na osobne łóżka – stosujemy metodę podwójnych kołder – jedno wyro, dwa posłania i sprawdza się to rewelacyjnie. Podczas tej infekcji czuję się znów jak szczeniak – który może sobie uciec od szkoły i ma wolny tydzień. Eh to były beztroskie czasy, aż się łezka w oku kręci. Akurat mi się pewnie poprawi na załamanie klimatu, po weekendzie może to i dobrze, jestem takim jesiennym stworem – lubię chłody i mokradła, są mniej zdradliwe niż piękne słońce i lodowate noce – które mi zrobiły to świństwo.

Z nudów znalazła się parodia LGG; nawet fajna...

niedziela, 19 września 2010

Od wczoraj z I’ obchodzimy sobie nasze małe obchody; uciekamy do małych galeryjek w ramach Fokus Łódź Biennale, albo jeździmy zabytkowym Lilpopem na linii H1. Kochamy się, czasem pieprzymy (od rzeczy), czasem solimy (nadmiernie, na rany zbyt ciężkich sprzeczek i awantur). Czasem bijemy się, a czasem płaczemy. To jest życie jakiego żądałem, to jest życie jakiego żądałem na pierwszym z setek stopni… Ale mam(y) ten potencjał, aby iść dalej, aby sięgać, aby mieć prawo żądać, aby zdobywać. Bojowe nastawienie ostatniego zdania, może wynika z niezbyt dobrej passy i życiowych splotów różnych ukłuć losu; w nas, we mnie, w I’. Czasem ludzie udający „przyjaciół” pokazują swoją prawdziwą twarz, atakując zza tyłów frontu. To sprawia największy ból. Ale jak mówi przysłowie, trzeba mieć bardzo twardą pewną części ciała, aby się nie załamać, kiedy obrzucają cię znienacka ci zaufani błotem. Trzeba umieć się szybko odciąć od zatrutych pnączy.

Tak oto mijają nam dwa lata. Dwa lata? Jakże to mało, jakże mało. Nie wierzę, choć zawsze o tym marzyłem, aby coś mogło trwać aż po piaskownicę. Dlatego nie wiem, co będzie jutro, ani tym bardziej za rok. A jednak życie razem, a zabawa w bycie razem (w którą bawią się duzi chłopcy i duże dziewczynki; jak gumowymi lalkami, którym bez problemu można ogryźć głowę) są tak kompletnie nieporównywalne jak domowy obiad i gorący kubek, jak żelbetowy budynek i słomiana chatka, jak naukowy dowód i zabobon… A jednak nasze dwa lata dla wielu, są dużym osiągnięciem. ??? Dla nas to czas statecznej budowy fundamentów – przynajmniej tak mi się wydaje. Zaczynamy okres wylewki betonem, glinianych fundamentów, jeśli to spieprzymy to pierwszy większy kataklizm i nas nie ma. Ale wierzę w to co robimy, wierzę w naszą komunę, wierzę w nasze wartości, wierzę w tą idiotyczną miłość.

A teraz pora uciekać nam na bałkańską kolację, albo jakąkolwiek jeśli los nas tak rzuci. Nasze zdrowie i Wasze.

 

sobota, 18 września 2010

(R)ewolucja Wyobraźni - Borys Lankosz dla ŁESK 2016

12:24, koffiejames
Link Dodaj komentarz »
środa, 15 września 2010

Mąż od poniedziałku na wyjeździe, a Koffie James sam. Zamiast ciężko pracować, ciężko się obija. A mąż łazi po Zakopanem. Czasem tak jest… Rozłąka która nas spotkała, można rzec cyklicznie jak w roku zeszłym, działa na mnie gorzej niż wtedy. W roku 2009 pracowałem, miałem pełno zajęć, w tym roku poddaję się ciężkim życiowym rozważaniom. Które nie prowadzą do konstruktywnych rozwiązań. Uf mąż wraca już w piątek…

czwartek, 09 września 2010

Wesołego nowego roku 5771, donoszę za Natalią O! 5770 był kiepskim rokiem! Oby taki zły rok długo się nie powtórzył! Od lat piszę, iż wszystko się zmienia, niestety się zmienia! Od jakiegoś czasu, znów zacząłem czuć swoisty niepokój, taki jak przed kilkoma laty, kiedy udało mi się wyjść z szafy. Wtedy myślałem, że ten niepokój wynika z seksualnego wyzwolenia, z szoku jaki dostarczył mi ówczesny świat, z powodu swoistego oburzenia i odrzucenia tego co zobaczyłem, gdy opadł pierwszy złudny czar. A jednak po pewnym fragmencie ówczesnej rzeczywistości, zobaczyłem iż niepokój wynikał z czegoś zupełnie innego. Oto świat, w którym żyłem dotychczas; nagle umarł. Świat który sobie doskonale ułożyłem, ostre krawędzie obłożyłem miękkim materiałem tak, aby stały się bezpieczne, ale to dalej był świat iluzji – umarł! Wyjście z szafy było pierwszym krokiem w dorosłość, ze Świata bajek i wierzeń do realnego bagna. Nocny autobus, który mnie odwoził do domu z gejowskiego klubu, był kompletnie innym autobusem niż ten, którym wracałem z popołudniowych zmian z pracy, miesiąc wcześniej. Ten autobus i całe uniwersum było kompletnie nowe. Dziś, kiedy za chwilę dosłownie w obliczu tego, co przeszłe zakończę pewien długi okres mojego życia. Okres na który można patrzeć z perspektywy, tylko li uczelnianej, choć to w jakimś sensie fikcja! – Bowiem okres permanentnej socjalizacji, jakiej poddawani jesteśmy w tym kraju; od wieku dziecięcego, wraz z upływem czasu i swoistym postępem, zmieniamy numery i stopnie, oraz lokalizację miejsca edukacji – otrzymując z każdym etapem, większe możliwości i coraz luźniejsze kajdany ograniczeń, można traktować jako jedno – lata szczeniackie. Pod sam koniec tego okresu czujemy, że już za małe nosimy buty i że spodnie za ciasne, ale kiedy wyjrzymy na zimny i nieprzyjazny świat – który daje nikłe alternatywy, a w zasadzie czasem żadnych – to lepiej nosić w nieskończoność złe buty, niż chodzić w zimie na boso.

Pamiętam jak w wakacje 1997 roku, kiedy byłem małym łebkiem, na działkę mojego wujka przyjechali jacyś ex-studenci, kończyli właśnie swój szczeniacki okres. Pamiętam że poza piwkami i grillem i moją tęsknotą, do bycia dużym – pamiętam, ich niezrozumiałe dla mnie rozmowy. Dotyczące perspektyw, tego co będzie dalej i że jakoś będzie, chociaż wcale dobrze i że to, co dobre poszło sobie już… Wtedy nie mogłem zrozumieć, co dobrego sobie poszło, dla mnie wszystko było dobre. Dziś ich rozumiem, dziś przeżywam ich Weltschmerz.

Do tego za chwilę mąż wyjeżdża i już szykuje się na wyjazd, a ja zostanę sobie sam na pastwę wszelkiej życiowej smuty. A po powrocie, być może podejmie drugą pracę, więc też go będzie mniej… Dziś był w Sądzie na spotkaniu, w sprawie tejże pracy. A ja z moim wykształceniem, nawet nie mogę dostać się do studyjnego kina na stanowisko kasjera – bo nie mam dwóch języków, dwóch lat doświadczenia w podobnej pracy, nie mam nic wspólnego z marketingiem, nie robiłem magisterium z filmu polskiego i europejskiego, nie obsługuję kas fiskalnych itd… może zostać panią woźną?

środa, 01 września 2010

Wrzesień. Napisany mam pierwszy podrozdział, ostatniego rozdziału magisterki. Jeszcze dwa. Niby dobrze! Ale kiedy czytam to ostatnie dzieło – odczuwam odruch wymiotny. Co za bełkot. To najgorsze z tego, co mi przyszło napisać w całym tym utworze. Statystyka, mam niby mnóstwo źródeł, z których każde mówi prawie to samo. Podane na talerzu, a jednak różnią się tak bardzo, każde się wzajem cytuje i odwołuje, a mimo to wychodzi sieczka. Nie potrafię uchwycić sedna. Pośród setek danych, gubi się sens. Wątki, grupy, myśli, idee – wszystko przechodzi jak przez mikser, tworząc opowieść bez sensu. Jutro będę musiał nad tym usiąść i pomyśleć jak to rozgryźć.

Do końca miesiąca, niezależnie od tego jak ułożą się sprawy ze złowrogim urzędem – materiał merytoryczny musi być zaszyty. Jeśli będę musiał zrobić obsuwę z wydłużaniem sesji, to tylko na pracę dłubaną: przypisy, pierdoły, układ bibliografii, ulepszenie wstępu i zakończenia… Merytorycznie musi być git. Zresztą i tak sprawa ze złowrogim urzędem rentalnym, jest już raczej przesądzona, na moją niekorzyść. Z drugiej strony, mam napady czarnowidztwa; ot humanista na rynku pracy 2010. Nie wiem czy śmiać się czy płakać! Urząd pracy, kolejka, numerek, odhaczanie, czekanie i zawody (głównie) te życiowe… Dlatego, może bez względu na wszystko – zostać tu, w bezpiecznym punkcie? Nawet bez jakiegokolwiek socjalu! Usprawiedliwiać swoje Piotrusiostwo – łatką: student albo wieczny student! Nie. To chyba by było w końcu, zbyt nieznośne.

O dziwo, pojawiła się dla mnie szansa pracy od zaraz! A jednak jej nie dostanę! Bo jestem pedał! W pewnym miejscu i z pewnymi ludźmi, od pewnego czasu budujemy dobro-przyjacielskie relacje. I w ich miejscu pracy, nagle zwalnia się stanowisko, wakat od już. Poszukują pracownika na wczoraj! Ale jednak nie! Nie jest prosto! Szefem tych ludzi, jest zdeklarowany homofob, który kiedy dowiedział się o mnie i o I’, przestał nam nie tylko podawać rękę, ale nawet cokolwiek do nas mówić. Kiedy siedzi on w pracy, albo kiedy jesteśmy razem na jakimś wernisażu – nawet przechodząc obok siebie, mamy z wzajemnością kamienną twarz! Mam teraz do niego wysłać CV. He he he, żadnych szans! Nawet mu nie udowodnię, że to dyskryminacja ze względu na orientację. Po prostu wszyscy kandydaci będą lepsi niż ja!

Eh życie! Za oknem nie przestaje dżdżyć, i dmuchać lodowatym jesiennym wiatrem. Wszystko już mieliśmy tego lata; wiosenne ulewy, saharyjskie ukropy i jesienne chłody. Tymczasem, pogrążony w myślach szarych, a nawet lekko czarnych, za chwilę ucieknę w rozpalone ramiona męża, który dawno już śpi. Wtulę się w nie i zwinę w kłębek – jak mały Piotruś, którym byłem kiedyś dawno temu… Który bał się tak wielu różnych przeszkód, że nocą aby na troszkę, choć uciec od życia. Wymyślał sobie, że oto wypływa w rejs transatlantykiem i zasypia gdzieś na dalekim morzu, aby rano obudzić się na kompletnie nieznanym brzegu. W nowym porcie do którego wpływa świt, w którym dawne problemy już nie wracają, a nowe są inne lepsze, bardziej poddające się ludzkiemu okiełznaniu…

02:56, koffiejames , koffie mix
Link Komentarze (3) »