o mnie i o ludziach obok... o ludziach i o mnie...
Archiwum
O autorze
piątek, 27 sierpnia 2010

yyyPopieram i Protestuję!!!

Jutro, to jest 28 sierpnia 2010 roku jest Światowy Dzień Czytania Komiksów w Miejscach Publicznych (Read Comics in Public Day).

Jest to międzynarodowa akcja propagująca komiks, jako równorzędną książce formę noweli graficznej. Jednak tym razem w polskim wydaniu „Dnia” nie chodzi o szukanie różnic, między komiksem czy książką – tylko o wspólną walkę! Od stycznia 2011 roku na Książki, Komiksy i Prasę Specjalistyczną zostaje wprowadzony podatek Vat w wysokości 8%, który być może uda się obniżyć, według stawki obniżonej do wysokości 4-5%. Jednak nawet 5% podatku bezpośredniego od sprzedaży, w połączeniu z Vatem pośrednim wchodzącym w cenę paliwa, materiałów, druku itd… Wywinduje ceny i tak dziś drogich książek, już bardzo drogich komiksów, oraz prasy specjalistycznej. Podatek na komiksy będzie równy, upadkowi kilku małych wydawców, co doprowadzi do zgonu komiksu w Polsce. W przypadku książki, prawdopodobnie też dojdzie do upadku małych wydawców, czytelnik skutecznie już odstraszony będzie od kupowania kolejnych książek. Wydawcy prasy komiksowej zapowiedzieli już, iż przejdą do podziemnego wydawania swoich tytułów – tworząc szarą strefę! Taki los gotuje nam wszystkim pan premier Donald Tusk i jego rząd! Który nie podjął rozmów z Brukselą, w celu ustanowienia albo niższych stawek, albo nie wprowadzania w ogóle podatku Vat na Książki. Ucierpimy na tym my wszyscy – czytelnicy!!!

W ramach jutrzejszej akcji, wydawcy komiksu będą cicho protestować pod Sejmem RP, wraz z garstką czytelników. Akcje protestacyjne urządzi też Poznań i Kraków!

czwartek, 26 sierpnia 2010

Każdy czasem wpada w późno-letnią chandrę, połączoną z bólem głowy, ogólnym refleksyjnym rozkładem emocjonalnym i takie tam… Dlatego zainspirowanym będąc pewnym blogiem i pewnym wpisem; po to aby sobie pomóc, lub się dobić, puszczam dziś to… To już pewnie tu było na tym blogu szczególnie, że omawiałem całościowo Queen w listopadzie 2008, zresztą jak dobrze wszystko pójdzie, to do końca tego roku opiszę jeszcze inną kapelę, którą się fascynuję – mocno nie-pedalską. Ale nic nie obiecuję… Tym czasem ten sympatyczny klip – nie wiem, kto to zrobił ani z czego zaczerpnięte – ale się składa to do muzyki i nastroju…

15:52, koffiejames
Link Komentarze (1) »
niedziela, 22 sierpnia 2010

Mój mąż potrafi mnie wybić z rytmu. Czego się po nim kompletnie można by nie spodziewać, gdyż jest mimo wszystko zwolennikiem spokojnego i zaplanowanego trybu życia. Mój ostatni rok poświęcony jest na pisanie pracy magisterskiej, to rok w którym nie pracuję zawodowo, zasadniczo nie pracuję wcale, tylko się obijam. Praca magisterska się pisze, do zrobienia został mi ostatni rozdział – który zamierzam potraktować dość oględnie i jeden ważny podrozdział, oraz całokształt poprawek… Tymczasem wczoraj…

I’: Nie broń się teraz w październiku! Zrób to za rok!

K: Eee??? Co? Jak to? Dlaczego???

I’: We wrześniu wpłynie Ci ostatnia wypłata renty po mamie, z pracą jest ciężko. Napisz tą magisterkę teraz do końca i zwyczajnie przedłuż sesję, aż do warunku. Za warunek zapłacimy, obniżą ci zresztą ze względów socjalnych. Utrzymasz rentę do ustawowego 26 roku życia. Obronisz się w każdej chwili między czerwcem, a wrześniem 2011 roku. A tym czasem jak skończysz do końca września pisać magistra, to poszukasz sobie pracy, albo zrobisz staż czy coś. Dzięki temu będziemy mieli zawsze dodatkowy fundusz.

K: Mam z siebie zrobić matoła, który studiuje 7 lat? Już i tak mam 6 lat na karku, bo sobie rok urlopu wziąłem.

I’: Jesteś niepoprawnym romantykiem, kogo to obchodzi ile studiujesz czy studiowałeś, ja dostałem medal za chlubne studia, miałem publikacje w czasopiśmie naukowym, z moich badań promotorka czerpała do swoich publikacji i co mam z tego? Doktoratów u nas nie było, nie przyjęli nikogo, eh poza córką pana profesora… Z moich osiągnięć mam wielkie G. Nikt ci nic nie da! Bierz sam ile wlezie…

K: No to postawiłeś teraz pomysł, wszystko przewraca się na głowę… Nie wiem czy tak się da, poza tym zmienia się u mnie, po tym roczniku system studiów z jednolitych na dwustopniowe… Chociaż mam wszystkie wpisy i oceny z 5 letnich jednolitych, poza egzaminem magisterskim w zasadzie jestem już po… I pamiętam, że były takie kwiaty, co się broniły w marcu na przykład, czyli prawie rok po terminie…

I’: Idź we wrześniu do dziekanatu, dowiedz się jak to wygląda, pogadaj z promotorem. To jest życie, musimy wziąć dwa kredyty – jeśli nie znajdziesz szybko pracy, to bez twojej rodzinnej renty będzie nam bardzo ciężko, tylko na mojej pensji. A tak byś miał dwa źródła dochodu – i przez ten rok, byśmy mniej odczuli obciążenia finansowe…

K: Wpędzasz mnie w poczucie wstydu, zamieniając w wiecznego studenta.

I’: To jest twoja decyzja, powinieneś się nad nią poważnie zastanowić, nikt nam nie da. Nasze kochane państwo daje mało alternatyw, byś mógł sobie spokojnie szukać pracy a jeśli byłoby trzeba wcześniej donieść papiery, że ukończyłeś wyższe, w każdej chwili byś mógł się bronić…

K: Hm????

piątek, 20 sierpnia 2010

Jeśli jesteś przeciwny homoseksualnemu stylowi życia! Pozwól im stać się tak samo normalnymi jak My! Niech posmakują piekła jakim jest małżeństwo... :)

19:54, koffiejames , koffie mix
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 16 sierpnia 2010

Wczoraj udaliśmy się z I’ na nowy film Ferzana Özpetek’a – „Mine Vagantin. O miłości i makaronach”. Film miał premierę 30 lipca, ale tylko w niektórych miastach w kraju. U nas w zaścianku pojawił się dopiero 13 sierpnia i to w kinie alternatywnym. Ale już mniejsza o to. „Mine Vagantin” – jest po prostu zniewalający. Nie bez kozery mówi się o Özpetek’u, że jest włoskim Almodówar’em. Nie dość że jest gejem, że jest Turkiem, który musiał pokonać islamską wrogość wobec homoseksualizmu (bardziej agresywną od katolickiej) to jeszcze filmy kręci z motywami, albo tylko w tematyce queer.

I tak właśnie, zachwyciliśmy się jego najnowszym dziełem – które troszkę błędnie określane jest jako komedia, ale to w zasadzie nie jest film z tego nurtu, to bardziej komedia obyczajowa z elementami dramatu, lub obyczajowy dramat z elementami komedii.

Tommaso syn potentata makaronowego wraca z Rzymu do domu. Wraz z bratem Antonio, ma przejąć rodzinną firmę. Tommaso wyjawia bratu, iż okłamywał ojca i rodzinę że studiował ekonomię, że jego pasją jest pisanie i z tego chce żyć, oraz że jest gejem. Zamierza się wyautować przed rodziną podczas uroczystej kolacji – wtedy homofobiczny ojciec wyrzuci go z domu, tym samym uniknie on odpowiedzialności za rodzinną firmę. Jednak wieczorem ubiega go Antonio, który też ma dość firmy i mówi przy wszystkich, że to on jest gejem. Zostaje wyrzucony z domu, a ojciec dostaje zawału serca. Czy Antonio rzeczywiście jest gejem? Zobaczcie sami! Tymczasem Tommaso mimowolnie staje się podporą ojca, oraz pierwszą osobą w firmie, nie może się przed nim ujawnić, bo zachodzi ryzyko że wtedy tatuś mógłby umrzeć, doznając kolejnego ataku. Homofobia ojca rodziny zostaje zestawiona z jego relatywizmem moralnym – wszyscy w miasteczku wiedzą iż ma kochankę, jednak to z powodu wstydu, iż Antonio jest pedałem – idzie do niej bocznymi uliczkami ze spuszczoną głową. Tudzież permanentnie i nerwowo się śmieje w obawie, że wszyscy mieszkańcy miasteczka śmieją się z niego – bo wychował syna pedała. Tommaso również zostanie postawiony przed dylematem moralnym, oto w jego życiu pojawi się piękna acz lekko stuknięta Alba – wspólniczka interesu makaronowego. Ponadto motyw samobójstwa za pomocą ciasteczek, tajemnica babci – która wskazywać będzie pewne analogie i nie zawsze szczęśliwe zakończenie względem głównego bohatera. Przeskok w czasie i finał zasadniczo bez odpowiedzi, a może z odpowiedzą? Coming Out – na wielu płaszczyznach życia…, Antonio i Tommaso. No i przybywający z Rzymu koledzy głównego bohatera… Ot cała mozaika tego niby prostego, acz grubo szytego obrazu… Muzyka, postacie drugoplanowe w tym ojciec, babcia, matka i ciotka alkoholiczka troszkę jak z „8 Kobiet” Ozon’a. Warto, warto, warto ten film zobaczyć!

czwartek, 12 sierpnia 2010
wtorek, 10 sierpnia 2010

Tak moi kochani, to co się teraz dzieje to prawie, że schizma! Nawet oficjele warszawskiego KRK, podpisali się pod porozumieniem które miało doprowadzić, do usunięcia krzyża spod pałacu prezydenckiego. Ale skoro wokół krzyża gromadzą się chorzy fanatycy, modlący się do „lipca, bo w lipcu ma się przelać krew” to o co chodzi? Jest krzyż jest impreza? Nie, to już raczej przerażająca groteska – której najtęższe głowy nie były w stanie wymyślić.

Baśka Blog odcinki 119, 120! To nie jest śmieszne, to jest tragiczne! Ale bardzo dobrze, że groteskowy internetowy serial, postanowił zrobić małą „sprawę dla reportera”… Bo oto wychodzi szydło z worka; zawiści, agresji i fanatyzmu.

119

120

piątek, 06 sierpnia 2010

Może to jest barbarzyński film z miasta, w którym żyją tylko nudni robotnicy... Może się obrazi świętobliwy Kraków i fanatyczny Toruń... Bo jak to tak - profanacja!!! Ale ja jestem dumny, mimo może troszkę zbyt spontanicznej formy tego happeningu, mimo może odgrzewanego pomysłu na bitwę na poduszki - ale jednak dumny jestem z powodu odwagi tych "idiotów" (jak mówi głos w tle). Też nim w takim razie  jestem! Popieram w pełni! Też bym poszedł się bić... Zróbcie to jeszcze raz...

poniedziałek, 02 sierpnia 2010

Najpierw był Liberace (1919-1987) którym zachwycał się i na którym wzorował się Elton John (1947). Niezależnie od nich wyrosła homo gwiazda Freddiego Mercury (1946-1991). Na obu wcześniejszych panach, wzorował się i zachwycał się nimi George Michael (1963). Bynajmniej wszyscy się dobrze znali i nie jest tajemnicą, że bywali na wspólnych imprezach, a jak to mówi mój mąż z cynicznym uśmieszkiem, to już prawdziwa homopropaganda. Ale czyż nie sympatyczna? No i żeby tradycji było zadość dzięki programowi The X Factor, rodzi się kolejna homo gwiazda na rynku UK. Tym razem jej idolem jest nasz ostatni bohater George, a nastoletni jeszcze młodzieniec mający nie byle jaki potencjał, tuż po zwycięstwie w programie i jeszcze przed wydaniem debiutu, ujawnia swą orientację światu… Oj zmieniło się wiele przez te ostatnie 40 lat! Joe McElderry (1991) ma przed sobą chyba świetlaną przyszłość, łączy w sobie coś z orientalnej urody Mercurego (tylko po plastyce szczękowej), coś z Michaela – na pewno ma jego silne wsparcie. Oraz niebanalny głos – i myślę, że to dopiero przedsmak, możliwości tego ciekawego chłopca. Naprawdę jestem zaskoczony, więc piszę o tym aż notkę!!!

mi się podobają wszystkie... :)

 
1 , 2