o mnie i o ludziach obok... o ludziach i o mnie...
Archiwum
O autorze
poniedziałek, 31 sierpnia 2009

Jeszcze dwie noce! Tylko dwie noce i dwa dni wolne. Praca w nocy jest męcząca, człowiek jest rozkojarzony i senny. Pozwala sobie puszczać błędy, choć za dnia pewnie by coś zrobił – zareagował – nie dopuścił, zatrzymał. Ale o trzeciej (3!!!), kładzie się już na to przysłowiową „LACHĘ” i modli się o szóstą (6!!! !!! !!!). Rano, czyli około godziny piętnastej, je się śniadanie na obiad, czyli obiad na śniadanie. O osiemnastej wbrew wszelkim regułom, (gdyż za zwyczaj nie jadam kolacji) je się obiad na kolacje – czyli kolacje na obiad. Zwykle coś bardziej dopieszczonego, co osłodzi następujące godziny.

O dwudziestej pierwszej, kiedy jest się już w centrum – napełnionym siłą, po maksymalnie nagłośnionym koncercie, trzech a w zasadzie dwóch[1], najważniejszych utworów – dla pracy nocnej dodających energii. – Wprowadzających w trans, jak boksera ryk sędziego i zagrzewające okrzyki publiki, czy inkaskiego wspinacza, liść koki rzuty do ostatniej kropli.

O dwudziestej pierwszej. W każdą noc miasto tętni. Zaprasza by dać porwać się w wir zabawy i pokus czyhających w każdym podwórku. Zaprasza do cichych autobusów pędzących do dzielnic, gdzie mieszkają wszyscy dobrzy starzy znajomi. Drzwi otwierając jęczą – wejdź proszę, zabiorę cię dziś do raju…

Do przestronnego pokoju, i zimnej lodówki, do woni tytoniu, i wspomnień tych wszystkich nocy, kiedy uczyłem się życia… Kiedy dzieliłem się swoim człowieczeństwem, podczas alkoholowych komunii prawdziwych przyjaźni, ludzi na których mogę do dziś polegać.

A jednak, muszę zaczekać na moje widmo, co zabiera mnie na dalekie przedmieścia. Za stalowy płot. Miejscami wyłożony kamieniami jak chiński mur, do zimnych i mrocznych hal, na kolejną długą noc…

 

1Rush - Subdivisions

2Rush - New world man

3Rush - Mystic rhythms

 

         

 


[1] Kolejność utworów od 1 do 3 w następującej kolejności: 1, 2, 3, 1, 3, 3xn (i na ile starczy mi czasu do 20:30 razy utwór numer 3xn).

Nie wiem te lata 80-te mają coś w sobie, ta ich swoista przaśność i coś hm… cholera nie wiem sam?

18:28, koffiejames , koffie mix
Link Dodaj komentarz »
piątek, 28 sierpnia 2009

Czasem po latach w nieoczekiwanych chwilach i miejscach spotyka się ludzi! Tych których się zapomniało. Zniknęli gdzieś za opadającą kurtyną uciekających dni. Zniknęli z własnej woli, lub z mojej woli, albo po prostu tak wyszło. Bo czasem tak wychodzi, że pozwalamy sobie odchodzić i już. W takich sytuacjach zawsze staje mi przed oczyma obraz z przed lat, obraz tych ludzi i relacji, jakie z nimi się utrzymywało. Nie ufam ludziom, i zachowuję wobec nich dystans aż do czasu, kiedy ich dobrze nie poznam. A skoro tym z kiedyś („z mojej już przecież historii”) udało się wejść do mojego świata, to czemu nie? Czemu nie dać im szansy? Jednak zwykle ci, co przeszli w mej pamięci – musieli zrobić coś niesympatycznego względem mnie! Znajduję nawet w pamięci te nieprzyjemne sytuacje. Rażą mnie one lub ranią! Łatwo jest mnie dotknąć – i to nie słowem, czy swoistym zachowaniem – ci, co wiedzą to wiedzą jak… Im wystarczy – to straszne mieć takiego znajomego jak mnie, który nigdy nie mówi, co mu jest.

W każdym razie ostatnio z I, podczas jednej z uroczystości 65-tej rocznicy likwidacji Litzmannstadt Getto, spotkaliśmy taką osobę! Moją „wspaniałą” kumpelę z czasów z okresu wczesnych i środkowych studiów, która przepadła w 2008, która dla kariery olała wszystkich znajomych, przyjaciół i prysnęła jak mydlana bańka, dostając możliwość pisania pracy magisterskiej na własnych warunkach, bez konieczności nawet odwiedzania Instytutu… Niektórzy sądzili, że nawet umarła! Teraz się pojawia i narzeka na brak znajomych, na kiepską pracę, na zmęczenie… Prosi o kontakt! Zastanawiam się czy warto, czy jeszcze mi się chce, skoro już raz ktoś pokazał że nie warto, że potrafi olać i zaprzepaścić lata bliskiej znajomości, że nie odpowiada na telefony ani maile… Jaki ma sens odgrzewać coś na nowo – ja nie lubię wracać do ludzi, którzy już przeszli okres zainteresowania w moim życiu, jeśli nie zostali w nim na stałe to znaczy, że mi nie odpowiadali… Mimo to, coś mnie ciągnie by spróbować jeszcze raz (ciągnie jak podchody saren, kiedy byliśmy z mężczyzną ostatnio w ogrodzie botanicznym) choć wiem, że zostaniemy z I spłukani jak resztki w klozecie, przy nadarzającej się tylko okazji… Nie wiem? Warto???      

środa, 26 sierpnia 2009

Znów jestem zabiegany – albo raczej zapracowany! A kiedy podczas całego tego okresu pracującego, znajduje się chwila wolnego, to albo się kłócę z I, albo idę z I do znajomych, lub oglądamy grające fontanny w centrum, jak również chodzimy na turystyczne obchody po dzielnicy dawnego getta. A na takich wyjściach spotykamy znajomych, ba nawet naburmuszonych gejów, też znajomych. Oraz czasem chodzimy do restaurantu lub zoo. Od święta, zdarza się nam przejechać w takich chwilach, tramwajem turystycznym numer 0 – co straszliwie hałasuje, że bębenki uszne mogą umrzeć!

 

Nowa praca moja, jest źródłem ciekawych zjawisk. Po pierwsze to pracuję tylko przystanek bliżej niż kiedyś. Po drugie pracuję w spokoju i jestem traktowany jak człowiek – wynika to z tego, że pracuję w firmie z logo, a nie jak dotychczas u podwykonawcy! Z racji takiego usytuowania (nowej pracy), spotykam się z dowcipami ludźmi jadącymi ze mną do zakładów tą samą w 99% drogą jak kiedyś do kołchozu; że jestem zdrajcą swojej starej firmy, i jak tak w ogóle mogłem!!! Teraz widzę jak strasznym obozem była moja była robota. Niektórzy oficjalnie pokazują mi swoją niechęć, od kiedy pracuję w nowej firmie! A generalnie to są ciekawi jak mi się udało wyrwać z mordowni mojego byłego zakładu.

 

Ten tydzień dla mojego miasta jest bardzo ważny pod względem wydarzeń kulturalnych. Trwają obchody 65 rocznicy likwidacji Getta. Staramy się z I uczestniczyć regularnie w większości imprez z tym związanych, jeśli tylko pozwalają nam siły i czas po pracy. Dziś były uroczystości na terenie dawnego obozu Cygańskiego, w dawnym obozie dla dzieci i młodzieży Polskiej i na cmentarzu Żydowskim. Tam też wysłuchaliśmy dwóch przejmujących psalmów, śpiewanych przez Kantora oraz modlitwy Kadisz. Cały ten spektakl zrobił na nas duże wrażenie. Szczególnie chyba łzy kobiet, które reagowały tak na rozpaczliwe wezwania skierowane do Boga przez Kantora. Jutro znów pędzimy na kolejną odsłonę obchodów tuż po pracy…

 

piątek, 21 sierpnia 2009

Życie jak w kalejdoskopie... Pędzi jednak ku nieuchronnej katastrofie!!!!!

To nie o moim życiu. To tylko moje obserwacje gejowskiego światka. Ta notka nie jest kolejnym atakiem na gejworld. Jest tylko smutną obserwacją! O tyle istotną, że dziejącą się wśród dalszych i bliższych naszych z I znajomych.

Smutek to słowo, które pozostaje jak tlen, niewidoczna materia – między ludźmi, którzy stają się samotni. Oni zostają w swoich domach, ciasnych pokojach, i oddychają smutkiem zamiast powietrza.

Ta notka nie jest o tych, co świadomie wybierają wieczną zabawę i szybkie, a nawet błyskawiczne zmiany otoczenia, partnerów, znajomych… Nie o tych, którzy nie potrzebują, albo boją się lub nie potrafią – żyć w stabilnych układach.

Piszę o dobrych ludziach, albo podobnych do nas (z I). Którym nie wychodzi, którzy świadomie, lub do końca może nie świadomie, popełniają błędy – mikro uszkodzenia niszczące zaufanie – rozsadzające tą piramidę, (jaką zdawałoby się, przez te liczne miesiące budowali), tą piramidę wzajemności.

Piszę, bo może sam boję się, aby nie spotkało to mnie, aby nie spotkało to Nas!

Każda z tych małych historii, wzbudza strach w mojej małej wspólnocie. Szczególnie ta ostatnia.

Mam kolegę powiedzmy D – lat 24. Obecnie byłego, powiedzmy E – lat 34, poznał w sierpniu 2007. Po dwóch tygodniach wynajęli mieszkanie. E pracował w pewnym markecie gospodarczym, a D otrzymywał wysoką rentę rodzinną po matce i studiował! W tamtym czasie byli dobrze zgraną parą, można zaryzykować stwierdzenie, że kochającą się! Prawdziwy dom! Byłem kilka razy u nich, byliśmy na kilku imprezach, kiedy wyszedłem z szafy D, zawsze służył dobrym słowem. Razem z E spędzili wspólne wakacje, wspólny pierwszy rok, święta jedne i drugie, znów wakacje! E rzucił pracę i wraz z D założyli własną działalność. Po ponad roku, prawdopodobnie do ich życia wkradła się nuda. Na portalach gejowskich zaczęli szukać nowych znajomych – jak bardzo wielu gejów – chcieli poszerzyć swój krąg znajomości! Poznali kolesia z Kalisza. Pisali z nim, doszło do spotkania na początku kwietnia 2009. D źle się czuł wiec z klubu pojechali do domu, zabierając ze sobą nowego gościa. Gdy jednak D dotarł do mieszkania, E stwierdził iż musi odwieźć przybysza do hotelu i pojechał. Wrócił dopiero po weekendzie, spędzonym w jednym z droższych hoteli w mieście! Już nie kochał D – to miał być koniec. Upłynęło kilka dni, chłopcy dali sobie jeszcze trochę czasu – bowiem oboje zachowali się wobec siebie nie uczciwie, w kwestii nowego znajomego z Kalisza, jak opowiadał D. – „Obaj nie byliśmy święci, wpuściliśmy trzecią osobę!” Pod koniec kwietnia E oznajmił, iż już nie kocha D – wyprowadził się, pojawiła się nowa miłość w jego życiu!

E mieszka dziś sam, we własnym mieszkaniu w tej okolicy, w której mieszkali razem. Z E spotyka się w pracy, wspólne mieszkanie będzie oddane…

Piliśmy z D we wtorek – opowiadał o swojej cztero miesięcznej samotni – ciężko przeżył to, co się stało. Kochał tamtego faceta i nie wierzy w to, że trafi się ktoś jemu podobny. Ma kryzys, i napady okrutnego cynizmu. Mówi że moja relacja z I, się rozpadnie mniej więcej między czternastym, a dwudziestym miesiącem! Potem mówi, że to żart, i że przeprasza za tak cierpkie żarty. My udajemy, że rozumiemy. To wcale nie jest fajne, słuchać jakichś przepowiedni na własny temat… Pojawi się myśl; a może to jednak norma w naszych relacjach, męsko męskich, czy damsko damskich? Nie potrafimy żyć razem? Nawet jeśli początkowo zdaje się być dobrze i fajnie, to i tak musi się wszystko zawsze spierdolić?         

Zapytał nas czy widzimy się za rok, czy za dwa. Odpowiedzią jest nasza niewiedza, trudno określić, co się może stać, jeśli by pytał czy chcemy dalej być na kolejne lata – dziś jesteśmy tego pewni, ale jutro?

Smutnych historii, z którymi musieliśmy się ostatnio zderzyć było więcej – nie ma sensu by je wszystkie opisywać. Chłopak z HIV, związek na odległość, zerwanie kontaktu od tak, brak nadziei na cokolwiek, powrót do byłego… Każda z nich jest przykra i zasiewa tą gęstą zimną materię. Nie ma tu niewinnych, ani nieświadomych, ani naiwnych… Jest tylko życie, dzień za dniem…

11:41, koffiejames , koffie mix
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 17 sierpnia 2009

DM

Bilety za wstawiennictwem Magu! Amen!

Niech zazna spokoju w życiu swym. Amen!

DEPECHE MODE - Sounds of the Universe (2009)

IN SYMPATHY

niedziela, 16 sierpnia 2009

Długie weekendy to za mało. Koffie J. nie wypoczął praktycznie wcale, a może nie było mu to dane. Niby nawet, zasadniczo – nic nie robienie potrafi męczyć – ale autor tego bloga tak do końca, nie nic nie robił. Na przykład sprzątał, oglądał telewizję, gotował, robił zakupy, relaksował się…

Długie weekendy to oszustwo – zanim się zaczną już się kończą, a potem w nadchodzącym po nich pierwszym dniu tygodnia – jest koszmar! Poniedziałek wita totalnym zmęczeniem! Chciałoby się jeszcze, jeszcze, jeszcze więcej wolności. Chciałoby się przeskoczyć cały długi miesiąc do dnia wypłaty i cieszyć się tym, co przyszło… By znów mieć na kolejny długi weekend szaleństw.

Już dziś zaczęliśmy planować z I naszą rocznicę. Idziemy do Aquaparku od bladego świtu, potem na przedni obiadek, a wieczorem przy małym torciku i dobrym alkoholu wzniesiemy nasz uroczysty toast. Ale plany rocznicowe to też oczywiście plany na kolejny z naszych wspólnych długich weekendów, zawsze się wszystko może zmienić, wszystko się może stać! – Ale czyż snucie takich planów i całość przygotowań pod nie – nie jest sposobem na zamordowanie kolejnych długich tygodni roboczych? A poza tym nasz rocznicowy weekend mamy jak w banku wolny od pracy, więc i tak będą to wspaniałe dwa dni!

23:04, koffiejames , koffie mix
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 13 sierpnia 2009

Dzieje się a dzieje. Koffie zmienił lekko prace. Ale myśli, że go mogą z niej szybko wyrzucić, bo jest nowa – lżejsza niż dotychczasowa – ale to w zasadzie jedna firma, chociaż inaczej. Koffie jest teraz cały zestresowany tą nową sytuacją, więc nie czyta żadnych blogów tylko myśli o nadchodzących dniach…

Natalka wróciła z nad morza i napisała do I trzy sms-y!!! W których zagroziła, że nie możemy się z I rozstać, przynajmniej do końca wakacji przyszłego roku. Ponieważ mamy jechać wszyscy na nie razem, (pewnie z Maganuną także). – Tak przynajmniej zrozumiał to I. Zaleciła też spotkanie z Maganuną, we wrześniu lub w październiku bieżącego roku. Magu miał jednak rację – twierdząc, iż Natalka jest niezwykle wojownicza ;p !!!  

Koffie pracuje tylko maksimum do 15go października, a potem bierze się do czytania książek, jeśli chce napisać pracę magisterską do września 2010 roku. Daj mu dobra Boziu!

Dziś przybyła do nas na obiad Maganuna. Wysłuchała rodzinnej kłótni i wypiła koktajl czekoladowy. Na obiad podano cukinię zapiekaną z serem i z sosem pomidorowo-czosnkowo-śmietanowym, na bazie trzech jaj. Maganuna zwykle zła i krnąbrna, dziś nadzwyczaj uczynna – pozmywała. Cel jej wizyty był dwoisty, przyjechała się pożegnać przed swoimi wakacjami – na które jedzie bardzo daleko, oraz by wręczyć nam bilety na Depeche Mode! Mamy bilety, mamy bilety, mamy bilety…

Pokazała też jaką jest kierownicą. Jak to stwierdził I: niepokojąco-zaskakującą!

Życie zdumiewa! Życie jest dziwne. Dobrze jest żyć. Nawet jeśli te wszystkie stwierdzenia, są stekiem banałów – to i tak są one trafne i ociekają zewsząd słodkim sokiem – nowości. Pokrzepiające jest jeszcze jedno – o dziwo Internet. – To najbardziej otumaniające medium – potrafi budować więzi międzyludzkie, dobre więzi – jeśli się oczywiście ma odrobinę oleju w głowie… (ups tu już galopuję w mój uroczy ton moralizatorski – dobranoc).

wtorek, 11 sierpnia 2009

Ciężko się pozbierać po dwóch tygodniach opieprzania się! Mózg gdzieś daleko jeszcze śni o wszystkim, co jest już przeszłością, jeszcze jest rozpalony minioną błogą wolnością.

Jeszcze nie potrafię zatrzeć obrazu ucieczki od rzeczywistości, do której właśnie wróciłem. Mamy z I wolną chatę jeszcze przez 10 dni, bo najukochańsza z siostrą i siostrzenicą pojechały sobie wczasować do Ciechocinka.

Wolna chata jak to brzmi? A my tymczasem zajęci praniem i sprzątaniem – zamiast szaleństwami.

Pijana Maganuna już śpi w drugim pokoju. Wróciła właśnie ze spotkania biznesowego. Zdawała się być zadowolona. Ogoliła się na łyso i śmiejemy się z niej z I. Maganunie podoba się dwu i pół tygodniowa broda I. Sama nie umie takiej wyhodować, zresztą ja też nie umiem takiej wyhodować.

Generalnie spotkaliśmy się z Maganuną żeby dała nam bilety na DM i żebyśmy mogli jej zapłacić – ale oczywiście krew w związku ze spotkaniem biznesowym, odpłynęła jej z mózgu wiadomo gdzie, to zapomniała biletów przynieść!!!

Mam szansę – która pojawiła się od tak, nagle, nie wiadomo skąd – tuż zaraz jak Magu pojechała jedynką do domu – zadzwoniła pani w sprawie pracy. Postaram się zrobić wszystko, co w mojej mocy by się udało. Zrobiłem krok numer jeden – wczoraj zaniosłem CV. Dziś oddzwonili.

I – ma dziś dużo pracy, ja idę ostatni dzień do zakładu, jutro idę na rozmowę kwalifikacyjną – troszkę mnie to denerwuje – rozważam za i przeciw. Ale muszę być za!!!

poniedziałek, 10 sierpnia 2009

Ostatnie dwa tygodnie były dobrym okresem w moim życiu i w życiu mojego I. Wyjazd, mimo iż przed moją rodziną udawaliśmy tylko kolegów – a intymnych chwil mieliśmy bardzo mało – zbliżył nas ze sobą. Po prawie roku od dnia, kiedy wszystko się zaczęło – chyba jestem szczęśliwy. Trafiłem na wiernego i kochającego faceta.

Chyba!?! Bo zawsze musi być ten margines – to według mnie naturalne. Ale jest nam dobrze. Jeśli miałem jakieś wątpliwości – kilka miesięcy temu – to udowodniliśmy sobie, że nawet trudne problemy możemy pokonać razem, że nawet intymne problemy – nie muszą być naszym tabu. I że można wszystko, wspólnymi siłami rozwiązać.

Może to głupie? Ale chyba zaczynamy powoli planować naszą przyszłość. – Nie łatwą przyszłość – może kurcze totalnie nie realną – ale nasze marzenia na dziś zdają się być spójne. Cele odległe i trudne. A przeciwności, są jak lodowe góry na nieznanego życia ocenie. Co tam? Chcemy płynąć na tej łajbie.…

Nie wiem. Nie do końca wiem – nie potrafię tego odtworzyć albo zrozumieć – jak to się stało? Że poznany przez Internet chłopak – staje się moim życiem, nie przesłania mi życia, ale w nie wrasta. Zawsze mógłbym być sam. Zakładałem zresztą przez wiele lat, że tak będzie. Że samotnia to moje wyzwanie, mój cel i moje przeznaczenie. Albo raczej wyrok za bycie Pedałem. I że dobrze mi tak – bo na nic nie zasługuję… A tu nagle pojawia się ktoś, dla kogo warto – chwilę się zastanowić – zawrócić z obranej drogi… Przecież to mógł być kolejny pojeb – z kilkunastu których poznałem – lub niedościgniona mrzonka, z skądś tam, albo nieszukający takiego jak ja – zwykłego – maksymalnie przeciętnego – niezbyt ciekawego gościa.

Los płata figle – dlatego warto wierzyć, warto walczyć, warto czekać, warto… Nawet, jeśli ma to być tylko jak w słowach piosenki – tylko jeden rok miłości,( jest lepszy niż całe życie w samotności…)

 

*** jestem pijany i szczęśliwy – jutro mi przejdzie – i dalej będę zawodził – obiecuję – ten blog nie będzie – telenowelą! :)

niedziela, 09 sierpnia 2009

Wracamy!!!

Koniec wakacji znów trzeba do roboty ble… Ale i tak jest fajnie. Mieliśmy z I wspaniałe wakacje. Czujemy się pełni życia i pełni zapału do kolejnej walki.

O wakacjach będę jeszcze pewnie pisał, może o morzu? Nie wiem nie obiecuję. Zobaczy się. W każdym razie wydarzyło się w ciągu tych dwóch tygodni dużo, jak na nasze szarych żuczków życia. Poznaliśmy aż trzy tęczowe postacie, dotychczas wirtualnego znajomego z IS – Sebastiana, który przyjechał specjalnie dla nas ze Szczecina, oraz wojownicze małżeństwo – czyli Natalię O. wraz z jej wspaniałą Żoną! Wszystkich bohaterów serdecznie pozdrawiamy!!!

 

KoffieJames&I

PS.

Zakulisową bohaterką naszej wakacyjnej przygody, Polką Matką, Matą Hari – stała się nasza ukochana Maganuna, (zwana dalej Maguną lub zwyczajnie Magu). Otóż Magu pewnej nocy, kiedy się z nią zdzwoniliśmy, sprawdziła nam internetowe strony mrocznego zespołu Depeche Mode i okazało się, że w najwspanialszym mieście naszym, odbędą się aż dwa koncerty w lutym 2010, tego mrocznego zespołu. Tnąc swą wychudłą pierś; Magu – zaofiarowała się zakupić nam 2 bilety na mroczną noc 10.02.10. I oto KJ i I pojawią się pierwszy raz, na znamienitym koncercie swojej ulubionej grupy. (No chyba, że go znów odwołają).