o mnie i o ludziach obok... o ludziach i o mnie...
Archiwum
O autorze
poniedziałek, 29 lipca 2013

Czas nieubłaganie okrada każdego z nas z życia. I proces ten zadziwia ludzi od wieków. Czegokolwiek byśmy nie robili i z której społecznej klasy byśmy się nie wywodzili – wobec czasu jesteśmy totalnie bezradni. A dzięki medycynie, ogólnej poprawie jakości życia i mentalności w XX wieku, udało nam się niesamowicie rozciągnąć proces starzenia, spychając właściwą starość praktycznie o dwie dekady. Nasi dziadkowie w większości po 60-tce byli już dziadkami, a dziś coraz więcej osób po 70-tce potrafi dość aktywnie i twórczo żyć. 

Tak, to jest wpis urodzinowy, o tyle inny od kilku wcześniejszych, że totalnie pełen emocji. Dziś przypadają 60-te urodziny Geddiego Lee – basisty i wokalisty zespołu Rush (o którym pisałem już wiele w poprzednich latach). Kanadyjskie trio tak muzyką, jak i jej przesłaniem – w jakimś sensie – wylało betonem fundamenty mojego patrzenia na świat. A ja nadal jestem w orbicie złego wpływu „cnoty egoizmu” w lewackim miksie, interpretacji filozofii obiektywizmu – której dokonuje od blisko 40 lat zespół Rush.  Ale dziś nie o filozofiach, dziś o czasie…

Rush w swej muzycznej ekspresji, praktycznie zawsze stawiał na dynamizm, na witalność. Wszystko między taktami działo się szybko, czasem agresywnie, czasem bardzo łagodnie, ale zawsze w swoistym pośpiechu. Dominowało poczucie pochwały dla życiowych zdolności człowieka, zawsze gotowego i zdolnego do odrodzenia się lub podniesienia się z życiowego upadku. Życie samo w sobie, miało napędzać człowieka do działania, miało dodawać mu woli do czynów i chęci, do wykorzystania swoich wszystkich możliwości do maksimum. Przykładem świecili muzycy kapeli (do dziś zresztą, są właśnie w pracy czwarty sezon od 2010 roku).

Ale wiek i czas są nieubłagalne, odzierają człowieka z sił i woli, nawet jeśli wydłużyliśmy znacznie nasze życie, to i tak po trochu zanikamy.

Szczerze mówiąc nigdy się nie spodziewałem, że Geddy Lee będzie miał 60 lat. Ten młody, niezniszczalny facet, o ostrym i wrzaskliwym głosie. Ten facet, który praktycznie od 40 lat nie zszedł ze sceny. Jakie to głupie, ale trudno mi uwierzyć, że on odważył się mieć 60 lat.

Ostatnio był Jagger (o dekadę starszy) – który tańczy od 50 lat na scenie, ale dynamizm muzyki Rolków nigdy się nie zbliżył do Rush, to zupełnie inne zespoły i zupełnie inna muzyka. Stonesi to poza Mickem naprawdę już starsi panowie, nie ma w ich oczach tego szaleńczego błysku, a u panów z Rush ciągle widać gdzieś pod grubą warstwą życiowego doświadczenia, trójkę nastoletnich łobuzów – nieskończenie zakochanych w swojej pracy. Muzyka jest ich pasją i nigdy nie przestała nią być, dzięki temu mogą mieć totalnie w… oczekiwania i krytykę – bo przede wszystkim grają to, co lubią.

Panie Lee, ja Panu zupełnie nie wierzę, metryka kłamie, Pan nas okłamuje – Pan nie może mieć 60-ciu lat. A że obchodzi dziś Pan któreś tam urodziny – wszystkiego najlepszego z głębi serca oraz wielu, wielu lat dobrej pracy.

Utwory: The Angels' Share z solowego albumu Lee My Favorite Headache (2000) oraz tytułowy numer z albumu Presto (1989). Oba kawałki specjalnie na tą okazję - zupełnie nie reprezentatywne dla dorobku Rush i Geddiego Lee.

piątek, 26 lipca 2013

Drogi Panie Mick Jagger sto lat.

Chociaż w obliczu 70-tki na karku, życzyć się powinno już 150.

Nie będę mówił, że jest Pan ikoną i że 85% gwiazdek z czasów, kiedy Pan zaczynał oraz tych w których Pan jest obecnie - zwyczajnie nie przetrwa(ła) próby czasu. Pan przetrwa(ł).

Zamiast zbytniego kadzenia, wolę sobie posłuchać co ma Pan mi do zaśpiewania...  

wtorek, 23 lipca 2013

Człowiek wyjeżdża na kilka dni, a tu mu David Bowie coś takiego robi. A w obcym kraju, klip jeszcze niedostępny był na domiar złego!

poniedziałek, 22 lipca 2013

Kiedy ruszaliśmy wczoraj z ZOB-u, po krótkich wakacjach w Belinie, zakręciła się w oku łezka. Nawet nie przysłowiowa łezka, tylko prawdziwe wzruszenie spowodowane tym, że przyszło nam żyć przez tydzień w mieście wolności. W mieście gdzie, puki co, jest miejsce dla wszystkich, i można czuć się naprawdę bezpiecznie. W gejowskiej dzielnicy można chodzić ze swoim facetem lub przygodnym kochankiem za rękę i nikt się krzywo nie patrzy.  Na ulicach kafejki siedzą na kafejkach, kluby na klubach, moc rozmaitych sklepów zaskakuje mnogością asortymentu, a architektura potrafi zadziwić. Oczywiście jest potwornie brudno jak u nas – nie mamy powodu do wstydu – brud jest wszędzie taki sam. Różnica jest jednak taka, że kiedy chodzi się po uwalonej wieżowcami Warszawie, nie można wytrzymać natłoku ruchu kołowego, smrodu spalin, zgiełku i tłumów przechodniów w źle skomunikowanym centrum, natomiast w dwa razy ludniejszym od polskiej stolicy Berlinie, praktycznie się nie odczuwa takich niedogodności, między innymi za sprawą 24 linii S & U kursujących praktycznie co 5 minut. A mimo że Berlin jest ciągle w budowie – miasto nie straszy szklanymi wieżami – upchanymi w centrum. Tam się odbudowuje budynki z poprzednich epok i projektuje kolejne linie metra, oraz 5-o poziomowe dworce. U nas, po raz sto pięćdziesiąty się inscenizuje bitwę pod Grunwaldem, gdzie pobiliśmy Niemca, a teraz jeszcze podpala inscenizowane wioski na Podkarpaciu… I to jest zasadnicza różnica.

Tu się nie chce wracać... 

 

02:00, koffiejames , koffie mix
Link Dodaj komentarz »
piątek, 12 lipca 2013
środa, 10 lipca 2013

 

 

W zeszłą sobotę, K' wyprawiła imprezę urodzinową. Oczywiście u niej zawsze imprezy muszą być troszkę inne, niż przeciętna domówka u tysięcy innych osób. W roku 2013 padło na zabawy przebierane. 

Tak więc pani domu i solenizantka, przybrała czarną kreację w stylu lat 20-tych, wodzirejki ze Szczecina Dq Selina i Charlotte'a zmieniały ciągle kreacje. Mój mąż drugi raz w tym roku przyodział się w Teletubisia, pojawiła się też dziewczyna z lat 70-tych. Ponadto zjawiła się panna z wilkiem i brodą, dragking, tu-fejs (ze znakomitym makijażem na twarzy), chłopak w stylu sportowego Yuppie. Wreszcie kilka osób przebrało się za siebie. No i ja. 

Właśnie! Mnie przebrano za kobietę. To był mój debiut jako Dq. Od A' - Seliny otrzymałem perukę, i naprawdę znakomity makijaż - ten chłopak ma naprawdę talent. Od K' dostałem czerwoną kiecę i szpilki. Sam zaś załatwiłem sobie kabaretki i odwagę do takich szaleństw. A było ich więcej niż tylko krosdres... Wierzcie mi na słowo! 

Impreza była bajeczna, ludzie (poza małymi wyjątkami) bawili się szaleńczo. Lodówka uginała się od alkoholu, stół od przekąsek ciasteczkowo-czipsowych. Zamaskowany pan domu, mąż K', czuwał aby wszystkim dogodzić i aby zabawa toczyła się w odpowiednim rytmie, niby w bezładzie - a jednak - odbyły się wszystkie zaplanowane atrakcje. Występy Dq, prezentacja solenizantki i jej specjalny triumfalny taniec, tort, powinszowania...

Nie obyło się bez kilku skandalicznych zachowań i bynajmniej to nie queer czy gender - wywołały oburzenie, raczej ilość alkoholu w żyłach co poniektórych, czy też pojawienie się na imprezie osoby z zupełnie innej bajki światopoglądowej. Ale tak bywa zawsze...  

Takich chwil się nie zapomina.

 

niedziela, 07 lipca 2013

Oficjalna strona internetowa Bractwa Muzułmańskiego podała, że sprawujący urząd prezydenta Egiptu Adli Mansur jest w rzeczywistości ukrytym Żydem. Objęcie przez niego stanowiska jest częścią planu USA i Izraela

Przeczytawszy to odpadłem. Ale jest w tym jakiś rechot historii i wykładnik narodowych fobii. Uff, odetchnąłem z ulgą - nie tylko nad Wisłą trwa polowanie na żyda, nad Nilem mają podobnego pierdolca. I podobnie jak u nas dopatrują się międzynarodowych spisków, z tym że u nas to Berlin i Moskwa, a u nich Waszyngton i Tel Awiw.

Znamienne jest jeszcze to, kto dopatruje się tych spisków: tam organizacje typu Bractwo Muzułmańskie, tu organizacje typu Prawo i Sprawiedliwość. Obie, wcale się od siebie, aż tak bardzo nie różnią!  

 

sobota, 06 lipca 2013

 

In a world lit only by fire

Long train of flares

Under piercing stars

I stand watching the steam-liners roll by

 

The caravan thunders onward

To the distant dream of the city

The caravan carries me onward

On my way at last, on my way at last

 

I can't stop thinking big

I can't stop thinking big

I can't stop thinking big

I can't stop thinking big

 

On a road lit only by fire

Going where I want

Instead of where I should

I peer out at the passing shadows

 

Carried through the night into the city

Where a young man has

A chance of making good

A chance to break from the past

 

The caravan thunders onward

Stars winking through the canvas hood

The caravan thunders onward

On my way at last, on my way at last

 

I can't stop thinking big

I can't stop thinking big

I can't stop thinking big

I can't stop thinking big

 

I can't stop thinking big

I can't stop thinking big

In a world where I feel so small

I can't stop thinking big

 

środa, 03 lipca 2013

Ostatnio chodzi mi to po głowie... Eh, co to były za czasy, muzyka miała wtedy jeszcze jakiś sens.

wtorek, 02 lipca 2013

Byłem jednym z nich. Brawa dla krAkowA za pomysł wyłączenia ruchu kołowego z centrum.  

 
1 , 2