o mnie i o ludziach obok... o ludziach i o mnie...
Archiwum
O autorze
sobota, 28 lipca 2012

usedom

 

A man can lose his past, in a country like this

Wandering aimless
Parched and nameless
A Man could lose his way, in a country like this
Canyons and cactus
Endless and trackless

Searching through grim eternity
Sculptured by prehistoric sea

 

Ach i och - to wreszcie jest i będzie moje. Czekałem długo na tą chwilę. Nie obchodzą mnie warunki klimatyczne. Tylko ucieczka od tego co Tu i Teraz. Do wysokich klifowych gór, niewielkich zimnych jezior, zatoki, morza, zalewu i Matijas Brötchen. Tych wszystkich magicznych miejsc, z którymi mam wciąż silną emocjonalną więź. Wreszcie będę mógł zgubić swą przeszłość, zatracić się, pogubić drogi...

A tymczasem na lipcowej Masie Krytycznej wakacyjnie - było nas tylko 1239 osób...  

Seven Cities of Gold
Stories that fired my imagination
Seven Cities of Gold
A splendid mirage in this desolation
Seven Cities of Gold
Glowing in my dreams, like hallucinations
Glitter in the sun like a revelation
Distant as a comet or a constellation

A man can lose himself, in a country like this
Rewrite the story
Recapture the glory
A man could lose his life, in a country like this
Sunblind and friendless
Frozen and endless

And the nights grow longer, the father I go
Wake to aching cold, and a deep Sahara of snow


Seven Cities of Gold
Stories that fired my imagination
Seven Cities of Gold
A splendid mirage in this desolation
Seven Cities of Gold
Glowing in my dreams, like hallucinations
Glitter in the sun like a revelation
Distant as a comet or a constellation

That gleam in the distance could be heaven's gate
A long-awaited treasure at the end of my cruel fate

Seven Cities of Gold
Stories that fired my imagination
Seven Cities of Gold
A splendid mirage in this desolation
Seven Cities of Gold
Glowing in my dreams, like hallucinations
Glitter in the sun like a revelation

Distant as a comet or a constellation

Bosh, dlaczego żyjemy w takim kraju? 

Nie chodzi mi o to, że ustawa o związkach partnerskich przepadnie w pierwszym czytaniu. [Przepadła przed pierwszym czytaniem, tekst konstruowałem około 14 lipca]. Bo przepadnie, to jest oczywiste. Poseł-Marszałek Schetyna to już zapowiedział. Za wcześnie w Polsce na takie rewolucje.

Ale to nic, przeżyjemy. Bardziej dokuczliwe są Debilizmy Codzienne. Katolicka histeria związana ze wszystkim, co normalizowało by ten Taliban. Kościoły wywieszające na swych murach (siatkach) antyaborcyjne banery, przy okazji sporów w (podobno liberalnej!!!) Platformie Obywatelskiej, o projekt ustawy o zapłodnieniu in vitro.

Ale gdzie tam, przeciw aborcji na odwrót - jeszcze można protestować. Ale gazety codzienne piszą o jakichś Krucjatach Talibskich, protestujących przeciwko koncertowi Madonny w Warszawie, który ma się odbyć 1 sierpnia w dniu rocznicy powstania warszawskiego. Pełna zgoda - co do rangi artystycznej Madonny - jest żadna. Ale na miłe bogi Asgardu, żyjemy w wolnym kraju i każdy ma prawo robić co chce, wydawać pieniądze na co chce, palić i pić co chce, wierzyć w co chce i obchodzić rocznice jakie chce. Wolność ludzie, a wybór to jeden z aspektów wolności. Polska to nie jest kraj martyrologiczno-wyznaniowy, to nie jest teokracja.

powstanie warszawskie - Celowo pisane przeze mnie z małej litery, miało być z założenia manifestem politycznym, miało być aktem symbolicznym, a przerodziło się w rzeź i z historycznego punktu widzenia (patrząc przez pryzmat PRL) - nie przyniosło absolutnie żadnych korzyści. Poza wybiciem elity warszawskiej i polskiej inteligencji. Nasuwa mi się porównanie z masakrami, jakich dokonywała dzielna armia amerykańska w latach 1874-1877 podczas pacyfikowania Dakotów. Poza stratami ludziach, powstanie warszawskie doprowadziło do kompletnej zagłady miasta.

Warszawa w 1944 roku przestała istnieć!!! I generalnie po 1945 roku nie powinno się używać już tej nazwy, bo historycznie - nic wspólnego twór powstały po 1945 roku z Warszawą nie ma. Zachowano kilka nazw, z pustaków odbudowano "legoland" itd. A poza tym - powstało Gierkowo albo Gomułkowice (w zależności od dzielnicy) i dziś, któreś z tych miast jest stolicą naszego kraju. powstanie Spowodowało hekatombę, w nowożytnej historii chyba się nie zdarzyło, aby zrównać z ziemią ponad milion trzysta tysięczne miasto - na życzenie grupy mieszkańców!

Emocjonalnie, w naszych narodowych uniesieniach i mesjanizmach - powstanie warszawskie było aktem heroizmu - walki beznadziejnej acz koniecznej, i ja to wszystko rozumiem. Nie osądzam zachowań poszczególnych ludzi (ofiar) powstania, bo kto wie, jak my (ja, ty, oni) byśmy się zachowali w takiej chwili: odcięci od świata, faszerowani londyńską propagandą i pod terrorem nastoletnich karabinów. Ale jeśli idzie o pamięć - to zachowujmy ją i czcijmy - nie narzucając nikomu swoich rocznic i obchodów. Niech jedni płaczą nad tragedią tego beznadziejnego zrywu, inni dumają nad jego heroizmem, inni modlą się w kościołach, a jeszcze i jeszcze inni podśpiewują szlagiery swojej idolki nawet jeśli fałszuje i nie umie za grosz śpiewać. Ale do cholery, nie pozbawiajcie drodzy Talibowie Nasi, inaczej od was myślących ludzi - wolności.   

czwartek, 26 lipca 2012

Robię się chyba stary. Wzruszyłem się pewnym kawałkiem. Jest to promowany przez gazetę z wydawnictwa na A, kower utworu Lany Del Ray Video Games. I o tyle, o ile pannie Del Ray nie wierzę - po prostu - w tym kawałku, o tyle wykonującemu kower Boyowi George – oddałem się cały. W wokalu tego doświadczonego życiem faceta – alkohol, dragi, niebezpieczny seks (molestowanie seksualne), więzienie itd. – słychać "absolutną" prawdę. Prawdę!

Zresztą Boy George ze sztampowej ciotki – przez lata swojej kariery i multum przygód, ze zniewieściałego aż do odruchu wymiotnego chłopca – przeobraził się w artystę przez duże A. Życzę mu aby po wszystkich tarapatach życiowych, wrócił z tą zapowiadaną od jakiegoś czasu płytą z cowerami.

Ale oczywiście George to nie do końca moja bajka – zdecydowanie bardziej słuchałem pedałów z kapel tego typu:  

wtorek, 24 lipca 2012

Eh, żal wracać do codzienności z łikędowej sielanki w Zd-W, grodzie rodzinnym Żony Oreiro. Z tego pokoju na poddaszu, zgrabnie wymoszczonego drewnem od góry do dołu. Znad tego oczka, wypełnionego niepokalanie poczętymi tłustymi kijankami. Z tego ogródka, oraz miasteczka - które stara się jakoś stawać na nogi. Nawet jeśli jego przyszłość to sypialnia dla sąsiednich większych miast - to i sypialnia może być przyjazna, żeby nie powiedzieć luksusowa. Do luksusu i przyjazności brakuje jeszcze wiele, ale i tak się dzieje in plus. W całej Kongresówce zdaje się wszystko dziać na plus. Ale żal najbardziej ludzi - którzy tworzą atmosferę tego przyjaznego domu. Oby do następnego razu.

W mieście tymczasem jest wtorek. Sejmu uwalił. Ileśmy się nadyskutowali o pedałach i lesbach, i ich postawach przez ten łikęd. O ich tchórzostwie i wygodnictwie. O tym, że kiedy nie trzeba było nic robić - to wszyscy chcieli wyskakiwać na barykady. A kiedy już postawiono barykady naprawdę - to nawet słowem nie pisną:

- Związki partnerskie? Co to związki partnerskie? Dla kogo? Eeee. Nie dla mnie, ja się wstydzę, jak chcecie to walczcie, ale beze mnie.

I przecież nie chodzi nawet o to aby tam jechać, aby opluwać się z talibskimi młodzieżówkami - kwaśną od jadu śliną - tylko żeby pamiętać. Iście modlitewnie wspierać. Budować, w tych co się jeszcze bardziej niż ja - boją, poczucie wspólnego interesu i siły. Nic więcej... 

 

23:17, koffiejames , koffie mix
Link Dodaj komentarz »

To mógłby być żart. Głupi fejk. Ale nie. Koleś podający się za "prawdziwego Dżokera" - najgroźniejszego przeciwnika komiksowego superbohatera Batmana - dokonał masakry, na premierze najnowszej ekranizacji przygód Mrocznego Rycerza. Ponadto zaminował swój dom.

Straszna historia! Ale mimo dramatu - proszę nie wmawiać nikomu, że to z powodu powszechnego dostępu do broni w USA. Absolutnie. Do min i ładunków wybuchowych dostęp jest zakazany - a mimo to - ten młody wariat posiadał w mieszkaniu wojenny arsenał.

Problem jest dużo głębszy i zaczyna się w zasadzie od przedszkola, w którym kreskówkowi bohaterowie od lat - mordują jeden drugiego. Problem jest w grach, komiksach i książkach, które nie posiadają wyraźnego podziału wiekowego dla odbiorcy (poza "tylko dla dorosłych"). A wszystkie pozostałe tytuły są dla wszystkich. A przecież tak nie jest!!!

Nie dziwi mnie też zatem fakt, że "prawdziwy Dżoker" zamordował aż tyle osób. Niestety większość znajdujących się na owej premierze fanatycznych miłośników batmana - uznała, że strzelanina jest elementem wieczornego szoł!

Przeciw teorii twierdzącej iż "prawdziwy" jest szaleńcem-psychopatą mówi jego zachowanie, a mianowicie to - że założył kamizelkę kuloodporną. Świadczy to o tym, że chciał przeżyć - a większości szaleńców na życiu nie zależy. Być może to otworzy temu młodemu zbrodniarzowi drogę do elektrycznego krzesła. USA to nie Norwegia - na szczęście, (a obie zbrodnie są skrajnie różne - kompletnie bez żadnych analogii)!!! Stany Zjednoczone nie będą bawiły się w poprawność polityczną.

piątek, 20 lipca 2012

Ach, po dniu ciężkim choć zakończonym niesamowitą kolacją... Nieważne.

Fejsbók przyniósł mi dwa filmiki z miasta mego. Pierwszy z 1959 roku, zrealizowany na 15 lecie PRL, przez regionalną telewizję - istna perła. Szczególnie sentymentalny dla mnie, bo kto mnie zna i wie gdzie i jak - ten na filmie odnajdzie znajome miejsca sprzed 53 lat.

Drugi film to już bardziej diament - zrobiony przez człowieka chcącego zawstydzić indolencję infrastrukturalno-komunalną władz miasta z ostatniego 20-sto, a nawet w zasadzie 70-o lecia. Chociaż z drugiej strony ta ciemna strona "nocy" - o dziwo staje się poza granicami naszego kraju siłą napędową miejskiej turystyki. Niestety do części miejsc z drugiego filmu trzeba się spieszyć, bo zaczynają im grozić wyburzenia - gdyż miasto cierpi na głód działek pod inwestycje.  

niedziela, 15 lipca 2012

Gdzie są mieszkańcy Warszawy? Gdzie są te rzesze warszawskich gejów i lesbijek, którym zależy na ustawie o związkach partnerskich? Fotki z Wiejskiej i komentarze organizacji okupującej trawnik, mówią same za siebie – nie ma!

Ja wiem, jakie posypią się na mnie komentarze. Dlaczego nie pojadę (pojedziesz) tam sam!?! I z powodu wielu powodów, dla których mnie tam nie ma – ot, choćby dlatego, że mieszkam jednak nie dość blisko tego miasta – ci, którzy mają pięć minut autobusem na Wiejską, nie pojawią się na tej ulicy, podczas akcji która tam właśnie trwa.

Niektórzy działacze próbują tanich zagrywek, mówiąc o młodocianych bohaterskich aktywistach, których postawa powinna wiercić nam dziurę w sumieniu. Ale przecież nic nam owego sumienia nie dręczy, a raczej spływa to po nas. Żyjemy w czasach znieczulenia - wiercenie nie istnieje. Ledwo ukradkiem, czasem spoglądamy czy coś się nie dzieje, czekamy, licząc że pojawi się więcej ludzi, pośród których będziemy mogli stać się anonimowi – wtedy wsiądziemy w autobus i udamy się na trawnik pod sejmem.

Ale czy oby na pewno paraliżuje nas tylko strach? Gej/lesbijka pracujący w IPN - nie pójdzie narażać na szwank swego dobrego imienia, pracujący jako katecheta nie pójdzie narażać swojego dobrego kontaktu z ojcem biskupem, u którego można się po godzinach napić dobrego trunku. Swoją drogą słyszałem co się pija w naszej kurii i skąd sprowadza - to nie jest byle co. Gej/lesbijka pracujący w kancelarii prawnej, w budżetówce, w upolitycznionej instytucji kultury, albo pracujący - od świtu do zmierzchu karierowicz - nie pójdzie na zielony trawnik. Z powodu wielu powodów - własnie i z ich jeszcze większej ilości. Lepiej spotkać się ze znajomymi, wyjść na piwo, na randkę, do kina, do muzeum, albo nawet posiedzieć w domu. To nie jest wyssane z palca - nie bo nie! Analogiczna sytuacja do tej, którą opisywałem przy okazji naszego ostatniego lokalnego marszu. Dlaczego tak się dzieje - nie mam odpowiedniego wykształcenia aby to zbadać. Niech ktoś się tym zajmie!  

Dlaczego reakcja środowiska LGBTQ jest tak śladowa? Czy ostatnie lata promocji naszej mniejszości w różnoraki sposób, przez różne organizacje i rzekome względne poparcie, jakiego Polacy udzielają idei związków partnerskich (w zamyśle homoseksualnych też), czy to wszystko to zmarnowany czas i pomysły? Dlaczego nas nie ma?

Z drugiej strony, ile to imprez już było nawet na Tej ziemi, gdzie zapowiadało się na FB po 300 osób, a przychodziło 20. Albo czy znam jakichś gejów z tak zwanym zasobnym portfelem, którzy walczą o cokolwiek? Nie! Czy tacy są? Wyjątki zapewne! I zazwyczaj potwierdzają regułę. Im nic nie potrzeba – ubezpieczyli się i obwarowali wszelkie warianty (na które nie stać młodych „romantyków”), chcą żyć w spokoju. A młodzi? Nawet będący w relacjach nie myślą o stabilizacji, co ich obchodzi podatek od spadku, testament, wizyta w szpitalu, pogrzeb – przecież większości z nich to jeszcze nie dotyczy – a co nas nie dotknęło to zwykle nas nie rusza.      

Pocieszył mnie dziś znajomy z Krakowa. Nie obchodzi go co dzieje się pod sejmem. Ma za dużo pracy. Ale - jak mówi - cokolwiek z naszej astrony by się tam nie działo i tak będzie dobrze, to kolejny kroczek naprzód. Do sejmu dostali się Biedroń i Grodzka to dobry mały krok naprzód. Teraz projekt ustawy - w położeniu beznadziejnym - ale to i tak kolejny i kolejny krok naprzód. Za rok, za dwa, za trzy, za pięć zrobimy kolejne kroczki - wtedy, kiedy będzie większa siła - przyjdzie więcej osób. 

wtorek, 10 lipca 2012

Mural 15 wywołał w mieście niewielką aferę. Kamienica na ścianie, której właśnie powstało malowidło, w listopadzie 1941 roku włączona została jako jeden z kilku (4-5) budynków do naprędce zorganizowanego Cygańskiego Obozu w ramach Ghetto Litzmannstadt. Cyganie w liczbie 5007 osób w tym prawie 2700 dzieci, nie mogli liczyć na pomoc z żadnej strony. Niemcy traktowali ich na równo z mieszkańcami getta, a Żydzi znani z antycyganizmu kompletnie nie interesowali się zamkniętą enklawą - pilnując jej granic za pomocą policji żydowskiej. W niewielkim odizolowanym obozie w wyniku tragicznych warunków i głodu, szybko wybuchła epidemia tyfusu - która w ciągu siedmiu tygodni jego istnienia - spowodowała śmierć ponad 700 jego mieszkańców. W obawie przed rozprzestrzenieniem się epidemii oraz na prośbę władz Getta w dniach 5-12 stycznia 1942 roku, wszystkich Romów wywieziono do Chełmna nad Nerem i zamordowano.

Większość budynków, w których rozegrała się ta tragedia stoi do dziś, i są w pełni zamieszkane. A włodarze miasta zgodzili się świadomie lub nie, na ozdobienie jednej z najbardziej rozpoznawalnych kamienic obozu muralem. Czy to decyzja właściwa? Wydaje mi się, że tak. To miejsce bowiem powstałe kilka dekad przed Wojną, zapewne w okresie jej młodszej siostry, nie ma historycznie przypisanej roli martyrologicznej. To co stało się w danym budynku, nie powinno odbierać prawa owemu miejscu, ani tym bardziej jego mieszkańcom do normalnego życia i szans poprawienia swojego bytu. Gdyby budynek wybudowano celowo jako miejsce zagłady - wtedy moje zdanie byłoby całkowicie inne. Ale pozwólmy zmarłym spoczywać w spokoju, o dramacie tego miejsca przypomina izba pamięci - niewielka przybudówka służąca w obozie za kostnicę, a żywym - pokoleniom niewinnych ludzi, i ich dzieciom pozwólmy żyć. Mural zaś, ma szanse zwrócić uwagę większej ilości ludzi na historię, która wydarzyła się w owym miejscu. Tym samym przyczynić się do zachowania pamięci.

Niesmaku sprawie dodaje fałszywa postawa radnego PiS (M), który wszczął alarm w sprawie muralu. Ów radny sam związany był (lub wciąż jest) z konkurencyjną wobec Galerii Urban Forms - fundacją zajmującą się strit artem. I kiedy to owemu radnemu wyciągnięto - sprawa ucichła.

Czy na zbrodniach ludobójstwa powinno się zarabiać ("robić biznes") albo czy powinno się wprowadzać w te miejsca nowe elementy zarówno budowlane, umeblowanie komunalne czy ozdoby, to jest osobna kwestia na długą i rzeczową dyskusję.

Mural 15

Mural 15

Mural 15

   

niedziela, 08 lipca 2012

Czasem mam ochotę na ostatni raz, na emigrację wszelką. Czasem mam wrażenie, że mam racje, a czasem, że jej nie mam. Czasem mam ochotę na totalne wyobcowanie, na ucieczkę na odległą bezludną skarpę z morzem lub rzeką w tle. A czasem budzę się o ósmej rano i nie mam pojęcia co dalej. Dlatego kiedy usłyszałem tekst tej piosenki - zrozumiałem że to jest o mnie... Ale w sumie... Może o tobie albo o niej... 

A Elektryczne Gitary, heh, to moje jedyne pozytywne wspomnienie związane z ojcem... Cień dzieciństwa którego mi pożałował. Ale kiedy pędziliśmy jego ładą samarą z taką szybkością, że podskakując na wszystkich niewinnych górkach uderzaliśmy głową w dach, a z głośników płynęło "A ty co?" - wierzyłem w ojca bez wahania. On potem odfrunął w odległe galaktyki, a Elektryczne Gitary przypominają mi tych kilka chwil bez skazy. Poza tym lubię ten specyficzny i zawsze trafiony polityczno-społeczny komentarz Kuby Sienkiewicza i spółki. 

Ostatni raz, ostatni raz na was patrzę

Nadszedł już czas, żeby opuścić was na zawsze

Może to błąd, a może ja mam rację

Wyjeżdżam stąd, udaje się na emigrację


Ref. (...)


Albo inaczej, zamiast wychodzić dzisiaj z domu

Zostanę raczej, posiedzę sobie po kryjomu

Może mam rację, a może jestem w błędzie

Jest ósma rano, nikt nie wie co teraz będzie

21:55, koffiejames , koffie mix
Link Dodaj komentarz »
środa, 04 lipca 2012

Podobno marszałek Wielki, Koronny i Polny w jednej osobie, oraz drugi napastnik RP Schetyna, miał ostatnio stwierdzić, że na ustawę o związkach jest jeszcze w Polszy za wcześnie. A przynajmniej pojawiły się w sieci kwejki z taką informacją. Jako kobieta pracująca nie miałem czasu na weryfikacje tych njusów. 

Tymczasem dziś z rana Miłość Nie Wyklucza za wyborczą.pl podaje co następuje: "(...) marszałkini [Kopacz - przp. KJ] zapowiedziała, że Prezydium Sejmu podejmie decyzję w sprawie skierowania pod obrady Sejmu negatywnie zaopiniowanych przez komisję ustawodawczą projektów - o związkach partnerskich i rzeczniku ds. przeciwdziałania dyskryminacji".

Cóż za gra się za tym kryje? W szczerość intencji nie wierzę! Wątpię by chodziło o te projekty, jeśli rzeczywiście zostaną skierowane pod obrady - po sezonie ogórkowym - mam nadzieję jesienią. Jeśli miałbym podać moje przypuszczenia, to raczej chodzić może o larum jakie robi się wokół niekonstytucyjności 30 osobowej Sejmowej Komisji Ustawodawczej. Trzeba uciszyć głosy społecznej podejrzliwości, bo Komisja może się bardzo rządom PO -ale i przyszłych ekip - przydać. A nasze ustawy? Przecież mają nikłe szanse na uchwalenie.