o mnie i o ludziach obok... o ludziach i o mnie...
Archiwum
O autorze
wtorek, 20 lipca 2010

Wszystkie fotografie jakości telefonicznej!!!

W obu galeriach są wspomniani przeze mnie dwaj chłopcy, z których jeden ogolony na łyso był brany za skina - jako przeciwnik marszu. Obaj są pokazani przy okazji manifestacji Eurosodomia - stoją tyłem do obiektywu. Nie złapaliśmy ich w końcowej części marszu kiedy szli za łapki - ale panowie i panie - oni są Nasi!

Więcej fotek z marszu, plus nasze prywatne fotki z dwoma czerwonymi maskotkami europride, na naszych profilach na fejsbóku!

123456788101112131516171920212224252627272930323738404445535457616267

poniedziałek, 19 lipca 2010

A więc pojechaliśmy, poszliśmy i manifestowaliśmy w EuroPride 2010 w Warszawie!

Ale od początku. W sobotę rano zerwaliśmy się przed godziną 4 rano, aby się oporządzić i przygotować do drogi. Zwykle idzie nam wszystko opornie, więc zapas czasu zawsze jest potrzebny. Następnie o 6:04 wyjechaliśmy z Dworca Fabrycznego ku Stolycy naszego państwa pięknego. Kiedy wjeżdżaliśmy do Warszawy około 7:30, termometry pokazywał już 28 stopni Celsjusza i wiedzieliśmy już wtedy, że nadchodzi koszmarny upał. Sobota miała być dniem kulminacji afrykańskich upałów, jakie w ostatnim tygodniu nawiedziły nasz kraj. Szybko też pobiegliśmy na linię tramwajową numer 9, na której jeżdżą klimatyzowane pesy, by udać się kawał kawał kawał drogi do naszej noclegowni w hotelu robotniczym gdzieś daleko od centrum w okolicach lotniska. Dostaliśmy pokój małżeński – co wcale nie było naszym zamierzeniem. Znów wróciliśmy do centrum do księgarni Marianna przy Instytucie Francuskim, ale oni wszyscy stamtąd chyba poszli na paradę, nie było żadnej informacji poza tą, iż w soboty pracują do 18, a wszystko zastaliśmy pozamykane. Poczuliśmy się z mężem mocno zawiedzeni i ze smutnymi minami znów polecieliśmy na 9 i do domu. Nasza wyprawa z centrum do hotelu i do centrum i znów z powrotem kosztowała nas sporo potu. Wobec czego przed samym wyjściem na paradę postanowiliśmy całkowicie zmienić swój wygląd i kompleksowo się odświeżyć. Toaleta mało jednak dała, po godzinie byliśmy znów w opłakanym stanie. W każdym bądź razie pachnący i w nowych strojach, wyruszyliśmy około 11:30 po raz kolejny tramwajem 9 do centrum, aby zająć odpowiednie miejsce wśród gejowsko-lesbijsko & frendli tłumu.

Na Bankowym około 12.20 była jednak początkowo niewielka ilość ludności. Choć jak jechaliśmy 9 po Jerozolimskich to co skrzyżowanie ustawiały się już liczne jednostki policji, a przy samej Marszałkowskiej stał wielki policyjny wóz z działkiem wodnym, co zrobiło na nas dość przerażające wrażenie. – Im bliżej Bankowego tym nastrój nadchodzącej potyczki narastał. Ale jak okazało się na miejscu, kiedy wysiadaliśmy z metra (bo od Marszałkowskiej pojechaliśmy na Bankowy metrem) na stacji Ratusz-Arsenał większość towarzystwa opuszczająca składy pociągu już zdradzała swą tęczową siłę – wyciągając emblematy ruchu LGBT. A ja tylko tykałem na I’ oczami szepcząc mu „nasi-nasi”. Wobec czego będąc początkowo na niezbyt ludnym placu, poczuliśmy się bezpiecznie. W owej chwili rozdzieliliśmy się z I’, by zobaczyć, co się ciekawego dzieje. Byli geje z Niemiec, Kanady, Argentyny, Szwajcarii, Szwecji (w tym grupa policjantów-gejów), Anglii. Oprócz środowiska pojawiło się kilka osób na wózkach inwalidzkich, oraz kilkadziesiąt rodzin z małymi dziećmi. Były też przedstawicielstwa partii i ugrupowań politycznych – SLD, SdPl., Zieloni 2004, Młodzieżówka Socjalistyczna i przedstawicielstwa organizacji gejowskich (nawet rodzimy KPH – Łódź, którego nawiasem mówiąc nie popieramy). Do godziny 13 tłum stopniowo gęstniał, ludzie napływali falami co kolejne światła. Nowo przybyli wyciągali tęczowe akcesoria i przyozdabiali swoje ciała zdobnymi makijażami. Tuż po 13 pojawiła się pierwsza platforma organizatorów – Fundacji Równości, która pozwoliła nam obłowić się kilkoma gadżetami (m. in. koszulkami, które stanowiły później ochronę przed palącym słońcem). Awangardą pierwszej platformy był oddział lesbijek-motocyklistek, które prowadziły później cały pochód. Kiedy już tłum był ogromny, a my już cali byliśmy skapani w zimnej wodzie tryskającej z kurtyny wodnej, kiedy już spotkaliśmy Grześka z Krakowa i jego znajomych, Europrajd ruszyło. Jednak tuż po wyjeździe z Placu Bankowego, tuż zaraz za ulicą Senatorską, gdzie stały pozostałe platformy, drogę tłumowi zagrodziła kontrmanifa młodzieży weszpolskiej. Wtargnęła ona na ulicę Marszałkowską. Dzięki szybkiej i zdecydowanej akcji Policji, grupa 50-60 łysych łbów została zepchnięta na torowisko i otoczona ścisłym kordonem. Kiedy już ruszyła reszta platform wraz z kolorowym tłumem, posypały się na nas puste butelki, które po chwili powróciły do swych właścicieli, siłą naszej wzajemności. Poza tym jednym groźnym incydentem, spotkaliśmy tylko nieliczne kilkuosobowe grupki protestujących osób, w tym na samym Placu Bankowym spotkaliśmy osoby, które próbowały egzorcyzmów z pomocą krzyża, lub przekonywały nas, że Bramy Nieba są dla nas sodomitów zatrzaśnięte. Nieopodal przy ulicy Senatorskiej stanęła grupka z Krzyżem i wiadrem wody święconej, która rozdawała kolorowym uczestnikom Nowy Testament. Kiedy już ostatecznie ruszyliśmy ulicą Marszałkowską więcej incydentów poza jednostkowymi, lub góra 5-10 osobowymi sporadycznymi wyskokami homofobów – nie było. Marsz spokojnie i radośnie – łącząc bardzo różne środowiska i ludzi – szczególnie czego nie pokazały media – ludzi całkowicie zwykłych, pospolitych, chudych, grubych, ładnych, brzydkich, wysokich i niskich, czyli wszelakich – kroczył sobie przez Warszawę. Jak mówiłem był tam zasadniczo przekrój naszego społeczeństwa, a co fantastyczne byli też ludzie starsi. Wzdłuż trasy ustawili się Warszawiacy, choć nie było ich wielu to jednak gromadzili się na chodnikach, a ich reakcje były w większości pozytywne, nie odwracali się plecami tylko machali do nas radośnie, wyglądali z okien mieszkań i z balkonów. Było bardzo pozytywnie. Na skrzyżowaniu Marszałkowskiej i Jerozolimskich organizatorzy i policja zafundowali nam 30 minutową plażę i niezrozumiały postój. Następnie puścili nas skróconą trasą (z powodu zapewne tego, iż był upał koszmarny, a trasa jednak bardzo długa) z Jerozolimskich w Kruczą gdzie, geje ze Szwajcarii rozdawali czekoladki z pozdrowieniami dla „polski walczącej”, później skręciliśmy w jakąś następną uliczkę, która prowadziła już bezpośrednio na Pl. Konstytucji gdzie był Finał. Na finale jeden z dwóch gejowskich chórów (The Freddie Mercury Choir) wykonał dwa tańce wraz z cudowną choreografią. W między czasie wjechały wszystkie platformy, z czego dwie były nadzwyczaj urocze. Pierwsza była piętrowym starym angielskim autobusem z odkrytym dachem, a druga to różowe zabytkowe auto marki nam nieznanej. Spotkaliśmy też na Konstytucji, Natalię O. wraz z Żoną – mocno spóźnione, ich kumpele oraz poznane niedawno dwie warszawskie lesby.

Po paradzie zaprowadziliśmy Poznaniaczki do Narodowego na Homo Ars Erotica, potem poszliśmy na obiad, by znów po nim spotkać się z lesbijstwem poznańskim – ucałować dziewczyny, które o 19 wracały do Posen. Mamy też nadzieję, niedosyt spotkania z Nimi nadrobić w niedługim czasie.

Kiedy pociąg do Poznania pojechał, poszliśmy się z lekka odświeżyć i przebrać – pominę milczeniem gdzie, bo nie chciało nam się wracać do hotelu, ale jeśli oglądaliście film Miś to wszystko jasne – i z obolałymi nogami od upału, butów i wielu godzin łażenia udaliśmy się tramwajem numer 25 na Pragę. Tam z Grześkiem i jego kolegą M, w klubie gejprzyjacielskim o nazwie Hydrozagadka bawiliśmy się do późnej nocy. A o 3 wróciliśmy do hotelu spać!

Pewnie pominąłem wiele fajnych wątków – może jeszcze się coś mi przypomni, to wspomnę na blogu… Mimo wszystko są takie dni, kiedy można powiedzieć, że było zajebiście. W sobotę 17 lipca, było zajebiście! Bawiliśmy się przednio. Okazało się geje i lesbijki to nie potwory, tylko zwykli fajni ludzie, którzy nie mordują dzieci i nie piją ich krwi, oraz nie żądają niewiadomo czego – poza poszanowaniem naszych praw. Walczymy tylko o równość.

PS. Na marszu był łysy koleś bez koszulki, z licznymi pejoratywnymi określeniami na geja napisanymi na ciele oraz z napisem z tyłu głowy „jebię gejów”, którego cześć prasy przedstawiła jako skina –  przeciwnika manifestacji, w rzeczywistości zaś był on jednym z uczestników parady, maszerując za rączkę ze swoim facetem…

Było nas ok 8 tysięcy to mało fakt... Ale spokojnie wychodzimy z szafy!



Wkrótce!!!

Foto Relacja

Refleksje I’ odnośnie EuroPride

Relacja i foto relacja z Homo Ars!

piątek, 16 lipca 2010

Jutro parada z winy Europride! Oczywiście wybieramy się z mężem. Nie jak inne pedały, które się ciągle zapowiadały, mydliły oczy a potem się wycofały! Będziemy, mimo iż ostatnio podupadłem troszkę zdrowotnie i w jakimś sensie psychicznie. Frasuję się straszliwie pracą magisterską, która z powodu upałów się rozchodzi. Miałem napisać w tym tygodniu podrozdział o Kolejach Żelaznych, ale ledwo rozczytałem materiały. A dziś powinienem mieć przynajmniej ćwierć tekstu napisane. Jednak dupa. Upały tak mi doskwierają, że jeszcze się zasyfiłem zapaleniem gardła, i tak omroczony od wtorku dogorywałem, czytając dosłownie dziesięć akapitów dziennie. Podczas gdy materiały powinny być przeczytane już dwukrotnie, powinien być już cały zarys i kilka części podrozdziału. Jestem tym przybity. Bo chciałem mieć na Warszawę komfort psychiczny, że jadę się bawić mając za sobą, a raczej przed sobą już tylko ostatni rozdział pracy. Plus wszelkie poprawki i dopiski oraz jeden podrozdział, który wymaga całkowicie osobnych badań – ale też wszystko do zrobienia. A tak mam obsuwę ponad tygodniową i jestem bardzo zły!

Mimo to jedziemy zamanifestować, pokrzyczeć i pooooobnosić się swym złym gejostwem! Będziemy też się modlić za kontr-manifestacje za łysych, czarnych i z różańcem i bez różańca, oraz postaramy się unikać pomidorów, jajek i kamieni. Potem idziemy się ze znajomymi (tymi co zostaną/ i oby bez tych co nie trawimy) pobawić się, w jakim klubie. Choć już widziałem, że pazerna warszaffka będzie sobie liczyć najmniej 15zł na wjazd do byle jakiej lokaliny. Najważniejsza jednak będzie niedziela, kiedy zawitamy do Narodowego na Homo Ars Eroticę, tam też poobcujemy z lubieżną sztuką… A wieczorem do domu…

I oby do poniedziałku zaczęły się mrozy, bo mam już dość tych cholernych upałów!!!

wtorek, 13 lipca 2010

Genesis. (ach te trąbki)

W leniwe upalne dni, zamiast pisać kolejne podrozdziały mego dzieła. Rozpływam się od ukropu. Terminy trafia szlag, już się poprzesuwały minimum o miesiąc jak nie więcej. Czy dzień, czy noc roztapiam się do cna. Pralka nie nadąża z praniem ubrań i pościeli… Litery sklejają się w czytanych tekstach, a klawiatura lepi się pod palcami. Nie można usiedzieć zbyt długo na krześle przy biurku, bo jest gorące jak piec. W tych warunkach nieprzerwanego od kilku dni, upalnego popołudnia. Odkopałem starą już płytę – wokalistki, której nie słucham, na co dzień a nawet wcale – poza jedną płytą, którą z jakichś wzglądów ubóstwiam. AlkimJa  - Justyny Steczkowskiej z 2002 roku z muzyką nawiązującą do tradycyjnych melodii sefardyjskich i aszkenazyjskich, ubranych w strawny delikatny, popowy koktajli. Z tekstami nawiązującymi do szeroko rozumianej kultury żydowskiej.

W muzyce zawartej na tej płycie jest coś niezwykłego – porywającego do tańca w tym upale, narkotycznego, coś romantycznego i erotycznego – mimo że niektóre teksty nawiązują bezpośrednio do Jahwe. Nie chodzi o same wokalne partie Justyny – one same nie stworzyłyby klimatu albumu. Tu chodzi o całość tego nasyconego wierzeniami, miłością, egzotyką i swoistą kabałą albumu… Jestem po prostu zahipnotyzowany tylko wódki brak…

Kwiaty Więdnące

poniedziałek, 05 lipca 2010

Wiwat republika! Wiwat wolna elekcja! Wiwat demokracja! No prawie wiwat frekwencja! Oto w dniu 4 lipca 2010, mimo wielkiej nerwowości wybraliśmy Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej i został nim Bronisław Maria Komorowski.

Wygrało – nie oszukujmy się – mniejsze zło! Człowiek, który nie jest spełnieniem moich marzeń na tym stanowisku. Ale nie jest też fundamentalistą – przynajmniej sprawia takie wrażenie! Wierzę, że po kłótliwej i niedobrej prezydenturze Lecha Aleksandra Kaczyńskiego, nadchodzi w końcu okres stabilizacji i poszanowania konstytucji – niezależnie od tego, kto będzie miał większość parlamentarną i tworzył rząd! Nie ma się też co oszukiwać, że wybory w cieniu tragedii smoleńskiej, podzieliły kraj nasz straszliwie. Mam niestety obawę, iż podział ten, źle wróży w obliczu zbliżających się wyborów parlamentarnych w 2011 roku. Czy znów parlament zawłaszczą dwie prawicowe partie? Było by szkoda, bo ile można dusić się w tym dziwacznym, dualistycznym impasie? Ale czy jest cokolwiek, poza dwiema prawicowymi partiami na naszym rynku politycznym? Czy jest ruch lewicy? Albo centro-lewicowy? Trudno powiedzieć. Napieralski wije się jak piskorz i nie potrafi określić ściśle swojego politycznego „Ja”. SLD jest mimo wszystko mocno podzielone, czy ma szanse na więcej niż 13%? Czy zdobywając podobnie niskie poparcie w 2011 roku, stanie się PSL-em PO czy SAMOOBRONĄ PiS-u, a może wybiorą marginalną niezależność? Naprawdę ciekawią mnie te pytania, bo też od odpowiedzi na nie, zależeć będzie mój głos!

Wracając do prezydenta Polski – to wierzę w te 5 lat. W to, że może uda się choćby trochę ukształtować podwaliny, do budowy nowoczesnego społeczeństwa obywatelskiego – to jest moja nadzieja i mój mandat zaufania – który może być w każdej chwili cofnięty!

Zdecydowanym zwycięzcą jest premier Donald Tusk – który pokonał jakby nie było – marionetkowym graczem, nacjonalistycznego lidera prawicy rydzykowskiej. Pokonał powódź, katastrofę smoleńską i cały żałobny rapsod prawicy kaczyńskiej. Pokonał też mierną kampanię marionetki, którą wystawił i zdobył nią władzę! To jest sukces ogromny – teraz marionetka, albo musi zamienić się w prawdziwego niezależnego polityka, albo rząd musi przeprowadzić szybko istotne reformy i odejść w chwale. Bo inaczej Platforma przegra wszystko!

Wybraliśmy w sumie 15-go prezydenta Polski; choć 5-go prezydenta III RP; choć 8-go lub 9-go prezydenta w wolnym kraju, czyli w II i III RP; choć 9-go lub 10-go prezydenta, jeśli do II i III RP doliczyć PRL; choć 14-go prezydenta, jeśli liczyć II i III RP oraz Prezydentów na Uchodźctwie, ale bez PRL. I układów tych by jeszcze można mnożyć wiele, bo na uchodźstwie też niektórzy zawłaszczali władzę, a inni tych uzurpatorów nie uznawali. A więc jak cała nasza historia, tak historia prezydentów polskich, jest bardzo skomplikowana!

 

23:20, koffiejames , koffie mix
Link Dodaj komentarz »
piątek, 02 lipca 2010

Powstrzymaj to proroctwo!!!!

To co się dzieje w ostatnich dwóch dniach kampanii, przechodzi ludzkie pojęcie! Jarosław Kaczyński przeszedł samego siebie, w swoim obłudnym cynizmie. Jego miłość do Lewicy przeobraziła się w uwielbienie dla PRL i Gierka. Do tego jest Katolikiem i In Vitro będzie się sprzeciwiał. Wiernopoddańcza TVP – nadała dziś wywiad z Martą Kaczyńską, która w żałobnych strojach wspiera akcję charytatywną dla powodzian. – Dając każdemu ofiarodawcy jakiś bzdetny brelok, czy coś z biżuterii o nazwie Maria Kaczyńska! Do tego dziś w najlepszym czasie antenowym, Kaczyński ma skierować orędzie do narodu w ramach kolejnego ze spotów przedwyborczych. A Pospieszalski właśnie stwierdził, że katastrofa w Smoleńsku to był zamach!!!

Dość drodzy państwo! Nie wolno tym obłudnikom, pozwolić wygrać batalii prezydenckiej! W niedzielę idźcie wszyscy do urn wyborczych – postawcie na mniejsze zło, albo chociaż oddajcie nieważny głos! Już prawie przekonany jestem, że nadchodzi kolejna ciemna epoka prezydentury-awantury Jarosława Kaczyńskiego! Nawet jeśli to nic nie zmieni, idźcie głosować w niedzielę 4 lipca. Spróbujmy chociaż powstrzymać tą kawalkadę „po trupach do celu”. Bo wygrana J.K. to będzie wina tych wszystkich, którzy nie zamanifestują swojego sprzeciwu. Racją stanu, dziś jest bardzo silny i zdecydowany sprzeciw przeciwko IV RP! Przeciwko teczkom, podsłuchom, przeciwko CBA, ministrowi Ziobro i Macierewiczowi, przeciwko mordercom Blidy, dominacji Kleru i radiu Maryja! Nie idąc na wybory – manifestujecie swoje tchórzostwo! I oddajecie władze w ręce zaślepionych nienawiścią ludzi!

czwartek, 01 lipca 2010

Ostatni wiersz wyborczy:

To oczywiste jak cnota dziewicy,
Jestem szczerym człowiekiem lewicy.

Choć byłem przeciw, dziś jestem za,

Polska wspaniałą lewicę ma!

Wrogom Ojczyzny nie daję posłuchu,

że w Polsce roi się od komuchów.

Coś we mnie mięknie, ale coś wzbiera,

gdy czarujący Grzegorz napiera...

Chciałbym łyk-endy z nim spędzać na Helu.

W czwartej RP? W drugim PRL-u!

On śmieje się ze mnie od ucha do ucha?

Wygram, to dorwę go... Postkomucha!

Kandydat Jarosław (autor nieznany)

Debata Prezydencka Kaczyński kontra Kaczyński