o mnie i o ludziach obok... o ludziach i o mnie...
Archiwum
O autorze
wtorek, 30 czerwca 2009

Są dni i są godziny, w których nie potrafię się zebrać na pisanie czegokolwiek. Wtedy milczę. Nie ma mnie. Wyniosłem się ze swojego życia i już – nikt mnie z powrotem nie wniesie. Czasem jest tak, że jestem potwornie zmęczony – ale to już mówiłem – może inaczej. Bywam przytłoczony – niespodziewanymi zmianami w programie – które nie zawsze są łatwe do zaakceptowania. Jestem zbytnim idealistą, a przez to furiatem, kiedy nie wszystko układa się po mojej myśli, wtedy rwę sobie włosy z głowy i robię się cały czerwony – a potem umieram wypompowany – energetyczny wrak.

Ten miesiąc był pełen wyzwań i kosztował mnie dużo pracy, kosztował mnie dużo zdrowia i sporo niespodziewanego bólu. Ten miesiąc był deszczowy i zimny. (Źle mi się w tym miesiącu pisało – a miałem tyle pomysłów). Ale może dobrze, że taki był. Bo potrawa, jaką jest życie bez ostrych i słodkich dodatków była by zbyt mdła, żeby to ciągnąć bezkońca. Przyprawy dodają smaku i zaostrzają apetyt na więcej. Może te słowa to taki zawoalowany środkowy palec skierowany wobec wyrzeczeń – które musiałem ponieść, a może to powrót do Czarnolasu mojego mistycznego stoicyzmu. – Ukrytego gdzieś głęboko w moich kościach pod oceanem brawury i pod maską niewiary. Kiedy po wielu trenach żałoby przychodzi ten, w którym radośnie godzę się ze wszystkim, co przeminęło – bo i tak wygrałem. Może mniej spektakularnie – może bez chwały, ale i tak udało się!

Teraz nadchodzi nowe, okres jak mniemam wypoczynku, okres braku ciśnienia – niech się dzieje co chce. Ja jestem zadowolony, ja jestem szczęśliwy. Ja jestem radosny, choć czasami muszę upadać w boleściach! Ale takie jest życie, które jest dobre!

piątek, 26 czerwca 2009

Michael Jackson - They Don't Care About Us

Wczoraj zmarł Michael Jackson jeden z największych gwiazdorów muzyki pop XX wieku. Jeden z największych skandalistów obyczajowych XX wieku. Pozostawił po sobie wspomnienia niesamowitych przedstawień muzycznych wypełnionych wymyślnymi tanecznymi choreografiami, oraz dziesiątki przebojów królujących prawie rok rocznie przez całe lata osiemdziesiąte i dziewięćdziesiąte zeszłego, stulecia – czyli w okresie największej świetności artysty, którego kariera trwała nieprzerwanie od początku lat siedemdziesiątych!!!

Piszą o Nim:

 "Był pierwszym "artystą totalnym" - na jego przykładzie widzimy, jak wszystko - kompozycje, teksty, śpiew, aranżacje, taniec, koncerty, wideoklipy, książkowa autobiografia, filmy, produkcja studyjna, sesje fotograficzne, projekty okładek płyt, plakaty, ubiory, fryzury, operacje plastyczne, dziwactwa, wywiady, występy telewizyjne - składa się na kreację jednego produktu, którym nie jest bynajmniej muzyka. Jest nim sam Michael Jackson. Dzięki telewizji satelitarnej stał się najpopularniejszym artystą wszech czasów. Jego piosenki i koncerty biły rekordy popularności, robił najdroższe wideoklipy i podpisywał najwyższe kontrakty reklamowe w dziejach show businessu - przemysłu, który w USA przynosi większe dochody niż przemysł zbrojeniowy. Najbardziej wyrazisty symbol pop kultury lat 80. Artysta i produkt kultury masowej, dziwak i skandalista..."

Nie sposób z jego kariery wybrać jednego utworu, który by w sposób reprezentacyjny pokazał jego twórczość. Jako laik w temacie Jacksona wrzucam to, co mi najbardziej wpadło w ucho przez lata.

Michael Jackson - Earth Song

środa, 24 czerwca 2009

Już za godzinę idę na fotel męki. Drogą krzyżową na górną szóstkę. Z własnej głupoty i ułomności zwykłych. Jak każdy jestem nie doskonały. Jak każdy czuję podobnie. Najgorsze jest to, że poza bólem – będę się musiał pozbyć paru ciężko zarobionych stówek. Nie widząc nawet pozytywnych rezultatów, tego co będzie robione.

Nie szukałem tego roku kwiatów paproci, a robaczki świętojańskie zabił tajfun. Zmył deszcz czerwcowe ruczaje, zmieniając je w rwące potwory. Dlatego z kulą u nogi nie myślę by składać modlitwy do pogańskich bożków. Został mi tylko jeden, wobec którego żywię nadzieję i proszę o wstawiennictwo i łaski, stąd modlę się dziś do Boga Stomatologa!

13:17, koffiejames , koffie mix
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 22 czerwca 2009

Mam dość ciężki charakter. Co wiąże się z tym, iż prowadzę kilka prywatnych i bardzo osobistych wojen! Jednak niektóre konflikty – które wypływają poza sferę prywatną – prowadzić muszę wyjątkowo skrupulatnie i bezwzględnie. Jest pewna osoba w mojej pracy, z którą popadłem w ciężki spór, a nawet w morderczą już wojnę. – Od dawien dawna nie czułem tej zwierzęcej potrzeby, aby kogoś zniszczyć! Zmiażdżyć lub wbić w ziemię – i wszystkie chwyty dozwolone! Mówię tu o koordynatorce weekendowej z mojej firmy. Znamy się od prawie dwóch lat i pracujemy te dwa lata razem. M wydawała się na początku miła, zawsze można się było z nią jakoś dogadać. W te dni, kiedy ona pracowała, było jakoś luźniej i jakoś tak po ludzku, bardziej, lepiej… Jej zmiany to były wielkie sobotnie czy też niedzielne spotkania towarzyskie, jej ze znajomymi. Od miesięcy miała idiotyczną fazę udawania wobec niektórych podległych jej pracowników rasowej lesbijki – pseudo flirtując z niejaką A. Obie dziewczyny świetnie się bawiły, budząc wśród jednych obrzydzenie, a wśród innych poklask. Tylko skąd taki dziwny pomysł na udawanie orientacji homoseksualnej – do dziś nie mogę pojąć? Gdyż A – ma swojego chłopaka, co odbierał ją zawsze po pracy, a M – znana była z heteroseksualnej niestałości. (Puszczalskości???). Ale nie o tym sprawa.

Tak więc żyliśmy w pokoju i miłości aż do afery z grudnia 2008, kiedy to M zbierała motłoch do pracy w weekend tuż po Bożym Narodzeniu, które wypadło w czwartek i piątek. Od początku grudnia kołchoz szukał debili do pracy – których miała wpuścić M w sobotę po świętach na 6 rano. 27 grudnia przyjechałem w tym potwornym mrozie i co się okazało? Że M nie ruszyła dupy i kilkunastu osłów, wróciło do domów, po tym jak nikt nas do pracy nie wpuścił i jak wymarzliśmy do kości – czekając jak psy wierne. Mi się jeszcze udało wrócić na drugą zmianę! Ale widziałem wściekłość i zażenowanie innych ludzi, którym się nie udało wejść. Widziałem drżących z zimna zamówionych do pracy – których upokorzono. A to straszny widok. Widok totalnej bezradności. Widok upadku, upodlenia. 

W styczniu 2009 wytłumaczyliśmy sobie z M to potworne zdarzenie z grudnia – używając mocnych słów i argumentów – i tak rozpoczął się konflikt! Konflikt polegał na tym, iż M, szukając wszelkich sposobów starała się blokować możliwość mojej pracy w weekendy na swojej zmianie. A że koordynatorzy zwykle dzielili się weekendem na pół, czyli jeden dzień przypadał dla M, a drugi dla K – nie było sposobu żeby na nią nie trafiać.

Do połowy czerwca miałem specjalną ochronę – gdyż jako człowiek potrafiący obsługiwać pewne maszyny i znający cały układ zakładu – byłem przydatny dla Menadżera zmiany. – Ale od połowy miesiąca zmienił się system pracy weekendowej – i moje usługi stały się nieprzydatne. Jednak nawet podczas okresu ochronnego M stawała na głowie, aby tylko mnie usunąć z jej zmiany. Wobec czego rozpocząłem kontrataki – i z grupą podobnych mi odszczepieńców, buntowników, którzy zostali poszkodowani zaczęliśmy stosować pisma oficjalne do mojego pracodawcy, do kierowników zmian, do menadżerów i przełożonych koordynatorów. Wytworzyła się swoista równowaga wrogości. Jednak uparta M – z którą jedyną drogą komunikacji był cyniczny język wzajemnych uszczypliwości – dalej szukała dróg do odwoływania z jej zmian niewygodnych sobie ludzi. Wtedy zaczęły się skargi ustne, albo w przypadku jeśli nie poinformowała ludzi o odwołaniu z pracy – jeśli ci przyjechali na zmianę dnia następnego i nie zostali wpuszczeni – rozpoczęto domaganie się zapłacenia za dwie godziny według umowy z kieszeni koordynatorki, która nie dopilnowała swoich obowiązków.

Konflikt trwał dalej, M – musiała kilkakrotnie oddać ze swojego pensum – po kilkanaście złotych dla ludzi, których wystawiła.

Jednak złośliwość tej głupiej dziewuchy nie znała końca – a moja doza podłości zaczęła zwyżkować. Wczoraj kiedy mimo tego, iż menadżer poprosił M o to, abym został zaproszony na niedzielę do pracy jako przeszkolony na mikroskopie do pracy w kontroli jakości. M odwołała mnie z pracy z cynicznym uśmiechem – mam Go (menadżera) w dupie wraz z Tobą (mną)!!! Tak więc w mojej wojnie z tą zjebanądziiwkąą – posunąłem się do rzeczy niespotykanej i co muszę przyznać żenującej dla mnie samego! – Mianowicie do napisania o godzinie prawie dwunastej w nocy – za pomocą portalu Nasza Klasa i smsów – trzech skarg – do menadżera, szefa koordynatorów i szefa jakości – o tym jak to została pogwałcona ich prośba o moje przybycie do pracy… Po godzinie zostałem zaproszony do przyjścia… !!!

Czy stałem się wrednym ch…? Szczerze? A ch… mnie to obchodzi!  

piątek, 19 czerwca 2009

Tak trudno czasem pamiętać o tym, iż to że ktoś jest obok nas to dar!

Cudownie przypomina o tym Basia (Barbara Trzetrzelewska), na swojej czwartej studyjnej płycie; It’s That Girl Again z 2009 roku. Nie znam tej artystki zbyt dobrze – muszę przyznać to bez bicia. Jest jedną z niewielu polskich artystycznych emigrantek, którym udało się odnieść znakomity sukces w Stanach, Japonii i UK.

Strasznie życiowa piosenka, która wpadła ostatnio w moje łapki, zeszła się z pewnymi ważnymi datami w moim życiu. – Jej myśl przewodnia służy za wielką notkę na temat miłości (wzajemności), jaką mógłbym dziś napisać w dniu naszej kolejnej rocznicy z I.

„Ciągle zapominam o tym, iż twoja miłość jest darem, bo wcale by mogło jej nie być, ale ciągle jest(eś)…”

 

 Dar - A Gift

 

Basia - A Gift

strong, that's what they say
i'm only complacent
and i will admit to the crime
of being too blind
feeling too certain
that you'll always be on my side

i often forget
your love is a gift
a gift
i take it for granted
i know you don't have to be here
you don't have to love me
yet you do
you still do

weak, when on my own
confess i'm pathetic
befriended by panic and cold
and then you arrive
my torment relenting
again i appear to be strong
that's what they say...

i often forget your love is a gift, a gift
trusts and lets me breathe, repairs every cut
and sting
i often forget your love is a gift, a gift
you don't have to be here, you don't have to
love me

i know you don’t have to love me and be here
with me
you are a gift
i take it for granted and...
how can i forget your love is a gift
and you do...

Powiem szczerze – ostatnio jestem mocno zmęczonym kolesiem. Zapominam o znajomych, bo przyjaciół już dawno straciłem, więc – o nich nawet nie pamiętam. Boli mnie to, że nie mogę poświęcić tym ludziom, z którymi mi troszkę bliżej – czy w realnym świecie, czy w tym bardziej wirtualnym – wystarczającej ilości czasu. Przepraszam. Nie mam jak i kiedy – jak również potrzebuję spać. Jestem z natury samotnikiem – który lubi wpadać w wir życia z innymi – ale równie szybko lubi wracać do swojej mrocznej nory – by siedzieć tam przez następne miesiące.…

Niestety w ostatnich dwóch miesiącach życie – nie dało mi zbyt wielu chwil wytchnienia. Maj był najgorszym miesiącem zapieprzu, jaki miałem od września 2007. – No ale to po to, by realizować marzenia. I do tego praca nie wyniszcza mnie tak psychicznie jak praca plus problemy zdrowotne moich najbliższych – które może trochę bezbarwnie z, zewnątrz – ale wewnętrznie mocno przeżywam. I takim strasznym miesiącem – wykańczającym mnie fizycznie i psychicznie był i jest czerwiec. Wszystko to wiąże się oczywiście ze zdrowiem Najukochańszej, z jej pobytami w szpitalu w tym miesiącu, oraz potwornym stresem przed ważnym badaniem, które wczoraj przeszła…

A na końcu też z moim zdrowiem, a raczej głupotą, zaniedbaniem – z moimi problemami stomatologicznymi – które od poniedziałku 15 czerwca, zmuszają mnie do życia na Ibupromie i Apapie. Ale dajemy sobie jakoś radę!

Dziś – dziś przeminął punkt kulminacyjny tego złego miesiąca – zasadniczo wszystko wydaje się być wygrane. Badanie Najukochańszej wyszło pomyślnie, ja wyrobiłem plan finansowy na miesiąc czerwiec. A teraz chcę odpocząć – oczywiście się tak nie da – dni wolne dopiero nadejdą, już teraz z górki, tylko ten przeklęty ból nie daje spokoju…

sobota, 13 czerwca 2009

Po raz pierwszy się wykoleiłem. Kiedy wracałem z Najukochańszą ze szpitala. Od pewnego miejsca jechaliśmy tramwajem. Było to na torowisku wydzielonym, ale bardzo starym już torowisku. Byliśmy w drugim wagonie, ona siedziała, a ja stałem nad nią tuż przy pierwszych drzwiach. I nagle coś grzmotnęło i zadrżało, i wyrzuciło nasz wagon jakby całą przednią burtą w lewo – jakby chciał skręcać – uciec z niewoli torów. I uciekł. A chwilę potem szarpnął i zarył w ziemi – wykolejony. Poczułem serce w gardle. To był mój pierwszy raz wykolejonym. Otworzyliśmy drzwi guziczkiem, wzięliśmy torbę szpitalną i poszliśmy do domu – zostały nam raptem dwa przystanki… O 14-stej przyszedł I i zrobiliśmy sobie wspólnie w trójkę obiad. Ziemniaczki z cebulką na ostro z paluszkami rybnymi i sałatką z jabłka i marchewki, a na deser do popicia koktajl truskawkowo-bananowy własnej roboty…

- Myślałam że się przewrócimy tym wagonem – powiedziała wieczorem – w pewnej chwili poczułam takie dziwne napięcie, jakbyśmy spadali…

piątek, 12 czerwca 2009

Skończyła się dziś kolejna epopeja szpitalna, wszyscy wracają do domu. Choć jeszcze rano zdawało się, iż to będzie jeszcze jeden tydzień, że to jeszcze nie koniec, ale jednak – i dobrze, po kłopocie…

Kiedy patrzę na siebie z wczoraj, czyli na siebie sprzed. – To widzę człowieka pełnego jakiegoś napięcia, skrajnych zachwytów i zmiennych potrzeb… Widzę energię i siły, jakie mi towarzyszyły podczas całej tej operacji. Chciałem dziś siadać i pisać notkę o rozszczepieniu moich myśli – o podziale samego mnie – na Koffiego – zachwyconego światem i wszystkim wokół, czyli przerażonego całością świata jako taką. – Oraz na Koffiego rodzinnego – zahukanego ogromem słabości ludzkiej względem wszystkiego i poddanego – nieubłagalnym czasom przesypujących nas klepsydr.

A dziś, kiedy patrzę na siebie z teraz, to wracam do domu – już po wszystkim. Kurwa – już po wszystkim – i jestem całkowicie wypompowany, totalnie zdezelowany, chce mi się spać, nie mam siły – jak sflaczały balonik – co siłą wydmuchu wleciał pod chmury, a teraz bezwładnie spada…

czwartek, 11 czerwca 2009

Wstęp Od Autora:

Nie mam czasu ostatnio pisać ani zaglądać na zaprzyjaźnione blogi. Dzieje się tak z powodu łączenia porannych podróży do szpitala i pracy w godzinach popołudniowo – wieczornych…

Wierzę, iż kiedyś się ta sytuacja zmieni.

Uzasadnienie Powstania Notki:

Dzisiejsza notka – po długim milczeniu – będzie kompletnie rozpolitykowana. Ponieważ mam tą przyjemność, należeć do 25% mniejszości uprawnionych do głosowania w tym kraju. – Który to skorzystał, jak prawy obywatel ze swego prawa i obowiązku w dniu 7 czerwca 2009, głosując w wyborach do Jewroparlamenta. A naprawdę miałem na swej drodze same przeciwności. Od choćby ulew – gradobicia po 12 godzin w pracy…

Nadanie Tytułu Notce:

Dla dzisiejszej notki nadajemy tytuł: Sprzedajna dziwka PiS-u!

Notka będzie o antyaktorce – niejakiej pani Annie Cugier-Kotce dalej zwanej Kotką. I jej zaskakujących przygodach.

Treść Notki I:

W sobotę 6 czerwca zbito aktorkę, która brała udział w spotach wyborczych PO i PiS. Gwoli wyjaśnienia dla PO grała pielęgniarkę pokrzywdzoną przez PiS – w kampanii z 2007 roku, a dla PiS-u, zawiedzioną rządami PO tę że samą pielęgniarkę w 2009 roku. Czyli patrząc racjonalnie – poleciała dziewucha na kasę! A do tego stała się obwoźną małpą wieców wyborczych Prawa i Sprawiedliwości, na których – Podobno Tylko Grała!!! To dziwne, zaskakujące jak łatwo można w Polsce zmieniać poglądy polityczne i powiewać w kierunku – z którego spada więcej szmalu.

I chyba tylko o pieniądze chodzi! Bo cała afera z pobiciem wydaje się mocno naciągana.

Treść Notki II

Główny Tok Zdarzeń (wypunktowanie z elementami komentarza):

Kotka zostaje pobita przez złych oprawców – którzy głosowali na PO.

Oprawcy stwierdzają, że Kotka może ich pocałować w dupę i jest sprzedajną dziwką PiS-u.

Kotka w trakcie obijania – dzwoni pod 112 i po przyjaciół – policja i przyjaciele przybywają.

Policja nie pomaga kobiecie – bo funkcjonariusze głosowali zapewne na PO.

Przyjaciel też jakoś dziwnie nie są w stanie pomóc kobiecie – może też głosowali na PO?

Nie pojawiło się pogotowie – bo Sopocka ekipa ratunkowa też głosowała na PO!

Żaden lekarz nie chciał przyjąć biednej poszkodowanej – mój Boże. On również głosował na PO

W niedziele 7 czerwca w wywiadach – aktorka nie wspomina o pobiciu – ba, czuje się świetnie – promienieje!

W poniedziałek 8 czerwca – przypomina sobie o pobiciu…

We wtorek płacze na antenie telewizji TVN – wspominając postawę służb porządkowych.

Źli policjanci, źli lekarze, wszyscy źli… Zło wybrało PO!

Policja zaprasza ją parokrotnie do złożenia doniesienia o pobiciu, lub choćby jakichś zeznań – Kotka odmawia. Pewnie jak każdy kotek – wylizuje rany!

Pojawia się na komendzie w wtorek – ale o pobiciu nic nie wspomina…(???)

Dopiero w środę 10 czerwca robi sobie obdukcję – ponad 100 godzin od domniemanego pobicia… Dziwne???

Zakończenie (pomieszanie tez z konkluzjami):

Oczywiście cała sprawa budzi medialną burzę. A do tego śmierdzi na kilometr, gdyż wygląda na kolejną zagrywkę Kaczuchy i jego kumpli – w celu mącenia i burzenia – wszystkiego, co się da i tylko dla samego mącenia i burzenia… – Czyli jak zwykle bezsensu!!!

Kotka potrzebowała pewnie jeszcze troszkę kasy, więc zgodziła się zagrać w tym dramacie – tego (tych) małego (małych) móżdżk/a(ów) – tylko tym razem – to jednak nie Makbet, to nawet nie podwórkowy teatrzyk, to jakaś amatorszczyzna, Król Lew bez lwów i bez Afryki… Horror!!!

Podsumowanie Od Autorskie:

Żenada moi państwo żenada. „Bliźniaki Rządzą! yeah!” No ale jedno wyszło na wierzch, niestety – Kotka naprawdę stała się...

KONIEC.

12:00, koffiejames , koffie mix
Link Komentarze (4) »
sobota, 06 czerwca 2009

W tych dniach ciężkich i pełnych niepokoju. Kiedy wszystko zdaje się lecieć na łeb. Kiedy mój nastrój niebezpiecznie pikuje w dół, w odmęty czarnego oceanu złości i zawodu. Pojawiają się na horyzoncie małe światełka – które wymuszają na mojej gębie uśmiech.

Oto pewien opis, pewnego profilu z gejowskiego portalu społecznościowego. Porażka, żenada, brak jakiegokolwiek myślenia logicznego – po prostu dramat!!!

A zaczęło się tak, że pewien miły 39 latek podarował serce dla I, (potem długo-długo nic) aż w końcu dopadliśmy hasło: „16stka –  szukam na dobry seks tylko do 17stu.”

1.Otwieram własną stronę, aby...
poznać kogoś do sexu lub/i związku

2.W moim wolnym czasie najchętniej...
dogadzam sobie, słucham muzy, zamykam się w łasnym świecie

3.Powinienem częściej...
się uczyć

4.Nie powinienem tak często...
palić ;/

5.Nie znoszę...
Chamstwa, ludzi nietolerancyjnych

6.Uwielbiam...
chodzić po domu nago (jak nikogo nie ma), słuchać muzy, spotykać się ze znajomymi

7.Podziwiam...
Jana Pawła II

8.Boję się...
SZATANA :) HEHE

9.Moje największe marzenie...
Spotkać tą jedyną osobę

10.Mój wymarzony facet...
Tylko na jeden raz. i w moim wieku albo cos w tym rodzaju

11.Nie lubię facetów, którzy...
Gardzą innymi

12.Za swój pierwszy milion kupię...
Audi A8 albo porshe 911 :)

13.Moje ulubione potrawy to...
duzo tego

14.Muzyka, której najchętniej słucham...
reggae rock pop hip-hop

15.Lubię czytać...
książki sci-fic

16.Moje ulubione filmy i programy tv...
seriale i kinówki

17.Moje zalety to...
wrażliwośc i przywiązanie, nie piję

18.Mam też wady, a mianowicie...
palę, jestem owłosiony

19.Mieszkam...
w xxxxxx

20.Mój wiek...
jest ok. czyli 16

 
1 , 2