o mnie i o ludziach obok... o ludziach i o mnie...
Archiwum
O autorze
czwartek, 27 kwietnia 2017

W roku Depeszowym, na godziny przed startem wielkiej trasy, a zarazem na godziny przed końcem małej trasy (zespół zagrał już kilka mini koncertów w klubach całej Europy - występy trwały maksimum 60 minut) - fani wyczekują drugiego singla. Czy będzie to ten kawałek, grany na wszystkich dotychczasowych promocyjnych mini koncertach?  

 

I can't lie

I can't fake

I can't act

My hands shake

There's disclosure

I must make

There is so much love in me

 

I can't run

I have tried

There's a thorn

In my side

There is something

I can't hide

There is so much love in me

 

You can forsake me

Try to break me

But you can't shake me

No

You can despise me

Demonise me

It satisfies me

So

 

There's a fire

In my veins

The desire

Causes pain

I will say it

Again

There is so much love in me

 

You can forsake me

Try to break me

But you can t shake me

No

You can despise me

Demonise me

It satisfies me

So

 

There is so much love in me

There is so much love in me

There is so much love in me

There is so much love in me

 

wtorek, 25 kwietnia 2017

 

 

Jestem poruszony filmem Dalida. Moje tęczowe serce zadrżało – w obliczu historii tej femme fatal – będącej nią zupełnie nie z własnej woli. Tak plotą się losy ludzkie. Wciąż nie wiem czy to sprytny zabieg ekipy czy życie bohaterki mnie tak zafascynowało. Każdy z etapów tego życia doskonale puentowały słowa piosenek artystki. Była ona gwiazdą za życia a po śmierci została ikoną.  


czwartek, 20 kwietnia 2017

30 lat temu ukazał się – najgorzej przyjęty album Davida Bowie Never Let Me Down. Cóż rzeczywiście David się nieco spóźnił z tym materiałem i w dużym stopniu stylistyka albumu przypominała dokonania wielu wcześniejszych pop-rockowych muzyków, a zwłaszcza album Queen A Kind Of Magic z 1986 roku. Zatem powieszono na Bowiem, który w 1987 roku skończył 40 lat, wszelkie psy. David się skończył, David się zestarzał - mówiono.

bdnlmd

Po długich poszukiwaniach w Polsce, znalazłem Never Let Me Down w berlińskim sklepie muzycznym sieci Saturn. Było to bodaj w 2014 roku, a kiedy z kumplami puściliśmy go sobie premierowo w pokoju odsłuchów – przestrzeń tego albumu nas oczarowała. W pierwszej chwili trudno było nam uwierzyć, że to album, który wtedy już miał dobrze ponad dwie dekady. Chyba zatem krążek się obronił pod naciskiem czasów, albo ja i moi kumple po prostu lubimy stylistykę lat 80-tych. W 2014 roku niektóre rozwiązania stylistyczne z tej płyty mnie nawet zaskoczyły. Gdyby David wydał ten album lekko zaaranżowany do nowocześniejszych brzmień - w połowie lat dziesiętnych XXI wieku - miałby szansę na sukces. W dobie nijakiego popu - ten album to raj dla uszu. 

Może jak na Davida to zniżka lotów po serii wybitnych albumów, ciąg dalszy zagubienia po Tonight? Może jak na Davida to przestrzelony materiał, stąd projekt Tin Machine, który ujrzał światło dzienne dwa lata później? Ale co z tego, kiedy po 30 latach w tym albumie są porywające numery – będące żywymi pomnikami swojej dekady. A być może przez to, że kawałki z tej płyty przeszły bardziej niezauważone (spóźnione) to dziś brzmią po prostu świeżo? Warto posłuchać tego naładowanego energią wydawnictwa i pomyśleć, o dojrzałym wieku artysty, on nie dawał sobie żadnej taryfy ulgowej. A każdemu może się zdarzyć niewielka wpadka – to bardzo ludzkie!

1. Time Will Crawl

2. Beat Of Your Drum

3. Never Let Me Down   

 

środa, 19 kwietnia 2017

Ulver po raz 13-ty (nie licząc 3 znakomitych soudtracków) zaprasza nas w kolejną podróż. Norweski eksperymentalny zespół wiodący nas od metalu przez folk po elektronikę, tym razem serwuje nam mieszankę synth popu i fascynacji stylistyką Depeche Mode. Ale to znakomita muzyka, znakomita płyta, ciekawe teksty!


 

A festival of torches

Joins the light of the Moon

Shining in the lake

Sleeping with the stars

As good Christians

Illuminate the garden

Human candles

Burning under roman skies

 

Nero lights up the night

18th to 19th of July, AD 64

 

Paul dies, Peter dies

Lions among men

Damnation to beasts

Almost too hard to believe

 

Nero lights up the night

18th to 19th of July, AD 64

 

The princess of Wales

Her sexual drive

Stop dead under the river

In the capital of romance

The most hunted

Body of the modern age

Flowers crown her head

Ancient goddess of the moon

 

Nero lights up the night

18th to 19th of July, AD 64

 

poniedziałek, 17 kwietnia 2017

 

 

Kolejna pascha – brudne ulice wymierających miast przybierają się w chłodną zieleń. Czerń ziemi już nigdy więcej nie będzie tak samo czarna, kiedy morze drobnych chwastów weźmie ją we władanie. Zjedliśmy w niedzielę rano śniadanie – narodzin z martwych – ku czci natury, której powinniśmy się oddać, mimo wszelkich lęków. Ona jest naszym rozgrzeszeniem, ona może poskromić nasz nieskończony głód – ona nas uratuje przed pożarciem się nawzajem. Tyle się zmieniło na tym Świecie w stosunku do zeszłego roku. Człowiek w swoich lokalnych, wytyczonych granicami światach, niszczy to, co daje nam życie. Polacy szczególnie nienawidzą natury, niby legendarni miłośnicy przyrody, a jednak najbardziej kochają topór. Nie mówię już o miastach gdzie drzewo stanowi publicznego wroga. Mówię o prowincji, o miasteczkach i wioskach. I’ w niedzielę wieczorem pojechał do swojej matki na wieś, wyjątkowo inną niż dotychczas drogą - koleją, napisał do mnie smsa z tej podróży: całe połacie lasów powycinane

Znów czas na paschalną retrospekcję z dawnych wpisów:

W zeszłym roku pisałem o mojej chuci do ucieczki do lasu. To prawie erotyczna potrzeba powrotu i oddania się naturze. Czuję to bardziej niż zwykle. Chcę dziczy leśnej, pajęczyn z pająkami, ściółki z krzakami dzikich jagód, zapachu kory i wolności, jaką czuję zaszyty – w tych ostatnich miejscach spokoju…

28.03.2016

Kiedy chcę żyć i odzyskać energię – w dniach tak bardzo potrzebnej ucieczki, mój Świat chce zaprosić mnie na jałową pustynię, którą chcemy zostawić swoim potomkom. Nie potrafimy być jak Chrystus, nie mnożymy chleba ani ryb z niczego, nie napełniamy bukłaków z winem siłą woli. Jesteśmy (czasem koszmarnym) ledwie wytworem biologii. Jesteśmy częścią machiny istnienia. Tak często w barbarzyński sposób idziemy na skróty – tylko po to, aby inni nic nie mieli – tylko gołe kikuty i rozjechane błoto. Nawet zwykły trawnik stanowi wroga, z którym walczymy – aby tylko był podporządkowanym, a najlepiej zaorany i zalany betonem. Czy nie wiemy zatem, że i beton ustąpi sile pędów – wystarczy poczekać…

Eh, ta cholerna ekologia zdominowała wpis. A powinna zdominować go ludzka głupota i zawiść. Nie, też nie to? Nasza narodowa natura zdaje się być wystawiana w ostatnich latach na ciężkie próby. Papież – wbrew swym polskim wyznawcom – poświęca religijną uroczystość drogi krzyżowej, tym brudnym i przenoszącym zarazy – gorszym od nas ludziom. Jak to rozumieć? Co prawi ten człowiek? Oszalał czy opętał go Szatan? To jest rozterka paschalna godna katolika, ale nie tylko wierzący powinni o tym myśleć. A z drugiej strony, kiedy znajomi mówią mi o wojsku w Rzymie, wojsku w Paryżu, wojsku w Brukseli, wojsku w Berlinie, wojsku w Oslo, wojsku w Sztokholmie – zaczynam się zastanawiać na drugą stroną medalu. Jak jest prawda, gdzie jest choćby jej cień? Co powinniśmy robić, w jakim kierunku powinniśmy kroczyć?

Czy w tych świątecznych dniach 2017 roku, możemy już coś powiedzieć o XXI stuleciu? W jakim momencie historii jesteśmy? Czy ludzkość w 1917 roku zdawała sobie sprawę z tej wielkiej przemiany, jaka nastąpiła w ciągu niespełna dwóch pierwszych dekad XX wieku? Czy potrafili już to wszystko ogarnąć i wdrożyć metody, aby godnie przetrwać trudne czasy? A może czuli się tak jak my, zupełnie bezradni i nieprzygotowani do wyzwań losu?

Tymczasem u braci Francuzów zamieszki przed kolejnym wyborczym spędem niejakiej Le Pen. Francja nie chce nazistów? Na obecną chwilę chce ich blisko 22% społeczeństwa. A zazwyczaj prawactwo jest niedoszacowane, bo to ‘letko’ wstyd głosować za totalnym rozpier**lem starego kontynentu po 72 latach pokoju. Ale może będzie większość, która nas ocali i wybierze mniejsze zło? Może jak w 1789 roku, Francja da sygnał do zmiany trendu? Kto jak kto, ale Francuzi wiedzą dobrze, czym się je demokrację, przelali za nią sporo krwi…

Wybaczone macie swoje grzechy – zgodnie z paschalną tradycją tych wpisów – porzućcie waszą nienawiść do Świata. To wieczny apel i intencja.

Bosh Wildeness Of Manitoba – ten zespół jest niesamowity – oba cudowne kawałki Echoes & The Island Of The Day Before.

 

piątek, 14 kwietnia 2017

 

Dziś mija 20-ta rocznica ukazania się dziewiątego studyjnego albumu Depeche Mode Ultra. To ważna dla mnie płyta, o tyle, że weszła do mojego prywatnego kanonu muzycznego w dziwnym okresie mojego życia i być może posłużyła mi za bezpiecznik. To były lata wyparcia mojej orientacji i na każdym kroku unikałem możliwości powiązania mnie z jakimkolwiek śladem homoseksualizmu. Słuchałem progresywnego klasycznego rocka z przełomu lat 60-tych i 70-tych – bez żadnych większych wojaży w kierunku nie tyle wyzwolonych, co wyautowanych lat 80-tych. Za pedała uchodził Bowie, którego unikałem jak ognia, a o dziwo Queen – który był chodzącą reklamą tęczy w moim środowisku uchodził za klasyka, w którym – ok – była jedna czarna owca, którą się podziwiało i ewentualnie uśmiechem komentowało jego życie prywatne, a reszta składu zaakceptowana była w pełni. Nie, moi znajomi z okresu ogólniaka tacy nie byli – to ja byłem przewrażliwiony i nasłuchiwałem z każdej strony sygnałów, jak nietoperz podprogowych dźwięków i ostrzeżeń. Koszmarem jest życie w zakłamaniu.

Pewnego dnia, jakoś w 2002 roku mój ówczesny najlepszy przyjaciel P’, zgrał mi jakąś płytkę. Nakazał mi jej posłuchać, aby mózg troszkę odpoczął od wybitnych dźwięków progresji. Byłem zszokowany, kiedy odkryłem, że to Depeche Mode. Takie pedalstwo? Bosh nie – ci faceci chodzą w skórach i robią sobie makijaże a czasem zakładają kiecki - matko! A ta ich muzyka to jakieś disco-polo. P’ powiedział żebym mu zaufał i w ciszy, po zmroku odsłuchał tą płytę. Oczywiście opowiedział mi o Depeche Mode i o ich muzycznej drodze. Zaciekawiony opowieścią, zacząłem odsłuch i po pierwszym razie, słuchałem tej płyty dalej do bardzo późnej nocy. A potem dzień w dzień przez kilka tygodni. Wszedłem w całości do innego świata. W album pełen spokojnej melancholii i zadziwiających beatów, i fascynacji country, brzmiący jak rozliczenie z przeszłością, ludzi z potężnym bagażem doświadczeń. Och, jak mi było potrzebne wtedy rozliczenie, ale ono przyszło dopiero kilka lat później, a ten album był dobrym ćwiczeniem wstępnym…

Ultra to album przełomu w karierze Depeche Mode. Pierwszy po rozpadzie zespołu, a zarazem graniczny – między tym, co Brytyjczycy osiągnęli w latach swojej największej świetności w pełnym czteroosobowym składzie w latach 1984-1993, a co robią po dziś dzień, jako trio – nastawione już zdecydowanie bardziej na komercyjny zwrot dywidendy, raz na cztery lata w okresie kiedy odbierają hołd od swoich fanów na stadionach i halach sportowo-widowiskowych. Ultra to wreszcie album odrodzenia – kiedy po śmierci klinicznej z powodu przedawkowania, uzależniony od heroiny Kot (ksywa Dave Gahana w światku heroinowym), po przymusowej terapii odwykowej – wraca do żywych. Po szalonej dekadzie chlania i ćpania wszyscy muzycy Depeche Mode są obici emocjonalnie lub fizycznie, a jeden z nich opuszcza zespół nie wytrzymując stylu ani atmosfery życia w DM. Piosenki z Ultra zdają się opowiadać o tych wszystkich dramatach, od uzależnienia poprzez śmierć do odrodzenia. Ale nie jest to powrót do pełnych sił witalnych – bo w człowieku zostają już na zawsze jakieś blizny.

Ultra to również album autoironiczny ale to zespół pokazał dopiero w warstwie wizualnej – zrywając z patosem w klipach – spowodował oburzenie wśród fanów, ale na tym etapie panowie z DM mogli już sobie pozwolić na wszystko…

u

Dla mnie Ultra jest punktem wyjścia do czytania muzyki Depeche Mode. Żaden kolejny album zespołu nie zbliżył się do jej poziomu, a wiele wcześniejszych do niej nie dorasta. Moja opinia jest tu całkowicie subiektywna. Nie do końca zgodna z odczuciami krytyków, oraz wielu fanów. Ale to lubię w DM najbardziej – różnorodność odbioru ich muzyki. Od legendarnych i totalnie abstrakcyjnych dla mnie wojen Depeszów z Metalami, przez fascynację Metali Depeszami, po wojny i wykluczenie wewnętrzne w samym środowisku fanowskim. Dziś Depeche Mode mają za sobą 36 lat kariery i fani z lat 80-tych, którzy mają dziś po 50 czy 60 lat, totalnie nie akceptują wolt zespołu w pierwszej połowie lat 90-tych w kierunku Rocka. Album Ultra dla tych najstarszych jest, co najwyżej nudny, a o kolejnych lepiej nie mówić wcale. Dla fanów z okresu rockowej wolty, Ultra stanowi jego zamknięcie, dla fanów jeszcze późniejszych stanowi on dość mroczny punkt wyjścia w dyskografii grupy, z którego można dowolnie wędrować w górę lub w dół depeszowej rzeki. Niesamowite są różnice w opiniach – wydawać by się mogło hermetycznego środowiska DM, ale świadczy to tylko o tym – jak bardzo emocjonalnie odbierają fani swój zespół i dlaczego skaczą za nim w przysłowiowy ogień. Dlatego ja też odbieram tak Depeche Mode i zaliczam się do tych, który zawsze album Ultra będą traktować, jako port, przez który się wchodzi do Depeszowego Świata.  

1. It's No Good
2. Barrel Of A Gun 

czwartek, 13 kwietnia 2017

Mam wrażenie, że blogosfera jaką ja poznałem wiele lat temu, dziś już zupełnie zamarła. Może chodzi o brak nowoczesności i nieatrakcyjność obecnego formatu? Ale ludzie zmieniali formaty i przechodzili na nowocześniejsze platformy niż Blox, aby po kolejnym roku czy dwóch istnienia – zniknąć ponownie, lub finalnie. Dlatego uważam, że nie chodzi o miejsce – tylko o jakiegoś rodzaju wypalenie całego społeczeństwa (piszących i odbiorców), oraz jego wstręt do słowa pisanego. To, co chcieli przekazać wybitni i martwi już blogerzy, wymagało zaangażowania, czasu i refleksji.

Dziś byliśmy z I’ świadkami jak ledwo mówiące niespokojne dziecko, dostało od rodzica smartfon na uspokojenie, i z małego potwora nagle zrobił się pochłonięty grą cyberprzedszkolak. To dziecko jednak nie czytało tylko oglądało. Zaangażowanie jego percepcji jest już w tej chwili na zupełnie innym etapie w porównanie do mojego pokolenia, które zamiast ruchomych obrazków – musiało animować je w wyobraźni.

Co się stało z naszą współczesnością, czemu nikt nas nie ostrzegł? Nie zabijajcie wyobraźni, bo to zabije ciekawość świata, a bez ciekawości nie będzie zrozumienia drugiego człowieka. Bo nie będzie nas obchodziło to, co się z tym człowiekiem w ogóle dzieje. Najprościej jest sterować ogłupionymi, którzy zaspokajają się najbardziej prymitywnymi zamiennikami.

Nie uważam, że blogosfera umiera, bo wszyscy zgłupieli. Tu wina jest bardziej z powodu odbiorcy – który otoczony wokół pstrokatymi odciągaczami uwagi – coraz rzadziej ma czas i ochotę by skupić wzrok na słowie pisanym. Owo – słowo – przecież nie potrafi konkurować z kolorowymi i pustymi substytutami, wypełniającymi cenny czas każdego z nas. A potem przychodzi pora na sen, długi tekst może jutro, może kiedyś…     

 

wtorek, 11 kwietnia 2017

To był dzień pomników, policji pilnującej barierek, i zaproszeń dla wybranych pod pałac prezydencki. To był dzień patetycznych bredni, zawłaszczania historii i podsycania wzajemnej niechęci. To był wreszcie dzień „łamiących wiadomości” o tym, że komisja Antka – ma pewność, to była bomba termobaryczna. Do jasnej Anielki! To przecież miał być dzień refleksji, nad niewinnymi ofiarami – złośliwych okoliczności. Ale zamiast jakiekolwiek myśli czy wspomnienia – lepiej zbijać kapitał polityczny po trupach do celu…   

 

piątek, 07 kwietnia 2017

Ech debata nad skróceniem kadencji Sejmu RP. Nudne wywody, i knajackie odpowiedzi władzy, a na dodatek to darcie mordy przez niejaką Szydło... Szkoda gadać, a zatem co to jest Brexit?     

29-go marca, kiedy ja obchodziłem urodziny męża – świat obchodził zupełnie inną okazję. Oficjalnie rozpoczęliśmy Brexit. Historyczny moment, którego skutki na kształt Europy, a być może i Świata nie są dziś znane ani do przewidzenia. To zdarzenie stosunkowo nowe, nieczęsto przerabiane w historii, aby polityczny twór występował z innej organizacji polityczno-gospodarczej bez wojny. Powiecie, że rozpad Czechosłowacji w 1993 roku jest porównywalny – no tak, tylko że tam rozdzielały się dwa równorzędne państwa. A tu, obecnie mamy sytuacje całkowicie odmienną, dużo bardziej skomplikowaną ekonomicznie. Z drugiej strony Europa podzielona to Europa Wojny – już to przerabialiśmy wielokrotnie.

A z drugiej strony, co ja maluczki mogę? Jaki mam wpływ? Żaden! Czasem zdarza się mieć maluczkim wpływ na bieg wydarzeń. Dziś w czasach cywilizowanych – taka okazja zdarza się okresowo, co kilka lat, kiedy przy wyborczej urnie mamy minimalny wpływ na dalsze losy własnego regionu lub kraju. Ale i ten wpływ jest całkowicie niewymierny, gdyż po elekcji na kolejną umówioną kadencję – nie mamy wpływu już na naszych wybrańców. W zasadzie więc, nasz system polityczny nie różni się od totalitarnego albo autorytarnego z bardzo niewielką różnicą - możliwością oddania głosu. Ale jego ważność i tak można podważyć.

Zatem szczerze pozostaje nam tylko śmiech. To czego nie można pokonać – trzeba wyśmiać. Wtedy się żyje jakoś lżej... Dokładnie jak ci panowie rozkładający na czynniki pierwsze Brexit…     

 

23:54, koffiejames , koffie mix
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 06 kwietnia 2017

Wiosna jest a niby jej nie ma. Ranki chłodne, święta zbyt szybko, wieczory pod chmurką. Niby wszystko jest jak ma być. Nie mamy zupełnie wpływu na bieg prądów ni frontów, ale chociażby te 15-16 stopni, pod chmurką, ale bez zimnych podmuchów. Człowiek by się cieszył – nie zgrzałby się tak w pogoni do pracy i nie wychładzał spocony na wietrze, witając kolejną grypę czy inną tam jej kuzynkę. Wszystko by było jakoś tak bardziej – po ludzku zdaje się. Oh jak ja lubię mieć te sześćdziesiąt lat i sobie trochę ponarzekać w cholerę na cały Świat!

 

 
1 , 2