o mnie i o ludziach obok... o ludziach i o mnie...
Archiwum
O autorze
wtorek, 30 kwietnia 2013

To z debiutanckiego albumu Davida Bowiego z 1967 roku (film z 1969 roku). Sam debiut troszkę zapomniany, nawet przez samego artystę chyba? Zresztą wydana dwa lata później Space Oddity ukazała się pierwotnie jako kolejny David Bowie, a swą obecną nazwę uzyskała kilka lat później.

Lata 60-te XX wieku, dla muzyki współczesnej były pionierskie, wszyscy, którzy przyszli po 1970 roku - w zasadzie mieli już nakryte do stołu. Tymczasem na pierwszych czterech płytach The Rolling Stones, nie grali swoich kawałków. Pierwszy album w pełni autorski Stonesi wydali w 1966 roku. The Beatles wydali swoją pierwszą i zarazem debiutancką płytę w 1963 roku.

A David Jones, w tych chaotycznych i kipiących rewolucją czasach, szukał własnej drogi. Tak powstał materiał na album David Bowie. Dziś krążek ten stanowi ciekawostkę - zapis okresu wielkiej niewiadomej, bo przecież kompozycje na nim zawarte - mają w sobie ducha prehistorii, a w przeciągu następnych 3 lat zmieniło się przecież wszystko w muzyce.

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Tusk wyrzucił Gowina. Pan minister był nie tyle od sprawiedliwości, co od katolickiego ultrakonserwatyzmu. I branie do rządu w 2011 roku tak skrajnej postaci – musiało się skończyć jakimś dymem. Tylko niestety w przypadku sprawy sprzedaży zarodków – mamy z małej chmury duży deszcz. (Ciekawe czy w efekcie nie powstanie tornado – które zmiecie rząd Tuska?).

Donald popełnił w tym przypadku (dymisji Gowina), dwa błędy wizerunkowe (przynajmniej). Pierwszy to usunięcie ministra za poglądy, w obliczu przejścia przez sejm jego pierwszych projektów deregulacyjnych – które jako jedna z nielicznych inicjatyw rządu poparta została przez większość opozycji. Drugi błąd to błaha przyczyna – jeśli by przyjąć, że to za poglądy Gowin został zdymisjonowany – dlaczego w takim razie nie stało to się w styczniu? Dlaczego przy ustawach pedalskich – kiedy minister wszedł na wojenną ścieżkę ze swoim szefem – nie usunięto go? Dlaczego?

Dlatego, że premier chciał być czysty? Dlatego, że usuwanie Gowina przy niepopularnych pośród społeczeństwa ustaw, byłoby szkodliwe dla wizerunku PO? Wobec tego, ile prawdy kryje się gestach i słowach poparcia – premiera – podczas styczniowej debaty nad głosowaniem, o dopuszczeniu do czytania ustaw partnerskich?

A Gowin ma teraz otwartą drogę… W każdym z możliwych przypadków – stał(by) się ofiarą, to on, niezłomny i wierny swym przekonaniom, został za nie odsunięty, ukarany za przekonania przez reżim. Teraz zaś staje się prawicowym herosem, gotowym stworzyć własny ruch albo wstąpić do PiS-u jako nowy Kaczyński. Czy tak nieobliczalny polityk doprowadzi do rozłamu w PO i wcześniejszych wyborów? Wydaje się na dziś, że wszystkie scenariusze są możliwe. Oczywiście przy skłóconej lewicy – bardziej socjalistyczni albo bardziej liberalni katole – przejmują władzę…

 

czwartek, 25 kwietnia 2013

Wiosna. Powrót witalności i chęci do życia. Nawet jeśli nie wszystko jest jak dawniej. Nawet jeśli nie wszyscy tu jesteśmy ponownie. I nawet jeśli jesteśmy już troszkę starsi... To wciąż mamy ochotę poczuć ten niesamowity powiew życia...

Pet Shop Boys z dwóch ostatnich albumów z 2009 i 2012 roku, mimo pierwszej siwizny, albo i drugiej - wciąż mają w sobie tą jakąś magiczną witalność, której może im pozazdrościć od choćby to monstrum: MonsterMDNA

14:58, koffiejames , koffie mix
Link Dodaj komentarz »
piątek, 19 kwietnia 2013

Dlaczego mnie nie będzie na sobotnim marszu równości?

Powody są dwa i oba równie istotne. Pierwszy jest typowo życiowy, drugi jest ociupinkę ideologiczny.

Przede wszystkim pracuję w ową sobotę. I to ja sobie ustawiłem tak grafik, nie pamiętając po ludzku o dacie marszu. Kiedy chciałem zamienić z koleżanką ów feralny dzień, ta po namyśle powiedziała, że jej narzeczony jest ciężko chory na białaczkę i że zależy jej bardzo na wolnych łikędach. No cóż – nie wiem czy jest to prawdą (ja najczęściej nikomu nie ufam), bo kwestia narzeczonego wypłynęła po raz pierwszy, od kiedy razem pracujemy (od ponad roku). Ale ok., nie wnikam, na tak ciężki kaliber tłumaczenia się, nie ma rady. A za gapiostwo się płaci.

Drugi powód jest troszkę bardziej złożony. Chodzi o szefa naszej lokalnej KPH, sprytnie zwanej Fabryką Równości. Człowiek ten – co kiedyś pisałem – od szklankowego przeszedł drogę do maharadży udzielnego, samowładcy absolutnego. I przy mojej całej sympatii dla drogi i osiągnięć tego człowieka, muszę jasno stwierdzić, że nie podoba mi się autorytarny sposób sprawowania przez niego władzy. Uzurpacja przybrała na sile w ciągu ostatniego roku na tyle, że ów człowiek zaczął dzielić, a nie łączyć. Odwróciły się od niego dwa główne kluby, bo jak głosi miejska plotka, pokłócił się z właścicielami. Ale najgorsze było chyba wyrzucanie ludzi z organizacji, która powinna działać i być oparta na zasadach demokratycznych, a nie na absolutyzmie przywódcy. Tymczasem bez słowa wyjaśnienia przyczyn, za pomocą tylko podziękowań napisanych na fejsbóku – usuwał nielubiane przez siebie osoby. Nie potrafiąc im spojrzeć nawet w oczy.

***

To nie jest metoda budowania równościowej organizacji. Opamiętaj się chłopaku. Ty masz służyć pomocą i radą, a nie autorytarnym homoterrorem, który zacząłeś stosować. Ja rozumiem, że głównym celem jest wciąż wierchuszka KPH i Krytyki Politycznej w Warszawie, ale trzeba szanować innych ludzi. Zwłaszcza tych, którzy chcą działać we wspólnej sprawie oraz tych, którzy się angażują po to, abyś Ty - mógł być lokalnym kacykiem Fabryki Równości. Nie pogardzaj ludźmi, tylko dlatego że ich nie lubisz – ponieważ takim zachowaniem, w następstwie którego powstają ploty huczące po całym środowisku – zaprzepaszczasz wszystkie swoje osiągnięcia, których przecież masz nie mało.        

środa, 17 kwietnia 2013

Miłość. Myślałem, że choroby młodości, cierpienia z miłości już za moim pokoleniem. No, bo to przecież okres późnej nastoletniości i czas studiów - przeznaczone są na rozterki, tęsknoty, zauroczenia, cierpienia, straty, motylki, ploty o tym że się by chciało a nie może itd., a nie mój wiek, w którym albo jest się zdeklarowanym singlem, albo udało się już coś zbudować.

Zatem wszystko to, co najgorętsze było i minęło. Dla niektórych moich bliższych czy dalszych - skończyło się nawet tragicznie. Cóż, bilans nigdy nie jest pewny z góry, straty nie do przewidzenie, tak jak i zyski zresztą. 

W trakcie świąt wielkanocnych stało się jednak coś, czego się nie spodziewałem. Bardzo bliska mi osoba rozpoczęła proces rozstawania się ze swoja wieloletnią partnerką. No i nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie psychiczny wstrząs, jaki towarzyszy tej sytuacji. Razem byli ponad 6 lat. Wszystko zaczęło się wiosną 2007. Wybuchło nagle i było na już, bez okresu przejściowego. W tamte wakacje, wspólnie, na prawie trzy lata uciekli poza granicę Polski. To było studenckie marzenie całej bandy, z której wywodził się on. Na obczyźnie rozpieszczona przez rodziców banda się rozpadła i większość ze smakiem porażki wróciła do kraju. Oni przetrwali, zupełnie sami - chwilę tułali się po miastach i miasteczkach obcego kraju, aż znaleźli to, czego szukali - możliwości rozwoju. On zdobył tam certyfikat, który wystawiony w owym kraju, jest respektowany na całym Świecie. Taki sam wystawiony u nas - traci swoją moc za Odrą i Bugiem. Tam byli na swoim, tam byli szczęśliwi, wyjazd dziekański zamienił się w ich małą epopeję.

Ją poznałem dopiero, kiedy wrócili z emigracji. Czyli już po kilku latach. Nie miałem szczególnie o niej pojęcia. Poza sytuacją kiedy on wrócił na jakieś święta, na początku 2009 roku - po raz pierwszy - podczas męskiego picia, wyznał, że czasem z nią nie daje rady wytrzymać. Okazało się, że ona ma lekkie zaburzenia osobowości. Ludzie miewają takie problemy - to się da leczyć. On wychowany w szowinistycznym ideale filozofii Nietzschego - zupełnie odrzucał jakąkolwiek ingerencję lekarza od głowy czy tym bardziej od duszy. On z nią – oni: poradzą sobie sami!

Ten związek był toksyczny. Ona zmieniała terapeutów i żyła na środkach pobudzających, on odradzał jej każdą terapię i przeżywał koszmar jej huśtawki nastrojów. Ona była od niego śmiertelnie uzależniona, on miał coraz bardziej jej dość. Na wszystko nałożyła się sekwencja wszelkich życiowych przypadłości naszych czasów, aż wreszcie wiosną zeszłego roku, po kolejnych spięciach ona po raz pierwszy wyprowadziła się z mieszkania, które sprawili im jego rodzicie. Dla niego ta miniona wiosna, dwa tygodnie marca, to był czas seksualnego wyzwolenia, został sam i używał. A mimo to zeszli się ponownie. Jej wyprowadzki zaczęły się jednak powtarzać cyklicznie, a po ostatniej, dwa tygodnie przed świętami - już nie wróciła.

Wtedy akurat z nim rozmawiałem, jeszcze w czasie, kiedy zakładał, że znów wróci do domu, kiedy bagatelizował jej manifestacje. Był wykończony, nie wiedział czy ma siły to kontynuować? Stwierdził, że woli, aby zaczęła go zdradzać niż znosić te wszystkie psychiczne jazdy, zarwane noce i ciągłe skoki nastrojów. Wtedy już chyba było za późno na ratowanie tej relacji. W niej coś pękło, zdała sobie chyba sprawę - albo to doradził jej sztab doradczyń - że u jego boku, nie ma szans na poprawę swojego stanu. Tak myślę - bo tego osobiście nie wiem.

Kiedy okazało się, że to koniec. Że to on po raz pierwszy spóźnił się z reakcją, mimo wszelkich nieczystych zaszłości po jego stronie - zawalił mu się świat. Do tego stopnia, że usłyszałem tuż po świętach - jak ten chłopak łka i mówi o utracie sensu życia. „Zobaczyłem” jak bierze zwolnienie z pracy, nie wychodzi z pokoju przez całą dobę - tylko patrzy się jak porażony w jeden punkt, jak projektuje ich wirtualny związek, jak go legalizują itd.

Wreszcie w obawie przed niemądrymi decyzjami zabrali go do siebie rodzice, zawieźli do specjalisty po leki na sen i uspokojenie, wreszcie zapisali do psychoterapeuty.

I o tyle jestem w szoku, że ich burzliwy związek - wyczerpywał i zabijał obie strony - a mimo to żar, który między nimi płonął był naprawdę niesamowity. Jestem w szoku o tyle, że jednego dnia on chce wszystko kończyć, a drugiego drze szaty, aby wszystko ratować. Jestem wreszcie w potężnym szoku, ponieważ znam go od ponad 20 lat, wiem, co czytał i w co wierzył, znam jego ideały, i przekonania polityczne, zdaję sobie sprawę z filozofii, według której żył i... Słyszę pierwszy raz tak załamanego dorosłego faceta… - po którym wiem, czego się mogę spodziewać i wiem, czego spodziewać się nie mogę... I to wszystko, całe 20 lat bierze w łeb - kiedy słyszę ten przeraźliwy szloch. Musiało się stać coś strasznego...

Niepokoję się na serio, już jednego samobójcę mam - który zacisnął stryczek pośrednio z powodu straconej miłości...  

wtorek, 16 kwietnia 2013

Bosh!

Nie wiem czy boki zrywać, czy raczej się rumienić ze wstydu. W konwencji żartu ze stylu Disco Polo Czesław Mozilla i bracia Figo Fagot.

piątek, 12 kwietnia 2013

Czy ja już się zastanawiałem „gdzie my żyjemy”, „gdzie my jesteśmy”? Ok., w takim razie powinno to być - jakoś tam - nam nieobce. Bo ludzie to najgorszy gatunek zwierząt, najdzikszy i zdolny do wszystkiego, a co gorsza świadomy tego, co czyni.

Ale kiedy otwierasz lodówkę, a tam obok mielonki i warzyw na patelnię: trzy zamrożone nieboszczyki, powitych przez matkę dzieci. W królestwach zwierząt zdarza się dzieciobójstwo lub porzucenie przez matkę, ale tylko ludzie mordują tak straszliwie. A małe trupki trzymamy w ogródkach, w piwnicach pod betonową wylewką, peklujemy w beczkach (nieboszczyki kwaszone), trzymamy na strychach w skrzyniach, a teraz najnowsza moda przyszła na mrożonki.

Na takich historiach buduje się tanie horrory. A są tym tańsze, im ich historie nie dorównują rzeczywistości. Zwykle w takich obrazach mamy umysłowo chorą matkę, która maltretuje wioskę lub dom, jako demon. A w prawdziwym życiu? Wbrew wszelkim prawidłom – to w zdrowych środowiskach dochodzi do makabry. A bo ona nie stosowała pigułek, a bo on gumek – bo to jest wbrew Bogu. Wbrew Bogu jest aborcja przy 5., 6., 7., … czy 12. ciąży? Wobec tego matka chce niezdrowym trybem życia wykończyć płód. Ale mimo wszystko dochodzi do porodu, po którym rodzicielka dokonuje egzekucji. To nie jest wbrew człowieczeństwu? Przecież mogła oddać to dziecko do jakiegoś okna życia czy coś? Ale ona robi to, czego zabroniło jej państwo i kościół, przed i w trakcie ciąży. Matka jest winna – i nie wierzę w to, że za potrójne morderstwo z premedytacją 25 lat załatwia sprawę – nieważne.

Ważniejsze w przypadku tej sprawy jest to, że winę muszą na siebie wziąść instytucje – które od lat albo piorą mózgi swoich wyznawców (jebiąc w zakrystiach nieletnich chłopców i dziewczynki) oraz sejm RP. Zwłaszcza poszczególne osoby – zakłamani bigoci i ich koledzy z ław sejmowych, którzy mimo że nie wierzą w to co mówią ich fanatyczni koledzy, dla władzy – zrobią wszystko.     

 

wtorek, 09 kwietnia 2013

Ministranci z SLD zaprosili na (ha ha ha!!!) kongres lewicy, swojego guru Lecha Wałęsę, który poza tym, że widzi pewne grupy ludzi za murem, to jeszcze domaga się odszkodowań za straty moralne (i finansowe), które poniósł po tych sławetnych słowach! A zapytany (Lechu) o swoje zaproszenie na kongres, powiedział, że jako "prawicowcowi" blisko mu do Leszka Milera i lewicy. 

To jest naprawdę niewiarygodne. A ja chyba albo wreszcie dorosłem, albo pokłady ironii się we mnie wyczerpały(?), bo to co wyrabiają te małpy w tym cyrku - przestało być zabawne. Powoli, przestaję dziwić się czemu ludzie chodząc na wybory, oddają głos na Lejdi GaGę albo to muzyczne beztalencie MDNAę - dorysowując kolejne okienka i dopisując nazwiska do arkuszy. Bo na kogo tu głosować? Od prawa do lewa (w kraju nad Wisłą nie istnieje taki podział - wszyscy są jedną masą) wszyscy powodują niestrawność i to drugie, gorsze...

Zbulwersowany Józef O. z powodu zaproszenia Lecha noblisty, nie zjawi się na kongresie, który sam od początku planował i tworzył. Józef nie jest oburzony za brak politycznej poprawności Wałęsy, przecież za młodu sam do mszy służył w firance, i kto wie co tam się jeszcze działo? Oleksy nie może zapomnieć elektrykowi, że ten wykręcił korki, pierwszemu po 1989 roku rządowi lewicy.

Zapytany o tę sprawę były prezydent odpowiada, że nic sobie nie ma do zarzucenia, i jeśli byłaby znów podobna sytuacja - "rozwaliłby" ponownie tamten rząd. A o byłym premierze mówi. - Tylko Oleksy mógł powiedzieć te słowa, to niski stary komuch!

Urażony Józef, nie pozostaje dłużny i do jednej z dziennikarek mówi, że od Wałęsy jest wyższy, a już poza anteną dorzuca w intencji Lecha. - To głupek! 

Jakie to wszystko jest kuriozalne!!!

Jak idiotycznie Senyszyn tłumaczy wyrzucenie Ryszarda Kalisza z partii. Przecież to widać gołym okiem, że żadne sądy, żadne zawieszenie i niesubordynacje - toż to polityczny prikaz KC i sekretarza Millera. Ale co zostaje ze współczesnej lewicowości (postulaty światopoglądowe lewicy i zielonych od końca lat 80-tych XX wieku w Europie i obecnie USA) w SLD?

Teraz przed Leszkiem dwa zadania, przekonać Józefa żeby się burmuszył, a następnie kongres zjednoczeniowy z PiS.     

poniedziałek, 08 kwietnia 2013

Dziś zmarła Margaret Thatcher, jedna z najwybitniejszych polityczek XX wieku. Można zarzucać jej wiele; ostatnio modne jest posądzanie o to, że jej liberalna polityka wpędziła Wielką Brytanię w obecny kryzys ekonomiczny. Jak śmiesznym jest to stwierdzenie doskonale widać w porównaniu, na przykład do wybitnie zarządzanych od lat 80-tych XX wieku krajów PIGS. Jeszcze lepszym przykładem jest paniczna emigracja mieszkańców nowych państw UE z dawnego Bloku Wschodniego, do tej porażonej kryzysem Brytanii.

Nieważne, to nie jest notka o ekonomii i pani Thatcher. Pamiętajmy tylko, że państwo nie jest skarbonką, która ma łożyć na wszystkie jednostki, którym się nie udało, państwo to nie jest przytułek, państwo (i to już moje lewackie zapatrywanie), co najwyżej jest od dawania szansy tym, którzy chcą ją wykorzystać.

Dziedzictwem Thatcher jest niewątpliwie David Cameron, który potrafi jasno powiedzieć, że rolą konserwatysty jest nadanie wszystkim równych praw, niezależnie od orientacji seksualnej. Dlatego, że idea liberalizmu społeczno-ekonomicznego nie może faworyzować nikogo, ani nikogo pozbawiać praw. To jest oczywiście postmodernistyczna wizja konserwatyzmu: czyli liberalizm ekonomiczny, z elementami socjalnymi (które w UK stanowią lwią część budżetu) oraz liberalizm obyczajowy – który, otwarta światopoglądowo frakcja obecnego premiera UK prezentuje.

Przed świętami ukazał się tekst pani Gill-Piątek o słowach na „L”, których brakuje w liście postulatów, które wskazała autorka. Z całego szacunku jaki mam do pani Gill-Piątek, bo to osoba sympatyczna i wielce zaangażowana – muszę zaprotestować ! Świat nie jest czarno biały – jak próbuje nam wmówić autorka. Nie głosujemy zwykle tylko na tych, którzy obiecują budowę stadionów, jeśli chcemy mieć przyjazną komunikację miejską itd.
A likwidacja godziny religii nie jest remedium na spadek dzietności Polaków, skutkujący likwidacją szkół w Polsce. Spędzanie całej niedzieli w supermarkecie nie jest wymierzone w polską przedsiębiorczość (to już pogląd iście PiS-owski), wielu małych przedsiębiorców dostarcza mnóstwo towarów do dużych marketów. Wolny rynek nie oznacza, że dzieci będą musiały pracować w kopalniach. A jeśli nie chce ktoś płacić za autostradę to jedzie objazdem, a nie narzeka na brak szybkich i wygodnych dróg.

Głosujemy w tym kraju na masę. Bezwolny twór – sterowany przez partyjnych dyktatorów, którzy nie liczą się z nikim i niczym. I to się szybko nie zmieni. Retoryka Kaczyńskich, że czarne jest czarne a białe jest białe, w niektórych socjal-lewicowych tekstach mnie odrobinę przeraża. Świat jest różnorodny, rozpikselowany, kolorowy, dla dziesięciu spraw może być dwadzieścia rozwiązań, i zwyczajnie współczesny liberalizm może te rozwiązania przynieść. Lewicowy liberalizm (na wzór obecnej Brytyjskiej partii konserwatywnej premiera Camerona) jest mniej zacietrzewiony i radykalny niż inne -izmy i wydaje się bardziej skłonny do różnorakich kompromisów.  

 

niedziela, 07 kwietnia 2013

Doczekaliśmy drugiego singla promującego Delta Machine DM. Tak jak pisałem o braku przebojowości albumu elektro-pop-brytyjczyków, tak tu mamy wyjątek - jeden z dwóch na całym krążku. Numer prosty i może też przez to lekko męczący... Ale za to dla panów i pań lubiących kobiece akty, coś tu się może znaleźć ciekawego... 

 
1 , 2