o mnie i o ludziach obok... o ludziach i o mnie...
Archiwum
O autorze
poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Piszę używając trupa. Tak, mam na myśli stacjonarny komputer, który rozpoczął u mnie pracę w październiku 2003 roku. Mając zresztą wtedy za sobą jakieś pół roku życia...

9 lat to dla takiego sprzętu wiek. Ja wiem. Ale nie byłem nigdy maniakiem komputerowym, nie wywoływały u mnie wzwodu komputerowe nowinki. A mam takich znajomych - prawdziwych zboków - którzy muszą robić najstraszliwsze bezeceństwa na widok idiotycznych gadżetów - których użyteczność się nam wmawia. W tej branży dominuje firma z jabłuszkiem w logo.

Nie było nigdy czasu. Matura, studia, mąż, blogi, magisterka, przy której ten trup pokazał jak bardzo był chory- modliłem się żeby się nie spalił dysk, bo chyba bym musiał podciąć sobie żyły...

Ale wszystko przeszło gładko. Tylko że już zapomniałem kiedy ostatnio bawiłem się na komputerze. Gry? He-he! Zbierałem pole na fejsbóku. Bo nic innego by nie dało rady tu odpalić...

Ostatecznie pod koniec zeszłego roku podjęliśmy z I' decyzje o konieczności zakupu nowego sprzętu. Dobrego sprzętu, ponownie stacjonarnego... Jednak potrzeba nowoczesności i koszta, pozwoliły nam dopiero na wiosnę zebrać potrzebne fundusze. Wiosna niesie ze sobą niestety katolicką komunię, wraz z którą ceny komputerów wzrastają... Zatem zostało nam 40 dni.

Tylko 40 dni. A ten bydlak wczoraj umarł. Zreanimowaliśmy go! Działa resztką sił - awaryjnie, na XP przypominającym 98. Nie wiem czy wytrzyma długo. Większość wtyczek nie działa, większość sterowników jest już nieinstalowalna, nie ma dźwięku(!!!!). Nie wiem jak będzie wyglądała najbliższa przyszłość blogowa. Nie wiem czy mogę odwiedzać wszystkie strony, które czytam, wszystkie portale, na których działam... 40 dni. 

Oczywiście pozostaje mi jeszcze praca. Ale w pracy się powinno pracować, a nie netować. 

Postaram się być i pisać - choć nic nie jest pewne...   

sobota, 28 kwietnia 2012

Wolne. Wolne, wolne. Najdłuższy długi łikend w 2012 roku. Ja mam wolne już od 27-go. Ale za to wcześniej kończę... 

Wobec czego nie może być nic innego jak Working Man dla wszystkich wylegujących się teraz pracusiów i dla tych bardziej leniwych co jeszcze muszą teraz pracować... 

Dziś wykonawcy profesjonalni: Skid Row i Suplecs. A zamiast "wrzutowego" oryginału z mojego ulubionego albumu Rush (1974) - Rush na żywo z Cleveland 2011 czyli 37 lat pracy...

Jeszcze 46 dni do nowego albumu R!

wtorek, 24 kwietnia 2012

Nam też nie jest wszystko jedno!

Jesteśmy grupą blogerów z Bloxa. Nasze blogi prowadzimy już od dłuższego czasu, wkładając w to sporo czasu, pasji i zaangażowania. Gdy zaczynaliśmy blogowanie – pisanie właśnie na tym portalu było powodem do dumy i poczucia przynależności do dbającej o jakość elity blogosfery. 
Czuliśmy też, że jesteśmy ważni dla zarządzających portalem gazeta.pl. Blox się rozwijał, zawsze były na nim aktualne informacje, na stronie głównej gazeta.pl codziennie można było znaleźć linki do kilku ciekawych notek z blogów. Nawet więc, gdy czasami zdarzały się awarie serwerów czy błędy w oprogramowaniu – przymykaliśmy na to oczy. Tym bardziej, że kontakt z adminem był na bieżąco i gdy tylko coś się działo, zawsze była reakcja.

A teraz? Od dłuższego czasu czujemy, że jesteśmy zbędni i niepotrzebni. Bloxem nikt zarządza, nie aktualizuje nawet tych funkcjonalności, które już są. Ze strony gazeta.pl zniknęło okienko Bloxowe (a także fora i galeria zdjęć) – dominują za to tytuły i newsy typowe dla tabloidów, a nie dla medium, które kiedyś uchodziło za opiniotwórcze. Napisanie prostej notki, komentarza czy wklejenie zdjęcia coraz częściej staje się poważnym problem technicznym. Pomocy nie ma albo wcale, albo ogranicza się do standardowych formułek typowych dla korporacji. 
Świat się zmienia, blogosfera również. Obecnie blogi to w wielu wypadkach naprawdę wartościowe strony, zawierające treść i dyskusje na wysokim poziomie, o wysokim PageRanku. Niestety, czujemy się coraz bardziej intruzami na portalu, zupełnie zbędnym elementem niepasującym do nowej wizji funkcjonowania gazeta.pl. Poziom Plotka góruje – to niestety widać na portalu. Efekt jest widoczny – coraz więcej wartościowych blogerów szuka sobie innego miejsca, kończąc swoje blogowanie na Bloxie. 
Tu się kiedyś dobrze pisało….

Papierowa Gazeta Wyborcza reklamuje się od dziś słowami Nam nie jest wszystko jedno.

  Nam też nie jest wszystko jedno

Nam, blogerom z Bloxa, też nie jest wszystko jedno. 
To nasze miejsce w sieci i nie chcemy stąd odchodzić. Dlaczego Agora nas odrzuca?

----------------------------------------------------------------------------------------------------------

To moje propozycja do rozpropagowania w sieci. Proponuję, aby każdy chcący się przyłączyć do akcji - skopiował tekst (lub wstawił wlasny, odnoszący sie do problemu) i opublikował go u siebie na blogu. Kluczowy jest tu ten nowy slogan GW i link do do akcji 
Za chwilę opublikuję kolejną notkę, pod która będziemy zbierać trackbacki z naszych własnych blogów, na bieżąco dopisując nicki osób, które się przyłączyły. Zainteresowanych proszę o info na marzatela (at) gazeta.pl

Oczywiście zakładam, że udział wezmą nie tylko uczestnicy Maratonów, ale to całkiem dobre miejsce do koordynacji. Rozgłośmy problem w sieci - również na FB, Goolge+ itp. 
A gdy za kilka dni uzbiera nam się trochę blogerów - możemy zacząć wysyłać maile do adresatów. Na początek np tu:
Kontakt - gazeta.pl

Jestem otwarta na wszelkie modyfikacje propozycji.

22:00, koffiejames
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Dziś klasyk zespołu na R. w nawiązaniu do poprzedniego odcinka. Oba wykonania co prawda bez tak zwanego "zachwytu" ale to nie jest prosty numer. Sam zespół matka wykonywał go ostatni raz w 2002 roku podczas trasy promującej 17-ty studyjny album, czyli 10 lat temu!

Jako pierwszy z Drzewami zmierzy się będ Glenna DeLaune, drugim wykonawcą jest Rush Tribute Będ "Visions".

Utwór The Trees pochodzi z mojego ulubionego albumu Hemispheres (1978).

Jeszcze 51 dni do nowego albumu R!

piątek, 20 kwietnia 2012
środa, 18 kwietnia 2012

A więc stało się! Stało się i to dużo za dużo, niż powinno się stać. Ale nie żałuję!

W sobotę wstaliśmy z I’ (…) około południa, więc dzień zleciał błyskawicznie acz intensywnie. Marsz Równości rozpoczynał się o 14:30, a na dwadzieścia minut przed godziną drugą z Posen przybyły Natalia i Żona. Obie zaopatrzone w wielkie plecaki odpowiadające ich wielkości i masie. Zanim przybyły, na dworcu usilnie tłumaczyłem I’ że jego pozytywne podniecenie minionym wieczorem w Krytyce (po minilibacji), a co za tym idzie chęć pójścia na ów marsz jest głupotą! Bo straci pracę, szacunek, dochody, sympatię ludzi itd. Atmosfera była cokolwiek napięta. Telefony dzwoniły, a to nasz znajomy gej Ł’, który bardzo chciał, ale się bał iść w marszu – doniósł że duża grupa WeszyPolskich zgromadziła się wokół łodzi-zegaru-pomniczka i że jest bardzo strasznie. Z drugiej strony dzwonił B’, który już wiózł DQ Szarlotkę i Selinę ubrane po cywilu na marsz. Dziewczyny miały być moderatorkami marszu.

Na tą falę sprzecznych doniesień nadjechał pociąg i wyskoczyły poznaniaczki. I nie oszukujmy się – stres był też widoczny na ich twarzach! Żona w pewnej chwili wyrwała tak do przodu, że zostawiła Natalię i nas porządne 30 metrów za sobą. Tramwaj nie przyjechał od razu – poza tym trafiła się linia jadąca dłuższą trasą, szybka przesiadka i już byliśmy w parku obok ryneczku, z którego startował pochód. W sam raz na czas, bo marsz wyruszał. Odłączyłem się wtedy od I’ i dziewczyn, którzy dołączyli do marszu, ja postanowiłem być z boku i wszystko obserwować.

Wspomniana przez strachliwego Ł’ grupa Weszy nie była tak liczna jak się zdawało, nas nie było jednak wiele. Tak jak przewidywałem 100 do 160 osób z czego może ze 40% rodzimych LGBTQów, których liczbę można szacować na kilka do kilkunastu tysięcy w populacji miasta, więc było to bardzo niewiele. Nawet nie 0,3% na marszu przy założeniu, że jest nas w mieście około 25,000 tysięcy – a to założenie jest minimalistyczne!

Gdzie byli pozostali tęczowi chłopcy i dziewczęta? To jest temat na inną notkę, której pisania się nie podejmuję!!!  

W mgnieniu oka Żona przebrała się za sambistkę – wytykając w czapeczkę tęczowego motylka i grając na Agogo dołączyła do samby. Marsz o dziwo nie napotkał większych trudności na swej trasie. Wystrzeliła jedna petarda – to prawda, ale pod nogami tych co rzucali albo staruszki, która stała na przystanku obok – wersje są tu niejednoznaczne. Poleciało kilka jajek i kamień. Ale w porównaniu do zeszłego roku to była bułka z masłem – nie leciały cegły i nie towarzyszył nam kordon zwyrodniałych debili na całej trasie. W Poznaniu ostatniej jesieni było groźniej – a strzały petard i ryk samochodów z armatkami wodnymi momentami dominował cały pochód. Tylko moi państwo w Poznaniu przychodzi 500-600 osób na takie przemarsze a nie 150. Nikt nie rzucał też gazem jak w Krakowie, tylko tam przychodzi 300-400 osób, tak? W grupie zawsze raźniej! Siła drzemie w masie!

Trasa była najsłabszą stroną marszu. Zamiast do centrum – ślepy szlak (wracający po tej samej drodze) wychodził z centrum w kierunku kampusu UŁ, ale nawet nie zobaczył zarysu blokowiska studenckiego – niestety. Trasa była wtopą! Podczas drogi powrotnej przełamałem wszystkie moje opory i dołączyłem się do marszu! 5% pokonało 95%. Niemożliwe stało się możliwe. Wystarczyło chcieć!

Na słówko zasługuje postawa policji – była wzorowa! W Poznaniu, gdzie dochodziło do potężnych starć z kibolami – policjanci są troszkę agresywni. Tymczasem u nas gdzie policja przeszła szkolenia z postępowania względem środowisk LGBT - funkcjonariusze zachowywali się wzorowo. Nie traktowali nas jak wrogów, nawet jeśli nie mieli w głowach naszych poglądów. Plusem jest to, że zrekrutowano do obstawy sporo kobiet oraz wykorzystano śmigłowiec kontrolujący wszystko z powietrza. Na koniec samba wybiła dziękczynne łomoty dla policji – choć niektórzy uznali je za zagłuszanie.

Po marszu zebraliśmy się z dziewczynami i ich przybyłymi z Warszawy znajomymi lesbami (panią Porceliną i jej Żoną) i udaliśmy się na indyjskie papu, drepcząc kawałek wyświechtanym miejskim deptakiem (na którym ów marsz równości powinien iść). Po obiedzie pożegnaliśmy się z dziewczynami. Było sympatycznie. I każdy poszedł w swoją stronę. My do Krytyki na kolejny panel dyskusyjny. Jednak zamiast o związkach partnerskich dowiedzieliśmy się, że Robert Biedroń „tym razem nie łapał policjantów za pałkę ani oni jego”. Poseł wezwał gejów i lesbijki do tego, aby wykazali postawę „wkurwienia na rządzących” i zaczęli palić opony pod sejmem, jak górnicy i hutnicy. Powiedział że nie ma szansy w tej kadencji (do 2015 roku jak mniemam) na ustawę o związkach. A poza tymi konkretami reszta spotkania przebiegła w kabaretowym wydaniu duetu Biedroń – Szot. Panowie doskonale się uzupełniali jako sceniczny kabaretowy tandem. W spektaklu wspierał ich nabożny i pykający elektro-cygaro poseł Dunin, który konkretów nie powiedział wcale, o projekcie wiadomej ustawy PO jego autorstwa. Na tle trzech tenorów, przepadł gdzieś absolutnie głos jedynego prawdziwie zaangażowanego (na spotkaniu przynajmniej) w sprawę Tomasza Szypuły…

Wieczór spędziliśmy w wipowskiej loży afterpartowego lokalu, w którym głośno gra muzyka. Spotkaliśmy tam zeszłorocznych tchórzy z różnych światów – tych co głośno się darli, oklejali swe blogi tagami i linkami wszelkich homiczych działalności, deklarowali się w serwisach społecznościowych i owijali tęczowymi flagami, a jak miało dojść co do czego – dali nogę jak szczury z tonącego okrętu. To dlatego się tak nie lubi szczurów! Może moja postawa nie zakrawa na bohaterstwo, bo jak szczur płynąłem w szalupie i kiedy się okazało, że łajba nie tonie wgramoliłem moje tłuste brzuszysko na pokład – na żer – ale ja się nigdy nie afiszowałem i nie pisałem na żadną działalność, a zadziałałem. Po prostu why does it happen? Because it happens – roll the bones!          

A po wszystkim w niedzielę miałem potwornego kaca…

- ciąg dalszy relacji nastąpi:   

   

14:17, koffiejames , koffie mix
Link Komentarze (9) »
wtorek, 17 kwietnia 2012

A więc stało się! Stało się i to dużo za dużo, niż powinno się stać. Ale nie żałuję!

Wszystko zaczęło się w piątek trzynastego. Poszliśmy z I’ na panel dyskusyjny o marszach i paradach, na którym początkowo była mniej niż garstka ludzi w tym połowa z młodzieży weszpolskiej z jej lokalnym i przaśnym przywódcą na czele. O dziwo faszyści starali się zachowywać kulturalnie!

Sam panel przyniósł dla mnie bardzo ważną i nową informację! A mianowicie, że aktywizm jest tym silniejszy po obu stronach barykady im bardziej socjalne są oczekiwania i postawy protestujących! Jeśli by przekroić klasę średnią to im wyżej plasują się w niej tęczowi i czarni – tym mniejszą mają potrzebę manifestowania i anty-manifestowania na paradach! Tak więc w pewnym sensie można dokonać podziału na socjalistycznie nastawionych najbardziej zaangażowanych oraz niechętnie nastawionych kapitalistów. Kapitaliści nie protestują ponieważ ich poprawiający się byt materialny – poprzez udział w manifestach mógłby zostać zagrożony, a poza tym dzięki dobrom, które posiadają – mogą zabezpieczyć swoje życie w taki sposób, że nie odczuwają jakiejkolwiek dyskryminacji. To poczucie oczywiście bywa złudne. Są oczywiście liczne wyjątki: wszelkiej maści tchórze, hipokryci, karierowicze oraz rzesza aktywistów z całej społecznej przekrojówki – ale linia owego podziału jest jednak zauważalna! Siebie plasuję na pozycji tchórzy, chociaż oszukuję się o rosnącej pozycji w klasie średniej.

Po dyskusji przyszedł czas na malowanie transparentów – nieistotne było to czy hasła były pomysłowe. Zjawili się ludzie z Warszawy, Breslau, Krakowa, … i od nas cała Fabryka Równości (ongiś KPH). Wspaniałe było to, że na kilka godzin wszyscy razem potrafiliśmy podnieść się ponad swoje poglądy i zrobić coś dla wspólnej sprawy. Było to budujące! Do tego stopnia, że zakwitło we mnie ziarenko pewności… Oczywiście mój, I’, K’ i B’ – transparent w końcu nie poszedł w marszu, bo się nam troszkę zepsuł w produkcji – w każdym razie przypisuję sobie autorstwo – niedoszłego hasła ;p!

W siedzibie Krytyki siedzieliśmy do trzeciej w nocy – bynajmniej nie pracując, a urządzając małą domówkę z karaoke a capella. Było śmiesznie. Było to wreszcie miejsce, gdzie każdy mógł spotkać się na równej płaszczyźnie – po równo szanując wzajemne poglądy na świat. A słuchając perypetii życiowych ludzi z różnych stron i siedząc koło K’ i B’, którzy reprezentowali wraz ze mną neoliberalną część społeczeństwa tam zebranego, doszedłem do wniosku że świat, że jego lewa strona jest jeszcze do uratowania. (A może większości wcale nie trzeba już ratować?), a przynajmniej większość tam zebranych ludzi hołdowała zasadom zdrowego i egoistycznego materializmu odnajdując w instytucji takiej jak Krytyka tylko li liberalizm obyczajowy, gdyż ten ekonomiczny płynie już w ich krwi.

To znów taka nasza polska przypadłość, że lewicowe kojarzy się nam z socjalnym, a ateistyczne z lewackim – wcale tak nie jest. Świat nie jest czarnobiały, świat jest wolny, a istotą życia człowieka jest korzystanie z wolności, życie dla siebie – cnota egoizmu! I dlatego zdarza mi się walczyć – chcę mieć lepsze warunki i więcej wolności!

- ciąg dalszy relacji nastąpi: 

08:29, koffiejames , koffie mix
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Dziś będzie troszkę nietypowo, albowiem na tapetę bierzemy koncertową miniaturkę, którą na gitarze wykonał Alex Lifeson jako wstęp do pewnego dłuższego motywu - którego tu jeszcze nie prezentowaliśmy. Utworek ów, zdobył jednak wielką popularność wśród fanów zespołu R, oraz dziesiątek jak nie setek internautów - wykonujących jego covery. 

Nie posiadamy wersji "wrzutowej" Broon's Bane, zatem wesprzemy się wersją jótjóbową. Natomiast klasyczne covery na gitarze wykonają: RushZappa2112 i AlexRomanovGuitar zaś interpretację na klawiszach wykona: flaviosallin. Przeszukując zasoby jótjóbowe trafiłem również na imponującą, lekko dżezującą fantazję klawiszową w oparciu o motywy z Broon's Bane autorstwa użytkownika hsdscshs.

Coverowany utwór pochodzi z mojego ulubionego albumu koncertowego Exit... Stage Left (1981).

Jeszcze 58 dni do nowego albumu R!

 
1 , 2