o mnie i o ludziach obok... o ludziach i o mnie...
Archiwum
O autorze
piątek, 29 marca 2019

Tuż po Najukochańszej, wybija kolejna godzina – tym razem dla I’. 36-ta wiosna! Też ostatnia na tym blogu. Jak to się ułożyło? Jakaż to zabawna katastrofa – taka wirtualna alegoria wszystkich życiowych fak apów. A podobno ten Świat miał być jedynym dostępnym życiem wiecznym z gwarantowaną ważnością?

Ale dobrze, bez takich smuteczków nad rzeczką! No właśnie jesteśmy nad piękną rzeczką – nad pięknym mostkiem, w pięknej krainie, co piwem płynie. I nie śmierdzi jak wiadomo gdzie, brzydszy brat – nad mniej urodziwą rzeką!

Dla I’ był to rok szalonych przygód i dalekich wypraw, cudowny czas – pełen spełniana planów. I nasza wycieczka by spuścić trochę powietrza i naładować baterie na wiosnę – jest jakby klamrą – tych I’ i moich szaleństw.

Co za przerażająca liczba 36 – już mniej tych trójeczek niż więcej zostało. Ale jak mają to być dalej tak miłe lata – to niech trwają! Sto lat staruszku!

Ok dość pisania – lejcie mi piwo!

 

10:03, koffiejames , koffie mix
Link Komentarze (3) »
czwartek, 28 marca 2019

W zeszłym roku troszkę mi się ulało. Miałem potrzebę ponarzekania na uciążliwości starości. Dziś u progu końca tego bloga czas zmierzyć się z kolejnym rokiem. 88 - tyle na karku ma Najukochańsza i nasze problemy ze starością wcale nie maleją. Ale do tego już udało mi się przywyknąć – to bywa irytujące, ale jeśli udaje mi się, choć na kilka sekund poprawić Jej standard życia – to sukces. Nie ma co liczyć na wdzięczność, czy stałe zadowolenie. Starzejący się człowiek traci swoje zdolności fizyczne i jeśli jest świadomy tej utraty, to swoje rozżalenie i złość wylewa na bliskich. Dlatego jak to mówią lepiej zostać warzywem – niż być świadomym swojego zniedołężnienia i zaniku.

Udało nam się przetrwać kolejny rok. Nie jest źle – trudności stawiają przed nami pewne wyzwania – ale dzięki temu staję się bardziej kreatywny, udaje nam się zmienić to i owo w życiu, a po chwili – znów wszystko może działać, choć na krótki okres. To powoduje satysfakcję, że życie można ułożyć – że człowiek ma jakiś realny wpływ!

Nie spodziewałem się, że cała nasza trójka da radę tyle lat wytrzymać razem. Co roku miałem przed oczami – jakąś dramatyczną wizję – wpisów z okazji najstraszliwszych okoliczności. Mamy obaj z I’ tak zwany grobowy okres roku – trwający od listopada do końca marca – kiedy nasze myśli i lęki o najbliższe nam osoby są zdwojone. To dziwny okres w roku, kiedy każdy z nas stracił kogoś bliskiego. I nagle wchodzimy w czasy, kiedy zaczynamy sobie zdawać sprawę – ile mieliśmy szczęścia – ile lat nam dano, aby być pełną rodziną. Z tą refleksją, płynie coś bardzo pozytywnego – przestaje mieć znaczenie – ile razem nam zostało.

Tym wpisem zamyka się jakiś etap w moim życiu – może będzie nowy, może nie będzie już nigdy takiej potrzeby? Najukochańsza kończy piękne lata, i choć przez moment swojego długiego życia – była cichą bohaterką mojego bloga. Zapisał się na kartach mojego życia i w kilku notkach w internecie!       

Wszystkiego Naj, Naj, Naj – kochany człowieku w dniu twoich 88-mych urodzin.

 

18:01, koffiejames , koffie mix
Link Dodaj komentarz »
środa, 27 marca 2019

W poniedziałek Elton obchodził 72 urodziny! Z racji okoliczności - zagrajmy to jeszcze raz! 


 

Elton John - Nikita

wtorek, 19 marca 2019

Dekadę temu na blogu zadebiutował mój kochany I’. Latka poleciały kto wie dokąd niech podniesie rękę – chętnie się dowiem. Z racji tego, że to ostatni wpis z tego cyklu na tym blogu, chyba warto przypomnieć słowa tego gnoja – mnie – sprzed dekady. 23-letniego chłopaczka – zażenowanego tym co właśnie robi – aż dziw, że to moje własne słowa. Wam też życzę spełnienia, mam już lekkie doświadczenie na tym polu – 3833 dni za nami czyli 126 miesięcy – to kawałek czasu.

 

Trudno pisać o sobie. Zwłaszcza kiedy przychodzi do tego, iż wywłóczy się coś ze swojej prywatności. Możecie powiedzieć – ależ na twoim blogu zawsze wyciągałeś bardzo dużo, zza kulis swojego życia i to często w sposób bardzo dosadny, na który (ja czy ja) bym sobie nigdy nie pozwolił(a). To prawda, zawsze było dużo mojej małej intymności – w pewnych, acz dość widocznych granicach. Myślę że jest tak z powodu, który świetnie opisuje Alison Bechdel w autobiograficznym komiksie Fun Home. „Nie wiem czemu ujawniam te rzeczy, ujawnienie okazuje się być odruchem, którego nabywa się po tak zwanym coming oucie. Raz ujawniwszy, nie możemy przestać. Obiekty godne ujawnienia mnożą się czy to w osobistych, czy kulturowych szafach”. Kurcze, drzemie w tych słowach strasznie dużo prawdy. Jak to jest z tym moim ujawnianiem? W pierwszym odruchu było to wyrzucenie z siebie wszystkiego, aby potem pozamiatać wszystko pod dywan – ogonem. Nic się nie stało, nic się nie stało – wołałem – z głupkowatym uśmieszkiem na twarzy. Z czasem oswajałem się z rozlanym mlekiem, bo otóż okazywało się, że z plamą na dywanie można żyć, oswoić ją, polubić i upstrzyć ją, nawet różnymi ozdobami. Potem zdobyć się na odwagę i powiedzieć znajomym – patrzcie jaką mam fajną plamę na dywanie, moja plama jest fajna. A że jednak nie zawsze reakcje na plamę były pozytywne – uruchamiał się we mnie syndrom Alison Bechdel – tylko że rozumiany na mój sposób… Oczywiście ujawnianie było selektywne, i podporządkowane jakiemuś misternemu celowi. Pewnie chodziło o to by w końcu znaleźć przyczyny powstania plamy. Czyli usprawiedliwienie jej istnienia! Idąc tym tropem – w wyjawianiu prawdy o sobie nie mówiłem nikomu, że w szufladzie trzymam tysiąc złotych, a w kredensie czyste złoto – co by je upłynnić w dniach czarnych Ale w życiu przychodzą dni, kiedy o tym złocie też trzeba powiedzieć. Choć nie przychodzi mi to łatwo, bo to nie ten typ bloga, i nie ten typ autora, co będzie wywlekał te sfery swojej prywatności – które są kompletnie święte, do których wstęp jest kompletnie wzbroniony wszystkim, poza uczestnikami tego misterium. A jeśli ktoś się poważy na łamanie tej sfery – zawsze już będzie miał u mnie przegrane – co dosłownie znaczy, że zawsze!!! Dziś ujawniam… Znalazłem złoto i mam je od jakiegoś czasu, myślę nawet, że jest to pokaźny skarb. Im więcej upływa czasu, tym bardziej widzę, jakie ślepa kura ziarno znalazła. Choć czasem mam ochotę wyrzucić skarb do rzeki w cholerę, (średnio raz na dwa tygodnie) – ale potem widzę jak ogromna byłaby to strata. – A jestem straszliwie skąpym człowiekiem, więc to się kompletnie nie opłaca, takie wyrzucanie. Generalnie wszystkie dobra, które się ma w życiu, powinno się rafinować, ubogacać, przetapiać – aby stawały się lepsze i to czynię – czynimy… Dokładnie pół roku temu wpadło w moje ręce niesamowite znalezisko, mój (wspaniały) chłopiec. Mój prywatny chłopiec do życia i do wzajemności. Którą dalej nazywamy miłością, lubieniem oraz pragnieniem. To już pół roku, jak jesteśmy razem z moim I’. I jest nam dobrze. Pewnie się nie kochamy – nie wierzę zwyczajnie w miłość. – Po prostu jesteśmy, może troszkę odmiennie od większości związków wszelakich – najczęściej się bijemy i gryziemy… Zakładając że obaj jesteśmy po jednych papierach, coś nas od siebie uzależniło – coś, czego nie potrafię opisać w słowach – dlatego przyjmuję nazwę dla tego czegoś jako – potrzeba… 

Złoto czyli nowy coming out, 19.03.2009, KJ

 

niedziela, 17 marca 2019

Powiem wam, że tyle się dzieje - w tym końcowym etapie działania tego bloga, tym większy żal tego że kasują. Niemniej osobiście nie mam nawet odwagi komentować wszystkiego co wokół nas, ale padają piękne i rozsądne słowa. Ludzie mają potrzebę wyrażenia swojej opinii i ja, pod poniższą podpisuję się całym sercem. Dlatego nie oddam głosu na żadne śmieszne Koalicje, na żadne układy dziadowskie! Maska opadła!

Mike Urbaniak cały cytat:

Drogie osoby LGBT+, chciałbym was serdecznie zachęcić do głosowania na Koalicję Obywatelską/Europejską, która – jak sama nazwa wskazuje – jest obywatelska i europejska pod każdym względem. Szczególnie w sprawach LGBT+ nie będzie zmarnowanym głosem, o czym mogliśmy się przekonać tak niedawno, kiedy to stołeczny prezydent podpisał słynną już Deklarację LGBT+, a następnie udzielił wywiadu, w którym zapewniał ludzkość, że fundamentem jego publicznej służby jest pomoc osobom słabszym i wykluczonym. Co prawda kilka dni później przywołał do porządku swojego zastępcę, który się ośmielił powiedzieć, że równość to także równość małżeńska z prawem do adoptowania dzieci, ale kto by się przejmował takimi głupotami (bezdenną głupotę takich nieodpowiedzialnych wypowiedzi wyjaśnią wam zapewne niebawem redaktorzy Lis i Baczyński). „Poleciłem wiceprezydentowi Rabiejowi zajęcie się wyłącznie zadaniami, które mu wyznaczyłem” – powiedział Trzaskowski. Mówiąc krótko, wielce wielmożny jaśnie pan zabronił osobie homoseksualnej wypowiadania się w fundamentalnej dla osoby homoseksualnej kwestii, jaką jest równouprawnienie. To polecenie w tłumaczeniu z polskiego na nasze brzmi: „Zamknij mordę pedale i zajmij się reprywatyzacją, do której cię wyznaczyłem”. Ale nie przejmujmy się tym. Co to, to nie. To są takie tam nieważne, niszowe zupełnie niuanse. To z kolei wytłumaczy wam na pewno w kolejnym tekście redaktor Władyka i pani redaktor Wielowieyska o poranku. Polska jest zagrożona, ład konstytucyjny zaburzony, demokracja w potrzebie, a wy tu – szanowni geje, lesbijki i inne transy – ciągle, kurwa, o tych waszych pederastycznych postulatach jęczycie. Ile można? No, ile? Polecam wam zatem, tak jak polecił Rabiejowi Trzaskowski, zaprzestać natychmiast sabotażu Rzeczpospolitej i konieczne na Koalicję Obywatelską/Europejską głosowanie. Tam są prawdziwi Obywatele i Europejczycy, którzy wasze życie na lepsze odmienią. Mieszkańcy Kujaw głosować mogą na znanego adwokata spraw LGBT+ Radka Sikorskiego, warszawiacy dostali wspaniałego Włodzimierza Cimoszewicza (kto by dzisiaj pamiętał, że Cimoszewicz – będąc marszałkiem Sejmu – zablokował uchwalenie ustawy o związkach partnerskich), osoby LGBT+ Ziemi Świętokrzyskiej głosować powinny niechybnie na Jarosława Kalinowskiego (PSL jest gwarantem zmiany sytuacji osób LGBT!). A w Wielkopolsce to już prawdziwa gratka dla tęczowej społeczności: można wybierać między Ewą Kopacz (która twierdziła jeszcze niedawno, że geje i lesbijki nie powinni zajmować funkcji publicznych), a towarzyszem Leszkiem Millerem (najprawdziwszym lewicowcem, uważającym, że normalna rodzina to chłopak i dziewczyna). Tak że, drogie osoby LGBT+, ruszajcie wiosną do urn! Zmieniajcie Polskę i zmieniajcie Europę z Leszkiem Millerem, Jarosławem Kalinowskim i resztą ich kompanów, którzy są, co tu dużo mówić, prawdziwym powiewem świeżości i obietnicą lepszego jutra. A waszymi sprawami przyjdzie się zająć za kolejnych trzydzieści lat, bo te trzydzieści, które minęły od '89 roku to nadal za mało. Będziecie co prawda do końca życia obywatelami i obywatelkami drugiej kategorii (zawsze są sprawy ważniejsze od waszych), ale za to z przywróconym ładem konstytucyjnym we wspólnej Europie!

środa, 13 marca 2019

Takie to przykre, takie to przykre – jak melorecytuje Katarzyna Nosowska na swojej nowej płycie. Przykre jest życie skretyniałego do reszty starca – który wkraczając wielkimi krokami w jesień życia – chce dopieprzyć dużo młodszym ale dość podobnym sobie ludziom. Starzec to smutny zawistnik, szaleniec pochłonięty kretyńską wizją i rządny władzy ponad wszystko… W takich godzinach przyszło mi żyć i wieść swoje życie w czterech ścianach tego domku – wyznaczonego na mapach na jakimś umownym terytorium. W takich czasach przychodzi mi kończyć ten blog – bez jasnej nadziei na sens życia pod tym niebem. Takie to przykre, takie to przykre aż szkoda słów!

 

23:38, koffiejames , koffie mix
Link Dodaj komentarz »
piątek, 08 marca 2019

Dziś, a w sumie wczoraj,  jakie to ma znaczenie – parafrazując słowa mojej pierwszej, męskiej, prawdziwej miłości – kiedy „mój krzyk roznosi się po pustyni jak wybuch, wulkanu, który nigdy nie istniał”, ogłosiło upadłość Wydawnictwo Komiksowe – które stworzył i prowadził Wojtek Szot.

Wojtek znany w świecie komiksu i dawniej w środowisku LGBT, twórca wydawnictwa Abiekt i społecznie zaangażowanego gejowskiego bloga (również) Abiekt, a od kilku lat wraz Olgą Wróbel, twórca kultowych już Kurzojadów na łamach, których dokonują recenzji wybranych pozycji z szeroko pojętej literatury – kończy swoją przygodę wydawniczą. Wielka szkoda! Choć wkurwiał mnie Wojtek, jako recenzent – totalnie teflonowy jeśli szło o krytykę jego recenzji – o tyle ten autorytaryzm to była jego siła, jako wydawcy, znakomity gust, wyczucie i ogromna znajomość rynku – pomogła mu przetrwać jako niszowemu wydawcy w niszy komiksowego światka.

Wydawnictwo Komiksowe upadło! To było 6 lat jazdy bez trzymanki z akcentem postawionym przede wszystkim na wybitnych polskich artystów.

Mam nadzieje, że nie jest to prognostyk bardzo silnego przegrzania rynku, o którym od kilku lat głośno mówił właśnie, zamykający swoje wydawnictwo Wojtek Szot.

Dzięki za piękne książki!!!

 

Poniżej stejtment wydawcy:

 

[Pożegnanie]

 

25 marca 2013 roku wydaliśmy pierwszy komiks pod marką Wydawnictwo Komiksowe. Do dzisiaj ukazało się dzięki nam ponad sto tytułów polskich i zagranicznych twórców i twórczyń. Dzisiaj czas się chwalić. Za “Codzienną walkę” i “Kota Rabina” dostaliśmy od PSK nagrodę “europejski komiks roku”, polskim komiksem roku została zaś “Totalnie nie nostalgia”. Na Międzynarodowym Festiwalu Komiksu i Gier m.in. za wydawanie dawnych komiksów polskich otrzymaliśmy tytuł Wydawcy Roku. Regularnie nasze tytuły były na podium w prestiżowym podsumowaniu roku magazynu “Polityka”, a dwa z nich - “Codzienna walka” i “Kot Rabina” wygrały podsumowanie. Ostatnim z sukcesów jest fantastyczny odbiór komiksu Daniela Chmielewskiego, “Ja, Nina Szubur”, uznanego przez “Gazetę Wyborczą” komiksem roku.

 

Dzisiaj chcemy się z wami podzielić naszymi ostatnimi “produkcjami”. W pakiecie Art Rage znajdziecie komiksy doceniane, nagradzane i wielokrotnie bardzo pozytywnie recenzowane. Anna Krztoń pisze o dorastaniu, Daniel Chmielewski o mitach i odmiennych wizjach świata, Tomasz Grządziela opowiada historię w niezwykły sposób, Gosia Kulik oraz duet Garwol/Rzodkiewicz grają z pure-nonsensem, opowiadając całkiem smutne historie. Wisienką na torcie jest nasz wielki hit - Totalnie nie nostalgia. To ostatnie egzemplarze tej książki.

 

Myślę, że każdy znajdzie wśród nich coś dla siebie, bo też taki był cel wydawnictwa - komiksy różnorodne

 

Dziękuję za zaufanie do naszych wyborów, rozmowy, spotkania. Trudno nawet się zdecydować za co i komu dziękować. Pozwolę sobie wymienić najbliższych współpracowników i współpracownice, dodając od razu że dziękuję po prostu wszystkim - to było sześć lat nauki i przygody. Dziękuję!

 

Podziękowania niech zechcą przyjąć autorzy i autorki: Mateusz Skutnik, Piotr Białczak, Wojtek Chmielewski, ekipa Maszina, szczególnie Michał Rzecznik, Daniel Gizicki, Barbara Okrasa, Sebastian Skrobol, Tomasz i Bartosz Minkiewiczowie, Bogusław Polch, Maciej Parowski, Paweł Rzodkiewicz, Paweł Garwol, Daniel Odija, Wojciech Stefaniec, Anna Krztoń, Daniel Chmielewski, Tomasz Grządziela, Gosia Kulik, Wanda Hagedorn, Jacek Frąś, Jan Mazur, Tomasz Pstrągowski, Maciej Pałka, Przemysław Wechterowicz, Grzegorz Janusz, Krzysztof Gawronkiewicz, Dominik Szcześniak, Grzegorz Pawlak, Szymon Kaźmierczak.

 

Tłumacze: Grzegorz Przewłocki, Wojciech Birek, Grzegorz Ciecieląg, Krzysztof Uliszewski, Sławomir Paszkiet, Daniel Gizicki, Marek Kędzierski, Jakub Syty.

 

Alicja Laskowska, Hans Lijklema, Paweł Timofiejuk, a szczególnie Jarek Obważanek i Alina - Dymkołamacze, bez których pewnie połowa tytułów nigdy by nie wyglądała tak doskonale.

 

Pięć lat potrafi wiele zmienić, czas na nowe wyzwania, nowe cele i zadania. Przed nami jeszcze dwie premiery oznaczone naszym logiem - komiks Michała Rzecznika i książki Adama Ruska. To będzie nasze naprawdę ostatnie już pożegnanie.

 

Rusza wielka wyprzedaż w ramach ArtRage, a my się widzimy jeszcze na Niech żyje papier! Ilustracja, gdzie na naszym stoisku będą trwały lekko spóźnione ostatki - takich cen świat nie widział. Kupcie online, wpadnijcie się pożegnać na żywo.

 

Bardzo wam dziękuję, to była fantastyczna przygoda.

 

Wojtek Szot 

czwartek, 07 marca 2019

4 marca 2012

5 stycznia 2009

4 stycznia 2018

2 sierpnia 2014

17 grudnia 2012

19 czerwca 2017

27 lipca 2014

14 października 2014

4 grudnia 2013

16 sierpnia 2018

19 lutego 2010

14 lipca 2017

25 kwietnia 2013

8 lutego 2017

30 grudnia 2008

Wszedłem dziś na statystyki bloxa i zobaczyłem coś niebywałego – odwiedziły mnie wszystkie blogi, które mam na liście – które kiedyś czytałem i do których wracam czasem, wszystkie za wyjątkiem tych skasowanych przez ich właścicieli. W statystykach było masę innych dziwacznych wejść i pomyślałem, że tak pewnie wygląda koniec. To konwulsje bloxa, to wymioty których treścią jest krew z jakiegoś wrzodu, który pękł na dobre. Spojrzałem na daty ostatnich wpisów blogerów, których czytałem i poczułem się jakbym był na cmentarzu – ostatnia data wpisu, jak tabliczka grobowa z datą ostatniego oddechu. Przeglądam te blogi gorączkowo – łaknę sobie przypomnieć kto z kim spał, kto kogo poznał, kto co przeczytał, kto czego doświadczył w 2006 czy 2009 roku. Jakby to miało znaczenie, miało w tamtej chwili miało! Byliśmy wszyscy o tyle lat młodsi, o tyle lat bardziej niewinni, o tyle piękniejsi. Za chwilę, ta niby nie potrzebna nikomu pamięć, całkowicie się zdematerializuje – wzór zostanie rozwiązany, ciąg cyfr przerwany i pojawi się biała strona Error. Jak niejeden stary cmentarz w niejednym z naszych miast – po latach zrównany został z ziemią, pod nowo budowane bloki – pamięć wymazana, epoka zapomniana! Tak wiem, że to skrajna megalomania takie porównania – a jednak pamięć ludzka nie zna chyba żadnego wartościowania? Jest albo jej nie ma!     

wtorek, 05 marca 2019

Złożyłem dziś mojemu ojcu powinszowanie z okazji 64-tych urodzin. Matko, to już prawie półmetek do siedemdziesiątki. Oczywiście starałem się być względem niego najbardziej uszczypliwy jak tylko mogłem. Wspominając o ostatnich 365 dniach do emerytury, porównując go z jego matką, z którą dziś trzeba biegać trzy razy w tygodniu do lekarzy, wreszcie pożegnałem się z nim mówiąc mu, że od teraz to już uprawnione by nazywać go dziadkiem. Zasłużył sobie całe życie na to…

Ale w ostatnim roku mój drogi nieobecny ojciec stał się jakby bardziej obecny niż kiedykolwiek. Ma interes do zrobienia – to potrzebuje całej rodziny. Co wyszło wiosną zeszłego roku – wystąpił do sądu o rozwód ze swoją druga żoną. Ale żony fizycznie nie ma. Miała dość podwójnego życia mojego ojca i zabrawszy moją przyrodnią siostrę wyjechała na Wyspy, tak przynajmniej przypuszcza mój sprawca. Ale nie ma pewności. Rodzice owej żony zmarli wiele lat temu, a jej jedyny brat od kilku lat – nie zasiadał z nią przy wspólnym stole – z nieznanych mi przyczyn. Tą tajemniczą emigrację uznał mój ojciec za okazję do rozwodu bez orzekania winy, albo jeszcze lepiej z orzeczeniem winy żony.

Prawda jest nieistotna – bo czy bywa kiedykolwiek? Nie! Liczy się tylko moja prawda – wizja Świata nagiętego do realiów, w jakich chcę się obracać! Tak, wystąpił mój ojciec o rozwód i wpadł na pomysł, że jego sędziwa matka i ja będziemy świadczyć na jego korzyść. W pewnym sensie wszystko zostałoby sformalizowane. Konkubina – ze stażem równym obecnej żonie, a w zasadzie na dziś już dłuższym, miałaby szansę zostać prawowitą żoną – tak to wymyślił mój ojciec, który poczuł, że dopada go starość i trzeba stan faktyczny zalegalizować. Ale problemem okazały się zeznania i wielka dociekliwość sądów – które raczej nie są w stanie uwierzyć plączącej fakty i czasy staruszce… 

Ale nasz pokojowy okres trwa, do czasu… Niejedno z tym człowiekiem przeżyłem! Nie mniej, przyznaję szczerze, robi się powoli dziadkiem!     

 

poniedziałek, 04 marca 2019

Cóż za okrutny festiwal śmierci trwa w ostatnim tygodniu. Nie ma znaczenia dzień ani miesiąc i czy jest okazja czy jej brak. Zawsze jest dobry czas by zabierać tych najlepszych z każdej dziedziny.

Tadeusz Raczkiewicz, 1949-2019, jeden z filarów „Świata Młodych”, rysownik komiksów i grafik satyrycznych. Twórca niezapomnianego „Tajfuna” i adaptator literatury młodzieżowej w komiksie, oraz komiksowych przypowiastek z historii Polski. Wielki pasjonat i promotor rodzinnego Gubina.

raczkiweicz

Keith Flint, 1969-2019, kto nie pamięta tego człowieka z dzieciństwa biegnącego mrocznym tunelem, z diabelsko wyciętymi włosami w bluzie (w Polsce powiedzielibyśmy profanującej, amerykańską flagę). Istny demon – który zostaje we wspomnieniach epoki, która przeminęła i im dalej jest zagłębiona w przeszłości tym słodszy ma smak wspomnienie o niej. To był ikoniczny wokalista – jednego z najciekawszych brytyjskich zespołów lat 90-tych.

Luke Perry, 1966-2019, od razu powiem że nie oglądałem serialu „Beverly Hills, 90210” w którym aktor był jedną z głównych gwiazd. Nieświadomy gwiazdorstwa Perrego śledziłem jego losy w zupełnie innej serii popularnej platformy strimingowej i jest w absolutnym szoku, w związku z tą śmiercią. Jego ostatnią rolą będzie wchodzący chyba w tym roku najnowszy film Quentina Tarantino „Once Upon a Time in Hollywood” opowiadający prawdziwą historię morderstw  grupy Charlesa Mansona. 

 perry

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

The Prodigy - Firestarter

 
1 , 2