o mnie i o ludziach obok... o ludziach i o mnie...
Archiwum
O autorze
piątek, 31 marca 2017

Hej śmieciu, hej śmieciu pociągnij za spust!



Hey scum, hey scum

What have you ever done for anyone

Hey scum, hey scum

What are you going to do when karma comes

 

A' calling

And you're falling

And there's nowhere left to run

And you're weeping

And not sleeping

And you're begging for your gun

 

Pull the trigger

 

Hey scum, hey scum

What have you ever done for anyone

Hey scum, hey scum

What will you do when judgement time has come

 

And you're kneeling

And you're squealing

And you're looking for someone

To bear witness

To your goodness

You can't even find your son

 

Pull the trigger

Pull the trigger

 

You wouldn't even offer up your crumbs

 

To the dying

And crying

You're dead inside, you're numb

You're hollow

And shallow

Your empty life is done

 

Pull the trigger

Pull the trigger

(Hey scum, hey scum)

Pull the trigger

(Hey scum, hey scum)

Pull the trigger

 

środa, 29 marca 2017

To nie jest wcale łatwe, tak się produkować z dnia na dzień, i nad tymi najukochańszymi ludźmi się rozwodzić. Ale co zrobić jak się mi tak kalendarzowo zbiegło w jeden festiwal urodzinowy? Po prostu siadaj i pisz swoje chłopie.

Miniony rok był chrystusowy i obfitował dla I’ w liczne cuda, było ich tyle, że nie spamiętałem wszystkich. Ten rok to już sama proza życia. Tak to było, że zawodowo i na różnych płaszczyznach, poza pracą – 2016 rok – był dla I’ czasem bardzo bojowym. Dlatego też wpis zeszłoroczny był dość wojowniczy. Niby o cudach, a jednak było tak za mordę trochę - ździebeczko. Obecnie, mimo różnych życiowych tarapatów - czujemy obaj jakiś taki większy spokój. Choć nie jest ten (właśnie) początek wiosny, naszym wymarzonym okresem najlepszej koniunktury. Ale w powietrzu czuć jakiś większy luz. Irracjonalnie zupełnie!

Jesteśmy spokojni, czekamy na swój przydział. Może to cisza przed burzą, ale i tak fajerwerków nie będzie. Wszystko jest jakoś zaplanowane, a może to jest właśnie ten czas? 34 lata żywota I’? Wreszcie długo wyczekiwana dojrzałość, zamiast niezdrowego szału – rozsądek? Choć powiem szczere, I’ to był zawsze bardzo rozsądny facet. Niby dlaczego mnie wybrał do swego życia, przecież nie z miłości i motylków w brzuchu, nie? 

Dość złośliwości, mój wspaniały i jedyny mąż kończy dziś te nieszczęsne 34 lata. Tak wiem, że ktoś za chwile powie, że jest taki młody jeszcze. Inny ktoś, że jednak już stary jest mój I’ (w tym ja – to powiedziałem już w 2014 roku i będę się tego twardo trzymał). Niemniej ten wiek mu służy, jest w dobrej formie, sprawdza się w coraz liczniejszych trudnych chwilach - które przysparzają nasi bliscy. Jest strażnikiem domowego miru. Powiem wam, że to jest często zupełnie pomijana cecha ludzka. Ale pilnowanie ładu i porządku zwyczajnego życia, aby inni mogli sobie żyć beztrosko, jest zajęciem fundamentalnym dla życia rodziny*. Dostrzegam to dopiero po latach… To jest cenne!

Oczywiście po 40-tce planowane samobójstwo dalej aktualne (dobra ciotka nie powinna być nigdy stara)…

Najdroższy - wszystkiego naj naj naj i jeszcze więcej z okazji twoich 34 urodzin. Za rok to będzie dopiero zabawa!

 

 


*Kochani czytelnicy porady dla rodzin oraz terapia indywidualna tylko u waszego kochanego Koffiego Jamesa od 275 pln za godzinę, zapraszam środy i piątki 12-15h.

 

18:14, koffiejames , koffie mix
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 28 marca 2017

Kolejna rocznica. Kolejne dni. Czas płynie nieubłaganie i nic zdaje się go nie powstrzymać. Najukochańsza skończyła dziś 86 lat. Zaczynam jej wiek traktować jako coś niesamowitego, a przynajmniej nieoczywistego. Dlaczego? Hm, znam chyba coraz mniej ludzi w jej wieku. Najukochańsza wchodzi w czas dany tylko wybranym jednostkom, którym się udało, o których mówi się w chwili ich śmierci: nażyli się, dociągnęli do sędziwego wieku - i takie tam banały. Tymczasem prawda jest inna, ani życie w tym wieku nie jest czymś nadzwyczajnym, ani żadnym fartem - zadecydowała tak mieszanka losowych przypadków i być może jakichś genów? 

W roku zeszłym obiecałem, że już nie czas biadolić. Bowiem co da załamywanie rąk nad starością? Nic! Jednak w przeciągu minionego roku pewne doświadczenia, spowodowały u mnie wątpliwości odnośnie prawdziwie miłosiernego - jak deklaruje się w naszej katolickiej kulturze - traktowania osób starych. Najukochańsza została w połowie roku błędnie zdiagnozowana. Padło podejrzenie nowotworu. Zamiast jednak życzliwości, ze strony młodych lekarzy spotkała nas z I’ obojętność. W skrócie: panów babcia jest już stara, nie ma sensu jej dokładnie diagnozować i tak niedługo umrze! Do jasnej ku…wy!!! Wszyscy za chwilę umrzemy. Już mamy sobie składać na zastrzyk śmierci? Nie pogodziliśmy się z radami młodych lekarzy, którzy nawet straszyli nas samymi badaniami diagnostycznymi. Skoro mamy jakieś podejrzenie to sprawdźmy z czym mamy do czynienia. Ale nawet tego nam chciano odmówić, bo dla starszej pani mogłoby to być niekorzystne. Naprawdę? Niekorzystne, czy raczej mamy do czynienia ze znieczulicą? Poszukaliśmy innych, bardziej doświadczonych lekarzy, którzy pomogli nam w badaniach i niczego nam nie zabronili, ani nie odradzili. Zrobiliśmy konieczne badanie - które rozwiało wątpliwości - choroby nie stwierdzono. Gdyby nie nasza z I’ postawa, do dziś bym był święcie przekonany, że moja biedna Najukochańsza przeżywa właśnie swoje ostatnie pół roku życia, a współczesna medycyna jest bezradna.

Doskonale zdaje sobie sprawę, że być może w wieku 86 lat, Najukochańsza ma przed sobą tylko pół roku, nawet mniej - ale to zupełnie inna świadomość niż wyrok z powodu nieuleczalnej choroby!

A poza tym jak przed rokiem, dobrze, że już po zimie. Wiosna tak czy siak daje nam i osobie starszej więcej oddechu. Najukochańsza przestaje być więźniem swoich ułomności, znów może wychodzić na dwór. Nie ma tyle obaw, co zimą o groźne złamanie czy zaziębienie. Nawet głupie otwarcie okna, kiedy nie będzie siły wyjść na dwór dużo daje - można poczuć ciepłe powietrze, słońce na twarzy.

Nie oszukuję się, nie będzie już lepiej. Oby było tak jak jest teraz, najdłużej jak się da. Liczą się tylko chwile. Każda dobra – w oceanie tych gorszych czy nawet bardzo złych - jest na wagę złota. Bo znów nie ma co kłamać, że szczególnie podczas długich zim, bywa czasami ze strony starego człowieka bardzo przykro. Duma i wiara w to, że ma więcej siły i możliwości niż w rzeczywistości - prowadzi do licznych utarczek i napiętych sytuacji. One były i będą. Wielkim wsparciem, a nawet opoką jest dla mnie dużo bardziej doświadczony w tych sprawach I’. Bez niego chyba bym dawno już oszalał.

Ale nie o tym dziś. Kochana moja Naj Naj Naj z okazji twoich 86 urodzin - sto lat!

 

16:09, koffiejames , koffie mix
Link Dodaj komentarz »
sobota, 25 marca 2017

70-te urodziny Eltona Johna to świetna okazja do wspomnień (ciut osobistych). Zwłaszcza, kiedy to ostatni z wielkich muzycznych idoli, którzy objawili się po 1967 roku, którego praktycznie nigdy dobrze nie udało mi się poznać (poza dwiema czy trzema płytami z bogatej dyskografii). Nie oszukujmy się, jego wpływ na mnie był zasadniczy – poza ciągłą obecnością w MTV na początku lat 90-tych (gdzie dorośli uśmiechali się lekko pod wąsem i mówili, że Elton jest troszkę inny – skąd mogłem wiedzieć wtedy, że pedał) John wybił się na stałe do mojej, dziecięcej, głowy w 1994 i 1997 roku, stając się częścią mojej tożsamości i pojmowania popkultury. Pierwszy termin to „Król Lew”, którego oglądały chyba wszystkie 9-latki w moich czasach. Duże grono z nich miało potem kalendarz z tego filmu na 1995 rok, który wisiał jeszcze przez kolejne lata na ścianie dziecięcego pokoju. Drugi termin to śmierć księżnej Diany. To było zadziwiające, ale dzieciaki w mojej podstawówce to przeżywały, a potem oglądali wszyscy z rodzinami pogrzeb księżnej Walii. W obu przypadkach Elton John tam był, śpiewał i zostawił po sobie ślad. To niewiarygodne, że nawet nie słuchając większości z 32 studyjnych albumów artysty, jest on obecny w świadomości laika. Nie wiem czy kiedyś znajdę chwilę na tak ogromną dyskografię. Nie mniej sto lat panie Eltonie!!! 

1. I'm Still Standing

2. Sorry Seems To Be The Hardest Word

3. Can You Feel The Love Tonight

piątek, 24 marca 2017

Szydło podług prikazów z Nowogrodzkiej trzasnęła dziś orędzie w reżimowej – z którego możemy wnioskować, że w najbliższych dniach na jubileuszowym szczycie UE w Rzymie – wykonamy kolejny krok nad przepaścią w drodze do wyjścia z Europejskiego klubu. Cztery postulaty rządu: jedność UE, wspólny rynek (to chyba jest już załatwione?), współpraca obronna z NATO (budzi to coraz większe napięcia), wzmocnienie roli parlamentów narodowych (co wyklucza wiele elementów wspólnego rynku) – są dziś już nie do realizacji – kiedy różnimy się z jądrem Europy systemem walutowym, oraz światopoglądem dotyczącym przyszłości całości wspólnoty. Państwa „starej Unii” będą dążyć do ściślejszej unifikacji to oczywiste. Dyktator Kaczyński sam wprowadza Polskę do ostatniej ligi europejskiej prędkości rozwoju. Nie planujemy przyjęcia Euro waluty, nie zamierzamy respektować dyrektyw i rezolucji dotyczących na przykład walki z dyskryminacją kobiet, osób tran-płciowych czy homoseksualnych. Ostatnio europarlamentarzyści PiS i PO głosowali w tej sprawie ramię w ramię. W coraz bardziej zlaicyzowanej i wielokulturowej Europie, domagamy się narzucenia wartości chrześcijańskich. Idolem małego dyktatora został Donald Trump? My, jako Polska chcemy tylko kasy, bo nam się należy, a co do reszty to Brukselo wypad. Europą jesteśmy tylko wtedy, kiedy można coś ugrać – dzikim wschodem, kiedy trzeba coś respektować. Polska PiS – jest obrazem najgorszych cech narodowych Polaków. Polska PiS to kraj warchołów i hamulcowych rozwoju. To taka Polska, która w swej historii już kiedyś miała miejsce – zapóźniona i odizolowana – łatwy łup dla silnych i nie zawsze przyjaznych sąsiadów.          

 

wtorek, 21 marca 2017

A więc już, stało się. Depeche Mode wydali swój nowy album. Zupełnie się nie spodziewałem takiej płyty - jest depresyjna, ponura, bez przebojów z dużą dozą zawodzenia, jak na przykład w kontrowersyjnej miniaturze Eternal, opowiadającej o bezradnej miłości rodzica do dziecka w obliczu atomowej zagłady. Tak moi państwo, jestem wstrząśnięty i zmieszany, album Spirit jest naprawdę zaczepisty z opcją (jak się zdaje) do zwiększania własnej wartości z czasem... 


 

Poor little one

I will protect you

And surround you with my love

As well as any man can

As well as any man could


I will be there for you,

always

And when the black cloud rises

And the radiation falls

I will look you in the eye

And kiss you

And give you all my love

As well as any man can

As well as any man could


You are my eternal,

eternal

love

niedziela, 19 marca 2017

Uciec od banału, to by było dobre wyjście. Ale układa się nam tak życiowo, że banał przeplata się z patosem. Dlatego tą wielką grę najlepiej brać półżartem. No a przecież jak się potoczy, tak się stanie, nie zaczarujemy rzeczywistości żadnym urokiem. Powinniśmy się pogodzić z tym, że choć mamy jakiś wpływ na rzeczywistość – jest on stosunkowo niewielki i do wszystkiego potrzeba nam odrobiny przypadkowego uśmiechu losu.

Po roku emocjonalnych burz i dramatów dookoła, strzelił nam rok coraz milszej dla starych kości flauty. Cisza, nuda, potrzeba relaksu – to potrzeby, które zaczynamy z I’ coraz bardziej cenić. Ale nie ma aż tak dobrze, gdzie te spokojne długie poranki, gdzie poranne rozmowy na temat nadchodzącego dnia? Tylko pęd, bo gdzieś trzeba być, bo ktoś coś i byle gdzie, tylko nie w domu. A przez rodzaj pracy, jaki obaj wykonujemy – nie mamy nawet łikędów by odnaleźć odrobinę ciszy zamiast rutyny obowiązków…

Gdzieś uciekają miesiące, paradoksalnie te miodowe i te z lepszych czasów błyskawicznie, w porównaniu do tych z mrocznych czasów. Ale każda klepsydra przesypie piasek, cierpliwości, „jeszcze będzie normalnie, jeszcze będzie przepięknie”. Czas znów przyspieszy do dechy, aby człowiek nie myślał, że cokolwiek będzie na zawsze. Chcielibyśmy dotrwać do kolejnej przemiany, trzymamy kciuki, że się uda…

Ale nawet w gorszych czasach wierzę, że można budować relacje opartą na zaufaniu do drugiego człowieka. Niespecjalnie bym chciał sprawdzać się w tych najgorszych czasach – wystarczą mi te – po prostu podłe. A jednak z głębi serca, wciąż wyrasta ta potrzeba, mimo znużenia rzeczywistością, aby na przekór światu i jego nowym idolom krzyczeć z radości:

Udało nam się, uśmiech losu, kolejny etap tej podróży pokonany wspólnie z najdroższym I’, 3103 dni czyli 102 miesiące za nami. Ciąg dalszy nastąpi... 

 

środa, 15 marca 2017

Brak słów. Zmarł dziś wybitny tekściarz, kabareciarz, poeta i bard polskiej estrady. Teksty Młynarskiego, choć szczyt jego sławy przeminął już dawno temu, do dziś niosą ładunek inteligenckiej satyry i jakże celnego, aż do gołej kości trafnego komentarza do rzeczywistości. Był jednym z nie wielu artystów tak błyskotliwych i nie nastawionych tylko na głupi bezmyślny śmiech, za jego słowami skrywały się tony myśli i litanie przekazów... 

Jako laik zamilknę, teraz go posłuchajmy... 

[']

1. Jesteśmy na wczasach.

2. Jeszcze w zielone gramy.

3. Ballada o tych, co się za pewnie poczuli.

4. Smutne miasteczko (fragment).

5. Ballada o torreadorze. 

poniedziałek, 13 marca 2017

Wróciła z Brukseli I Sekretarka, I Sekretarza KC PiS. Po osiągnięciu największego sukcesu na drodze wstawania Polskiej Rzeczypospolitej Katolickiej z kolan. Tu lewactwo nie przejdzie! I Sekretarka powitana została na płycie lotniska kwiatami i owacjami radosnej gawiedzi. 

23:15, koffiejames , koffie mix
Link Komentarze (2) »
piątek, 10 marca 2017

271

fot fb.

    

Tak się jakoś coś zjebało, że Szydło mimo wszelkich starań i nawoływań druhów z Budapesztu, Pragi i Bratysławy – przegrało batalię o Brukselę. Dostaliśmy drodzy państwo 27 do 1. Tusk został poparty przez całą Unię Europejską, za wyjątkiem macierzystego kraju – Polski.

9 marca 2017 przejdzie do historii polskiej dyplomacji jako dzień wielkiej porażki. Polska  pod przywództwem Szydło i Waszczykowskiego – stała się państwem izolowanym, zepchniętym na margines wspólnoty europejskiej. Zawistny miłośnik kotów nie potrafi pogodzić się z demokratycznym wyborem większości państw UE. Za pomocą poddanych mu, reżimowych mediów, próbuje kreować alternatywny świat – który sprzysiągł się przeciwko Polsce pod sztandarami Unii Europejskiej. To zatem trzeba powiedzieć jasno – tylko osoba zaburzona psychicznie może głosić tak niebezpieczne tezy. Albo agent działający na usługach wielkich wschodnich mocarstw. Można zacząć obstawiać, że po szczycie w Rzymie, na którym głos Polski nie będzie traktowany, jako rzeczowy w jakichkolwiek dyskusjach, kociarz będzie gotów rozpisać nawet referendum o wyjście Polski z UE.

Oczywiście to się nie stanie, kiedy przekalkuluje się bilans zysków i strat. Ale jeśli teoria o chorym umysłowo jest czymś więcej niż teorią lub też założenie o działaniu agenturalnym na rzecz innych mocarstw wschodnich, jest czymś więcej niż tylko założeniem – to drodzy państwo możemy zobaczyć w 2017 roku rzeczy, o których nam się nie śniło. Tylko w tym wszystkim – jeśli mamy jądro fanatyków – którzy są zupełnie prawdziwi, to, co robią tam najmici pokroju Szydło czy Dudy (ok, te figury mają jakiś tam status społeczny w tej nowej sanacji) natomiast nie mogę zrozumieć takiego Konrada Szymańskiego? Facet siedział wczoraj obok Szydło na jej konferencji i przewracał tylko oczami, mowa ciała zamknięta – jakby chciał uciec z tego cyrku – oczywiście może się mylę?

Jakie mogą być dalsze konsekwencje polskiej izolacji? Niestety najbardziej obawiam się totalnej bezradności rządu w negocjacjach kolejnego budżetu UE na lata 2021-2026. Negocjacje prowadzone przez polityków pokroju Waszczykowskiego, będą oznaczały dla Polski totalną tragedię i realne zubożenie polskiej gospodarki. Dziś powinien być dzień dymisji – przynajmniej całego MSZ-u.

Tymczasem Węgierska prasa donosi o domniemanej zdradzie Polski przez Viktora Orbana:

„Przyjaźń liderów Polski i Węgier jest niepodważalna, ale nie zobowiązuje do lojalności, gdy postawa partnera wskazuje na utratę zdrowego rozsądku i nieco hazardowe podejście do polityki"

„Szkoda nam polskiego rządu, ale Viktor Orbán podjął słuszną decyzję” – pisze dziennikarz sympatyzującego z prawicą tygodnika „Heti Válasz”.  

Tylko Polski szkoda!   

 

 
1 , 2