o mnie i o ludziach obok... o ludziach i o mnie...
Archiwum
O autorze
poniedziałek, 31 marca 2014

Finalnie numer na który fani czekają chyba najbardziej, a nie jest on grany na każdej trasie! 

 

 "To seek the sacred river Alph

To walk the caves of ice

To break my fast on honey dew

And drink the milk of Paradise..."

I had heard the whispered tales

Of immortality

The deepest mystery

From an ancient book. I took a clue

I scaled the frozen mountain tops

Of eastern lands unknown

Time and Man alone

Searching for the lost - Xanadu

 

Xanadu -

 

To stand within The Pleasure Dome

Decreed by Kubla Khan

To taste anew the fruits of life

The last immortal man

To find the sacred river Alph

To walk the caves of ice

Oh, I will dine on honey dew

And drink the milk of Paradise

A thousand years have come and gone

But time has passed me by

Stars stopped in the sky

Frozen in an everlasting view

Waiting for the world to end

Weary of the night

Praying for the light

Prison of the lost - Xanadu

 

Xanadu -

 

Held within The Pleasure Dome

Decreed by Kubla Khan

To taste my bitter triumph

As a mad immortal man

Nevermore shall I return

Escape these caves of ice

For I have dined on honey dew

And drunk the milk of Paradise

 

 

In this one of many possible worlds, all for the best, or some bizarre test?

It is what it is - and whatever

Time is still the infinite jest

 

The arrow flies when you dream, the hours tick away - the cells tick away

The Watchmaker keeps to his schemes

The hours tick away - they tick away

 

The measure of a life is a measure of love and respect

So hard to earn, so easily burned

In the fullness of time

A garden to nurture and protect

 

In the rise and the set of the sun

'Til the stars go spinning - spinning 'round the night

It is what it is - and forever

Each moment a memory in flight

 

The arrow flies while you breathe, the hours tick away - the cells tick away

The Watchmaker has time up his sleeve

The hours tick away - they tick away

 

The treasure of a life is a measure of love and respect

The way you live, the gifts that you give

In the fullness of time

Its the only return that you expect

 

The future disappears into memory

With only a moment between

Forever dwells in that moment

Hope is what remains to be seen

 

 

When the dragons grow too mighty

To slay with pen or sword

I grow weary of the battle

And the storm I walk toward

When all around is madness

And there's no safe port in view

I long to turn my path homeward

To stop a while with you

 

When life becomes as barren

And as cold as winter skies

There's a beacon in the darkness

In a distant pair of eyes

In vain to search for honor

In vain to search for truth

But these things can still be given

Your love has shown me proof

 

niedziela, 30 marca 2014

 

Oh, hello, Mr. Soul, I dropped by to pick up a reason

For the thought that I caught that my head is the event of the season

Why in crowds just a trace of my face could seem so pleasin'

I'll cop out to the change, but a stranger is putting the tease on

 

I was down on a frown when the messenger brought me a letter

I was raised by the praise of a fan who said I upset her

Any girl in the world could have easily known me better

She said "you're strange, but don't change," and I let her

 

In a while, will the smile on my face turn to plaster?

Stick around while the clown who is sick does the trick of disaster

For the race of my head and my face is moving much faster

Is it strange I should change? I don't know, why don't you ask her?

 

sobota, 29 marca 2014

Dokąd twoje drogi idą nieskończony?

To jest pytanie, na które nie ma jasnej odpowiedzi. Idą tam gdzie idą, tam gdzie chcą iść. To tylko my jesteśmy przygodnymi pchełkami… I tak dalej, i tak dalej.

Mój kochany obchodzi dziś 31-sze urodziny. Granica złamana, bariera pokonana – skończyły się czasy żartów. Lata dwudzieste przeminęły bezpowrotnie i wspominać je można z łezką w oku. Jedynka z przodu zaczyna bezlitosne odliczanie w kierunku wieku średniego, poważnego, dorosłego, późnego… Do przemijania, do umierania.

Hamletyzuję – jak zawsze, panikuję to nie nowość… Ale mimo tej całej kokieterii, w gorączce przygotowań do kolejnej crossdresowej imprezy, kiedy kończą się kolejne dni, kiedy możemy spokojnie usiąść (z naszymi organizującymi imprezy znajomymi i przyjaciółmi), wszystko sprowadza się do tej tragicznej refleksji – to się już nie wróci! Nie powtórzymy tego tak samo, zrobimy – to coś – może jeszcze raz, a może dziesięć razy – ale już nie będziemy w tym samym miejscu… Choć – jak śpiewają moi idole, w których wierzę – mogę być na szczycie świata, a potem spaść na jego dno i znów wrócić i znów wrócić…

Tak można? W pewnym sensie to jakiś promyk nadziei…

Dlatego na imprezach – tych płomyczkach szaleństwa, tak bardzo staramy się powiedzieć naszym bliskim jak bardzo ich szanujemy i kochamy, bo być może nie będzie im już dane wrócić na ten szczyt… Być może pewne drogi splatają się tylko raz…

W niedzielę lub poniedziałek, zwleczemy się z wyra lekko zgwałceni życiem, upojeni nadmiarem, i przesyceni tytoniowym dymem. Pogłaszczemy kota, poszczekamy z psem – wypijemy alca-seltzer, wstawimy pranie, przejrzymy fotki, na co trzeciej łapiąc się za głowę… Cykl zatoczony, stało się, było warto – zostało nam jeszcze tylko jedno życie do końca…

Sto lat I’!   

 

16:00, koffiejames , koffie mix
Link Dodaj komentarz »
piątek, 28 marca 2014

Dokąd twoje drogi idą nieskończony?

To jest pytanie, na które nie ma jasnej odpowiedzi. Idą tam gdzie idą, tam gdzie chcą iść. To tylko my jesteśmy przygodnymi pchełkami, na tej drodze do nie wiadomo gdzie. To tylko my złapaliśmy się przypadkowych okoliczności w przypadkowych czasach i miejscach na naszą wielką, w naszej mikroskali, podróż.

Czasem to wygląda jak życie mrówek, całkiem bez sensu. Wykluwamy się, aby pracować, jeść i pić. Dobiega nasz czas, kończymy pracę, umieramy. Czasem ktoś nas wspomni, za każdym rokiem coraz mniej osób.

Starość jest przykra i totalnie samotna. Upierdliwych dziadków oddajemy do schroniska zwanego domem opieki. Umywamy ręce i czasem idziemy ich odwiedzić jak w zoo. To ludzie z innych czasów, nie mamy z nimi styczności, nie potrafimy się porozumieć. Oni mówią do nas innymi epokami.

Dziś Najukochańsza obchodzi 83 urodziny. Jest, zdaje się coraz bardziej srogo, w naturalny sposób zwłaszcza w epoce elektronicznych mediów – my idziemy do przodu a ona… Ona stoi w miejscu, w swojej przepaści. Mimo starań by zachować formę, świat już jej nie dostrzega.  Co innego my. Nawet jeśli wiemy, że niektóre poświęcenia czy próby są już bez sensu. Jesteśmy, staramy się być, próbujemy wyjaśniać, prowadzimy z lepszym lub gorszym skutkiem, lub pobłażliwie się przyglądamy różnym wyskokom starości, które w mniejszym lub większym stopniu czekają i nas. Najtrudniej powiedzieć tej kobiecie, bliskiej mi jak matka, że utraci bezpowrotnie wzrok, że terapie zawiodły, że został już tylko czas, nieokreślony czas do jego utraty. Dokąd twoje drogi idą nieskończony? Nie możemy nic zrobić. Pchełki są bezsilne wobec drogi i czasu. Muszą się trzymać razem, aby przetrwać, oddać hołd i wyrazić wdzięczność za otrzymane możliwości…

Sto lat. W pewnym wieku brzmi to już słabo!

 

12:07, koffiejames , koffie mix
Link Komentarze (2) »
czwartek, 27 marca 2014

 

I. INTO DARKNESS

 

As grey traces of dawn tinge the eastern sky, the three travelers, men of Willow Dale, emerge from the forest shadow. Fording the River Dawn, they turn south, journeying into the dark and forbidding lands of the Necromancer. Even now the intensity of his dread power can be felt, weakening the body and saddening the heart. Ultimately they will become empty, mindless spectres, stripped of will and soul. Only their thirst for freedom gives them hunger for vengeance...

 

Silence shrouds the forest

As the birds announce the dawn

Three trav'llers ford the river

And southward journey on

The road is lined with peril

The air is charged with fear

The shadow of his nearness

Weighs like iron tears

 

II. UNDER THE SHADOW

 

Shreds of black cloud loom in overcast skies. The Necromancer keeps watch with his magic prism eyes. He views all his lands and is already aware of the three helpless invaders trapped in his lair...

 

Brooding in the tower

Watching o'er his land

Holding ev'ry creature

Helplessly they stand

Gaze into his prisms

Knowing they are near

Lead them to the dungeons

Spectres numb with fear

They bow defeated

 

III. RETURN OF THE PRINCE

 

Enter the Champion. Prince By-Tor appears to battle for freedom from chains of long years. The spell has been broken...the Dark Lands are bright, the Wraith of the Necromancer soars away...in the night.

 

Stealthily attacking

By-Tor slays his foe

The men are free to run now

From labyrinths below

The Wraith of Necromancer

Shadows through the sky

Another land to darken

 

 

środa, 26 marca 2014

 

I knew he was different, in his sexuality

I went to his parties, as a straight minority

It never seemed a threat to my masculinity

He only introduced me to a wider reality

 

As the years went by, we drifted apart

When I heard that he was gone

I felt a shadow cross my heart

But he's nobody's -

 

Hero - saves a drowning child

Cures a wasting disease

Hero - lands the crippled airplane

Solves great mysteries

 

Hero - not the handsome actor

Who plays a hero's role

Hero - not the glamor girl

Who'd love to sell her soul

If anybody's buying

NOBODY'S HERO

 

I didn't know the girl, but I knew her family

All their lives were shattered

in a nightmare of brutality

They try to carry on, try to bear the agony

Try to hold some faith

in the goodness of humanity

 

As the years went by, we drifted apart

When I heard that she was gone

I felt a shadow cross my heart

But she's nobody's -

 

Hero - the voice of reason

Against the howling mob

Hero - the pride of purpose

In the unrewarding job

 

Hero - not the champion player

Who plays the perfect game

Not the glamor boy

Who loves to sell his name

Everybody's buying

NOBODY'S HERO

 

As the years went by, we drifted apart

When I heard that you were gone

I felt a shadow cross my heart

 

Hero

 

 

O Masłowskiej napisano wiele, od totalnych zachwytów aż po totalne zbrzydzenie. Jest wiele pytań o diagnozy i problematykę, jaką porusza autorka – aż po sens jej pisania. No bo co? Trafiło nam się pokoleniu połowy lat 80-tych, żyć w czasach odrodzenia z całym negatywnym bagażem plastikowej odbudowy kraju, utraty przywilejów socjalizmu przez naszych dziadków i rodziców, dramatycznego zderzenia kulturowego z zachodem i jego kapitalistyczną kulturą pieniądza. Tak powstaliśmy my.

Czyli kto? Chyba dziś jeszcze tego do końca nie wiadomo, ledwo definiujemy lata 90-te, a już nam karzą definiować lata zerowe XXI wieku. Musi upłynąć trochę czasu, aby można było odróżnić lata 20-te od 30-tych. A wiemy doskonale, że były to zupełnie inne dekady, żyły w nich różne pokolenia. Tymczasem co nam pomaga to materialne tropy kulturowe, a w tym literatura. Czym jest pisarstwo Masłowskiej? Czymś? Niczym? Zgrabnym pustosłowiem? Sztuką dla sztuki?

Nie wiem? Czas pokaże. Ja dziś odbieram jej teksty, jako swoistą literacką pozę, kreację dla kreacji, troszkę pod publiczkę, troszkę dla poklasku, bo to ma rytm i brzmienie, ale nie wiem czy ma duszę? Ale może to jest obraz mojego pokolenia? Jesteśmy złotymi kukłami – z zupełną pustką w środku. 

Ale tak czy siak, to ma rytm i brzmienie i jest w tym coś, nie wiem co? Popkultura! Może moje osiedle namalowane odczuciami i wrażeniami – mojego pokolenia?

Tego dnia miałam rozbierać choinkę
Ale powiedziałem matce że pójdę pierw po chleb na kolacje
Co nie pójdę do Żabki. 
nie ma tam kolejki
Może daleko, ale dają te naklejki

Za 500 dostajesz maskotkę
Bynajmniej dla mnie
Są one mega słodkie
Jak wychodzę on jak zawsze siedzi na ławce z Tigerem
I się na mnie patrzy
Ja idę on się patrzy
Ja idę on się patrzy
Ja idę on się patrzy

Zatrzymuje się cała ulica
Gdy on mnie co mam w tej siatce pyta
Ja mówię, że nie wiem 
Ze w ogóle co go to 
Język mi się plącze
Nogi się pode mną gną

On mówi, że jego stara chleba nie kupuje, tylko piecze sama
Kiedyś ciągle najebana 
Teraz uśmiech ma na twarzy 
Chleb se wypieka 
O śmierci już nie marzy
O śmierci już nie marzy
On łapie mnie za rękę
Tak dziwnie na mnie patrzy
Podchodzi tak blisko
Dotyka mojej twarzy
Rękę moją ściska
od potu śliską.
Jego oddech parzy

Tak się składa, ze dziś stara w ciężkim stanie zlądowała na OIOM-ie
Raczej trochę tam zostanie
Tomografia dobrze jej nie wróży
A maszyna do chleba dobra się kurzy

”Ja bynajmniej bym odsprzedał ci ją tanio
Dodał gratis nakładkę i książkę z przepisami
Piekła byś se chleb
No i w ogóle byś nie musiała do tej żabki już tak łazić ciągle

Od tamtej pory nic tylko wypiekam
Aż góra bochenków po sufit zalega
Z chleba upiekłam ściany, krzesła i obrazy
Zamiast łez okruszki toczą się po mojej twarzy
po mojej twarzy
po mojej twarzy 

O śmierci już nie marzę  

 
1 , 2 , 3 , 4