o mnie i o ludziach obok... o ludziach i o mnie...
Archiwum
O autorze
niedziela, 29 marca 2009

Końcówka marca, a w szczególności jego ostatni weekend, są dla mnie w tym roku wyjątkowo specyficzne. Przesunęliśmy do przodu czas o godzinę – co jest okropnym odczuciem na wiosnę. Kiedy zmęczony jednymi wydarzeniami ze swojego życia, od razu muszę się mierzyć z następnymi – do tego śpiąc o godzinę krócej!!! W zimie to co innego, bo pospać sobie można…

Ale do tematu. – Wczorajszy dzień i dzisiejszy dzionek, będę musiał zaliczyć do grona najintensywniejszych emocjonalnie dni tego roku! Wczoraj były urodziny najukochańszej, a dziś urodziny I. Dwudzieste szóste!!! 26 to piękny wiek podobno – jak byłem mały, powiedzmy wczesna nastoletniość – to myślałem, że mając 26 lat; jest się już okropnie starym (i brzydkim). – Ale znów mi się jakoś to odczucie, przesunęło o kolejną dekadę dalej – nie wiem w ogóle czemu?

W każdym razie dziś dzień mojego I. Wszystkiego naj- naj- naj- najlepszego kotku, życzy ci twój potwór… (i nic więcej tu nie powiem w tym temacie, koniec i kropka).

Pomimo całej cudowności zbieżnych rocznic i ich ogromnej wagi, dla mnie jest to też niestety weekend pracujący, a dla I szkolny. Ja siedzę w pracy, a on w Warszawie od soboty pobiera nauki – dziś ma o dewiacjach seksualnych z Lwem-Starowiczem młodszym! Więc spotkamy się dopiero, kiedy ja będę wracał z pracy około 23ej. Poczłapiemy na jakąś miłą kolacyjkę, a potem u mnie – powymieniamy się prezentami…

I jeśli dalej ma się tak układać w kolejnych latach, tak rocznicowo i z takim nawałem, to jestem całkowicie za, na lata!!!

sobota, 28 marca 2009
Zostałem złym kradziejem i obżeram się przeterminowanymi orzeszkami, które straciły słoność i zbielały do kości. Zły Koffie zły. Orzeszki dostałem od mamy Piotrka, która napisze mi pita, bo ja nie umim. Głupi Koffie głupi! Dlaczego był u mamy P? Acha, bo ma zrobić mu pita. No tak to już mówił. No i jak był u tej mamy, to ona przeglądała spiżarkę ze starym jedzeniem, dużo zostało jeszcze choć data ważności dawno upłynęła. Żarty Koffie żarty! Oczywiście Koffie jadł, bo zapomniał plastra sobie nakleić antynikotynowego i go nerwy tarmosiły. Nerwus Koffie nerwus! A nerwy spowodowane były tym, iż za pomocą umiejętności I, skradł cały nowy album Depeche Mode – Sounds of the universe. I go szlag trafił jak zaczął słuchać tej płyty, porwało go i szalał, i nawet Maganunie miłość wyznał! Szalony Koffie szalony! Ale to wszystko nic, bo i wyznał całemu światu miłość i wdzięczność i wzruszył się i zapłakał nad swoimi refleksjami. Myśliciel Koffie myśliciel!
Ale dość tych głupot. To wszystko jest tylko przykrywką – codzienną scenografią. Wszystko prawie perfekcyjnie wpisane w codzienność, która czasem musi przebrać się w bardziej kolorowe kostiumy z różowymi boa i piórami, żeby było znośniej. W naszym przemijalnym cyklu wypalających się miłości i pragnień, zwyczajnie trzeba czasem uciec w kosmos… A czasem pogodzić się z tym, że cena miłości to też cena godzenia się z upływem czasu, bezlitośnie upływającego z naszych ciał – wietrzącego nasze żelazne kości w delikatny piasek… W zeszłym roku pisałem cały elaborat z okazji 77-siódmych urodzin najukochańszej – dziś tylko przemykam po 78-ósmych, jakby muskając je delikatnie, nie mówiąc nikomu, zwłaszcza im samym, że to już tak późno. Czas jest bardzo bolesnym przyjacielem. Z okazji tej rocznicy, pójdziemy na jakąś fajną kolację do miasta, uściskamy się i będziemy życzyć wzajemnie stu lat. Choć dla niej to już bliżej – to mimo wszystko ciągle jest, choć czasem coraz słabiej – to i tak, ja mimo wszystko, ją coraz mocniej……
czwartek, 26 marca 2009

Boję się fanatyków! Ostatnio trafiłem na blog zbawieni.blox.pl. Przyciągnął on moją uwagę ze względu na pewien tytuł, a mianowicie: Homoseksualizm – Trochę Historii. Oparty na totalnie stronniczej książce „Zdążyć przed... ZAPOBIEGANIE HOMOSEKSUALNYM POSTAWOM WŚRÓD MŁODZIEŻY”.  Zanim dobrze się nie rozejrzałem po blogu autorki, autora lub całej tej fanatycznej kliki autorskiej (- poprawki)!!! Zdolny byłem zaufać temu, co jest prezentowane w tym dzienniku (tu też są poprawki w oryginalnym tekście). Szczególnie pamiętając moją antyhomoseksualną postawę. – Zwłaszcza wobec czasem rażącego zachowania się gejów i ich tendencji do swoistego gettyzowania się, czyli zamykania w swoim świecie i wiary w to, iż prawa przez nich ustalone i im pochlebne, są ważniejsze od wszystkich innych, kulturowych i światopoglądowych osiągnięć człowieka! I przez co można cały niepasujący do ich obrazu świata, dorobek ludzki podważać! Ale jednak nie – to dziś nie geje są winni! To fanatyzm ludzi takich jak autorka, autor lub cała  ta klika autorska z  (i tu też są poprawki) blogu „zbawieni”, fanatyzm religijny – chrześcijański, katolicki przeraża mnie!!!! Bo jest to chyba choroba!?!

Kolejną odsłoną z wyżej wymienionej książki, była teoria na temat AIDS i gejów, rodem wyciągnięta z lat osiemdziesiątych, gdzie HIV utożsamić można z karą za sodomię. Można pisać o tej chorobie wszystko, a i tak dotknąć może ona każdego – bez względu na wiek, rodzaj uprawianego seksu (oraz przez inne rodzaje ryzykownych zachowań poza seksualnych), jak również totalnie bez względu na orientację seksualną! Jeśli wiemy jak stosować gumę, jak używać mózgu, oraz kiedy i gdzie jest czas i miejsce na profilaktykę, to nic nam nie grozi! A jeśli nie, no to się trzeba leczyć i liczyć z konsekwencjami własnych wyborów…

Niespodziewanie w komentarzach do tego bloga (poprawki) odnalazłem jedno ze źródeł inspiracji jego autorów (poprawki) to: chrzescijanin24.pl. Po zobaczeniu kilku artykułów doznałem porażenia… Ludzie apeluję o wpisanie fanatyzmu – jakkolwiek by on nie był ukierunkowany na listę zaburzeń psychicznych – oraz o jego przymusowe leczenie w miejscach odosobnienia!  

Za chrześcijaninem podam kilka ciekawych tematów jakie rozpalają umysły czytelników tego tragicznego serwisu – oraz twórców (poprawki) bloga „zbawieni”:

 

1.Pilne przesłanie od Davida Wilkersona

Zostałem pobudzony przez Ducha Świętego, by wysłać to pilne przesłanie do wszystkich z naszej listy adresowej i do przyjaciół i biskupów, których spotkaliśmy po całym świecie.  NIEDŁUGO WYDARZY SIĘ NIESZCZĘŚCIE RUJNUJĄCE ZIEMIĘ. BĘDZIE TO TAK PRZERAŻAJĄCE, ŻE WSZYSCY BĘDZIEMY SIĘ BAĆ - NAWET NAJBARDZIEJ BOGOBOJNI WŚRÓD NAS. Przez 10 lat ostrzegałem, że w Nowym Jorku pojawi się tysiąc pożarów. Obejmie to całą metropolię, oraz część New Jersey i Connecticut. Największe miasta w całej Ameryce będą przeżywać zamieszki i pożary – takie, jak były w Watts, Los Angeles wiele lat temu. Będą zamieszki i pożary w miastach na całym świecie. Będą grabieże – również na Times Square w Nowym Jorku. To, czego doświadczamy teraz, to nie recesja, nawet nie depresja. Doświadczamy gniewu Bożego. W Psalmie 11 czytamy, „Kiedy będą zburzone podstawy, Cóż pocznie sprawiedliwy?” (w. 3). Bóg sądzi szalejące grzechy Ameryki i narodów. Niszczy świeckie fundamenty. Prorok Jeremiasz błagał grzeszny Izrael, „Tak mówi Pan: Oto Ja przygotowuję na wasnieszczęście i podejmuję przeciwko wam postanowienie: Zawróćcie więc każdy ze swojejzłej drogi i poprawcie swoje postępowanie i swoje czyny! Lecz oni odpowiedzą: Nic z tego! Pójdziemy raczej za naszymi zamysłami i każdy z nas kierować się będzie uporem swojego złego serca” (Jeremiasz 18:11-12). W Psalmie 11:6 Dawid ostrzega, „Na bezbożnych zsyła deszcz rozżarzonych węgli i siarki, A wicher palący jest udziałem ich”. Dlaczego? Dawid odpowiada, „Bo Pan jest sprawiedliwy” (w 7). To jest sprawiedliwy sąd – tak, jak sąd Sodomy i jak w czasach Noego. CO MAJĄ ROBIĆ SPRAWIEDLIWI? CO Z LUDEM BOŻYM? Najpierw podam wam praktyczne słowo, które otrzymałem dla siebie. Zgromadźcie sobie zapasy żywności, środków higienicznych i innych potrzebnych rzeczy na 30 dni. W dużych miastach sklepy mogą zostać opróżnione w ciągu jednej godziny na wieść o nadchodzącym nieszczęściu. Jeżeli chodzi o reakcję duchową, mamy dwie opcje. Są one zapisane w Psalmie 11, „Ulatuj jak ptak w góry!” Albo jak Dawid mówi, „Kieruję swoje oczy na Pana, którego tron w niebie; oczy jego widzą, Powieki jego badają ludzi (w. 4). „Zaufałem Panu”. (w. 1). Powiem do swojej duszy: Nie musisz uciekać... nie musisz się kryć. Bóg dokonuje sprawiedliwych dzieł. Będę oglądał Pana na jego tronie, a w Jego oczach jest dobroć i On z miłością pilnuje każdego mojego kroku – ufając Mu, że On przeprowadzi Swój lud nawet przez powodzie, pożary, nieszczęścia, próby i wszelkiego rodzaju doświadczenia. Nie wiem, kiedy to wszystko się wydarzy, ale wiem, że to jest już niedaleko. Otworzyłem przed wami moją duszę. Zróbcie z tym, co chcecie. Niech Bóg was błogosławi i zachowa. W ChrystusieDAVID WILKERSON


2.Wielka Brytania: chrześcijańskie szkoły zmuszane do propagowania islamu i homoseksualizmu
W Wielkiej Brytanii przyjęty został kodeks zawierający specjalne normy zachowania dla nauczycieli, zgodnie z którymi w chrześcijańskich szkołach obowiązkowo musi być propagowany islam oraz homoseksualizm.  Jeden z paragrafów kodeksu wymaga od nauczycieli, by „aktywnie walczyli z dyskryminacją”, a także „propagowali równość i różnorodność wartości”. Zezwala się, aby przeciwko nauczycielom, którzy nie dostosują się do nowych zasad, składano skargi, na podstawie których nauczyciele ci oraz szkoły będą mogły zostać ukarane. Zwierzchnik systemu katolickiego wykształcenia Una Stannard podzieliła się swoim zdaniem na temat nowych norm. Stwierdziła: „całkowicie nie do zaakceptowania jest żądanie od kogoś, by propagował wiarę, która jest sprzeczna z jego osobistą wiarą. Niemożliwe jest również, aby propagować wartości, które są sprzeczne z twoją wiarą – to kwestia sumienia”.

Rada Nauczycieli Wielkiej Brytanii będzie domagać się, aby każdy nauczyciel podpisał nowy kodeks zanim zacznie pracę. Kodeks będzie dotyczył wszystkich szkół w kraju.


3.Katecheta-wilkołak na naszej-klasie
"Kształtuję i zniekształcam młode umysły" - tak napisał o sobie Wojciech P., do niedawna katecheta w puławskiej podstawówce. A na portalu nasza-klasa.pl, gdzie kontaktował się z uczniami, zamieszczał zdjęcia swojej twarzy stylizowanej na wilkołaka - pisze "Dziennik Wschodni".  Katecheta rozpoczął pracę w szkole w październiku ub. roku. To była jego pierwsza praca, przyszedł na zastępstwo. Polecił go proboszcz parafii Świętej Rodziny. Skandal wybuchł kilka tygodni temu. - Jeden z rodziców zgłosił, że na profilu nauczyciela na portalu nasza-klasa.pl, znajdują się dziwne zdjęcia. Katecheta charakteryzował się na wilkołaka, albo na demoniczną postać z czerwonymi oczami i kłami. O sobie napisał: "Kształtuję i zniekształcam młode umysły…” Katecheta stosował też nietypowe metody nauczania religii. Np. wyświetlał dzieciom fragmenty horrorów satanistycznych, m.in. z "Egzorcysty”. Proboszczowi tłumaczył później, że pokazywał je tylko najstarszym uczniom, z klasy VI. Sprawą nauczyciela religii ze Szkoły Podstawowej nr 11 w Puławach zajmuje się puławska policja, która ustala, czy nie dopuścił się przestępstwa.
4.Barack Obama obiecał podpisać deklarację o prawach homoseksualistów
Stany Zjednoczone przyłączą się do deklaracji ONZ o dekryminalizacji homoseksualizmu – donosi agencja AFP.  Jak powiedzieli oficjalni przedstawiciele Białego Domu, wkrótce USA oficjalnie powiadomią Francję o swoim zamiarze podpisania deklaracji. Została ona już poparta przez 66 państw, w tym wszystkie wchodzące w skład Unii Europejskiej. Przeciwne pozostają kraje muzułmańskie oraz Watykan. Katoliccy działacze religijni wyrazili niepokój, ponieważ, ich zdaniem, aktywizacja ruchu na rzecz praw mniejszości seksualnych może doprowadzić do legalizacji małżeństw osób jednej płci, adopcji dzieci przez te pary, a także sztuczne zapłodnienie lesbijek żyjących w takim związku. Prezydent USA, Barack Obama, zgodził się na podpisanie deklaracji. Jego poprzednik, George Bush, kategorycznie odmówił dołączenia do jej zwolenników w grudniu 2008 roku.

Obecnie w siedmiu krajach świata homoseksualizm jest uznawany za przestępstwo, za które grozi kara śmierci. Są to: Iran, Mauretania, Nigeria, Arabia Saudyjska, Sudan, ZEA i Jemen.

09:38, koffiejames , koffie mix
Link Komentarze (9) »
wtorek, 24 marca 2009

Wiosna miała przyjść i być. A nie ma – i to jest powoli dobijające. W zeszłym roku już w lutym atakowała wiosna – już od stycznia jeździłem na rowerku. W tym roku nie ma takich możliwości, styczeń oraz luty śnieżny i zimny, marzec wietrzny i zmienny. Może przyroda wraca na chwilę w swoje odwieczne tory, dlatego liczę na deszczowy maj i czerwiec, oraz upalne lato… Ale tylko liczę… Bo pewnie coś się złego stanie i będzie lać w lato i skwarzyć na jesień… Przyjdź już wiosenko, przyjdź już słoneczko, wróćcie muszyska bzycząco-brzęczące – nawet pozwolę wam siadać na świeżych pomidorkach, skrojonych skrzętnie na kanapki poranne, oraz topić się w niedopitym mleku ze szklanki i w kiślu[1]. Będę wam, obtoczonym w leguminie tejże, robił pogrzeby. Amen.

Tylko wróć wiosno, wiosenko zielona.



[1] Kiślu - W większości słowników (np. w Nowym słowniku poprawnej polszczyzny PWN) można spotkać wyłącznie formę kisielu, jednak najnowszy Wielki słownik ortograficzny PWN pod red. prof. Edwarda Pogańskiego każe pisać... kiślu. Czyżby stało się tak dlatego, że większość wyrazów kończących się na -el gubi w odmianie samogłoskę -e (np. mebel-mebla, hebel- hebla, rubel-rubla, kitel-kitla), więc autorzy uznali, iż to samo powinno dotyczyć wyrazu kisiel? Mimo to dopełniacz kisielu trzyma się mocno. We wszystkich opracowaniach należałoby wprowadzić jako równoprawne oboczne formy kisielu albo kiślu. Dodajmy, że w dawnej Polsce była to pierwotnie zupa przyrządzana z rozczynu owsianego, zakwaszana. Później dopiero kisiel zmienił się znaczenie na rodzaj galaretowanej leguminy z maki kartoflanej o kwaskowym smaku i został zaliczony do deserów.
poniedziałek, 23 marca 2009

Dawno temu był człowiek z sercem. Miał on przyjaciela. Przyjaciel często zwracał się do tego człowieka z prośbą o pomoc. Pomoc zawsze przychodziła na czas i była ceną prywatnego życia tegoż człowieka. Był on samotny, więc mógł każdą wolną chwilę poświęcać dla swoich bliskich w tym tegoż też przyjaciela. Ale samotny los nie był mu pisany, pewnego dnia zaczął zmieniać swoje życie, które przez to, że ktoś z zewnątrz wszedł w jego zakamarki – doznało jakby uzdrowienia, wkroczyła w monotonię zimy – zielona i ciepła wiosna. Obudził się wtedy ów przyjaciel, dla którego wiernym sługą był ów człowiek, zobaczył iż ten przestał poświęcać mu swój czas w takim wymiarze jak dawniej, zrodziła się w nim zazdrość i zawiść. Z racji tego, iż nie mógł dowolnie już wodzić człowieka za nos, pod pretekstem przyjacielskości używać do woli, do najbardziej prozaicznych czynności w domu czy ogrodzie – począł stroić miny i udawać obcego. Obcesowo obśmiewając szczęście wspierającego go przyjaciela. Potrafił nie odzywać się miesiącami – sprawiając człowiekowi smutek – totalnie olał, to iż tamten znalazł szczęście w życiu – kompletnie nie potrafił pojąć, iż człowiekowi udaje się właśnie realizować swoje własne pragnienia. Oskarżał go tylko o to, iż daje się manipulować – przez tego, kto wnosi w jego życie szczęście, że ten obcy, ten intruz, który zabrał mu człowieka (i sługę – czego nie dopowiadał nigdy na głos), to oszust i że zaślepił go swoją wolą. Jego zachłanność posunęła się aż do szantażu emocjonalnego – stawiającego człowieka pod ścianą – żądając by rzucił swoją pracę, dom i biegł mu z pomocą, a jeśli by tego nie uczynił to znaczy, że jest fałszywy, samolubny i kompletnie mu nie zależy na żadnej przyjaźni. Człowieka dręczyło za każdym razem poczucie winy, gdyż nie potrafił zrezygnować z miłości, a dalej chciał mieć swego przyjaciela. Lecz czy przyjaciel zasługiwał na człowieka?

czwartek, 19 marca 2009

Trudno pisać o sobie. Zwłaszcza kiedy przychodzi do tego, iż wywłóczy się coś ze swojej prywatności. Możecie powiedzieć – ależ na twoim blogu zawsze wyciągałeś bardzo dużo, zza kulis swojego życia i to często w sposób bardzo dosadny, na który (ja czy ja) bym sobie nigdy nie pozwolił(a). To prawda, zawsze było dużo mojej małej intymności – w pewnych, acz dość widocznych granicach. Myślę że jest tak z powodu, który świetnie opisuje Alison Bechdel w autobiograficznym komiksie Fun Home. „Nie wiem czemu ujawniam te rzeczy, ujawnienie okazuje się być odruchem, którego nabywa się po tak zwanym coming oucie. Raz ujawniwszy, nie możemy przestać. Obiekty godne ujawnienia mnożą się czy to w osobistych, czy kulturowych szafach”. Kurcze, drzemie w tych słowach strasznie dużo prawdy. Jak to jest z tym moim ujawnianiem? W pierwszym odruchu było to wyrzucenie z siebie wszystkiego, aby potem pozamiatać wszystko pod dywan – ogonem. Nic się nie stało, nic się nie stało – wołałem – z głupkowatym uśmieszkiem na twarzy. Z czasem oswajałem się z rozlanym mlekiem, bo otóż okazywało się, że z plamą na dywanie można żyć, oswoić ją, polubić i upstrzyć ją, nawet różnymi ozdobami. Potem zdobyć się na odwagę i powiedzieć znajomym – patrzcie jaką mam fajną plamę na dywanie, moja plama jest fajna. A że jednak nie zawsze reakcje na plamę były pozytywne – uruchamiał się we mnie syndrom Alison Bechdel – tylko że rozumiany na mój sposób. Więc to był pewien odruch obronny. Patrzcie jaką mam fajną plamę na dywanie, oraz jakie fajne książki na półce, i telewizor, i super wypasiony telefonik, i w ogóle wszystko super. To było właśnie to ujawnianie, przy okazji innego ujawniania – po prostu pewne odwracanie uwagi od samej plamy. Która powodowała, iż stawałem się inny wobec większości, a to strasznie nieprzyjemne uczucie. Oczywiście ujawnianie było selektywne, i podporządkowane jakiemuś misternemu celowi. Pewnie chodziło o to by w końcu znaleźć przyczyny powstania plamy. Czyli usprawiedliwienie jej istnienia! Idąc tym tropem – w wyjawianiu prawdy o sobie nie mówiłem nikomu, że w szufladzie trzymam tysiąc złotych, a w kredensie czyste złoto – co by je upłynnić w dniach czarnych. Bo te prawdy były tylko dla mnie, i nie wiązały się z plamą – a jeśli już to tylko jako środki by ją upiększać. Ale w życiu przychodzą dni, kiedy o tym złocie też trzeba powiedzieć. Choć nie przychodzi mi to łatwo, bo to nie ten typ bloga, i nie ten typ autora, co będzie wywlekał te sfery swojej prywatności – które są kompletnie święte, do których wstęp jest kompletnie wzbroniony wszystkim, poza uczestnikami tego misterium. A jeśli ktoś się poważy na łamanie tej sfery – zawsze już będzie miał u mnie przegrane – co dosłownie znaczy, że zawsze!!! Dziś ujawniam, choć zasadniczo to mój błąd – błąd za długiego jęzora – który zbyt łatwo rzuca na wiatr pewne obietnice. Ale rzuca i musi się z nich rozliczyć – to może brzmi jak wymuszenie, ale jest to gdzieś głęboko ukryta i silna potrzeba. Znalazłem złoto i mam je od jakiegoś czasu, myślę nawet, że jest to pokaźny skarb. Im więcej upływa czasu, tym bardziej widzę, jakie ślepa kura ziarno znalazła. Choć czasem mam ochotę wyrzucić skarb do rzeki w cholerę, (średnio raz na dwa tygodnie) – ale potem widzę jak ogromna byłaby to strata. – A jestem straszliwie skąpym człowiekiem, więc to się kompletnie nie opłaca, takie wyrzucanie. Generalnie wszystkie dobra, które się ma w życiu, powinno się rafinować, ubogacać, przetapiać – aby stawały się lepsze i to czynię – czynimy… Dokładnie pół roku temu wpadło w moje ręce niesamowite znalezisko, mój (wspaniały) chłopiec. Mój prywatny chłopiec do życia i do wzajemności. Którą dalej nazywamy miłością, lubieniem oraz pragnieniem. To już pół roku, jak jesteśmy razem z moim I(lanem). I jest nam dobrze. Pewnie się nie kochamy – nie wierzę zwyczajnie w miłość. – Po prostu jesteśmy, może troszkę odmiennie od większości związków wszelakich – najczęściej się bijemy i gryziemy… Zakładając że obaj jesteśmy po jednych papierach, coś nas od siebie uzależniło – coś, czego nie potrafię opisać w słowach – dlatego przyjmuję nazwę dla tego czegoś jako – potrzeba…  

Dla mojego I. (słono mi zapłacisz za tą notkę chłe chłe chłe ;ppp )                

10:56, koffiejames , koffie mix
Link Komentarze (10) »
środa, 18 marca 2009
  1. Znów powracam do domu, do schronu. Wracam z Warszawy i ze szpitala. – I znów wszystko wydaje się być jak przed tygodniem – nudne i leniwe. Tylko ja jestem kompletnie wypompowany, potwornie zmęczony tymi dniami, w których musiałem do oporu trzymać się w pionie. Kiedy wczoraj po południu przyjechaliśmy ze szpitala – ja po prostu padłem spać – potem wypiłem dwie kawy i nie pomogło mi prawie nic, dalej byłem senny.

  2. Ze szpitala dowiedziałem się, że przypadłość na którą cierpi najbliższa, jest normalna w jej wieku. A leki które przyjmuje są już najmocniejsze – jakie można dostać na rynku. Ale ich branie nie zatrzyma nieprzewidywalnej kryzy – czyli przełomu nadciśnieniowego – i wtedy trzeba dzwonić po karetkę. Bo tylko oni mogą obniżyć ciśnienie aplikując leki dożylnie, lub poprzez kolejne odwiedziny w szpitalu. Czyli tak jak ostatnio się to dzieje. Potem miła pani doktor powiedziała, iż przełomy są nieprzewidywalne i złośliwe, więc mogą pojawiać się kompletnie nie spodziewanie – raz na rok, raz na kwartał lub raz na tydzień! A objawiać się będą, kompletną obojętnością ciśnienia wobec podawanych leków doustnych, wobec czego dzwonić trzeba będzie wtedy po karetkę. Poprosiliśmy by przy okazji pobytu w szpitalu zrobili jej kilka podstawowych badań – ale ordynator odmówił ze względu na brak limitów z NFZ-u! Co to za cholerny kraj!!!

  3. Impreza komiksowa w Warszawie była wyjątkowo mierna!!! Okazała się być – tak jak się spodziewałem – zwykłym kiermaszem komiksów. Usadowionym w ciemnym holu klubu Palladium. W dużej sali dawnego kina, a obecnego klubu zgromadziło się kilkanaście osób, które na rozkładanych krzesełkach obserwowały spotkania z wydawcami i kilkoma autorami – naprawdę nic specjalnego. Autografy rozdawane były w tym samym szaro ciemnym holu, w którym znajdowała się giełda, gdzie przez to robiło się już okropnie duszno i totalnie mroczno. WSK 2009 to moim skromnym zdaniem totalna klapa. Nawet nie było szatni!!! Oby rok 2010 jak dożyjemy i WSK się odbędzie, był lepszy!

  4. Tego roku w sposób szczególny też zawiodła mnie Warszawa! Jest to miasto pięknej fasady – bez dwóch zdań, ale tylko fasady, pociętej siecią miejskich autostrad i wysokościowców. Sztucznych zabytków takich jak słynny Lego Land, a mimo to dalej lansowanych na zabytki, co najmniej klasy A, w skali całego kraju – to troszkę żałosne!!! Miasto którego centrum wygląda jak autostrada, z jarmarcznymi budami wzdłuż Marszałkowskiej, rozświetlonymi jak choinka po zmroku, przemykającymi to tu, to tam lampkami – istne zoo z lunaparkiem. Po raz pierwszy wybrałem się na Powązki – ciągnięty magią opowieści, o klimatycznym i wspaniałym starym Warszawskim cmentarzu. I co się okazało, że zamiast klimatycznego cmentarza znalazłem wąskie i małe cuś! (Mówię tu o starych Powązkach z aleją zasłużonych a nie o całym cmentarzu!) Spodziewałem się ciszy – ale nie, skąd tam, gdyż wąziutki cmentarz wciśnięty jest między autostrady – ryk samochodów i tramwajów oraz zaglądające zewsząd wieżowce i budynki jakichś szkół – po prostu mnie irytowały. Przepraszam bardzo, ale nasza stolica jest już wypłukana kompletnie z klimatu – i szczerze bym nie chciał tam mieszkać. Ot głupia sprawa, złote tarasy, a tam ani Green Waya ani North Fisha – za cholerę nie można znaleźć, podobnie i na Nowym Świecie. – Tylko tak jak przed dziesięciu i dwudziestu laty – to miasto wciąż wielkiego żółtego M – i chyba niczego poza tym. W Ristorante głupia kelnerka, nie potrafiła zapamiętać zmiany jednego składnika – poza tym obsługa nie uprzejma. I jakieś takie to wydumanie – nie wiadomo skąd wzięte u mieszkańców tego miasta, oraz ci obcokrajowcy – którzy akurat sprawiają niezbyt miłe wrażenie, bo większość z nich to drobni handlarze z dziwnym i nieprzyjaznym spojrzeniem… Dalej próbuję lubić Warszawę. 
  5. Całą wyprawę warszawską od godziny 3:50 rano uprzyjemniał mi wspaniały I. Do domu – kochanego domu wróciliśmy jakoś po 22 godzinie wieczorem.
  6. Muszę przeprosić moich czytelników za to, iż porzuciłem ich ostatnio, zmagam się bowiem ze swoimi nałogami, od dziś zakleiłem się pierwszym plastrem, czuję się generalnie fatalnie. Po trzeciej dobie – dopada mnie konwulsyjny głód. Bóle głowy, niepokój, rozdrażnienie, potrzeba jedzenia, brak sił i to całe gówno, które towarzyszy – brakowi nikotyny we krwi. To moja druga próba w tym roku i kolejna niezliczona od 2005, kiedy chcę rzucić. Ale pierwsza w pełni świadoma i niepodyktowana przez przeziębienie czy anginę. W ostatnim roku paliłem ponad paczkę dziennie, odstawiłem radykalnie. – Brak narkotyku chłosta mnie niemiłosiernie. Ale próbuję, i chociaż nic sobie nie obiecuję – postaram się wytrzymać…
piątek, 13 marca 2009

9 wsk

Już po raz dziewiąty (14 marca 2009) odbędzie się w Warszawie Festiwal Komiksów. Impreza nosi nazwę Warszawskie Spotkania Komiksowe i jest organizowana regularnie od 2001 roku, dzięki grupie prywatnych inicjatyw, a zwłaszcza dzięki Centrum Komiksu (al. Niepodległości 148). WSK borykające się od początku z brakiem odpowiedniego finansowania i wsparcia ze strony władz wszechpotężnej Warszawy – a aspirujące do roli konkurenta dla Międzynarodowego Festiwalu Komiksu w Łodzi (MFK), przez ostatnie dziewięć lat tułało się po różnych lokalizacjach w stolicy, utrzymując kompletnie nierówny poziom, raz goszcząc znanych twórców, a innym razem oferując tylko giełdę z darmowym wstępem – rozdając do tego na wejściu jeszcze komiks na zachętę dla odwiedzających. Przez pierwsze lata, WSK umiejscowione było w ogromnym gmaszysku kina Grunwald przy Niepodległości 141, było to w czasach, kiedy zacząłem regularnie ten festiwal odwiedzać od 2002 roku. Wydawało się wtedy, że Warszawiacy mają potencjał by zrobić coś naprawdę dużego. Jednak nagle coś się stało i 5 WSK w Grunwaldzie w 2005 roku (z darmowym wstępem i brakiem kogokolwiek ciekawego wśród gości, tylko z tandetną giełdą, którą można zorganizować zawsze i wszędzie) zapachniało totalną klapą i tandetą. Organizatorzy, (bo podobno w 2005 roku się wszyscy pokłócili) na lata 2006-2007 zafundowali nam zmianę lokalizacji na biedne, dawne kino Ochota zwane dumnie Ośrodkiem Kultury Ochota, przy Grójeckiej 65. I szczerze powiem, że owe dwa lata rozbudziły moje nadzieje na powrót do dobrego stylu imprezy, jaki był na samym początku. Pojawili się zagraniczni goście – wszystko fajnie uporządkowano, jednak było widać iż impreza typu WSK jest nadal traktowana po macoszemu przez władze. Kiedy w Łodzi odbywa się Festiwal Komiksowy – rozpisuje się o tym lokalna prasa, plakaty wiszą wzdłuż głównej ulicy miasta, impreza zawsze lokalizowana jest w jednym miejscu od 20 lat – a że miasto o dziwo nie szczędzi grosza – na festiwal przyjeżdżają naprawdę znamienici goście, (o czym wspominałem na początku października zeszłego roku w notce konwentowej). W 2008 roku WSK mnie porządnie zaskoczyło – nastąpił powrót w okolice al. Niepodległości, do Centrum Łowicka przy ulicy Łowickiej 21. Schludny ten budyneczek domu kultury, zrobiony w iście nowoczesny sposób zaskoczył chyba wielu, a okolica po raz pierwszy miła dla oka, bo cicha i spokojna – ukryta poza ruchliwą ulicą. Poziom imprezy był wysoki – a atmosfera nadspodziewanie miła. Ukontentowany wracałem do domu – licząc na wzrost poziomu kolejnych odsłon festiwalu, oraz nakładów na jego organizację w następnych latach. Jednak wieści o tegorocznym wydaniu zamroziły mi krew w żyłach. Oto organizatorzy przenieśli całość do centrum miasta – płacąc za doborową lokalizację w klubie Palladium – zamiast zapraszać gości. Wobec więc braku kogokolwiek – poza wciąż promującymi się wydawcami z polskiego rynku (którzy są obecni do bólu zawsze i wszędzie), oraz kilkoma niszowymi twórcami ściągniętymi z zachodu – wydanie dziewiąte prezentuje się mizernie. O czym świadczy choćby darmowy wstęp na imprezę… No nic, zobaczymy jak to się wszystko potoczy. Jutro, to jest 14go marca 2009 – nawiedzam Warszawę by cieszyć się pierwszym dorocznym świętem komiksowym. – Nawet jeśli będę nie mile zaskoczony – zamierzam świętować – albowiem jak już wszyscy moi stali czytelnicy wiedzą – święto marcowe i październikowe – ma dla mnie wymiar rytualny, i są one ważniejsze od jakichkolwiek innych świąt wymyślonych przez wierzenia, religie, zabobony czy państwa tego świata…

wsk 9,9 
środa, 11 marca 2009
Depeche Mode - Sounds of the Universe (2009)
Wrong
Życie jest dziwką – z tego co daje, dwa razy tyle odbiera. Czyli jesteśmy ciągle na debecie. A zadłużenie rośnie. Już się wszystko ostatnio dobrze układało, było nawet nudnawo. Zdawałoby się, że robi się naprawdę dobrze, uspokoiło się wszystko, miałem w końcu te parę tygodni doborowego opieprzania się. Potrzebowałem tego. Umocniła się pewna doza wzajemnej akceptacji i pewne formy komórkowej miłości, która potrafi się rodzić tylko w oparciu o zrozumienie i wzajemny szacunek. Pojawiło się nawet krępujące mnie dobrotliwe zainteresowanie moim prywatnym życiem, ze strony – najbliższej mi, najukochańszej. Aż tu nagle od wczoraj – przestały działać jej leki, mordercze ciśnienie przy diabelskich wahaniach pogodowych zaczęło wzrastać, przekraczając barierę 200/100. Farmakologia zapisana w lutym w szpitalu odmówiła posłuszeństwa. Wtedy była za krótko w szpitalu – potraktowana po macoszemu przez lekarkę w różowych pończoszkach. Bez nocy, w którą ją przywieźli i dnia, w który ją odbierałem, tylko dwie pełne doby była pod obserwacją – to za mało, wypuszczona z dużym ciśnieniem, jak bumerang wróciła dziś o 20 do szpitala. Lekarz rodzinny okazał się być niewyszkoloną pindą, nie potrafił zmienić leków i wypisał skierowanie do szpitala, żeby sobie tam o własnych siłach jutro poszła (jakoś to przecież będzie – a najwyżej pani sobie umrze), nie poszła – pojechała nocnym pogotowiem – w pogodnym nastroju…

Ja zostałem sam, ale nie samotny. Zostałem z bagażem – tylko po raz pierwszy nie jest to bagaż lęku, tylko bagaż gniewu. – Gniewu skierowanego wobec nieudolnych ludzi – którzy przypadkowo siedzą na pewnych krzesłach… Teraz sam będę musiał stawić czoło walce z ojcem – który będzie mnie nawiedzał każdego dnia – który jeszcze nigdy nie odwiedził matki w szpitalu, kiedykolwiek by ona przez ostatnie dwa lata, tam nie trafiała. – Tylko ja, dla którego jest ona matką bis – bo w rzeczy samej stała mi się taką matką - z własnej woli i potrzeb – tylko ja teraz zostałem na polu jako syn. Bo emocjonalnie mam tylko ją – matkę i nikogo więcej…
wtorek, 10 marca 2009

Znów zaczął padać okrutny śnieg! To jest naprawdę przytłaczające. Po tylu pięknych acz zimnych niestety dniach – zrobiło się paskudnie – cholerna zamieć! Dlaczego tak musi być, dlaczego nie może już być do jasnej K-Y, ciepła i pachnąca wiosna? Teraz pada obrzydliwy śnieg! Masz sobie iść – a kysz zimo – i nigdy nie wracać! No ale ze względu na podłość natury, postanowiłem sobie poprawić humor i poczytać o samym sobie, między gwiazdami i magią astrologii! I powiem wam – kurcze, to wszystko jest prawda, sama święta prawda – od razu się robi lepiej człowiekowi na sercu! A co czytałem zaraz wam skrupulatnie przytoczę! Tak – tak to JA – wszystko się zgadza w stu procentach!  

SKORPION

Wokół Skorpiona narosło wiele legend i plotek. Jest to najbardziej kontrowersyjny znak zodiaku, pełen tajemniczości, mistycyzmu, zmiennych emocji, pasji, pomysłowości i wyobraźni. Jest to silna osobowość. We wszystko co robi bardzo się angażuje, jest ambitny, dąży do zajęcia eksponowanego stanowiska. W swoim działaniu kieruje się chęcią posiadania jak i względami ambicjonalnymi. Drobiazgowy ,prawie nic nie ujdzie jego uwadze. Bardzo skomplikowany emocjonalnie, ma trudności w okazywaniu uczuć. Wrażliwy z rozwiniętą intuicją, poczuciem humoru, jest dobrym kompanem i oddanym przyjacielem. Ma bardzo duży temperament i seksualność. Bardzo często na partnerów życiowych wybiera też Skorpiony. Pewnie dlatego, aby osoba z tego samego znaku rozumiała zawiłości jego charakteru, szukając w ten sposób bratniej duszy, zrozumienia i akceptacji. Poza tym osoby płci przeciwnej z tego samego znaku w jakiś dziwny magnetyczny sposób, przyciągają się do siebie. Jest bardzo szlachetny, przenikliwy, pomocny ,o hipnotycznym spojrzeniu. Jego mottem jest transformacja, mistrzostwo , mistycyzm.

Skorpion jest jednym z najbardziej kontrowersyjnych znaków zodiaku, a to z powodu "złej sławy". Wiele osób czuje przed nim respekt i bojaźń, woląc zejść mu z drogi. Często przypisuje się mu podstęp i pokrętne działanie na drodze do osiągnięcia celu. Jest zawistny, zazdrosny, chciwy. Do wszystkiego podchodzi bardzo emocjonalnie, szybko się irytuje, długo pamiętając urazy i zniewagi. Jeśli spotka się z krytyką, odrzuca maskę i pokazuje prawdziwe oblicze pełne skrajnych uczuć; od miłości do nienawiści. Jeśli czuje się zagrożony zniszczy wszystko i wszystkich na swojej drodze. Nie lubi sprzeciwu, apodyktyczny, często fanatyczny w swych dążeniach i poglądach. Jest krytyczny, sarkastyczny, uważa że wszystko wykona najlepiej sam. W swoich działaniach nie liczy się z konsekwencjami. Dla swoich bliskich jest zbyt wymagający i chłodny w okazywaniu uczuć. Jego życie jest pełne dramatycznych zawirowań i zmian, jakby przeżywał je etapami. Ma wybujały temperament i skłonność do romansów. Bez pasji w swoim życiu może czuć się bardzo nieszczęśliwy, zatruwając życie swoim bliskim, obwiniając ich o wszystko. W wyniku niepowodzeń życiowych ma tendencję do samo wyniszczania się.

Jeżeli Skorpion jest czymś zainteresowany, będzie walczył do ostatniego tchu, do ostatniej szansy. On pesymista i czarno widz, będzie w takich wypadkach pełen młodzieńczej werwy i optymizmu.

Życie seksualne jest dla Skorpiona bardzo ważne. W miłości jest on niezmordowany i niewyczerpany często do późnego wieku.

Czego przedstawicielom różnych znaków brak nieraz do pełni życia erotycznego, zebrała przyroda razem i obdarzyła tym osoby ze Skorpiona. Sprawy seksualno-erotyczne są u nich ważnym zakulisowym motywem różnych poczynań. Ich niewyczerpany seksualizm, skierowany na inne tory, daje im energię i wytrwałość nawet do najcięższej pracy. Większość Skorpionów to potencjalni tytani pracy. Zależy to od tego, czy Skorpion potrafi się wyrzec chociaż w części swych przyziemnych przyjemności. A o to znów nie tak trudno, jeśli ma możliwość pracy w dziedzinie szczególnie go pociągającej. Ciekawe, iż ekscesy seksualne, które innych ludzi zaprowadziłyby niechybnie do szpitala, na Skorpionie nie pozostaw żadnego śladu. Jego akumulator życiowy niebawem jest znowu naładowany, jakby nic nie zaszło, jakby od lat żył wstrzemięźliwie.
 

 
1 , 2