o mnie i o ludziach obok... o ludziach i o mnie...
Archiwum
O autorze
środa, 31 grudnia 2014

I znów koniec. Tak to bywa, że kończy się wszystko, i zarazem zaczyna coś nowego. Nie robię żadnych postanowień noworocznych, wszystko wyjdzie w praniu. Nie różnię się od innych ludzi, mam swoje bolączki i potrzeby zmian. Chciałbym być zdolny do odważnych i zarazem przemyślanych decyzji w roku 2015, wam też tego życzę! 

Podsumowania są już za mną, teraz pozostaje tylko przyszłość...

To będzie bardzo pracowity rok, nie tylko dla mnie hi hi hi!


16:38, koffiejames , koffie mix
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 30 grudnia 2014

Jak nieoficjalnie dowiedział się jeden z polskich rockowych serwisów, Budka Suflera po 40 latach działalności i wydaniu 15 studyjnych albumów, ma w roku 2014 zakończyć karierę. A finał, lub kulminacyjny punkt trasy koncertowej, ma nastąpić na tegorocznym Przystanku Łudstok. Czy będzie nowy album grupy, pożegnalny i na otarcie łez rzeszy słuchaczy (boshe uchowaj oby nie!), tego nie wiadomo.

KJ 21.01.2014

I oto się stało BS zawiesiła gitary. Nie ceniłem nigdy jakoś tej nudnawej i grającej pod publikę - zwykle kompilację miksów zachodniej muzyki pop-rock - kapeli. Ale trzeba przyznać, że panom Lipko i Cugowskiemu udało się osiągnąć coś niebywałego. Obok Perfectu i Lady Punk zbudowali markę, którą zdarzało się rozpoznawać poza granicami Przywiślańskiego Kraju, może nie jakoś bardzo daleko - ale zawsze. Amerykę zdobyli przecież na Jackowie.

BS w czasach komuny i w latach 90-tych, próbowała równać do światowych trendów - muzyki w gatunku której, się obracała. No i oczywiście zostawia po sobie masę mejnstrimowych hitów. Niestety dziś już trudno jest słuchać albumów Budki z lat 70-tych, napuszone teksty, które zawsze miały pretensje do miana prawie-że poezji śpiewanej w połączeniu z muzykę trącą myszką. Ojciec Budki na przełomie lat 70/80-tych dokonał odświeżenia kapeli - promują innych wokalistów i wokalistki jak: Romuald Czystaw, Felicjan Andrzejczak, Urszula czy Izabela Trojanowska - jako alternatywę dla pretensjonalnego wczesnego Cugowskiego. Do współpracy zaprosił Lipko też Alibabki, Annę Jantar oraz najlepszego polskiego gitarzystę Jana Borysewicza.

W szczytowych latach 90-tych, nic już nie zostało z eksperymentów i poszukiwania nowej drogi, może poza bardziej drapieżnym graniem. Pierwsza dekada (tzw. lata zerowe) XXI wieku, przyniosły Budce muzykę cokolwiek barową, kojarzącą mi się z karaoke w nadmorskiej smażalni ryb, z zawodzącymi pijaczkami: o wszystkich świętych balujących w niebie. Doskonale ukształtowany wokal Cugowskiego - został w ostatnich latach mocno zmarnowany. No i zaangażowanie się wokalisty Budki w 2005 w politykę z ramienia PiS, było szczytem żenady.

Dla mnie przygoda z Suflerami rozpoczęła się w roku 1997, w którym zespół wydał najlepszą w dorobku płytę - Nic nie boli tak jak życie, która po mimo upływu lat, zadziwiająco ciągle się broni. Świadczy to o przebłysku geniuszu grupy w sile wieku i o tym że, po mimo moich różnych zarzutów - ci faceci mieli talent. Fascynacja Suflerami mi dość szybko minęła przed upływem dwunastu miesięcy od jej wybuchu. 

Zatem skończyli. Dobry wybór!       

piątek, 26 grudnia 2014

To już ten czas. Było, jest i się już skończyło… Czasem mnie to przeraża, jak w mgnieniu oka upływa to wszystko, a w pamięci pozostają tylko te dobre chwile, uśmiech i oczy, które zawsze widzę, zwłaszcza, kiedy myślę o ludziach, których przytrafiło mi się kochać. W zeszłym roku pisałem o spokoju, ale gdzieś pod tą lukrową pokrywą skrywa się nuta strachu, odrobina niepokoju, że wszystko jest policzalne i że już się odmierza…

Rok 2014 dobiega końca, przeszliśmy go z I’ i naszymi najbliższymi razem. Znów razem i to jest najcenniejsze. To był kolejny dobry rok w moim życiu. Politycznie - mimo wyborów i całej tej durnej szopy - dla mnie dość jałowy. Moja niechęć do PO osiągnęła szczyt, trudno mi będzie głosować na tą partię w nadchodzącym roku. Niech wygra PiS – niech zapanuje chaos – dość mam już politycznych oszustów zwłaszcza Obywatelskich.

W sprawach osobistych mijający rok był znakomity. W naszej diadzie z I’ był chyba najlepszy jak nam się przytrafił od samego początku. W minionym roku – my odludki, snoby i chamy – zadbaliśmy o nasze poletko międzyludzkich znajomości i w tym roku znów zebraliśmy obfite plony. Aż by się chciało zapytać, co ci ludzie w nas widzą? Do tego stopnia mieliśmy napięty grafik, że kilku osobom odmówiliśmy spotkań z braku czasu, i mam nadzieję, że się nie obraziły? W przyszłym roku kochani, postaramy się bardziej.

Ach imprezowaliśmy tego roku, sylwester i urodziny I’ w crosdressowym stylu, powróciłem jako diwa, i wierna żona arabskiego pana w zakupionej na ibeju afgańskiej burce. Poza imprezami hucznymi, bawiliśmy się również na imprezach fudingowych: kuchnia włoska, kuchnia amerykańska i dwa miksy kulinarne, a na nowy rok czeka nas sushi. Podróżowaliśmy na powrót do Berlina z cudownymi chłopakami (K’&P’) na Christopher Street Day, do Pragi, która nas urzekła i pokazała jak w słowiańskim kraju może kwitnąć wolność – poznaliśmy zaskakujących i miłych Czechów. Wreszcie krajowe wojaże, a w nich te najbardziej emocjonalne: do wioski Babci I’, gdzie poznała (bardzo szczęśliwa z tego powodu) mnie i do ZD, gdzie w czerwcu spotkaliśmy po raz ostatni, wspaniałą mamę Żony Natalii Oreiro, którą pożegnaliśmy w sierpniu.

Zawodowo to rok z małym przełomem. Rok, w którym wydawało mi się, że nic mnie nie zaskoczy, a jednak zaskoczyło mnie coś… W sierpniu właściciel prywatnej firmy, w której pracowałem stwierdził, że – z powodów finansowych kończy działalność. Tąpnęła mną ta wiadomość. Spodziewałem się od początku, że firma, w której pracuje może w każdej chwili zbankrutować, ale człowiek zawsze myśli, że skoro coś działa wbrew wszelkim regułom tyle lat to jest niezniszczalne, niezatapialne – ale stało się inaczej, nagle. Zawsze w takich chwilach pojawia się niepewność, stan lęku – przecież prawie trzy lata tam pracowałem, wakacje już opłacone i co - nagle koniec? Dlaczego teraz? Niepewność nie trwała długo – pracownicy starej firmy zostali przejęci przez instytucję. W ten sposób szczęśliwym trafem od października jestem budżetowcem (z całym tym piekłem urzędowych irracjonalnych przepisów i kodem spychologii i braku odpowiedzialności) na okresie próbnym, który mija właśnie. Co dalej?

No właśnie, co dalej, kto to wie? Dalej jest rok 2015. Rok, którego się kurewsko boję, bo za dziesięć miesięcy pożegnam się z dwójką z przodu i już czuję bat starości i rozkładu na tyłku. Nie wiem jak sobie z tym psychicznie poradzę. Mąż mnie pyta, co chciałbym dostać na te cholerne urodziny. A ja już wszystko mam, sprzęty i książki, jedzenie i dobre wina, zabawki i cudownego faceta, wreszcie oddanych przyjaciół w różnych środowiskach i już spełniam dzięki nim moje marzenia. Co prawda nie wygrałem dziesięciu milionów, ani nie zostałem wielkim piosenkarzem, tym bardziej pisarzem, poetą, celebrytą… Nie zarabiam też pięciu tysięcy miesięcznie, ani nawet trzech… Ale na co mi to wszystko? Czy to jest istotne? Chcę mieć tylko to co mam: moje szczęście, co noc i co dzień, i kiedy pada i kiedy świeci słońce, nawet, kiedy są mniej szczęśliwe awantury i ciche dni… No dobra nie pięć kafli, ale tak ze trzy i pół i dobra jest…

 

PS.

A Mikołajowi tego roku odwaliło zupełnie, jeszcze zeszłogwiazdkowych prezentów nie przerobiliśmy z I’ a dostaliśmy na kolejne dwa lata.

No i zwierzaki (omal zapomniałem) - one dopełniają naszą codzienność!     

 

środa, 24 grudnia 2014

Drodzy czytelnicy. Ci wierni i wy co odeszliście lata temu i nawet już nie pamiętacie mnie blogera, ani mnie wcale jako człowieka. 

Wam wszystkim - wszystkiego najlepszego, najcudniejszych, udanych świat i tłustego karpia bez ości. A mięsa bez kości. Bigosu ciężkiego i słodkich ciast. Rodziny lub wcale - do wyboru jak wam potrzeba i dużo pogody ducha i za oknem. I cobyście się nie przeżarli, żeby po was pogotowia nie wołali i obyście się nie pochlali, że na pasterce na kilometr przed kościołem będzie walić spirytem.

Wam kochani i nawet tym co ich nie lubię - wszystkim, niech Saturn z Mitrą i nawet inne bogi, szczęścia przyniosą! A i o mnie też niech nie zapominają! Amen.

 

Jingle bell, jingle bell, jingle bell rock

Jingle bells swing and jingle bells ring

Snowin' and blowin' up bushels of fun

Now the jingle hop has begun

 

Jingle bell, jingle bell, jingle bell rock

Jingle bells chime in jingle bell time

Dancin' and prancin' in Jingle Bell Square

In the frosty air

 

What a bright time, it's the right time

To rock the night away

Jingle bell time is a swell time

To go glidin' in a one-horse sleigh

 

Giddy-up jingle horse, pick up your feet

Jingle around the clock

Mix and a-mingle in the jinglin' feet

That's the jingle bell rock

 

Jingle bell, jingle bell, jingle bell rock

Jingle bells chime in jingle bell time

Dancin' and prancin' in Jingle Bell Square

In the frosty air

 

What a bright time, it's the right time

To rock the night away

Jingle bell time is a swell time

To go glidin' in a one-horse sleigh

 

Giddy-up jingle horse, pick up your feet

Jingle around the clock

Mix and a-mingle in the jinglin' feet

That's the jingle bell

That's the jingle bell

That's the jingle bell rock

 

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Wielcy odchodzą. Dziś kolejny. Dobrych snów Joe! 

niedziela, 21 grudnia 2014

Z okazji kolejnego dnia Rush, porozmawiajmy o witalności, zwłaszcza w obliczu zakończenia działalności dinozaurów i prawie równolatków kanadyjskiego tria - Budki Suflera. No właśnie - wszystko zależy od zdrowego trybu życia... 

1984

 

2011

 

 

sobota, 20 grudnia 2014

Święta moi drodzy, karpie rzucili! 

No tak proszę państwa na barykadach walka trwa, nieustannie...

piątek, 19 grudnia 2014

Po wczorajszych zajściach na Wiejskiej (na wsi), postanowiłem sobie poczytać stenogramy sejmowe przytaczane przez media, oraz komentarze czytelników takich portali jak fronda, gazeta polska itd., odnoszące się do wyboru Roberta Biedronia na prezydenta Słupska. Konkluzja jest jedna, mianowicie poziom chamstwa przeciętnego Polaka jest analogiczny do poziomu jego wybrańców parlamentarnych. To smutne, że chlew nizin wyniesiono na wyżyny.

Z tą różnicą, że anonimowa wulgarność przychodzi nam łatwo, a publiczną trzeba umiejętnie podsycić. Na przykład wołając do prezesa „ty kurduplu, schodź stamtąd”. Ale kiedy już przejdzie się tą cienką granicę usłyszeć można „zamknij ryj/ ty chamie/ stul pysk” od posłanki Pawłowicz.

Internauci za to pastwią się nad mieszkańcami Słupska, odżegnując ich od czci i wiary, bo na pomorzu mieszkają przecież bezbożnicy, głupcy, dupodaje, wyznawcy belzebuba, stare komuchy (w czasach PRL słynna szkoła milicyjna), których – jak piszą internauci – trzeba eliminować – raczej siłą, bo kościelne kazania same w czyn się nie wprowadzą. Jad sączą też obrońcy Biedronia, życzący drugiej stronie szybkiego transferu do grobu. Anonimowe cytaty są zbyt wulgarne, dlatego nie będę ich tu zamieszczał – bo nawoływania do nienawiści propagował nie będę.

Ale co z tą Polską? Czuję jakiś wstręt. Od lat czuję wstręt – kiedy patrzę zarówno na polityków entej kadencji, jaki komentujących ich pracę żałosnych frustratów.

A wybór Biedronia? Co to zmienia? Za 4 lata pewnie będzie już bezpartyjnym prezydentem. A wiemy jak kończą się losy posłów czy działaczy bez partyjnego postronka - na dnie zapomnienia. Ale zanim to się stanie, z pewnością prawica wyciągnie na wierzch wszystkie jego brudy, i o ile jest pewnie czysty jak łza jeśli idzie o sprawy kryminalne, tak jego życie prywatne może być poligonem – ciężkich pomówień i ataków. Może to przetrwa, może gady się nie odważą? 

wtorek, 16 grudnia 2014

W tym roku z przyczyn zawodowych zawirowań, nie miałem czasu na publikowanie prac z 4 edycji - miejskiej gelerii murali. Postaram się to nadrobić w nowym roku - bo prace AD. 2014 okazały się bardzo udane i do tego wzbogacone o nową technikę strit artu. Ale o tym po nowym roku. Tymczasem, aby odrobinę zadość uczynić moim wiernym czytelnikom, mam coś specjalnego. Ha! Sam nie wiem co to jest, mural oczywiście, ale czyj??? Zresztą praca jest bardzo dobrze ukryta w podwórku i osoby niewtajemniczone, raczej nie mają szansy jej znaleźć.

A było to tak. Latem na święcie Miasta, chodziliśmy z I' po różnych zbyrach. A to po budowanym podziemnym dworcu, a to po jakichś tam bunkrach, elektrociepłowniach i starych zajezdniach tramwajowych. W końcu będąc przy jednej z atrakcji - zapragnąłem zobaczyć gazowe lampy - które ustawiła sobie na dziedzińcu miejska gazownia - po odrestaurowaniu XIX-sto wiecznych zabudowań. Po obejrzeniu tej ciekawostki - znaleźliśmy się z mężem w zapomnianej części centrum, dość daleko poza szlakiem głównych ulic. A I' zaproponował, że pokaże mi kamienicę i podwórko, gdzie miał jedną z ofert kupna mieszkania, kiedy kilka lat temu jego matka oświadczyła mu: synu musisz mieć swoje mieszkanie i opuścić już moje. I tak oto na dziwnym podwórku, do którego wiodła zupełnie nie zwiastująca niczego ciekawego kamienica, odkryliśmy to!

mgm4 mgm4 mgm4   

 
1 , 2