o mnie i o ludziach obok... o ludziach i o mnie...
Archiwum
O autorze
wtorek, 31 grudnia 2013

I oto nastał ten dzień ostatni. Czasem żal, że po 31. grudnia nie może nastać 32. I co by było jakbyśmy żyli na marsie, a nie na ziemi, gdzie okres roku jest dłuższy może udałoby się nam żyć dłużej?

To, co złe i dobre z okresu ostatnich 365 dni za nami, co przed nami? Kto to wie?

Zamiast zawracać sobie głowę niepewnym jutrem, wolę wspomnieć to, co było sympatyczne i bliskie memu sercu w roku 2013. Muzycznie, dla mnie to był niewątpliwie rok Davida Bowie stąd ten cudowny początek, ale zagrało też mi w sercu Depeche Mode. Dlatego i wam moi czytelnicy, życzę abyście poczuli się przez chwilę jak w niebie z odrobiną muzyki DM.

Najlepszego w nowym 2014 roku.

13:35, koffiejames , koffie mix
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 30 grudnia 2013

W ostatnich dniach roku pańskiego 2013, towarzyszy mi pewien album Davida Bowie, krążek który mnie przekonał jako ostatni z ogromnej dyskografii Brytyjczyka. Mam na myśli spłodzony w 1979 roku Lodger.

Nie kupowałem tego wydawnictwa i już, coś mnie w nim ciągle drażniło, aż wreszcie za którymś razem - w czasie dla mnie dość nerwowym - trafiło. Postanowiłem też zobaczyć jakie klipy popełnił David do tej płyty (klipy Bowiego są dla mnie wciąż tematem nieodkrytym w dużym stopniu) i są naprawdę spoko. Zwłaszcza ten z rzucającym się na młodego Bowiego facetem :) 

niedziela, 29 grudnia 2013

Ku pamięci wielkiego kompozytora [*]

sobota, 28 grudnia 2013

Pytanie za 100 punktów w którym miejscu pojawia się w tym kawałku David Bowie?


czwartek, 26 grudnia 2013

Znów się zapętliło. Czas ucieka, a my stajemy w obliczu kolejnych punktów granicznych. Rok 2013 nieubłaganie dobiega końca. Z roku na rok zaczynam czuć coraz większy spokój, godzę się z tym, czego nie można zmienić. Zwykle pod koniec mijających lat spoglądałem z okna na niebo i zawsze rysował się na nim jakiś niepokój, a dziś jest tylko dywan chmur, zupełnie gładki, pełen głębokiego spokoju.

Kończy się kolejny dobry rok w moim życiu. Zaczynam się bać, że jest mi za dobrze. To typowo polskie zmartwienie, więc staram się z niego leczyć. Myślałem, że poprzedni rok był już nie do powtórzenia, ale ten jest lepszy. Nie wydarzyło się tak dużo różnych wydarzeń w kraju, które wpływały na moje życie, jak narodziny faszystowskiego ruchu czy jak euro 2012. To żadna strata. W tym roku nawet marsz niepodległości mną tak nie wstrząsnął, jak w zeszłym. Wszystko stało się bardziej pospolite, polityka nawet nudnawa, a mój krytycyzm względem rządów PO wzrósł znacząco, zwłaszcza po światopoglądowej szopce noworocznej ze stycznia. Politycznie to miał być taki właśnie buforowy czas, dopiero rok 2014 będzie areną małpich cyrków, trochę się tego boję. Polityka dla obecnego u władzy establishmentu, nie jest celem do zmiany sytuacji w kraju, tylko środkiem i sposobem na życie. Oczywiście była zima i wiosna równości, ale w samym środowisku LGBT zapał z początku roku 2013 już w czasie wakacji uleciał, a jesienią nie pozostał nawet ślad, że się cokolwiek działo. Prawdziwych cyrkowych pokazów dokonała posłanka Pawłowicz. Ale to też już chyba nie bawi? Żal, że nasza sprawa umarła tak szybko. Geje i lesbijki stali się polityczną pałą na niewłaściwych członków PO. To było słabe w mijających miesiącach, ale oby otworzyło oczy ludziom na to, kim jest Donald Tusk.

Dla mnie rok 2013 był znakomity pod kątem osobistym, było to dwanaście miesięcy pragmatycznego realizowania wyznaczonych celów. Trzynasty był rokiem dobrej zabawy i uczciwej pracy. Spełniliśmy z I’ swoje wszystkie marzenia (oczywiście te bardziej przyziemne, te możliwe do realizacji). Bawiliśmy się znakomicie, nawet na stypie ojca Żony Natalii Oreiro. To było dziwne i niesamowite doświadczenie. Nie byłem nigdy na takiej stypie, wódki i pieśni nam nie zabrakło. To było naprawdę piękne i wierzę, że zmarłemu by się naprawdę podobało. Jak mawiała moja świętej pamięci ciotka: trzeba żyć.

Ruszyliśmy z I’ tyłki. Wyszliśmy troszkę do ludzi, naprawdę staraliśmy się po równo doglądać nasze znajomości, te stare, jak i te nowe, a przy okazji staraliśmy się wyciskać z braku czasu na wszystko – odrobinę oddechu i ciszy dla nas. Nasze zwierzaki mają się znakomicie, suczyca po raz pierwszy od momentu swoich narodzin jakieś 10 lat temu, zaczęła nabierać wagi i jej postura kudlo-charta zaczęła zanikać. Wreszcie sami się za siebie zabraliśmy – raz grubej kozie śmierć – wykupiliśmy karnety na siłkę. Nie będę się wypowiadał przy świętach o efektach tego siłowania się z rzeczywistością, ale satysfakcja jest tak czy siak.  Wreszcie rok 2013, to jak to określam rok sodomy w naszym życiu – mam na myśli szampańskie przebierane imprezy, których kilka udało nam się zorganizować. Odbywały się stosunkowo rzadko, ale jak już to zapadały uczestnikom w pamięć i to nie z powodu niebagatelnych ilości spożytego alkoholu. Ba, na takich imprezach trzeba być raczej ostrożnym w piciu, zwłaszcza jak ma się na sobie strój Teletubisia, Kardynała lub kiedy się biega w kiecce i szpilkach między dwudziestoma innymi przebierańcami. Tak też pewnie pożegnamy ten rok, na obcasach…  

A czego mi żal… Że nie mam czasu czytać tyle ile bym chciał…     

 

wtorek, 24 grudnia 2013

Niech Mitra będzie z nami w ten porodowy czas. Niech grzeje nas przez wiele lat słoneczko, pod czułym okiem Saturna. Niech iglaste drzewko płodności rodzi nam soczyste jabłka - przez cały kolejny rok. Amen.

mitraski

 

Driving home for Christmas

Oh, I can't wait to see those faces

I'm driving home for Christmas, yea

Well I'm moving down that line

And it's been so long

But I will be there

I sing this song

To pass the time away

Driving in my car

Driving home for Christmas

 

It's gonna take some time

But I'll get there

Top to toe in tail-lights

Oh, I got red lights on the run

But soon there'll be a freeway

Get my feet on holy ground

 

So I sing for you

Though you can't hear me

When I get through

And feel you near me

I am driving home for Christmas

Driving home for Christmas

With a thousand memories

 

I take look at the driver next to me

He's just the same

Just the same

 

Top to toe in tail-lights

Oh, I got red lights on the run

I'm driving home for Christmas, yea

Get my feet on holy ground

So I sing for you

Though you can't hear me

When I get trough

And feel you near me

Driving in my car

Driving home for Christmas

Driving home for Christmas

With a thousand memories

 

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Co za pracowity dzień, gotowanie i gotowanie. Czasem udając, że się coś naprawdę robi, a czasem robiąc coś naprawdę. Dla człowieka, który ma z kuchnią niewiele wspólnego, dzień w kuchni bywa relaksującą odskocznią. Znów mnie coś zaskakuje - inna niż rutynowa praca zawodowa, może relaksować i dawać smaczną satysfakcję. Fajnie jak piec pracuje cały dzień i czuć zapachy pasztetu, mięsiwa pieczonego, ciasta, parzonego maku, szatkowanych warzyw itd. Zwłaszcza kiedy można to robić rodzinnie. Tak rzadko jest w tych czasach, dość czasu, na taki dzień jak dziś. 

23:58, koffiejames
Link Dodaj komentarz »
sobota, 21 grudnia 2013

Nie wypada nie napisać, zwłaszcza w Międzynarodowym Dniu Rush, jakim okrzyknęły datę dwudziestego pierwszego grudnia fanowskie strony zespołu, skupione w międzynarodowych społecznościowych mediach. Okazji do świętowania jest oczywiście więcej, oto pod koniec 39. roku, po powstaniu grupy, ukazuje się właśnie materiał DVD, zarejestrowany podczas ostatniej trasy Clockwork Angels Tour, która była składową czteroletniego maratonu koncertowego Rush. Zapoczątkowany w 2010 roku, wydaniem znakomitego dokumentu Beyond The Lighted Stage oraz dwóch kompozycji zapowiadających album Clockwork Angels.

I być może nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że ci trzej faceci mają już po 60 lat, od blisko czterdziestu grają razem i dalej dla rzeszy swoich fanów mają coś do powiedzenia, nie tylko muzycznie, i nie tylko dla fanów...

Stąd dziś okazja do małego koncertu. Coś z najnowszego, oraz wydanego 31 lat temu, kultowego już albumu Signals.

Bosh oni mają po 60 lat!!!

 

You promise every treasure, to the foolish and the wise

Goddesses of mystery, spirits in disguise

Every pleasure, we bow and close our eyes

Clockwork angels, promise every prize

 

 

 

Subdivisions -

In the high school halls

In the shopping malls

Conform or be cast out

Subdivisions -

In the basement bars

In the backs of cars

Be cool or be cast out

Any escape might help to smooth

The unattractive truth

But the suburbs have no charms to soothe

The restless dreams of youth

 

 

 

You move me -

You move me -

With your buildings and your eyes

Autumn woods and winter skies

You move me -

You move me -

Open sea and city lights

Busy streets and dizzy heights

You call me -

You call me -

 

 

 

All I know is that sometimes you have to be wary

Of a miracle too good to be true

All I know is that sometimes the truth is contrary

Everything in life you thought you knew

All I know is that sometimes you have to be wary

'Cause sometimes the target is you

 

piątek, 20 grudnia 2013

Końcówka tego roku w porównaniu z poprzednim to luz-blus, i tak powinienem się czuć. Nie mam przecież takich stresów ani napięć jak w roku minionym, wszystko jest przewidywalne, nawet najgorsze nie może być gorsze od tego co było. A jednak tak nie jest. To w tym roku niedosypiam, nie mam morderczo czasu, aby spotykać się ze znajomymi – chociaż z niektórymi umawiamy się już od czerwca. To w tym roku wyczekuję wolnych dni jak krab przypływu. To w tym roku za mało mam dni, aby odreagować to wszystko, co się we mnie zbiera. Dlatego odreagowuję tam gdzie nie powinienem tego robić, przy ludziach przy, których powinienem zachować zupełne opanowanie.

A z drugiej strony to głupio się tak nad sobą użalać. Inni mają gorzej. Ktoś zawsze ma gorzej. Tylko czy powinno to nas obchodzić? Czy powinniśmy żyć życiem cudzym? Czy wolno nam nim żyć? Nie. Co najwyżej, możemy zdobyć się na egoistyczną pobudkę empatii, ale i to dopiero po oporządzeniu własnego chlewku. Nikt za nas nie umie i nie może żyć – dlatego nasze problemy są najważniejsze – niezależnie od tego czy boli nas ząb, czy swędzi krosta na tyłku. Nasze nie istotne problemy w epoce postmodernistycznego rozpadu klasowych wartości, są równoznaczne z największymi dramatami ludzkiego żywota. 

 
1 , 2