o mnie i o ludziach obok... o ludziach i o mnie...
Archiwum
O autorze
poniedziałek, 31 grudnia 2012

Dobrego roku czytelnicy.

Ten był znakomity i aż żal, aż żal - że to już koniec. Zatem przypomnijmy sobie to co zostanie w naszej pamięci już na zawsze - największy hit roku 2012. A to polska właśnie...

Było przaśnie.

Błogosławionej trzynastki ;P 

שלום

16:56, koffiejames , koffie mix
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 30 grudnia 2012

Kończy się bardzo dobry rok. Nadzwyczajnie udany. Oczywiście można mieć zawsze znacznie, znacznie więcej i znacznie, znacznie lepiej, ale może być też gorzej, o wiele gorzej! Mijający 2012, to rok niebywałych sukcesów i zrównoważonego samorozwoju w moim życiu. Podobnie zresztą u I'. Poza tym wyszło kilka rodzinnych szydeł z worka. Na przykład lesbijsko-gejowska odnoga rodziny I'. Co zabawne, było to swoistą tajemnicą poliszynela - wszyscy wiedzieli, nikt nie mówił - aż wreszcie na stypie dalekiej ciotki, kiedy I' spiknął się ze swoją kuzynką i zaprosili się wzajemnie na fejsbóku, ich wspólni znajomi wydali się bardziej znajomi... A wujek syn nieboszczki, blisko 60-letni pan, okazał się być zdeklarowanym pederastą z dwadzieścia lat młodszym partnerem (o zgrozo!). Iście prehistoryczny związek, rodem z wczesnych lat 90-tych. Wujek zaprosił I' do nawiązania rodzinnych relacji, a tymczasem KJ' pomyślał - majątek! Bo jak to powiedziała Najukoszańsza - w zupełnie innej sytuacji życiowej - kiedy sąsiad z góry przez rok "napierdalał (inaczej tego już powiedzieć nie można!!!!) remont" - po co on tak długo ten remont robi, chce żyć wiecznie czy co? No własnie! 

I nikt się nie spodziewał, że KJ & I' włączą się w działania tęczowej flagi. Ale skoro tam jest twoja rodzina u władzy, nawet jeśli to jest dalsza od najdalszej pociotka po kądzieli i diabli wiedzą czym jeszcze - to i tak władza pociąga. Ok, znów sobie troszkę drę łacha z przygód mijającego roku - ale troszkę tak było. Dlatego maszerowaliśmy, choć zwykle postrzegano nas na tle środowiska jako co najmniej sceptyków, małych faszystów i takie tam. A tu bohaterów z barykad zastąpili maruderzy. Takie scenariusze pisze tylko życie. I my wcale nie żałujemy - bo było zajebiście.  

Oczywiście wszystko jest czymś okupione. Sukcesy zawodowe zawsze idą w parze z rozczarowaniem. Zacząłem pracować w środowisku, które było mi zupełnie obce. A przez ten rok nauczyłem się wiele. I to jest kolejna rzecz: nauka. Studia tyle nie uczą co dwa porządne semestry na głębokiej wodzie. Oczywiście co drugi dzień mam ochotę to wszystko rzucić, bo bywa i tak, że nie mam czasu aby posłuchać własnych myśli. Oczywiście żyję w ciągłym stresie także zdarza mi się brać lekkie uspokajacze w tabletkach. Ale przecież dostałem możliwość zdobycia umiejętności na kilku poziomach, nawiązania kontaktów z różnym typem odbiorcy i nadawcy. A przede wszystkim towar, z którym pracuję - pieszczotliwie określam mianem ryb - zarówno one jaki to czym się naprawdę zajmuję jest w Polsce mało popularne. Choć coraz bliżej mi do określenia drewno, w większości na opał, ale są i deseczki dobre na meblościankę. 

A odbiorca detaliczny. Eh w większości to skończony cham, wobec którego ma się ochotę wskazać drzwi i krzyknąć coś w języku nie znającym wstydu. Zresztą jak to mówi moje szefostwo - zwykli szwendacze. A przecież i tak wrócą - nie mam co do tego obaw.

Coś miałem jeszcze napisać - kilka błyskotliwych myśli miałem na myśli, ale sobie poszły i czekają w kolejce na nowego Hobbita czyli Władce Pierścieni 4 (podobno słabowite to nowe filmidło). Ale się ubawiłem, kiedy zdegustowany Miron uciekł na początku 1978 roku z Niemego Kina - Brooksa, nie doczytał po prostu o czym jest film...   

18:15, koffiejames , koffie mix
Link Dodaj komentarz »
sobota, 29 grudnia 2012

Jak to wszystko przerażająco dobiega końca. Wczoraj był styczeń jutro jest styczeń. Nawet się nie nawdychaliśmy wystarczająco spalin codzienności, a jutro już kolejna codzienność i kolejna i kolejna. Bez wytchnienia. Eh! 

środa, 26 grudnia 2012

Jak co roku, o tej porze, wypadałoby napisać jakieś podsumowujące rok orędzie blogowe. Ale nie mam takiego nastroju.

Mikołaj przywlókł pośród dziesiątek prezentów, bo byłem wyjątkowo grzeczny w tym roku, dwa pamiętniki. Białoszewski i Sontag. Ja zawsze czytam pamiętniki od dupy strony, czyli od środka, od końca, bez wstępu, albo tylko po wybranej cyklicznie dacie – jak się autorom napisało – w podobnym czasie to fajnie, a jak w pobliżu to też dobrze. Do swojego bloga wracam podobnie, w grudniu do wpisów z grudniów innych lat, w maju do majów lat zaprzeszłych itd. I strasznie zazdroszczę Białoszewskiemu i Sontag! Potrafili pisać dziennik, a do tego tajny, a do tego genialny – jakiś taki wypośrodkowany o wszystkim. Oboje się samo stwarzali tym pisactwem.

Zawsze, czytając pamiętniki czy zapiski zastanawiam się, a po co ja to wszystko piszę? Poza względami terapeutycznymi? Nigdy nie ma jednej odpowiedzi. Nie potrafię pisać dobrze. Nie potrafię pisać pamiętnika. Mój blog nie jest pamiętnikiem. W pamiętniku opisuje się codzienność i myśli, w pamiętniku ocenia się innych ludzi i ocenia się samego siebie, w pamiętniku wydaje się kategoryczne i nieskrępowane osądy.  

A przecież ja w zasadzie tego nie robię. Nie mam odwagi pisać o codzienności, bo czasami jest zbyt smutna i zbyt banalna, aby pisać o niej. Nie potrafię pisać o ludziach, bo brakuje mi cywilnej odwagi. Musiałbym wtedy napisać, że nie lubię osoby X czy osoby Y. Że irytuje mnie ten, czy tamten. Że podziwiam, kocham, mam ochotę aby znikną/zniknęła ta czy inna osoba wymieniona jawnie z imienia i nazwiska lub skrótu. Eh, czyta mnie zbyt wiele osób, dla których moja tożsamość jest zbyt dobrze znana, aby można było być swobodnym naprawdę. A idiotów, którzy na portalach społecznościach sprzedają swoją prywatność pod własnym nazwiskiem już kompletnie nie rozumiem – zwłaszcza wtedy, kiedy się dziwią, że ktoś się czegoś dowiedział, ktoś coś powiedział, czego mu było nie wolno powiedzieć. Dlatego właśnie fejsbók, jest między innymi mini wylęgarnią terrorystów – bo wtłacza użytkowników w ramy poprawności politycznej, w której nie wolno mówić tego co się do końca myśli, i to w człowieku gdzieś fermentuje. A potem większość pójdzie porąbać drewna na opał, ale jeden kupi broń i wystrzela pół szkoły. Nieważne.

Telewizor robi program podsumowujący rok 2012. Kolejny pamiętnik. Oglądam, jem, oglądam, duszę się ością, oglądam. Kurczę, jak to wszystko przeszło nam koło nosa, jak szybko i ile tego było?

ACTA wzorowa akcja faszystów, którzy ruszyli całą młodzież w haśle „kto nie skacze ten - za ACTA”, - jest pedałem, - jest żydem, - nie jest Polakiem, - ten wypad do Izraela. To jak gra-strzelanka, zmieniasz tylko kaliber albo rodzaj broni białej.

Blokada sejmu przez solidaruchów i słowa Wałęsy „trzeba ich pałować” – tych blokujących. Człowiek czołg, znów ujął mnie swoim prostackim geniuszem – "niechcem ale' muszem".

Afera Amber Gold i mnóstwo ironii w zdaniu Tuska, że jego syn wyprowadzał złoto z Amber do Szwajcarii (czy gdzieśtam) dla swojego pradziadka z Wermachtu.

Znów gwizdy na powązkach podczas apelu poległych dla powstańców warszawy i okrzyki hołoty: raz sierpem raz młotem...! Oj za dużo wolności mają niektórzy w tym kraju, kosztem niewoli drugich ma się rozumieć. Marszałek powiedział zresztą: polska to naród wspaniały tylko ludzie kurwy. Przykro się robi kiedy blisko 100-u letni żołnierz AK musi upominać Tych (to bydło) za wolność Których poświęcił w beznadziejnej walce, dziesiątki kolegów, rodzinę i Warszawę. (Dlatego mamy dziś ten warszawski maszkaron – zobaczcie portret Warszawy 1945/46 u Zofii Chomętowskiej w „Kronikarkach”, dziś Warszawy już nie ma i nadużyciem jest nazywanie tego czegoś nad Wisłą Warszawą). Nawet jeśli ów żołnierz przegrał i nawet jeśli terroryzował mieszkańców swego miasta podówczas, to po tych blisko 70-u latach, znów żyjemy w wolnym kraju, za który wysadził w powietrze stolicę II RP.

Wreszcie narodziny ruchu mającego obalić republikę okrągłego stołu. Bez komentarza, tu muszą iść w ruch tylko policyjne pały.  

I skok marzeń Baumgartnera. To wszystko w tak krótkim roku.

No i my. Ja i I’. Strasznie dobry rok. Strasznie dużo ciepła i miłości, poczucia spełnienia i wzajemności. Kilku nowych wspaniałych ludzi. Kilka prób naprawienia starych błędów – nienaprawione co prawda. Ale procesy w toku. Nic nie dzieje się już. Tylko śmierć jest na zaraz. Kilka ciekawych płyt i moja droga do umiarkowanego ateizmu, choć jestem 91% deistą. To jest rok 12-sty nowego wieku.  

 

poniedziałek, 24 grudnia 2012

 

Who's got a beard that's long and white
Santa's got a beard that's long and white

Who comes around on a special night
Santa comes around on a special night

Special Night, beard that's white

Must be Santa
Must be Santa
Must be Santa, Santa Clause

Who wears boots and a suit of red
Santa wears boots and a suit of red

Who wears a long cap on his head
Santa wears a long cap on his head

Cap on head, suit that's red
Special night, beard that's white

Must be Santa
Must be Santa
Must be Santa, Santa Clause

Who's got a big red cherry nose
Santa's got a big red cherry nose

Who laughs this way HO HO HO
Santa laughs this way HO HO HO

HO HO HO, cherry nose
Cap on head, suit that's red
Special night, beard that's white

Must be Santa
Must be Santa
Must be Santa, Santa Clause

Who very soon will come our way
Santa very soon will come our way

Eight little reindeer pull his sleigh
Santa's little reindeer pull his sleigh

Reindeer sleigh, come our way
HO HO HO, cherry nose
Cap on head, suit that's red
Special night, beard that's white

Must be Santa
Must be Santa
Must be Santa, Santa Clause

Dasher, Dancer, Prancer, Vixen,
Comet, Cupid, Donner and Blitzen

Reindeer sleigh, come our way
HO HO HO, cherry nose
Cap on head, suit that's red
Special night, beard that's white

Must be Santa
Must be Santa

Must be Santa, Santa Clause

niedziela, 23 grudnia 2012

Już zarżnięte karpie broczą resztką krwi. Łby konwulsyjnie kłapią - ap-ap-ap - ale nie złapią już w skrzela odrobiny powietrza. Mikołaj zaprzęga przemarznięte renifery do sań. - W tę noc, zakatuje kolejnych kilka par tych zwierząt. Dzyń-Dzyń idą święta.

W szopkach kościelnych, wciąga się do maleńkich zagród - owce i osły. Będą w przerażeniu musiały znosić natarczywych ludzi, siedząc pośród - sylikonowy figurek bożków, na celowniku oślepiających reflektorów. Dzyń-Dzyń idą święta.

Jak co roku, Saturn zaciera dłonie - plony w marketach są obfite, mimo kryzysu. Postaw się a zastaw, i jakoś to będzie! Niezwyciężone Słońce znów wdziera się na nieboskłon, rozdziera ciemności pory śmierci - niosąc swe wieczne życie. Dzyń-Dzyń idą święta.

A wam drodzy czytelnicy, niezależnie co obchodzicie ani jak spędzacie ten przeklęty i błogosławiony zarazem czas: bez znaczenia czy zarzynacie karpie sami, w zaciszach domów - toporami, czy uwalniacie rybę do pobliskiego ścieku kanalizacyjnego, czy gardzicie komercyjną tradycją, czy hołdujecie Mitrze, Saturnowi, Chrystusowi czy swojemu żarłocznemu żołądkowi...

Wszystkim wam Wesołych Świąt -!!!- Wesoluśkich !!!

A na pasterce pamiętajcie! Czymamy sie wszyscy rófno f pionie - hyp, -hyp! ;p

Dzyń-Dzyń-Dzyń!!! 

19:35, koffiejames , koffie mix
Link Komentarze (2) »
piątek, 21 grudnia 2012

Znów wracam do finałowej sceny z genialnego filmu Kitano Zatoichi. Postmodernizm w pełnej krasie. Cały zresztą film to kulturowe kompendium, i ukłon w kierunku bardzo wielu nurtów sztuk wizualnych i historii, oraz wielkich nazwisk tych zza kamery i tych legendarnych.   

Mój najgorszy koniec świata był na koloniach w 1999 roku. Wszyscy w to naprawdę wierzyli. Do domu było daleko. A umierać na obczyźnie – wielka strata. Na szczęście dziś, opatulę się kocem, wejdę pod stół i już wszystko się może dziać!  

Żegnajcie. Za chwilę nastąpi koniec świata. Chociaż bym chciał, pewnie nie napiszę więcej notek. Wielkie tsunami zaleje świat, wielka kometa obróci go w popiół, wielki wulkan spali glob, a przynajmniej zapanuje wieczna zima. Tak to już jest, że wymyślamy końce światów, końce cykli istnienia. A potem sami się nakręcamy – godziną zero.

 

03:05, koffiejames , koffie mix
Link Dodaj komentarz »
środa, 19 grudnia 2012

Żyjący już prawie 40 lat zespół Aerosmith, będący numerem jeden najlepiej sprzedających się rockowych zespołów w USA - z ponad 150-ma milionami krążków na koncie - wydał właśnie swój 15-sty studyjny album. I niestety jest słabo, nudno i autoparodystycznie. Mimo 8 lat przerwy w działalności studyjnej - na płycie Music From Another Dimension nie dzieje się nic powalającego i w zasadzie nic kompletnie. A od kapeli takiej jak Aerosmith, po tylu latach działania i po tylu niesamowitych utworach - wszyscy spodziewali się czegoś więcej - a przynajmniej utrzymania jakiegoś poziomu.

Niestety 64 letni wokalista Steven Tyler zamiast skupić się na muzyce, czas spędza jako celebryta i bywalec programów rozrywkowych oraz salonów operacji plastycznych - które już zwisają z jego twarzy. Wielka szkoda.

 

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Piękna wiosna tej zimy panie. Czy to się musi zdarzać już rok w rok? Pory roku się tak jakoś zakłócają i nikt nie wie dlaczego. Oczywiście ocieplenie klimatu i takie tam, ale czy tylko to?

Było ci u nas wielkie otwarcie i troszkę nadzieje zawiedzione, bo okazało się ono z lekka mydlaną bańką, ale łikęd już nadrobił zawody piątkowe. Było ci pracy masę i burdelu zostało tyle co zawsze. Ludzkie to przecież jest zaprawdę powiadam wam. I zanim się uda wszystko posprzątać znów narobi się kolejnego brudu… Życia perpetuum mobile to odgrzebywanie się z jednego ubabrania i wpadanie w inne, a ludzie to mrówki – nie liczy się los jednostek – tylko istnienie mrowiska.

W sobotę naszym miastem wstrząsnął przemarsz brunatnych łysych łbów. Nie mogli znaleźć miejsca w centrum na koncert propagujący ideologię nienawiści. Dopiero jakaś pani z ogrodów działkowych wynajęła im salę – myśląc, że robi się tam 18-stkę jakąś. Idąc ulicami 200-300 osobowa banda pobiła murzyna i chłopaka trzymającego transparent z hasłem przypominającym o morderstwie prezydenta Narutowicza – przez fanatycznego prawicowego oszołoma, niewydarzonego artystę i rasistowskiego historyka sztuki Eligiusza Niewiadomskiego.

Jak długo będziemy patrzeć na narodziny agresywnego faszyzmu? Do 2033 roku zostało nam ledwo 20 lat. Kto będzie wtedy wodzem fanatyków prawicy, następcy małego wodza czy obecny młody, wódz wieców jedenastolistopadowych? Kto będzie budował pierwsze łagry i obozy koncentracyjne? Kto zostanie kapo? A kto sprzedawczykiem? Kto wyemigruje? I czy będzie jeszcze dokąd uciec? A może powstanie obóz z drugiej strony, i na ulicach jak w czasach republiki Weimarskiej, po ulicach będą biegały bandy zbrojne jednych i drugich i lały się wzajemnie albo demolowały miasta podczas ognistych wieców?

Gdzie jest państwo? Gdzie to państwo jest dziś? Bo jeśli go nie ma, to może Ci źli ludzie jednak mają troszkę racji, że trzeba obalić stary ład i zbudować państwo, które będzie broniło bezpieczeństwa swoich obywateli!?!   

 

23:59, koffiejames , koffie mix
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2