o mnie i o ludziach obok... o ludziach i o mnie...
Archiwum
O autorze
piątek, 30 listopada 2018

Last Emperor

Wielcy odchodzą po cichu, bardzo szybko znikają ikony. Jeden po drugim, co za skala? Miałem się nie odzywać w temacie, bo choć jestem kinomaniakiem to w kontekście tego wielkiego reżysera jestem cienki w uszach, że aż wstyd. Dziś ocean popkultury jest tak przepastny, że powoli tracimy rozeznanie, do czego trzeba wrócić, a co zostawić, bo jest już stratą czasu i cennego życia…

Pamiętam lata 2003-2006, kiedy po powrocie ze szkoły czy uczelni robiłem sobie filmowe wieczory w moim maleńkim pokoiku na jeszcze mniejszym ekraniku starego kompa. Miałem na biurku zawsze po kilka płyt DVD, popielniczkę i czas tylko dla siebie. Oglądałem czasem w ciągach dwa lub trzy filmy. Tym sposobem trafiłem na Bernardo Bertolucciego. Choć wtedy o tym nie wiedziałem. Wielkie wrażenie zrobił na mnie jeden z ostatnich filmów reżysera, wchodzący wówczas do kin skandalizujący dramat „Marzyciele”, który nie jest największym z osiągnieć Bertolucciego – powiedzmy to szczerze, ale zadziałał na mnie jak budzik, usłyszałem w głowie dzwonek i zrozumiałem, że nie jestem sam ze swoimi pragnieniami. A jak się po latach okazało, odważnych scen erotycznych w tym filmie nie było wcale, bo usunięto je ze scenariusza, a może dzięki nim byłby to najbardziej skandalizujący w dorobku reżysera film – przyćmiewający „Ostatnie Tango w Paryżu”. Następnie uwiodła mnie cudowna wizja świata w „Ukrytych Pragnieniach” i ta Toskania – o Bosh cudowna i pełna napięcia. Kolejnym czarującym etapem był „Mały Budda”, który był naturalnym wprowadzeniem do filmu „Ostatni Cesarz”. Ten ostatni obraz (być może ze względu na moje zainteresowania i uczulenie na kwestie przemian ustrojowych, historii przełomu XIX/XX wieku, polityki i zmian społecznych) rozłożył mnie na łopatki i każdy fragment tego filmu można traktować, jako zaproszenie do spotkania z dziejami ludzkości. Moją fascynację tym filmem chyba podzieliła Amerykańska Akademia Sztuki i Wiedzy Filmowej – która w 1988 roku nominowała to dzieło w każdej możliwej kategorii do Oscara i film zdobył wszystkie nagrody, dziewięć statuetek – do dziś chyba żaden obraz nie powtórzył tego wielkiego sukcesu włosko-brytyjskiego kina…

To czym porywał Bertolucci w swych filmach to autorskie, odważne i afirmujące życie spojrzenie na bohaterów, jakich pokazywał – bohaterów znacznie bliższych widzowi – niż ci, których kreowało Hollywood. Kino włoskiego reżysera prowokowało, ale również czerpało z życia, było zwierciadłem epoki przemian wartości – fikcyjną dokumentacją burzliwych przemian społecznych. Chcę więcej takiego kina! 

Bertolucci odszedł 26.11.2018 roku.       

 

poniedziałek, 26 listopada 2018

Ten wpis pierwotnie miał być opublikowany 25.11.2018, ale życie czasem tak mocno nas zajmuje, że zapominamy kliknąć klawisz  „opublikuj”.

Artyści interpretują innych artystów. Tak robił też Coil. W tym przypadku jeden z niewielu klipów w dorobku ekscentrycznych brytyjskich muzyków – zrobiony sugestywnie pod motyw gejowskiej zarazy, tajemniczego wirusa – zabijającego jak początkowo myślano głównie osoby homoseksualne, istny dopust boży. A jednocześnie jedna z najbardziej, (choć to kower) rozpoznawalnych piosenek z wymagającego repertuaru Coil. Jakże również spleciony jest ten numer nierozerwalnie i jakoś metafizycznie z Johnem B. (wspominanym ostatnio) i Peterem Christophersonem, którego dziś wspominam – tragicznie i przedwcześnie zmarłymi kochankami…

 

 

 

 

 

 

Coil-Tainted Love

 

 

sobota, 24 listopada 2018

Nie ma go już z nami od 27 lat. Choć jak sam twierdził Queen oraz on sam jest legendą. Nie jest? Czyż śmierć szczególnie w sile wieku nie katapultuje wybrańców, dotkniętych pierwiastkiem geniuszu bezpośrednio do gwiazd? Mercury w swej zuchwałości wycelował wysoko… Oczywiście jak długo zostanie nasza pamięć? Kto wie? Dziś jest – tego się trzymam. To dobry rok dla pamięci o Queen. Ale o tym może później…?

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Queen-Another One Bites The Dust 

piątek, 23 listopada 2018

Ostatnio minister kultury niejaki Gliński mówił coś o Goebbelsowskich praktykach, jakie opozycja stosuje wobec rządu. Taaaa! Tymczasem podczas katowickiej konferencji klimatycznej (3-14.12.2018) zebrani goście zobaczą poniższy film o Polsce. To jest czysta propaganda, totalna fikcja, bzdura do kwadratu!

Rząd PiS na początku swojej kadencji w roku 2015 zarżnął eko-energię w Polsce, poprzez restrykcyjne prawo zablokował elektrownie wiatrowe, następnie zabrał się za wycinkę puszczy białowieskiej i poluzował prawo zezwalające na swobodną wycinkę wszelkiego drzewostanu z obszarów prywatnych posesji. Wreszcie wciąż dotuje coraz droższy w wydobyciu węgiel!

Nie buduje się w Polsce żadnych elektrowni, będących alternatywą dla węglowych, których stan techniczny (w większości przypadków) stwarza realne zagrożenie dla dostaw energii elektrycznej. Nie mówię już o ustawach klimatycznych – rugujących z rynku np. stare samochody, których emisje niedozwolonych substancji mogą zagrażać zdrowiu – nie ma nad Wisłą wcale takich regulacji oraz nie są planowane. Polska jest w tej chwili jednym z najbardziej zanieczyszczonych krajów w Europie. Tymczasem serwowana jest nam stalinowska propaganda – z uśmiechem na twarzy i przekonaniem rządu o własnej racji – co za bezczelność! Ale internauci nie śpią… przeczytajcie poniższe komentarze...

 

 

Naprawdę najbardziej zanieczyszczony pyłami region w Europie chwiali się czystym powietrzem??? Tego by nawet Bareja nie wymyślił :-) LOL

Jerzy M.

 

 

Podziwiam, doceniam, naprawdę szanuję ten rodzaj czarnego humoru, tylko nie wiem czemu za to płacę.

Anna F.

 

 

W tym filmiku wszystko się zgadza tak jak w starym radzieckim dowcipie o rozdawaniu samochodów na Placu Czerwonym.

Paax

 

 

Któryś uniwersytet przeliczył, że przebywanie w smogu w Krakowie to jak wypalanie 10 papierosów dziennie (normalnie jestem niepalący). Ponieważ jeżdżę na rowerze często po Krakowie niejednokrotnie boli mnie potem głowa tak jak od przebywania w zadymionym klubie i amplifikuje to inne problemy zdrowotne osób chorych np. krążeniowo. Nie ma tu czego bronić i robić propagandowych filmów na miarę TVP. Film technicznie fajnie zrobiony, ale merytorycznie to kłamstwo. Jest źle i trzeba o tym mówić, a nie nurzać się w samozachwycie. Nie ukrywajmy, są miejsca gdzie jest gorzej, ale to żadna wymówka kiedy czołowe miejsca światowych rankingów w zanieczyszczeniu smogiem zajmują miasta polskie. Nie ma znaczenia, że pewnie są obszary, w których jest o wiele lepiej, ale w takim kontekście jestem skłonny uwierzyć, że te obszary to takie gdzie po prostu nie trzeba było dużo robić. Najbardziej palące problemy są zamiatane pod dywan i to zawsze będzie rzutować na sukcesy.

Bartłomiej K.

 

 

Pomijając kwestie zmian klimatu, to mamy najbardziej skażone powietrze w unii europejskiej. Normy często przekraczają kilkaset procent! Polska to ekologiczny kolaps! Nie kłamcie!

pok ohi

 

 

Wycinanie lasów, energetyka oparta na węglu, eliminacja elektrowni wiatrowych, to jest dbanie o klimat?

pok ohi

 

 

Co za hipokryzja...

Zacny Łoś

 

 

To jakiś okrutny żart?

Marta P.

 

 

 

 

1.#ChangingTogether - COP24 in Katowice

16:15, koffiejames , koffie mix
Link Komentarze (2) »
środa, 21 listopada 2018

Ale jest zabawnie? Nie? Kto by się spodziewał, że macki ośmiornicy (tak, nawiązuje do okładki jednego z tygodników) są aż tak potężne? No przecież miało być tak pięknie, po tych parszywych rządach liberałów, po ośmiu złych latach miały przyjść czasy szczęśliwe, a przede wszystkim uczciwe. Ale to jednak wielka ściema była – kolejne kłamstwo, dla ciemnej masy – która dławi się od Sobieskiego Jana Trzeciego. Durny naród za łapówę przymknie oczy na wszystko? Na coraz to zdolniejsze dzieci, idące na stołki z polecenia ziomka, wujka czy kolegi z sieci powiązań?

Nie mam złudzeń – większość z ich większości to łyknie – toż to lemingi (najprawdziwsze) – które nie za ciepłą wodę, a za na gorąco drukowane banknoty na wszystko by przyzwolili, ale zostaje jeszcze ta mniejszość ich wyborców… Bo do ukręcenia łba tej bestii nie potrzeba heroicznych czynów – tak myślę, nie romantyzmu a pracy u podstaw. Nie wygramy tego w 2019 roku, ale kto wie? Wystarczy, że odniosą pyrrusowe zwycięstwo, bez większości, bez zdolności do koalicji – niech się wiją w swoim jadzie i niech kompromitują na wizji. Tu potrzeba dotrzeć do 5-6%, do ludzi, których nie uda im się kupić. A potem niech wygrają z tą przewagą minimalną – niech udowodnią swoją siłę bez większości, wtedy wyjdzie klasa tej władzy – której już nie będzie tak łatwo ukrywać pod frazesami tego monstrum. Mam na myśli ich prawdziwe oblicze!

Zostało nam wszystkim dwanaście miesięcy – dwanaście miesięcy na to, aby wyrwać każdy głos. Każdy głos może mieć sens, może mieć kolosalne znaczenie!    

 

środa, 14 listopada 2018

   jazz

10-ego listopada minęła 40-ta rocznica ukazania się siódmego albumu grupy Queen zatytułowanego Jazz. To ostatnie wydawnictwo zespołu zmykające lata 70-te i robione bez zupełnie żadnej spiny. Zespół na wcześniejszych płytach ugruntował swoją pozycję – jako supergrupy grającej przebojowego glamrocka, pierwszy raz nie musiał nic nikomu udowadniać. Dlatego wreszcie można było pozwolić sobie na zrobienie albumu, który nie musiał zawierać szlagierów ani zaspakajać kieszeni głodnych pieniędzy wydawców z tego też powodu Queen poszedł drogą eksperymentu i czystej zabawy.

Freddie mógł oddać się fascynacjom swoim bliskowschodnim pochodzeniem, a reszta chłopaków zrealizować swoje marzenia. Jazz jest bowiem kompozycyjnie jednym z najbardziej demokratycznych wydawnictw Queen, każdy z członków zespołu ma tu swoje muzyczne pięć minut, a wszyscy trzej wokaliści, czyli poza Freddiem – gitarzysta Brian May i perkusista Roger Taylor – śpiewają do swoich kompozycji – i wszyscy zdają się szczęśliwi, co nie było wcale czymś naturalnym w Królowej. A finalnie wychodzi jedno z najlepszych wydawnictw Queen w historii zespołu.

Choć początkowe przyjęcie krytyki było bardzo zimne i prześmiewcze – znów ten nudny pastisz – pisano. Współczesne recenzje skupiały się na podmiotowym i seksistowskim traktowaniu kobiet za utwór Fat Bottomed Girls oraz za Bicycle Race dwa przeboje promujące album – pierwszy miał obrażać kobiety w warstwie lirycznej, drugi w postaci klipu promującego singiel gdzie pokazano wyścig nagich kolarek. Nawet oskarżano zespół – raczej żartobliwie o ciągoty faszystowskie – co jest zupełnie niedorzeczne. Zresztą seksizm w przypadku Queen to też pomyłka – to był sam seks bez trzymanki, do tego karły i kokaina. Na równi z negatywnymi, pojawiło się też i dziś również pojawia wiele pozytywnych recenzji. Jazz to album w pełni przemyślany, pełen dojrzałych kompozycji okresu rockowego Queen, pojawiają się na nim również interesujące eksperymenty czerpiące z disco czy jak otwierający album Mustapha z religijnych motywów islamu – są na albumie również dwie zapomniane dziś ballady, pośród których najpiękniejszą jest Jealousy z orientalnie brzmiącą gitarą i klasyczną popową konstrukcją.

Jazz kończy epokę rockowego Queen i pokazuje nowe zainteresowania muzyczne zespołu, który będzie zmierzał do muzyki disco i funk. To bardzo sympatyczny album dla tych wszystkich, którzy mają dość klasyki Queen – stanowi pomost między gatunkami, w których zespół szukał swojego nowego miejsca w muzyce.      

 

 

 

 

 

 

 

1.Queen-Fun It

2.Queen-Jealousy

3.Queen-If You Can't Beat Them

wtorek, 13 listopada 2018

Duszki dookoła, demony w głowie, diabły coś szepczą do ucha, a za rogiem czyha już kostucha…

Wszyscy zmagamy się na co dzień z własnymi lękami i nadprzyrodzonymi istotami – które być może są, albo je zmyślamy by bać się bardziej. Ale najstraszniejsze potwory znajdują się obok nas z krwi i kości – zazwyczaj pełne życia i nienawiści…

Znów wracam do tych listopadowych grobowców – w muzyczne zaduszki… Tym razem Coil wykonuje znakomicie kower grupy Current 93 All The Pretty Little Horses. Ku pamięci Johna Balance.

 

 

Hush-a-bye

Don't you cry

Go to sleepy little baby

Go to sleepy little baby

When you wake

You shall have

All the pretty little horses

All the pretty little horses

 

Blacks and bays

Dapples and greys

All the pretty little horses

 

Way down yonder

In the meadow

Lies a poor little lamby

Bees and butterflies

Flitting round his eyes

Poor little thing is crying

"Mammy"

 

Go to sleep

Don't you cry

Rest your head upon the clover

Rest your head upon the clover

In your dreams

You shall ride

Whilst your mammy's watching over

 

Blacks and bays

Dapples and greys

All the pretty little horses

 

All the pretty little horses

All the pretty little horses

All the pretty little horses

 

 

 

 

 

 

 

Coil-All The Pretty Little Horses

 

 

poniedziałek, 12 listopada 2018

Stan Lee

Dziś rano zmarła ikona popkultury Stan Lee.

Choć nie jestem wielkim fanem komiksu superbohaterskiego, to jednak jego rola w bawieniu, a przede wszystkim kształtowaniu społeczeństwa amerykańskiego jest bezdyskusyjna. Rola komiksu jako nośnika, popularyzatora oraz medium kreującego trendy – jest w USA niezaprzeczalnie pierwszoplanową przed literaturą i innymi składnikami kultury (i popkultury) w XX wieku. A nawet być może do 2018 roku, pomimo znaczącej liczby spadków sprzedaży komiksów superbohaterskich w XXI stuleciu. To komiks jako najszerzej społecznie dostępne medium, wprowadza jako pierwszy na przykład postacie homoseksualne do głównego nurtu opowieści. Od homoseksualnych zwyrodnialców po pierwszy gejowski ślub, który zagościł nawet na okładce jednej serii z linii Astonishing X-Man w czerwcu 2012 roku, kiedy Northstar (najstarszy i pierwszy oficjalnie wyałtowany gej Marvela) poślubił Kyle’a Jinadu – a było to trzy lata przed wejściem równości małżeńskiej w roku 2015 w USA. Ale nie byłoby tego wszystkiego gdyby nie rewolucja, jaką zaproponował Stan Lee w drugiej połowie XX wieku w komiksie amerykańskim.

 AXMwed

Stanley Martin Lieber po ukończeniu szkoły średniej, na początku lat 40-tych XX wieku podjął pracę pomocnika w wydawnictwie Timely Comics. Wtedy też zmienił imię na Stan Lee, nie chciał być kojarzony z komiksami i marzył o pisaniu wielkiej literatury pod nazwiskiem Lieber. Był zdolnym młodym człowiekiem i błyskawicznie awansował na zastępcę redaktora – przy okazji uzupełniając teksty do wielu wydawanych serii. Nastała Wojna, Lee zaciągnął się do armii – zeszło mu kilka lat życia, potem próbował szczęścia w innych zawodach, aż wreszcie na początku lat 50-tych wrócił do swojego matecznika – noszącego już zmienioną nazwę wydawnictwa Atlas Comics. Dostał tam do prowadzenia kilka serii – które nie osiągały wielkich wyników. Znudzony Lee po dekadzie pracy w wydawnictwie – bliski był rezygnacji ze stanowiska i poszukania innego zajęcia – kiedy szefostwo zaproponowało mu napisanie czegoś autorskiego, innego od komiksów ukazujących się dotychczas w USA.

Tak zaczyna się rewolucja w komiksie amerykańskim, która przypadła na lata 60-te XX wieku. Lee po pierwsze zaproponował zmianę nazwy wydawnictwa na Marvel Comics, a następnie podobno za namową żony – postanowił napisać komiks, który poruszałby problemy społeczne oczywiście pod płaszczykiem superbohaterskim. Multimilioner Batman czy pomnikowy Superman nie wspominając innych odrealnionych bohaterów wydawnictwa DC – nie byli dla społeczeństwa doby przemian społecznych, wojny w Wietnamie, walki z segregacją, buzującej rewolucji seksualnej czy zimnej wojny – żadnymi wzorcami do naśladowania. Społeczeństwo szukało identyfikacji – postaci wspierających ich bunt i podzielających rozterki codzienności nowej epoki i to doskonale wyczuł Stan Lee. Niezależnie od tego czy projekty podpisywał sam swoim nazwiskiem, czy pozwalał rysownikowi na ingerencję, (co było zupełną nowością – odpowiedzialny za część graficzną i wszystkie inne elementy jak tusz czy kolor, do tamtej pory byli najczęściej anonimowymi wyrobnikami – Lee był zwolennikiem partycypacji autorów w tworzonym projekcie) wszystkie projekty Stana Lee okazały się nadzwyczajnym sukcesem. I w taki sposób niewielkie wydawnictwo Marvel przemieniło się w giganta biznesu komiksowego.

W ten oto sposób Stan Lee w latach 1961-1965 stworzył następujące serie: Fantastic Four, Hulk, Iron Man, Thor, X-Man (serie narysowane przez Jacka Kirbyiego), Daredevil (z rysownikiem Billem Everettem) oraz najpopularniejsze Dr. Strange i Spider-Man (z rysownikiem Stevem Ditko). W swoich komiksach Lee stawiał duży nacisk na walor edukacyjny, antyrasistowski oraz antynarkotykowy. Poruszaną tematyką często zwracał na siebie uwagę Comics Code Authority (CCA). Samozwańczej, środowiskowej organizacji cenzurującej komiksy w USA od chwili powstania w 1954 roku. Sprzeciw Lee wobec negatywnych decyzji CCA doprowadził do marginalizacji znaczenia tej organizacji i poszerzenia tematów, o których można było swobodnie opowiadać na stronach komiksów. Dzięki sprawnemu działaniu i znalezieniu wsparcia w podmiotach rządowych, które zlecały Marvelowi zrobienie komiksów edukacyjnych poruszających dotąd zakazane przez CCA tematy – negatywne oceny organizacji stały się tylko głosem doradczym dla konsumentów, informując że treści znajdujące się w danym komiksie są cenzuralne, (jeśli na okładce widniał certyfikat CCA) lub mogą nieść treści obrazoburcze. Dzięki działaniom Stana Lee – negatywne opinie cenzora – przestały blokować wydawanie komiksów. W roku 2000 tylko trzy wydawnictwa zabiegały jeszcze o certyfikaty, a od 2011 roku nie robi tego już żaden wydawca na rynku amerykańskim.

Stan Lee przez chwilę był prezesem wydawnictwa Marvel, ale to nie sprawiało mu radości, to nie pozwalało mu pisać ani reformować wydawnictwa. Bardzo zależało mu na kontakcie z czytelnikiem – stworzył w komiksach strony klubowe, zamieszczał tam listy od czytelników oraz powołał komórkę do spraw kontaktów z odbiorcami, która odpowiadała na dziesiątki listów – którymi zasypywane było codziennie wydawnictwo.

W połowie lat 70-tych Stan Lee wycofał się z aktywnego pisania serii. Jego rola w wydawnictwie zmieniła się, stał się jego najbardziej rozpoznawalną twarzą – ikoną ściągającą tłumy na liczne stanowe festiwale i konwenty. Swoją siłę popularności – postanowił przenieść w nowy projekt – przeniesienie komiksowych uniwersów na wielki i mały ekran. Na początku lat 80-tych przeniósł się do Kalifornii, gdzie ten projekt udało się zrealizować – w niespiesznym tempie rozpędził wielką marketingową lokomotywę hiper-biznesu filmów i seriali animowanych oraz fabularnych. Od 1982 roku regularnie pojawiał się w niemal wszystkich tego typu produkcjach sygnowanych przez Marvel w postaci drobnych ról, w dubbingach, na plakatach ze swoją podobizną umieszczonych w scenografiach itd. Stał się tym samym jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci na Świecie.

Stan Lee jest synonimem spełnienia amerykańskiego snu, chłopak po szkole średniej, który marzenia o karierze pisarskiej zamienia na jeden z największych sukcesów w popkulturze. Tworzy ikoniczne postacie, rozprawia się z cenzurą, wreszcie dzięki znakomitemu wyczuciu – które go nigdy nie zawiodło, przenosi swoje fikcyjne dzieci oraz kolejnych bohaterów wydawnictwa do nowych mediów, do kin, kablówek oraz na ekrany komputerów w postaci gier. Końcówkę życia spędza, jako rozchwytywany celebryta, każdy chce, bowiem dotknąć żyjącej legendy…  

 

Na oceny najspokojniejszego od przeszło 7 lat marszu niepodległości jeszcze przyjdzie czas. Być może Andrzej Duda spije z tego polityczną śmietanę i przysporzy sobie poparcia pośród niezdecydowanych? Prawda jest jednak taka, że w Świat poszły zdjęcia wojska polskiego maszerującego wespół z zamaskowanymi mężczyznami niosącymi sztandary i flagi ONR-u. A rzeczywisty marsz biało-czerwony to dwa zupełnie nieprzystające do siebie zgromadzenia. Pierwsze niewielkie, rządowe w szczelnym kordonie wojska i innych służb z zadziwiająco koncyliacyjnym przesłaniem, drugie potężne z tłumami ludzi – wśród których, pomimo licznych interwencji straży marszu, pojawiły się zakazane elementy pirotechniczne oraz hasła faszystowskie na transparentach i flagach – nie mówiąc o okrzykach. Nie robili tego wszyscy uczestnicy marszu niepodległości – nie wolno dokonywać generalizacji – niemniej niedozwolona symbolika była eksponowana. 

Najbardziej niechlubne zachowania tzw. narodowców miały miejsce we Wrocławiu – gdzie rozwiązano marsz.

My wraz z I’ uczestniczyliśmy częściowo w Paradzie Niepodległości w naszym mieście, gdzie nie pojawiły się poza flagami państwowymi żadne dyskryminujące elementy. A następnie udaliśmy się zaczerpnąć kultury do muzeum…  

 

sobota, 10 listopada 2018

hej warszawiaki, nakurwiają rosomaki      

Taki mamy czas, że wszystko staje na głowie – co za nacja – pierdel, burdel i serdel, parafrazując klasyka.

W środę, 7-go, ustępująca prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz wydała zakaz dla zorganizowania legalnego marszu narodowców w dniu 11-go listopada 2018 roku. Decyzja ta wywołała lawinę agresywnych komentarzy na ultraskich forach i stronach. Jaki cel przyświecał prezydent Warszawy? Czy z powodu końca prezydentury jest jej wszystko jedno i gotowa jest unieść jad środowisk skrajnych? A w przypadku gdyby doszło do drastycznych zdarzeń w mieście – odpowiedzialność by można było zrzucić na Rząd. Czy nie daj boshe inna intencja zaświeciła w sercu z Opus Dei Waltz?  

Te scenariusze jednak szybko przestały zaprzątać moją głowę. Kilka godzin po ogłoszeniu decyzji HGW doszło do walnego zebrania Adriana z rządem. W miejsce zdelegalizowanego marszu – prezydent z premierem ogłosili marsz państwowy idący w śladzie marszu narodowców. Nie od dziś wiadomo było, że prezydent zapraszał na marsz narodowców. Ale ostatecznie się z nimi nie dogadał – bo jak wypłynęło z przecieków „rasowi separatyści” nie życzyli sobie obecności głowy państwa na swoim marszu. Jednak rząd, który klepnął 200 milionów na tą imprezę (organizacje obchodów 100 lat Niepodległej) i był już na granicy totalnej kompromitacji musiał się czymś wykazać – bo przecież nie można poważnie traktować słów byłego kandydata na prezydenta Łodzi i prawdopodobnie przyszłego marszałka województwa łódzkiego Waldemara Budy, że Polacy 11-go w południe zaśpiewają Mazurek Dąbrowskiego, a potem do późnych godzin nocnych w rodzinach śpiewać będą pieśni patriotyczne. Nie panie Waldku – tak nie będzie, na opowiadanie takich farmazonów nie powinniśmy wydawać takiej góry pieniędzy!!! Zatem dzięki odwołaniu marszu narodowców – prezydent Duda dostał znakomite pole do działania i w myśl nowej ustawy o zgromadzeniach publicznych zgłosił zgromadzenie państwowe, które jako nadrzędne nad zgromadzeniem cyklicznym – niezależnie od decyzji sądu – zawsze będzie miało pierwszeństwo organizacji przed innymi zgromadzeniami. Ta da skurwysyny – My nie możemy, My nie możemy czegoś zrobić – nie ma na nas mocnych – jak nie kijem to pałą zwyciężymy!  

W tej sytuacji nastał chaos. Narodowcy odwołali się od decyzji HGW do sądu, a ich szeregi zwarły się i zaczęły skrzykiwać, aby do stolicy sprowadzić prawdziwy najazd – nawet tych niezdecydowanych. Musi się krew polać! Czerwona jucha musi tryskać jak w najlepszych pornosach. Tymczasem rząd zaprosił na własne, naprędce zorganizowane obchody wszelkich oficjeli państwowych, przedstawicieli wszelkich stron i posłów partii. Sam prezydent z premierem i prezesem – będą prowadzić to zgromadzenie w trójcy jedyni. Ponadto pojawi się parada wojskowa – rosomaki i inne sprzęty, które wobec strajku (epidemii grypy) w policji – z funkcji pokazowych mają przejść w razie konieczności do funkcji militarno-bojowych.

To jest historia jak z taniego komiksu, odwracamy kartkę i oto sąd pierwszej instancji uchylił rozporządzenie HGW o delegalizacji marszu narodowego. Władze Warszawy zapowiedziały apelację, a rząd z prezydentem stanęli wobec bardzo niepokojącej sytuacji. Otóż decyzją sądu – narodowcy, aby dotrzymać godzin zgromadzenia publicznego musieliby podłączyć się do marszu rządowego. Co to oznacza dla władzy – że zostanie utożsamiona z najgorszymi faszystowskimi incydentami, do jakich dojdzie (dojść może) podczas imprezy? Wydawało się przez kilka godzin, że nie ma mowy o próbie porozumienia między jednym marszem a drugim. I takiego porozumienia być nie powinno w kraju, który tyle wycierpiał od faszyzmu. Ale gdzie tam – odwracamy komiks na kolejną stronę…

Państwowy organizator w te pędy poczynił negocjacje z obozem radykalnym trwającą całą kolejną noc – ta władza kocha noce, to jest władza nocy i kiedy wszyscy smacznie śpią oni gwałcą ten kraj, nas wszystkich bez wyjątku. Narodowców postawiono pod ścianą (powinniśmy im współczuć?). Ukradziono im ich bandyckie święto – ale zrobiono to w brutalny i nieczysty sposób. Po południu 9-go listopada obie strony ogłosiły, że wypracowano porozumienie i marsz państwowy i narodowy pójdą pod jednym sztandarem – pod flagą biało-czerwoną. Faszystom zakazano wszelkiej symboliki nazistowskiej, banerów z hasłami nawołującymi do nienawiści oraz odpalania rac podczas przemarszu.

O ile deklaracje te uznać należy za szczere z ust organizatorów, o tyle na wiadomych stronach, forach itd., zapanował nastrój bojowy, padło wiele deklaracji, które znacząco odbiegają od koncyliacyjnych i raczej jakiekolwiek porozumienie z rządem nie będzie przestrzegane. Ale to nie jest moje zmartwienie. Rosomaki z załogami jadą, już jadą, broń ostrą mają? Pewnie mają!

W co zatem gra ten szkodnik PiS za pomocą swoich pionków? Układa się z faszystami, których rządowa prokuratura nie zdołała od roku wsadzić za promowanie zakazanych polskim prawem symboli i treści gloryfikujących ustrój nazistowski. Jak obóz rządowy będzie mógł zachować twarz, kiedy – zakazane elementy marszu pojawią się podczas zgromadzenia i przykleją niczym odchody do partyjnej wierchuszki? Jak dopilnować spokoju i ewentualnie rozdzielić te dwa marsze – gdyby doszło do potężnego rozpierdolu. Dlaczego Dudzie tak bardzo zależy aby umazać się tymi fekaliami? Niezależnie co się stanie, bierze On na siebie PEŁNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ za dzień 11-go listopada 2018r.

Czy warto dla 1-2% elektoratu ryzykować polityczny blamaż? Serio narodowcy pomogą mu wygrać wybory w 2020r.? Kampania się już zaczyna, upiorna będzie, nasz kochany prezydent, a mój osobisty idol, moja miłość – już zapowiedział że podpisze ustawę przeciw homopropagandzie. Rosja wita, kłania się już u bram! Tylko gdzie jest Legierski, Krystian gdzie się schowałeś – chciałbym ci podziękować i ucałować – że dzięki Tobie tak wielu naszych zagłosowało na tą opokę, na ten wzór, na idola Narodu, na mojego Adriana. Adi, jestem cały Twój! Buziak!  

 
1 , 2