o mnie i o ludziach obok... o ludziach i o mnie...
Archiwum
O autorze
czwartek, 30 listopada 2017

Czy nas coś ocali? Czy idziemy na rzeź z pochyloną głową? 


23:56, koffiejames , koffie mix
Link Komentarze (2) »
sobota, 25 listopada 2017

Po człowieku pozostaje pamięć i materialne ślady jego istnienia. Wszyscy równi – gwiazdy i szaraczki, robotnicy sztuki czy magistrzy kas fiskalnych – wobec śmierci bez różnicy. Tym ciekawiej, że kochankowie lubią w parach wybrać nawet ten sam miesiąc… Mroki i tajemnice spowijające tą śmierć są symptomatyczne dla całego życia i twórczości Petera Christophersona i jego partnera…

 

piątek, 24 listopada 2017

Freddie Mercury stał się niewidzialny 26 lat temu. Przewidział to! Dlatego postarał się o to aby być słyszanym przez kolejne dekady i stulecia - bo jestem przekonany, że jego dziedzictwo przetrwa. W taki dzień jak dziś - nie wolno czegoś nie zagrać! Zatem... 

 

środa, 22 listopada 2017

Do tej pory byłem dumny z tego, że My Polacy potrafiliśmy się w roku 1989 podnieść ponad blisko pięćdziesiąt lat wielkiego społecznego podziału. Gruba Kreska była nawiązaniem do romantycznej wizji polskiej szlachetności - która niby to pozwoliła nam stworzyć - świetność renesansowego państwa wielu narodów - którego upadek (w zasadzie zagłodzony szkielet) tak mocno opłakiwał choćby Mickiewicz i Słowacki. Ale kiedy patrzę na demony, które snują się po polskim sejmie w stylu tego jak poniżej - zaczynam zazdrościć Czechom pragmatyzmu. Nie powinno być żadnego pobłażania! Żadnego odpuszczenia przewin, dziś bylibyśmy w innej sytuacji politycznej w kraju! 

poniedziałek, 20 listopada 2017

alarm

Powiem szczerze, że nie obchodzi mnie intencja wpisu Przewodniczącego Rady Europejskiej. Może prawicowe pieski mają rację - rozpoczął kampanię prezydencką 2020? Może są inne powody?

Ten niewielki wpis jest trafieniem w dziesiątkę - tego co dzieje się w Polsce. Kto za tym stoi? Dla kogo? Oraz dokąd zmierzamy? Podzielam obawy Przewodniczącego RE!  

niedziela, 19 listopada 2017

Eh, piękne to! Older George Michael!

poniedziałek, 13 listopada 2017

Mroczna historia, snuje się dalej. Pośród duchów w miesiącu śmierci. Ale nawet najbardziej dołujący i mroczny temat - który niesie nam kultura, jest jak promyk słońca wobec - prawdziwego mroku i ciemności, jakie spowijają umysły tysięcy ludzi w tym kraju. Kultura jest ponad, jest wkładką nadającą smak i sens życiu. Nie wolno jej oddać. Dlatego trzeba kultywować - pamieć. John'ie Balance - pamiętam! 

 

Where are you?

Are you hiding from me?

Are you still looking for things that no-one else can see?

 

Where are you?

Are you in some place that we cannot reach?

Are you bathing in moonlight or drowned on the beach?

 

Where are you?

Are you surrounded by things we cannot penetrate?

Is the cage you love the home you also hate?

 

Your fear of death attracts such strange objects

Smothering you, hiding you, don't let it spoil you

Show yourself so the others may see you

So the others may feed you

They want to be near you

 

If you can't get enough of your hypnotic injection

Then it's time to put an end to this invalid function

Poor little ghost boy

Let me be your human toy

 

Where are you?

No-one's seen you for years

Have your wounds grown wings? Are you feasting on fears?

I can see your dark corona is eating into you

You're surrounded by things we cannot penetrate

Is the cage you love the home you also hate?

Life lies with the scissors inside her

The surgeon was a butcher

All of us are wounded, anaesthetised in A&E

Numbed by stuff we should not see

Each of us lies bleeding

Our rivers intermingling

Poor little ghost boy

Let me be your human toy

 

I'll wrap my last kiss in a bandage

I'll wrap my last kiss in a bandage

I'll wrap my last kiss in a bandage

I'll wrap my last kiss in a bandage

 

Siadaj Kulson - powiedział pan policjant do kolegi. To tylko lewacy twierdzą, że była to chamska odzywka do aresztowanej kobiety - podczas protestów przeciwko marszowi niepodległości - i brzmiała: siadaj ku*wo! Wszyscy panowie policjanci z tego patrolu potwierdzają wersję kolegi. To 12 innych kobiet było tarczami odpychanych od legalnego marszu 60 000 faszystów. Ale przecież tylko kilku kretynów krzyczało i niosło faszystowskie hasła - to była prowokacja mówi Adam Bielan, spin doktor PiS. Tymczasem marsz był spotkaniem patriotycznych rodzin z dziećmi, balonikami i watą cukrową. A jak nas widział Świat? Oczywiście jebać jego opinię - tylko wielka Polska naroDowa - ale może warto złapać dystans, przecież młodzież weszPolska to nie organizacja faszystowska - wy głupi, obcy dziennikarze, to KOCHANI separatyści - jak mówi pan rzecznik organizacji, szykujący się do Holokaustu Islamu. Brawo PiS! Mamy wreszcie jakieś ugrupowanie separatystyczne - czekałem na to tyle lat! Dobra zmiana!!!    

AJ+ Marsz Narodowców

sobota, 11 listopada 2017

W wigilię 99-ej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości, nad Wisłę trafia kolejny odcinek kultowego, prześmiewczego, serialu animowanego South Park.

Były nauczyciel Pan Garrison dzwoni do polskiego polityka przywódcy kraju i nazywa go karłem oraz pedałem. Garrison to oczywiście aluzja do prezydenta Trumpa, a kim jest polski polityk? Nie pada żadna odpowiedź.

Media emitujące serial zasłaniają się wolnością słowa, a polski MSZ zdaje się, że milczy. Bo co mogą zrobić? Po 99-ciu latach polskiej niepodległości, amerykanie postrzegają nas w bardzo czarnych barwach. Obecny rząd nie zrobił nic aby poprawić opinię o naszym kraju za granicą. Tu robi się coś odwrotnego - Wiejska kreuje obraz Polski kraju przaśnego, zaściankowego i podłego! Brawo! Amerykańska stacja podsumowała władze RP w 19 sekund!!!     

"Tak tak, rozumiem to ped*le, a ty powinieneś zrozumieć jak będą smakowały moje jaja, kiedy waszemu Państwu zaczną kończyć się pieniądze. Mam kompletnie w ch*ju jakieś traktaty, ty jesteś polskim karłem. Poczekaj chwilę, zaraz oddzwonię. Ta, ty też się pie*dol niedorozwoju".

tekst i tłumaczenie za gazeta.pl

17:40, koffiejames
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 09 listopada 2017

Jesień. Zrobiło się już chłodniej niż w październiku, coraz mniej liści wisi na drzewach. Ostatnio dużo chodzę, wszędzie gdzie się da. Stąd może moje odczucie chłodu jest bardziej intensywne. Skóra cierpnie! Ale wszystko wynagradza ten zapach – wypalanych liści. Ma w sobie jakiś urok ten czas. Czuję, że wypływają z mojego wnętrza sentymentalne pokłady wspomnień. Tyle tych rocznic na tym moim blogu w 2017 roku. A ja od 10 lat jestem już szczęśliwie wyzwolony! Wtedy był taki sam listopad – jak tego roku. Tory tramwajowe podobnie jak teraz, nie były remontowane od dekad, ulice były dziurawe, chodniki krzywe, a drzewa powyginane, nawet bariery oddzielające park od ulicy były wybite w tym samym miejscu, w którym wybite są do dziś. Choć zmieniło się tak wiele, wciąż nie zaszły wielkie zmiany.

Wolny od swoich demonów, jechałem po tych krzywych torach i biegłem zawinięty w kusą kurteczkę z futerkiem na spotkanie nowych ludzi, o których tyle lat myślałem, że nigdy ich nie spotkam. Byłem jak motyl wyzwolony z kokonu, jak nocny owad trzepoczący się przy rozgrzanej żarówce. Wszyscy widzieli ile gubię pyłku ze skrzydeł w tym rozpaczliwym szaleństwie. Ale byłem wówczas jak królewna – której udało się zbiec z wieży. Smok okazał się być fikcją, a inne schizy były chwilowo wytłumione, a przynajmniej podskórnie schowane. Do owego roku 2007 myślałem, że moje życie będzie wyglądało zupełnie inaczej. Miałem być ascetą żyjącym w kłamstwie. Ale pewien cykl zdarzeń zaczynając od pierwszego dnia stycznia owego pamiętnego roku oraz bardzo złej passy mojej rodziny z wcześniejszych 365 dni 2006 roku – stały się impulsem do wyzwolenia. Do uzmysłowienia sobie, że to już czas na bycie sobą, bo czasu jest bardzo mało.

W roku 2006 zaliczyłem trzy zgony, chciałbym powiedzieć pogrzeby, ale nie na wszystkich mogłem być. Zmarła najstarsza siostra Najukochańszej. Zdarzenia z jej pogrzebu zapowiadały kolejny pogrzeb. Zmarła najmłodsza bratowa Najukochańszej. A pod koniec tego złego roku zmarł niespodziewanie najbliższy brat Najukochańszej. Człowiek dla mnie bardzo nieodgadniony (dla jego córek zresztą też), z jednej strony despotyczny brutal, z drugiej strony wykształcony, obyty i troskliwy brat dla Najukochańszej. Od dzieciństwa nienawidziłem tego człowieka i jego sposobu bycia oraz poglądów. A jednak im robił się starszy, tym bardziej potrafiłem stawić mu opór, postawić na swoim, ale również spróbować go zrozumieć, a nawet dogadać się z nim. Jednak lęk przed ujawnieniem swojej tożsamości przed tym podłym człowiekiem pewnie trwałby dalej – trzymając mnie w czeluściach szafy. Umierając, ów wyzwolił mnie z lęków. W styczniu 2007 roku samobójstwo popełnił mój kumpel – mając do licha ledwo 21 lat. Powinien się wstydzić swojego czynu wielu by chciało mieć jego życie! Staram się zawsze zajrzeć na jego mogiłę, kiedy jedziemy na grób dziadka I’. Wtedy zawsze się czaję za drzewkami, aby u Ł’ nie spotkać jego rodziny. Nie lubię takich spotkań, ale starzy chłopaka praktycznie oszaleli ze smutku, utracili ukochanego syna w najpiękniejszym momencie jego życia – dlatego nie dziwię się, że przepiękne kwiaty na jego grobie niezależnie od pory roku są zawsze świeże. Czas leczy rany, ale czasem bardzo powoli.

Ten ostatni zgon rozbił mnie psychicznie. Kropla wydrążyła skałę. Ł’ udało się w życiu wszystko (przynajmniej z perspektywy nas, jego rówieśników), poza kilkoma drobiazgami (dla chłopaka to były dramaty przekreślające sens życia) i zdobył się na tak dramatyczny krok. Ja zakładałem, że nie uda mi się nic w życiu i będę żył w kanałach jak wygnaniec, aby przypodobać się większości. Miały kolejne miesiące 2007 roku, a wszystko było inaczej niż przez ostatnie 10 lat, dzieciństwo się skończyło. Relacje rodzinne wymarły. Przyjaciele nie mogli się odnaleźć po samobójstwie kolegi, znajomości sprzed lat zaczęły pękać. Wreszcie pierwsza praca, która miała otworzyć mi drogę do ostatniego szczeniackiego marzenia – które nigdy się nie zrealizowało – wielkiej podróży po Azji… Niestety zamiast podróży, rozpadła się moja kolejna relacja przyjacielska. Wtedy też – wiosną będąc już na trzecim roku ongiś wymarzonych studiów, przeszedłem kryzys uczelniany – nie mogłem uciec od pytania: co ja tutaj robię, co ja tu, kurwa, robię? Uznałem, że moje dotychczasowe wybory były podszyte głupotą i tchórzostwem oraz, że były po prostu błędem, nierokującym żadnej przyszłości. Zrozumiałem, że ciągle tkwię w farsie, jaką sam stworzyłem – poprawność ukrycia! Została mi praca, niechciane studia i samotność. Nagle odkryłem w jak głębokiej żyłem fikcji. Zdałem sobie sprawę, że podświadomie skręcałem sobie linę. I doznałem objawienia – muszę zostać sobą – tylko wyjście z szafy uratuje mi życie.

Przez cały wrzesień i październik – dokonałem wyzwolenia. Zorganizowałem serię spotkań z bliskimi i wyznałem im, kim jestem. Tak, dokładnie – ten mały homofob i faszysta – jest pedałem. Kamień spadł mi z serca. Reakcje były na ogół pozytywne. Wszyscy przyjęli dobrą minę do złej gry, dopiero po latach wyszło kto był szczery, a kto z podręcznika obsługi społecznych zachowań wyczytał zdanie, że jeśli bliski potrzebuje pomocy, musisz go wysłuchać, a następnie poklepać po plecach.

Kiedy uporałem się z wychodzeniem z szafy odkryłem, że listopad – jest pierwszym miesiącem wiosny w moim życiu, i była to najpiękniejsza, choć najbardziej chłodna wiosna jaką przeżyłem. W listopadowe wieczory wreszcie zaczynałem uciekać na moje prawdziwe nocne życie – nie to udawane z kumplami na murku, ganiając się z SM. Chodziłem wreszcie tańczyć i śpiewać, spotykać ludzi i uciekać przed nimi. Ale przede wszystkim nie mogłem się napatrzeć na tych innych ludzi. Jakbym zobaczył wreszcie wybieg dla małp, które są podobne do mnie. Wcześniej jedynie przypuszczałem, że żyje ich znacznie więcej niż myślę. W te mroczne wieczory listopada 2007 roku zaczęło się moje życie od nowa.

Dziś, po dziesięciu latach aż trudno uwierzyć, że ten epizod miał naprawdę miejsce. Nie jestem już głupiutkim 22-latkiem, który z nerda przemienił się w całkiem zgrabną i powabną ciotkę. Dziś wrócił nerd, moje życie jest mocno ustabilizowane i zdecydowanie spokojne. Tylko sentymenty grają, uszy słyszą spieszne kroki tup-tup-tup, ciało czuje ciepło sztucznego futerka, a włosy pamiętają – fryzur szał. Ciało pamięta niewinną młodość, a umysł tęskni za tym niezwykłym efektem – poczucia prawdziwego wyzwolenia z kajdanów, szczególnie po ostatnim z zaplanowanych spotkań w ramach oficjalnego wychodzenia z szafy. Byłem wtedy na samym czubku endorfinowego haju – po latach kłamstw wreszcie – zostałem sobą!     

 
1 , 2