o mnie i o ludziach obok... o ludziach i o mnie...
Archiwum
O autorze
piątek, 30 listopada 2012

W parku, który mijam w dni robocze, w drodze do. Spotykam cyganki, które do godzin południowych, za drobną opłatą wykonują usługę „prawdę Ci cyganka powie”. Nawet wierzę, że mają jakąś tam moc. Kiedyś hersztka bandy dorwała mnie i powiedziała, że kocha mnie czarna dziewczyna. Ha – mój mąż jest brunetem. I’ został kiedyś dorwany w tymże parku przez inną z pań i ta powiedziała mu, że kocha go ciemna blondynka. I to jest prawdą. Za więcej informacji trzeba było zapłacić i wylosować kartę – więc żaden z nas nie skorzystał, bo panie nie wystawiają paragonu ani tym bardziej faktury na firmę za usługę. Ciekawostką jest, że panie Cyganki nigdy nas nie widziały razem w tym parku. Czyli mają moc?       

Ok. nie wróżę. Kiedyś to może robiłem. Albo i nie? Czy to ważne? Kończy się lajtowy miesiąc, nadchodzi miesiąc ciężki. Bardzo dużo pracy, bardzo dużo stresów. A moje zdrowotne problemy wynikają z po-stresowej nerwicy. Rok 2012, to dla mnie czas wyzwań i doświadczeń. A tychże doświadczeń jeszcze nie koniec, zdecydowanie – najlepsze przed nami! Więc wróżbą, jaką znam, przyszłością jaka mnie czeka – przynajmniej przez najbliższe dwa-trzy miesiące to bardzo duża, aż do znużenia – ilość nowych przygód i wrażeń – natury zawodowej.

 

poniedziałek, 26 listopada 2012

Wczoraj pod jednym z naszych branżowych klubów pobito trzy osoby. Trzech gejów. Dokonała tego grupa 5-6 zdrowych narodowych kibolskich chłopców.

Sam wczoraj przeżyłem nalot kibolskiego szamba - jadąc do centrum komunikacją miejską - w eskorcie trzech suk na sygnale. Dzięki intuicji wybrałem pierwszy wagon w drugim mogłoby być już mniej zabawnie... Bandziory, na jednym z placów, urządzały sobie świętowanie rocznicy powstania jednego z klubów piłkarskich. Drudzy z klubu przeciwnego - zapewne ruszyli, aby tym pierwszym zakłócić sportowo-faszystowski pokaz sił.

Radiowozy i armatki wodne skupione zostały wokół, tylko, jednego placu. Policja - zapomniała o tym, że w takim dniu, aktywność kwiatu spaczonej młodzieży polskiej - nie zakończy się tylko na wiecowaniu. Bandyci w grupach pójdą w miasto. Hajda - napierdalać się nawzajem, w myśl idei "nasze miasto, nasze zasady". Od dawna, od kilku lat widać wzrost aktywności klubowej nienawiści, która poza aktami agresji wzajemnej - ma wspólnego wroga: obcego, geja, żyda, leminga.  

Nieszczęściem – napastnicy napadli na pedalską polityczną szychę i sprawa uległa nagłośnieniu. Ale ilu zwykłych, anonimowych, niemających politycznego ani medialnego wsparcia ludzi z wymienionej grupy, a w zasadzie ledwie podejrzewanych o przynależność (do obcych, gejów, żydów i lemingów), dostaje wpierdol co łikęd w miastach i miasteczkach naszego kraju? Nie wszyscy chłopcy i dziewczynki w gejowskich klubach to pedały, u nas przynajmniej jest tendencja do wypierania gejów z ich klubów, przez heteroseksualną większość. Która ma fan z tego, że bawi się w "innym" klubie.

Kto jest temu winny? Winna jest władza! Która nic nie potrafi zrobić, która bagatelizuje rosnące napięcia i agresję środowisk nacjonalistycznych! Policja, która nie reaguje, kiedy oflagowywane są skrzyżowania ulic i dzielnic należące do jednych albo drugich bandyckich grup. A przecież to już jest wiadomy symbol, pod czyją jurysdykcją znajduje się dany kwartał. Pomoc społeczna, która zamiast pracą z ludźmi, musi zajmować się toną papierów, oraz borykać się z brakiem wystarczającej ilości pracowników de facto spełniając rolę poczty. 

Winnymi jesteśmy również MY sami. Nie potrafimy wybrać mądrej władzy. Nie potrafimy wypracować żadnej jedności - tu przykładem niestety świecą nasi przeciwnicy - którzy, na co dzień leją się na wzajem, ale kiedy trzeba zlać pedała, żyda, obcego czy innego leminga idą ramie w ramię, nóż w nóż.

Naszą receptą na to ZŁO jest wewnętrzny spór i pieprzenie farmazonów o tym, że powinno się zaprowadzić socjalistyczne ideały wychowawcze przeciwko innym farmazonom, o całkowitym liberalizmie i anarchii. A tymczasem oni nas leją. Spotykają się w centralnych punktach miast, w reprezentacyjnych hotelach urządzają swoje zloty i palą pochodnie. 

Do walki z faszyzmem przede wszystkim - na pierwszej linii – powinna być policja: pały, psy, kajdanki, gumowe kule, suki, cele, więzienia, roboty publiczne... A na drugim miejscu edukacja, która pozwoli uratować kolejne pokolenie przed nieodwracalnym nasączeniem nienawiścią. A na trzecim pomoc społeczna, która pozwoli na odbieranie dzieci z patologicznych rodzin.

A tymczasem niebo zasnuwają wojenne chmury. Wiecie czym to się skończy? W dobie wojny, cywilne prawo traci swoją moc. Prawo wojenne wprowadza nowy przepis - wet za wet. Ludzie zaczną się bronić i to będzie reakcja naturalna…  

13:33, koffiejames , koffie mix
Link Komentarze (2) »
sobota, 24 listopada 2012
piątek, 23 listopada 2012

Koffie James przeczytał poniższy akapit i...

Podziwiam grubasów, imponuje mi ich autodestrukcyjna nonszalancja i beztroska. Nie od dziś wiadomo, że tłuściochy żyją krócej, jest to wiedza powszechna, przed nikim nie ukrywana, więc robią to całkowicie świadomie. Umierają może przedwcześnie, ale za to wolni, na własnych warunkach, wedle swego wariackiego widzimisię... Bo wiedząc o tym, tylko urodzony buntownik, autentyczny straceniec może być otyły. Tu nie ma mowy o drobnym deficycie intelektualnym (mózgi grubasów są ponoć rzeczywiście mniejsze), tusza to świadomy wybór krótkiej i upośledzonej egzystencji. Oni nie łudzą się durnymi obietnicami wiecznego życia w zdrowiu, ani mrzonkami o pogodnej starości. To hedoniści, żyjący chwilą, impregnowani na miraże mglistej przyszłości. 

...wieloryby poszły na basen. Od dawna się zbierały, grinpis już był umówiony i ekipa wolontariuszy próbowała zepchnąć stwory do oceanu z plaży lenistwa i nicnierobienia.

Ostatecznie przy drugiej sesji basenowej - zamiast wylegiwać się na biczach wodnych, sztucznych falach, rwących rzekach, dżakuzi, wszelakich saunach i zjeżdżalniach - poszły na zwykły basen. I już po kilku długościach rekreacyjnym stylem - poczuły, że jeśli nie pływa się przez 2 lata to, to jednak nie jest tak hop-siup i zakwasy też będą. 

Matkobosko - jak nas ta woda wymordowała. Jest bardzo źle z naszymi kondycjami i trzeba to jakoś naprawić. Bo inaczej zamienimy się w morskie słonie. 

Po wodnych figlach - kiedy czołgaliśmy się do domu, naszło mnie wspomnienie wakacyjne.

W tym roku postanowiliśmy obejść całe wybrzeże morskie naszej wyspy - na której wakacjowaliśmy, i tak od pierwszego dnia namierzaliśmy cele marszruty... 15 kilo do Misdroy, 29 kilo do Swinemunde, 17 kilo do Dievenow itd. Oczywiście troszkę oszukiwaliśmy, jeśli jednego dnia dotarliśmy do Misdroy, to drugiego już jechaliśmy tam busikiem, by z punktu kończącego wyprawę w dniu wcześniejszym, zaczynać kolejną. Ale nie ważne, każdy rekreuje się jak lubi...

Podczas jednej z takich wypraw, kiedy zbliżaliśmy się plażą do hotelu AmberObskur Baltic, ale jeszcze na przedmieściach miasteczka, zobaczyliśmy zjawisko, które nas z lekka zatrwożyło i rozbawiło zarazem. Był tam bowiem pan, a w sumie panów dwóch. Jeden grubawy, już nie młody, a wystrojony i wyfiokowany jak dama w błyszczące tekstylia, kapelutek, rozchełstaną koszulę z czerwoną apaszką z manierycznie wypolerowanymi na glanc, kremowymi - z górnej półki - adidkami, troszkę snikersami, ale jednak wyjątkowo dostojnymi - które zgrabnie ujmował dłonią, jak co najmniej pani z obuwniczego. Drugi pan duuużo młodszy, całkiem przystojny, z tą taką dziwną grzywiastą fryzurą, też dość ubrany (bo to był dzień wietrzny i bezsłoneczny), sprawiający wrażenie lekko zmanierowanego i wyraźnie zniecierpliwionego wlekącym się starym.

W sumie można by było zrobić zakłady, kim jest młody dla starego i na odwrót, ale jednak ilość źle wtartego kremu, istnej tłustej kremo-faktury, która w dzień ostrego słońca, żaru z nieba, spiekoty - byłaby czymś naturalnym i oczywistym, w dzień pochmurny i ponuro-zimny - nie mogła pozostawiać złudzeń, panowie nie byli rodziną krwi i z pewnością jeden z nich miał gruby portfel.

Nic nam do tego! Niektórzy lubią pieniądze, fajne są!

Panowie wyszli na przedpołudniowy spacer ze swoimi brytanami - jakąś obcą nam kulturowo rasą mini psinków, wielkości niedojrzałych kotów dachowych. Mikro psy umordowane plażą, nie miały siły już przedzierać się przez piaski i buntowniczo stały w miejscu. Wpatrzone wyczekująco w swych bogów. Opiekuńczy stary, co chwila przystawał i dawał sygnały wzywające owe małe gryzonie, do nogi. Jeden z piesków wreszcie się ruszył, drugi stał jak wryty, wycieńczony (zapewne)...

Ostatecznie stary postanowił użyć głosu i ryknął piskliwie: Miśśśśiu!!!, Mińńńńiu!!! doo noooogiiii! No już, już!

Spojrzeliśmy po sobie z I' i oddalając się od sympatycznej parki obiecaliśmy sobie jedno! Jeśli kiedyś doprowadzimy się do takiego stanu jak tamci dwaj, albo zapragniemy hodować psy-mini i nadać im takowe nazwy. To będzie znak, że coś się dzieje złego! Wtedy będzie trzeba kupić broń i strzelić sobie w łeb! 

23:09, koffiejames , koffie mix
Link Komentarze (2) »
wtorek, 20 listopada 2012

50 miesięcy. To uświadomił mi ostatnio I'. Jesteśmy ze sobą 50 miesięcy. Niby to nic, o 4 latach przecież już wspominałem... A tu tymczasem przeszły kolejne dwa miesiączki. A kiedy człowiek spojrzy na ten czas z pryzmatu miesięcy, to 50-tka robi jakieś takie duże wrażenie... 

Ogromne!

Ile to jest czasu? Wyrwane z istnienia, heh. Człowiek patrzy na siebie w lustrze i szuka tych 50-ciu miesięcy pod oczami i na skroniach, przy zakolach, na języku...

Zadziwiająco przerażające jest to - jak szybko leci czas... 


ps. kawałek znanego na tym blogu zespołu zagrany przez Londyńską Królewską Filharmoniczną Orkiestrę z własnie wydanego albumu coverującego utwory tego zespołu

12:49, koffiejames , koffie mix
Link Komentarze (5) »
niedziela, 18 listopada 2012

Mąż daleko. Rozpoczął kolejne podyplomowe studiowanie, które ma pomóc mu w pracy i być może w karierze. Z tą karierą to jednak nie bardzo. Szefostwo jest sprytne, na kierunki umożliwiające awans nie wysyłają swoich pracowników. Za te, trzeba płacić z własnej kieszeni. Ale przecież, nie jest to nic nowego. 

Oczywiście mi smutno i źle, że będę teraz co drugi (prawie) łikęd sam. Tym bardziej, że wyimaginowana choroba zaczęła mnie bardziej męczyć. Nie bardzo - ale jednak z lekka. A ja mam oczywiście panikę i nerwicę. I wymyślam sobie objawy, których nie mam. Ale dopóki ich sobie nie wyklaruję i nie wyjaśnię, że nie mam - to mam. I to jest strasznie męczące. Nie wykluczam przyczyn swej choroby w nerwicy własnie. Za bardzo się przejmuję, a trzeba mieć na wszystko wyjebane. Tak własnie jak ludzie, których oglądam przez większość miesiąca, oni nie przejmują się niczym i są w pełni zdrowia i szczęścia...

A tymczasem trzeba się przebadać, by zabić nerwicę albo leczyć...   

piątek, 16 listopada 2012

Mąż pokazał mi gługl strit wió i przeżyłem szok. 

Ok., wiedziałem, że cała nasza mejn strit została zrobiona, i co 20 metrów można z okna dowolnego kompa przespacerować się po Centrum ale... Ale gługl poszedł dalej i całe nasze miasto można zobaczyć, praktycznie z dowolnego skrzyżowania i metra. Ba, wszystkie największe miasta w Polszy można zobaczyć praktycznie z dowolnego punktu.

Jaki był mój szok, kiedy wpisałem swoją malutką uliczkę i zobaczyłem osiedlowy chodnik, skwerek i okna mieszkanka - na wyciągnięcie ręki. Łoł toż to inwigilacja jest - troszkę to niekomfortowe...

wtorek, 13 listopada 2012

[*]

sobota, 10 listopada 2012

Jutro dzień zamieszek warszawskich. Mam wrażenie, że z roku na rok idziemy ku gorszemu. Na ulicach widać wymalowane na ścianach odezwy obozu faszystowskiego, tudzież na tablicach informacyjnych wydrukowane na zwykłych kartkach informacje odnośnie zbiórek i odpraw wojennych. Czyli naród się zbiera, szykuje się do boju.

Ale to nie tylko nacjonaliści zawłaszczają sobie 11-go Listopada. Robią to po części Ci wszyscy, dla których ten dzień jest okazją do publicznego napierdalania się nawzajem. Użyłem tego nieładnego słówka celowo - bo to nie są bójki czy sprzeczki, tylko wzajemna prowokacja do użycia przeciw sobie siły, bez znaczenia w jaki sposób i czym. W zeszłym roku płonęły auta telewizyjne albo próbowano je przewracać. Co będzie w tym roku? Anarchiści z Niemiec napadną pierwsi? Ile autokarów na autostradzie i innych trasach wylotowych zatrzyma policja? W ilu będzie broń: pały, kastety, noże, maczety?

A o dziwo, bije się ze sobą ten sam obóz. Miłośnicy Dmowskiego, od prawa: nacjonaliści, faszyści, raczkujący naziści; od lewa: socjaliści, socjalni-lewacy i socjal-anarchiści. To przecież jedna banda - różniąca się dosłownie niuansami poglądów i wyglądu. Ok, to sarkazm - no ale przecież zobaczcie sami - porównajcie większość ich poglądów - są identyczne. Oba obozy są wrogie wolności jednostki, oba chcące zniewolić społeczność, oba domagające się silnej pozycji państwa albo przynajmniej jego interwencjonizmu, co prowadzi do umacniania państwa - jego kontroli i swoistego absolutyzmu władzy. Wreszcie oba są niesamowicie niebezpieczne i prowadzą albo w stronę skrajnego faszyzmu, albo w kierunku komunizmu czyli do totalitaryzmu.

Przez rok 2012 udało mi się spotkać, poznać i rozmawiać z ludźmi z obu tych obozów. Łączy ich wspólne zaślepienie, chora nienawiść wobec oponentów oraz wobec wolności, jaką w ułomnym wymiarze oferuje nam państwo polskie. Rozmowa z każdą ze stron prowadzi do nieuchronnego konfliktu. Ci ludzie - to nie tępe łyse osiłki, to inteligencja wyrastająca z obu przeciwnych nurtów. Oni będą szli jutro po przeciwnych stronach, nie będą brali udziału w starciach. Będą robić coś gorszego, będą wpierać bandytów swoją obecnością...

Jeślibym miał być w Warszawie 11 listopada - to poszedłbym z Prezydentem, czyli z demokratycznie wybraną władzą, jakakolwiek by ona nie była - stanowi wybór narodu. A jeślibym nie chciał iść w politycznym i propaństwowym wiecu, to pojechałbym niepodległościową masą rowerową, na której ludzie chcą się bawić i świętować, cokolwiek chcą, w normalny i fajny sposób, bez nienawiści i agresji.     

piątek, 09 listopada 2012

Ostatnio pokazano mi straszliwego bloga, osoby, która walczyła z nowotworem, finalnie zmarła, ale blog utrzymany był w walecznej konwencji prawie do końca. Hm? To miało być wsparcie dla osób, które też walczą, oraz forma wprowadzenia zdrowych w świat normalnego życia z chorobą. Ale jeśli takie blogi pokazuje się osobom z problemami o naturze psychicznej, które swój świat opierają na orientacji egocentrycznej i narcystycznej – jak hipochondryków określa wikipedia.pl, czytaj Koffie James            - to… Autor bloga cierpi właśnie na wszystkie objawy choroby, której wiwisekcji dokonywał przez całą zeszłą noc. A do tego mamy listopad i jego śmiertelny nastrój, tylko potęguje fiksacje psychiczne KJ.

Naprawdę, czasem mnie dopadają takie stany i nie wiem jak sobie z tym radzić. Zresztą kiedy w żartach pokonuje się mikro objawy swoich schiz to ok., obśmiać można wszystko i zapomnieć. Ale kiedy dostaje się tak straszliwą dawkę życiowego horroru, nad którym nie można przejść do porządku dziennego – to ja dziękuję, nie mam ochoty czytać, słuchać o podobnych horrorach, nawet na wesoło, nawet z walką i walecznym sercem. Bo nie dźwigam takich historii…        

 

 
1 , 2