o mnie i o ludziach obok... o ludziach i o mnie...
Archiwum
O autorze
środa, 30 listopada 2011

Wracając do tradycji jesieni teatralnej lub około teatralnej – wybieramy się do świeżo otwartego, bo prawie po dwuletnim remoncie, Teatru Muzycznego na operetkę. Chyba nie byłem nigdy na operetce? Na operze i owszem, nawet na dwóch czy trzech – dość dawno jednak – operetka zaś to novum dla mnie. „Wesoła Wdówka” – temat lekki i rozrywkowy (choć nie zabarwiony ongiś politycznie) – dla relaksu i przyjemności. W grudniu czeka nas jeszcze jeden teatrzyk (jakaś niewinna komedyjka) – oraz buszowanie po teatrach w poszukiwaniu stroju na ślub przyjaciółki – ma być retro z przełomu XIX/XX wieku. Oczywiście był też pomysł abyśmy się z I’ na ów ślub, przebrali za pewne bardzo charakterystyczne bohaterki serialu Mała Brytania – ale postanowiliśmy jednak spuścić z tonu… A styczeń, ach ten styczeń – chyba skończy się na tym, że wyciągnę przynajmniej marynarkę z szafy – bo jeśli uda nam się kupić bilety do Filharmonii, na to na co pragnę iść to…. Szał!!!! Ale o tym później – nie ma co zapeszać…

Kończy się listopad… Hm jak ten czas leci – kurcze! Sezon 2011/2012 pod względem teatralnym jest słabszy niż poprzedni – ale to za sprawą kinowych premier, między innymi: Służące, Habemus Papa, Tintin (na którego musiałem iść tylko dlatego, że była to animacja choć nie tylko…) oraz ze względu na jednak dość słaby repertuar premier rodzimych teatrów… Do końca roku ciągnę I’ jeszcze na trzy filmy – znaczy ja na dwa, a on mnie na jeden – na który ja nie mam ochoty iść ale czego się nie robi z miłości, prawda?

A w ramach nadrabiania zaległości, kupiliśmy sobie w promocji na DVD „Wszystko W Porządku”. Ok. Moore i Bening są świetne – rodzina jest fajna, spermodaj mącący spokój w lesbijskiej familii i ofiara seksualnego napastowana przez Juliannę Moore – wpasowuje się interesująco w model owej tęczowej ferajny – ale ja nie rozumiem zakończenia??? Tego naiwnego szczęśliwego-endu – i oczywiście winny jest facet! Bzdura! To nie on się łapczywie rzuca do rozporka jednej z lesb, przecież jest na odwrót. Autorzy filmu chyba do końca nie byli pewni, dokąd i do kogo ma trafić film – do kin studyjnych i wysublimowanego odbiorcy, czy do hiper-kino-marketów i popcornożerców-cocacolopijców. Ale mimo pewnego wybicia – uśmiałem się na tej komedii zdrowo.

poniedziałek, 28 listopada 2011

Czasem piszę wszystko na gorąco, emocjonalnie a czasem odgrzewam pewne sprawy. Po 11 listopada i po poznańskim marszu – zwłaszcza w tygodniu po powrocie, trapiły mnie niepokoje i straszliwy pesymizm. Chyba mi już troszkę przeszło, a przynajmniej zapomniałem większość niepokojów – ale pozostały te…

- Niepokoi mnie wzrost postaw radykalnych w naszym kraju. Skąd to się bierze? W rodzimym mieście zawiązał się w sierpniu tego roku oddział ONR.

- Niepokoi mnie w związku z powyższym chęć założenia skrajnie prawicowej partii (złożonej z faszystowskich środowisk), która będzie posługiwała się taką czy inną formą organizacji paramilitarnej – powiedzmy kiboli.

- Niepokoi mnie legalizacja pewnych znaków.

- Niepokoi mnie nienawiść do partii Palikota. Nie było w polskim parlamencie takich pokładów niechęci, nawet w stosunku do Samoobrony Leppera.

- Niepokoi mnie rechot z sali plenarnej…

- Niepokoją mnie wreszcie słowa Tuska, iż w kadencji obecnej – czyli aż do 2015 roku (a moim zdaniem do 2020 i później…) – nie dojdzie w Polsce do rewolucji obyczajowej. Wiecie co to oznacza? Niepokoi mnie to, że premier w tak otwarty sposób kłamie – na przykład w sprawie pani Juli Pitery, z której wyszła cała jej zaściankowość i prymitywizm. Ale premier nie kłamie tylko w tak błahych sprawach…

Nie wierzę, że ruszy się cokolwiek w naszej sprawie w obecnej kadencji. Nie sądzę aby był ku temu pomyślny czas. A nawet jeśli – to i tak człowiek, który zdawał się zapalać zielone światło – kiedy dokonywał pokazowego transferu przyszłego ministra do spraw wykluczonych, podczas expose zapalił czerwone, a przy okazji okazało się że po kilku miesiącach ministra wykluczonych już nie potrzeba…

W najbliższym czasie, podobno, mają pokazać się jakieś projekty ustawy związkowej – czekam, trzymam kciuki – szanse są mizerne ale i tak – czekam, trzymam kciuki…    

niedziela, 27 listopada 2011

Ja byłem w szoku, że w Polsce taką muzykę można robić. Co z tego, że nie jest to nasze, własne, u nas wykoncypowane. Ale jak to powiedział kiedyś ktoś mądry, nawet najwybitniejszy wynalazca w dziejach USA i Świata Thomas Edison był naśladowcą, tak genialnym że wykorzystując to, co już ktoś zrobił przed nim – stworzył nową jakość – do dziś w zasadzie niezastąpioną. Za niecały miesiąc minie dekada od nagłej śmierci Grzegorza Ciechowskiego muzyka wybitnego!

czwartek, 24 listopada 2011

20 lat temu umarł Freddie Mercury – jeden z najlepszych, jeśli nie najlepszy głos XX wieku muzyki pop-rock i w ogóle. Niewielu ludzi rodzi się z taką skalą głosu, niewielu z taką skalą wykorzystuje ją w taki sposób, niewielu przez blisko 20 lat okupuje pierwsze miejsca list przebojów i żyje pełnią, a nawet nadwyżką swego życia. Niewielu wreszcie wydaje blisko 90% swojego majątku przed śmiercią na iście królewskie życie, gdzie koks roznoszą karły a drinki striptizerzy. Ale Freddie miał też inną twarz, kilka różnych twarzy – nie oceniajmy go tylko po tym, że po koncertach lubił rozbierać swoich ochroniarzy do rosołu, i oglądać filmy z lat 20-tych, nie oceniajmy go tylko po mniej lub bardziej legendarnych seksualnych orgiach które urządzał – folgował ciału i potrzebom cielesnym – miał do tego prawo, nie miejmy kompleksów.   

Ja zetknąłem się z jego życiem i twórczością ponad dekadę temu – z początku ze swoistą rezerwą, a potem z całkowitym oddaniem. Przeszło mi, jak przechodzi wszystko… Może to nie była muzyka wybitna, wielkich lotów – za to była doskonałym produktem z jasno określonym odbiorcą… Wydałbym dziś niesamowitą kasę, aby zobaczyć Queen z Mercurym jako wokalistą, nawet jeśli byłby pod-EltonDżonowiały (gruby i podstarzały jak E.J.), co z tego… Tylko, hm, zawsze mnie męczy to pytanie – tylko czy Freddie by jeszcze chciał? Czy by chciał mieć 65 lat, czy by chciał dalej ciągnąć Queen nie mogąc z racji wieku szaleć po scenie? A może, może by stał się zasuszonym i dziarskim dziadkiem, z grubym siwym wąsem, snującym te swoje hymny lat 80-tych, być może powstałyby nowe hymny dla lat 90-tych i obecnych, a może muzycznie już dawno by się skończyły pomysły na popowe slogany? Chociaż w obecnym zalewie tandety muzyki pop – Queen mógłby być wciąż perłą bez specjalnych wysiłków. Bo na przykład przepiękna piosenka Small z albumu Queen+Rodgers, gdyby wyciągnął ją Mercury to byłby numer 1.

Freddie nie żyje, chociaż będzie żył zawsze jako ikona. Nie odszedł przedwcześnie jak pseudogwiazdki z klubu 27 – zasłużył na legendę – choć zapłacił za nią życiem – ale chyba tego chciał. I może dzięki temu nie zawiódł, żądających największych poświęceń, fanów.

środa, 23 listopada 2011

Wszystko, co dobre szybko się kończy. Tegoroczny Poznań to wyjazd iście szalony. Nie dość, że nowym środkiem komunikacji zbiorowej – w porównaniu do makabry PKP – iście luksusowym i śmiesznie tanim, to jeszcze pełnym wrażeń wszelkich od kulinariów po towarzyskie i urbanistyczne. Poznań, rogale, itd. w normie. Marsz bardziej ognisty niż dwa poprzednie – nadmuchany propagandą mediów, dzięki której przybyło znacznie więcej niż przed rokiem „debili”. Organizatorki pogryzły się z anarchistami, przez co anarchiści nie wystawili Samby – najmocniejszego chyba elementu poprzednich dwóch marszy. Dlatego też, niestety był to częściowo marsz milczenia – mimo kilku „moderatorów i operatorów megafonów” - było słychać krzyki „debilstwa” i niepokojące huki petard albo gumowych kul. A mimo to było naprawdę fajnie, ludzie dali radę, mimo odrobiny stresu.

Impreza po-marszowa – nasza własna, nie żadna oficjalna, z racji dość licznego grona gości u Natalii i Żony Oreiro – rozbiła się wielowątkowo. To znaczy wystartowaliśmy razem do dwóch klubów i na nocną przekąskę, a potem się podzieliliśmy na grupy. Ja z mężem postanowiliśmy wracać do domu, po półgodzinie przybyła kolejna para gości i zrobiliśmy z nimi (dziewczynami) kawałek wódeczki, opowiadając sobie o lesbijskich i gejowskich fantazjach seksualnych oraz o naszych pierwszych razach. Strasznie banalny temat, którego się zwykle brzydzę – ale atmosfera była tak zaskakująca, że postanowiłem sobie dać na luz. Tymczasem nasze Gospodziny wraz z jeszcze jedną zaproszoną na marszowe święto lesbą – poszły grzać się nad czarcim ogniskiem u anarchistów. Oczywiście ja w nocy (podobno) chrapałem, więc jedna z wojowniczych lesb mnie ciągle budziła – sama też nie mogła spać – wobec czego postanowiliśmy wstać około godziny ósmej rano i po małej toalecie zostawiwszy Natalię i jej Żonę w głębokim śnie – my goście – udaliśmy się na zwiedzanie miasta. Szczególną atrakcją Poznania jest żelbetonowy zamek Przemysława II budowany na podstawie szkiców z XIII i XIX wieku! Na szczyt wieży z panoramą na rynek (zamczysko niczym Wawel rośnie tuż za rynkiem) wjechać będzie można 700-letnią elektryczną winą. Stwierdziliśmy następnie, że belgijskie frytki sprzedawane na Wrocławskiej tuż przy rynku kosztują więcej niż u nas i są mniej smaczne, czyli oszukane – a WC kosztuje 2zł! Ale poza tym wycieczka była wielce udana.

Po powrocie lesby zabrały się w drogę, a my zjadłszy obiad poszliśmy na spacer po Poznaniu nocą – szlakiem Natalii Oreiro lub Żony, czasem nie było wiadomo której, ale szybko się dogadywały. Po godzinne 22-ej w oparach mrożącej krew w żyłach i nie tylko, mrocznej i morderczo gęstej mgły odjechaliśmy z Posen – zabierają kompletnie inny obraz tego miasta i naszych drogich panien Oreiro oraz ich sympatycznej, nowej współlokatorki.

Nie nastawiałem się na wielkie wspomnienia i przeżycia, a tymczasem w miłym towarzystwie już od piątkowego dnia „swobody” – kiedy łaziliśmy sami po mieście, po wspólnym gotowaniu: „kulaniu pulpecików z cieciorki”, marszu, imprezie wspólnej i dzielonej, strasznej i komicznej nocy i kwaśnym poranku, który zamienił się w bardzo sympatyczne przedpołudnie, a potem popołudnie i wieczór – wróciliśmy do domu towarzysko posileni, amen.     

Kolejny i przedostatni odcinek grubasów opóźnił się troszkę. Winny był oczywiście Poznań. Nasze rozmiary przez ostatni miesiąc w myśl jesienno-zimowej tendencji – rosną. Wszystkie dane są jeszcze sprzed wyjazdu – bo jeśliby wliczyć wszystkie rogale i naprawdę pomysłowe – wegetariańskie acz ciężkie posiłki u Dziewczyn to… No właśnie. Perspektywy na grudzień też nie wydają się być optymistyczne – zwłaszcza w obliczu Świąt Zarzynanych Karpi.

 

Waga: 172 kilogramy, było 169,5.

Talia: 204 centymetry, było 201.

Wzrost: 348 centymetrów.



czwartek, 17 listopada 2011

Jutro wyruszamy do Poznania. Trzeci i najtrudniejszy raz. Znaczy trudności już sobie prawie poszły, ale kładły się jak samobójcy pod torami rozpędzonej lokomotywy, a w niektórych przypadkach sami się rzucaliśmy na te tory. Tak to w życiu bywa – jestem emocjonalnym i pamiętliwym facetem.

Na początku kupiliśmy bilety, a potem stało się coś co spowodowało, iż się zawziąłem i powiedziałem I’ – że nie ma mowy i że nie pojedziemy do tego miasta. Mojemu postanowieniu z pomocą przyszło jakieś szalenie ważne dla męża szkolenie (organizowane przez Uniwersytet), które miało wypaść w dniach 17-19 listopada. Mój mężczyzna obecnie na szkoleniach spędza więcej czasu niż w pracy, a ponadto w tym roku jeszcze nie brał urlopu, ale może wykorzystać wolne dni podobno do września 2012.

Kiedy już zabukowane było to ważne szkolenie, moje naburmuszenie przeszło i zrobiło mi się przykro, że nie pojedziemy do Poznania. Ale wiedziałem, że to uniwersyteckie szkolenie było dla I’ bardzo-bardzo ważne. Kupione bilety nawet planowaliśmy spalić – bo przewoźnik żadnych reklamacji nie przyjmował. Narodziła się więc idea abym sam pojechał do Dziewczyn skoro mi już przeszło – ale ja się ich trochę boję – więc powiedziałem, że sam nie pojadę. Ok. – pomyśleliśmy – trudno, czasem tak wychodzi i nie można pogodzić wszystkiego, odwiedzimy je kiedy indziej. A że Marsz? My nie jeździmy na marsze – tylko do Dziewczyn! Nawet, jeśli moja opinia o marszach przez ostatnie cztery lata ewoluowała – to dalej stoi on na czwartym miejscu po Oreirównach, imprezie i rogalikach jakiegoś tam świętego. Okazało się jednak, że męża ze szkolenia wygryziono – nie ma szkolenia. Mąż zły, wściekły, wkurwiony jak nigdy – medytuje, zero sexu… Dzwonimy do Dziewczyn, że będziemy – wszystko wydaje się być już na dobrej drodze. I’ się uspokaja i nastawia na pozytywny, długi weekend w Poznaniu.

Wtorek 15-go listopada, szefowa wzywa I’ – „jest dla pana miejsce na szkolenie” to, z którego pana wygryźliśmy… Zapada długa cisza… Bardzo długa… … … Wyjątkowo cicha – cisza… Mąż zły, wraca do domu i medytuje. Ja – dzwoneczkiem – wypędzam z kątów demony. I’ chce jechać na to szkolenie – ale tylko, jeśli się zgodzą na jego warunki, czyli że w piątek (dziś) wieczorem będzie mógł się urwać. Szefowa się zgadza. I’ dzwoni do ojca, aby ten po niego o godzinie 21-ej – kiedy się zajęcia skończą – przyjechał, cholera wie gdzie, gdzieś za Zgierzem a przed Kutnem. Ojciec pojedzie – wierzymy w to – no chyba, że znów się zaleje w pracy, jak to miało miejsce ostatnio… Ale już wykorzystał swój limit „ciągów alkoholowych” na rok 2011 (mianowicie 3). Ciąg trwa kilka dni i polega na nieustannym chlaniu w pracy, w której może to robić bezkarnie, gdyż specjalistów takich jak tata I’ się nie zwalnia. Zatem jeśli I’ wróci dziś do 22-giej wieczorem – jutro w południe będziemy w Poznaniu. Oczywiście po szczęśliwym zajechaniu na dworzec…   

środa, 16 listopada 2011

Globalna wioska jest bardzo mała. Odkrywam to nie po raz pierwszy. Nie pierwszy raz ze zgrozą. Otóż kiedyś obracałem się w pewnym młodo-literackim towarzystwie, z niedobitkami którego łączą mnie dziś spotkania na piwie. Nawet na festiwal który dziś ci ludzie organizują, Puls Literatury nie mogę się wybrać od trzech lat… A od dziesięciu nie potrafię złożyć niczego na żaden z konkursów, które ów festiwal rozwiązuje i nagradza. Mniejsza z tym.

Towarzystwo minione – miało swoich mentorów i idoli. Nie muszę nikomu mówić, że byli to idole w wieku 50+ wówczas, czyli dziś prawie 60, 60 i 60+. Przypadkiem zaś zacząłem czytać kilka nowych jak również bardzo leciwych blogów gejowskich – śmietany łódzkiej, jak je ostatnio nazywam, no i co się okazało… Że po trupach do celu, a jednak! Znalezione wspólne nieboszczyki: Andrzeja B. (człowieka, z którym kiedyś jako wyróżniony – piłem wódkę, to on mnie wyróżnił) i K.K. (której nie było mi dane poznać)  szybko pozwoliły mi wejść na tropy moich dawnych idoli, a obecnie panów dyrektorów domów kultury i teatru: A.S. (kiedyś jego wiersz/e publikowałem na tym blogu) i Z. J. Znanych skądinąd z niepochlebnych komentarzy (z forów Wybiórczej) po ich wyborze na stanowiska. A że niepochlebne komentarze pisali Ci, którzy nie byli mile widziani w domach dyrektorów, gdzie zwykle lała się darmowa wódka dla tabunu – zwykle dużo młodszych przyjaciół – to nikt niewdzięcznym plotuchom nie uwierzył.

Bogate konstelacje znajomości prezesa i wiceprezesa naszej rodzimej filii SPP (czytaj dyrektorów) – odbiły się właśnie na tych blogach. Co ciekawe na blogach, które bym określił że brylują ostatnio pośród mejnstrimu, stoją co prawda za pierwszą linią blogów-wojowników, którym zdaje się że wyznaczają nowoczesne trendy naszej społeczności. A jednak Ci panowie doświadczeni, uzurpujący sobie monopol na życiowe prawdy i wyroki, tak jak dawniej moi mentorzy, którzy co prawda byli hetero, ale jednak podobnie jak ich homoprzyjaciele pragną i otaczają się gronem młodzieńczych znajomych, którym mogą lub myślą że mogą czymś zaimponować lub zająć tron moralisty. Poczytać ich można z ciekawości. Poczytać ich można, aby zobaczyć jak zaklinają czas, jakie mądrości (czasem naiwne) chcą nam przekazać. Poczytać ich można też, by mimo modnej niekiedy i wirtualnej kiecki – jaką przywdziewają – pozdrapywać z nich ten maskujący, nowoczesny lukier. Aby dokopać się do ich kompletnie innych – od naszych – czasów, gdzieś głęboko w lata 80-te, kiedy mieli po 20-30 lat, kiedy dominowały – dziś bardzo skrajnie odbierane przez współczesnych zheteryzowanych gejów – modne żeńskie ksywki: Teresa, Mietka, Zenobia itd. Ksywki to nawet nie wierzchołek góry lodowej, ich kompletnie innej od naszej struktury społecznej. Między wierszami wyjdzie tęsknota panów w średnim wieku za minioną młodością, latami przed 1989 rokiem. Zobaczymy archaiczne podziały na bogatych i biednych gejów, czyli w tym stereotypie na młodych i starych, tęsknotę za lokalami tylko dla starszych facetów, czysto burżuazyjne i równie archaiczne wypady raz na miesiąc do jakiegoś europejskiego miasta, aby się zabawić. Gdzie te blogi można znaleźć – dla chcącego nic trudnego…

A swoją drogą to owe blogi, które mnie tak pochłonęły zadają mi inne pytanie. Kiedy ktoś wreszcie zrobi dogłębne badanie socjologiczne społeczność homoseksualnej z podziałem na wiek, płeć, wykształcenie, oczekiwania, hetero- i homo-matriks – kiedy pojawi się pełna publikacja naukowa, z być może bardziej beletrystycznym omówieniem dla mniej wymagającego czytelnika? Przecież lesby i geje mający dziś 50-60 lat różnią się znacznie od lesb i gejów mających dziś po 40-50 i 30-40 lat, nie mówiąc już o pokoleniu 20-latków i nastolatków. Różnimy się od siebie, a nawet często wstydzimy się siebie nawzajem i wypieramy. 65-letni Jan, który jest Łucją nie rozumie 25-letniego chłopaka w heteronormatywnym związku, broniącego jeszcze norm przysłowiowej „męskości”. Dlaczego między tymi dwoma mężczyznami nie ma zrozumienia, obaj są pedałami – obaj żyją w kompletnie innym świecie?   

21:35, koffiejames , koffie mix
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 14 listopada 2011

Jestem przerażony tym co się w naszym kraju dzieje. To już nie chodzi tylko o 11-go listopada. Przecież było oczywiste, co się wydarzy. Nie jestem zszokowany niczym, kompletnie niczym: płonące wozy telewizyjne, niemieckie bojówki anarchistyczne, prowokacje kiboli. Moim zdaniem za rok czy za dwa będzie gorzej – dojdzie do regularnych zamieszek i zginą ludzie. A może nawet trupów będzie więcej niż kilka. Budzimy demony! Obudziły się już zresztą. Wczoraj, kiedy transmitowano żenujące konferencje prasowe – jednych obwiniających drugich. Wszyscy są święci i nie ma winnych. Winne są telewizja i policja. Ja mówiłem z intencją szczerą – niech się debile pozabijają nawzajem.

Bilans strat w roku 2011 jest znacznie większy niż w 2010. A co będzie za rok, za dwa? Za dwa lata zwłaszcza – nadchodzi do kraju kryzys, obiecane miliardy na kolejny okres budżetowy UE po 2013 roku (2014-2020) – stają się mrzonką w obliczu upadku Grecji i zagrożenia pozostałych „świń” (Portugalii, Italii i Hiszpanii). W 2013 roku skończy się obecny okres budżetowy – pracę stracić może według niektórych prognoz do 200 tysięcy pracowników, pracujących obecnie na unijnych kontraktach budowlanych!!! Wiecie jak bardzo wzrośnie radykalizm nastrojów??? Patrząc na to co się działo w okresie dobrobytu dwa dni temu – za dwa lata – przemnóżmy to razy dwa albo trzy. Do czego zmierzamy? Do Belfastu? Lewacy będą podkładać samochody pułapki, a Naziole będą zdejmować działaczy lewackich snajperką? Będziemy się mordować na ulicach w biały dzień?

Czy nie widzicie wy – ‘idioci’ – że ten kraj zaczyna się dramatycznie dzielić? A wojna społeczna podziały tylko pogłębi, sprawi że nie będzie już powrotu do pewnych standardów. Zmierzamy do Iranu i Holandii zarazem – to skończy się tragedią! Czy naprawdę tak trudno jest zrozumieć, że tylko żmudną pracą osiąga się zamierzone cele, że tylko społeczna edukacja prowadzi do integracji! Już zapomnieliście ideały pracy u podstaw(???) – to idźcie [[[‘kurwa’(!!!)]]] do szkoły!!! Nie odwracajcie się od cywilizacji – dajcie szanse tym, którzy chcą spokojnie żyć! Takim ludziom jak ja – którzy zostaną kiedyś skatowani przez drugą opcję – tylko dlatego, że siłą rzeczy ktoś, kiedyś mnie zaklasyfikuje do jednej z tych dwóch grup – bo nie będzie trzeciej drogi. Nie polaryzujcie tej społeczno-politycznej sceny na naszych i waszych, na tych których się kocha i na tych którym trzeba obić twarz. Opanujcie się, bo zaczynacie iść złą drogą – pociągając za sobą niewinnych ludzi.

A na koniec ciekawe spostrzeżenie od TVN przez TVP1, Polsat i TV Trwam – wszędzie zaproszeni socjologowie potępili ideę konfrontacji! Przecież badania pokazują, że młodzi ludzie opowiadają się w znacząco większym stopniu za ideami „kolorowej niepodległej”. Jest to rozsądny kierunek zmian – krzewmy dobre idee za pomocą naszych głów, słów i piór – a jak trzeba to i sądów dla obrony słusznej sprawy – a nie za pomocą karabinów i bojówek – nawet jeśli druga strona takowe posiada. Nic nie usprawiedliwia tego abyśmy z ofiary zamienili się w oprawcę.

13.XI.2011

 

PS.

Po godzinie 15-ej jedna z telewizji zaprezentowała arsenał „ślepo” bronionych przez lewicowe środowiska – niemieckich (i nie tylko) anarchistów. Pałki, noże, kastety, kije, gaz… Najemcy słynnego lokalu przy Nowym Świecie z Krytyki Politycznej umywają ręce. To skąd się tam wzięły te niewinne przyrządy – pokojowo rozbrajaliście Młodzieżówki Weszpolskie czy Święty Mikołaj podrzucił wam to przez komin?

14.XI.2011     



niedziela, 13 listopada 2011

Coil fizycznie umarł. Stało się to nagle i bez rozgłosu. Piękna, pedalska, twórcza miłość. Panowie nie czekali na siebie długo. Mimo 23 lat wspólnej działalności i pożycia. John Balance wypadł z okna 13 listopada 2004 roku. Jego partner Peter Christopherson zmarł we śnie 25 listopada 2010 roku. W ich muzyce i śmierci jest coś dziwacznego, mrocznego i romantycznego… Coil jest najlepszym lekarstwem na przesadną radość z rzeczy miernych, cudownie babrze się w depresyjnych rozważaniach z pogranicza sensu, życia, śmierci, seksu i wszelakich wykolejeń... 

J. Balance 1962-2004

P. Christopherson 1955-2010

Wędrując po supermarkecie wspinam się do nieba… Opus magnum pośmiertnego albumu poświęconego pamięci Johna. 

Moja ulubiona modlitwa.

O Lord, save my sinful soul
From local punishment
From the far-away zone
From being frisked
From the tall fence
From the severe prosecutor
From the Devil or from the devil owner
From small rations
From dirty water
From steel handcuffs
From hidden obligations
A cold cell
And short haircuts
Save us from the death penalty
Amen
Amen
Amen

I ostatnia wspominka - mam tu poważny kłopot - ale niech będzie znany już z tego bloga kawałek zamiast szaleństw.

 
1 , 2