o mnie i o ludziach obok... o ludziach i o mnie...
Archiwum
O autorze
poniedziałek, 30 listopada 2009

Nie ma u nas wróżb, ani żadnych czarów. Spokojną noc przeplatają dźwięki błyskających kogutów. Nikt nie wyleje wosku – żadnych u nas panien. Spokojnym krokiem pójdziemy sobie do jakiego centrum handlowego, popatrzeć na bogatych ludzi… A może szczęście jakie się od takiego patrzenia przydarzy.

PS. W wielkiej budzie z meblami widziałem pluszowe łasice!!!

sobota, 28 listopada 2009

Jesteśmy można tak powiedzieć zapracowani! To znaczy mąż i ja! Tyle tylko że on pracuje, a ja nie pracuje – co i tak nie zmienia faktu że; jesteśmy….

Generalnie ostatni tydzień spłynął na żmudnej segregacji, na kilkanaście plików prawie tysiąca fotek, które zrobiły nasze mobilne telefony – potem na podziale osobowym, i jeszcze na kolejnych podziałach i podziałach i zipach i rarach itd. Taka Natalia Oreiro dostała 7 rarów z fotkami, co jeden się wysyłał 25 minut, a podczas wysyłki mój skromniutki internecik kompletnie zaprzestawał pracy, każdej innej i wszystkiej poza transferem. Natalka dostała swoją kopię – teraz czas jeszcze na Tahira i Maganunę – i każda z tych osób dostaje troszkę inny pakiet. W pakietach znajdują się fotki z marszu, łasiczych urodzin, innych wspólnych wydarzeń, które były systematycznie dokumentowane – od września 2009 roku aż po końcówkę listopada!

Mąż poza pracą – też się uczy! W grudniu nawet zgotował mi taką przyjemność, że nie ma go przez dwa weekendy, gdyż siedzi w paskudnej Warszawie. Więc będzie tylko w święta i w mikołajki. Będzie musiał oczywiście mnie jakoś przekupić abym zniósł dwa weekendy samotnie…

27 listopada czyli wczoraj, otworzono w mieście wielką budę z meblami – jak mówią jej przeciwnicy – na którą czekaliśmy 20 lat. Która będzie częścią dużego centrum handlowego, które otwierają wiosną – w rozmiarach podobnych jak Stary Browar w Posen tylko, że na 1 poziomie zamiast na 5! Byliśmy wczoraj w wielkiej budzie meblowej z mężem – jutro jadę z innymi bliskimi. Cóż buda ta jest największa w Polsce – o ponad 9 tys. m kw. większa od największej dotychczasowej w Jankach Warszawskich. Jak na nasze oko to mała nie była – a też i, specyficzny trakt zwiedzania i naprawdę tłum ludzi – sprawił wrażanie jakby otwarto salon albo, jaką wystawę – ba sam sklep chyba się jeszcze do końca nie zrobił – bo pozamykane było dużo przejść i skrótów… Ale generalnie było miło – spędziliśmy tam wczoraj prawie cały dzień – skacząc po wszystkich ekspozycjach i zaglądając do wszystkich szuflad. Jeszcze nie wiemy jeszcze jak urządzimy sobie mieszkanie – na pewno podobały mi się czarne wystroje. – Szczerze mówiąc spodziewałem się większej tandety, a tu się zdziwiłem bo naprawdę kilka wystrojów robi pozytywne wrażenie…

W ostatnim tygodniu byłem też na trzech filmach kinowych. W tym na dwóch polskich z mężem. Lubimy chodzić do kina – i chadzamy często, jednak nigdy nie czułem potrzeby dzielenia się tu, na blogu, moim odczuciami na temat tego, co widzieliśmy i ile zjedliśmy i jakim słodkim napojem popiliśmy… A jednak polski film Rewers – klimatyczna czarna komedia – do tego zmuszająca mimo wszystko do refleksji – poruszył mnie! I nie chodzi o to, że jakiś film mnie poruszył! Bo wiele filmów mnie porusza… Ale to polski film mnie poruszył… A dawno to się nie stało… 2002? 2004? Ok. unikamy z I kina polskiego, bo nas męczy – bo ciągle tam, te flaki smuty i odgrzany kotlet… I stąd Rewers jest zaskakujący – ożywczy i śmieszny…

wtorek, 24 listopada 2009

Freddie Mercury - Ensueño

18 lat temu zmarł Freddie Mercury – Pamiętam!

[*] [*] [*]

Queen - These are the days of our lives

niedziela, 22 listopada 2009

07.12.2009 - ukazuje się 3 singiel DM do albumu SOTU; podwójny Hole to Feed/Fragile Tension. Stąd dziś o...

Cover, kower – nowa aranżacja istniejącego utworu muzycznego, odtwarzana przez wykonawcę, który nie jest jego pierwotnym autorem.

Oto magiczny i jeden z najpiękniejszych kowerów, jakie znalazłem ostatnio w sieci. Zrobiony przez tajemniczego artystę Kosmicznego Elfa do utworu Fragile Tension zespołu Depeche Mode. Piękny wokal wykonawczyni, oraz sam klip nawiązuje do znanych motywów DM, jak również do teledyskowych dokonań z ostatniego albumu – mam na myśli tu szczególnie Wrong…

Dopełnieniem jest rozczulająca kreacja postaci wykonując(ej)ych wokal – … ale to już zobaczcie sami…

Cosmic Elf - Frgile Tension (DM Cover) (2009)

Sam oryginalny klip, który ukazał się właśnie! – Techniką wykonania przypomina troszkę Radiohead’owy – House of Cards. Muzycznie są oczywiście kompletnie odmienne. Ale widać już powoli pewien trend…

Depeche Mode - Fragile Tension

Sounds of the Universe (2009)

czwartek, 19 listopada 2009

Zanoszę się z dumy!

Mój mąż jest drugi (2, II) w całym województwie!

Otrzymał dyplom i nagrodę pieniężną!

Oraz prestiż!

Prestiż jest chyba jednak najważniejszy!

Mój I pracuje w pewnym urzędzie! A urząd ten zorganizował konkurs na najlepszego pracownika roku 2008. Kierownictwo I zachęciło go, do wysłania swojego wniosku, nad wnioskiem pracował długo, bo udzielał się w różnych organizacjach i projektach w roku zeszłym! Organizował spotkania i szkolił się bez przerwy!

Dziś; to jest w dniu 19.XI.2009 w pewnym znanym teatrze w centrum Autonomii z udziałem, prezydenta miasta i wojewody, oraz całego jego kierownictwa rejonowego i najwyższego, wraz z 70 innymi kandydatami – wziął udział w rozstrzygnięciu konkursu na pracownika roku.

Już w poniedziałek wiadomo było, że I ma szanse coś dostać. Jego plotkarskie koleżanki coś wyniuchały, tylko nie wiadomo było co – kazały żeby się ładnie ubrał. Przypuszczaliśmy iż to będzie jedno z czterech rzeczowych wyróżnień, dlatego iż urząd w którym pracuje mąż jest raczej stetryczały i związki zawodowe nie są przychylne młodym pracownikom – broniąc starych wyjadaczy! A mąż ma tylko 26 lat, więc jest traktowany jako przejściowe zjawisko – przez watahy emerytów, trzymających się stołków…

Rano pojechaliśmy z I do domu jego mamy. Tam przebrał się w garnitur i klakiery, uprasował jeszcze czarną koszulę – ułożył włos, podrapał w brodę i pojechaliśmy pod teatr.

Ja spokojnie wróciłem do domu czekając na rewelacje i nie spodziewając się niczego nadzwyczajnego poza wyróżnieniem. Aż tu nagle minutę temu telefon. „Jestem drugi!” – Powiedział i zaraz musiał przerwać, ze względu na porwanie go przez kolegów i kierownictwo! Potem dodał tylko „zabrakło mi czterech punktów by być pierwszym”.

I tak oto mój mąż jest drugim pracownikiem swojego urzędu w całym województwie! Drugim a w zasadzie pierwszym, bo wygrała pani pracująca na śródmieściu – które to dostaje cztery razy więcej kasy na działanie, niż najbiedniejszy rejon gdzie pracuje I. Podział kasy też niestety wychodzi w pensjach, pracowników danych regionów…

Teraz po gali, na męża czekają jeszcze takie atrakcje jak spektakl „Seks, prochy i rock&roll” oraz poczęstunek po spektaklu…

A o 15:20 na I będę czekał jeszcze ja! Bo dziś też jest i nasz uroczysty dzień… Uroczysty podwójnie, i radosny niezmiernie…

wtorek, 17 listopada 2009

Przybieżeli do Poznania geje y lesby! Poszły w marszu spokojnem. Z okien im machały, z okien im machały. A szajbusy nie skakały, nie skakały…

Tak oto pojechaliśmy z mężem do Poznania. Aby po pierwsze odwiedzić wojujące lesby, co jeszcze rok temu z wzajemnością, (chociaż ja się zawsze hamowałem) wypisywaliśmy sobie cięte komentarze na blogach. Ale to wina Maganuny – tutaj akurat stała się pierwiastkiem stwórczym i dobrze…

Tak więc pojechaliśmy do naszych cudownych Natalii i jej Żony, oraz ich współlokatorki, na dokładkę z poznanymi ich przyjaciółkami ze Zduńskiej; O&A, które poznaliśmy o godzinie 7:30 w pociągu! Wszystko to strasznie skomplikowane, ale zabawnie udane i naprawdę jak doszliśmy do wniosku z I – szalenie odprężające – to tak jakby wizyta w Posen, była czymś na wzór oczyszczenia z szarości codzienności…

Poznań jest miastem drogim! Ponad 13zł za bilet całodobowy, kiedy w Warszawie kosztuje 9zł to stanowcza przesada, 14zł za dwa rogaliki świętomarcińskie (aaa)!!! Ceny alkoholu utrzymują się na średniej dużych miast, czyli od 6 do 10zł. Pomijam Wawę, bo nie miałem zbytnich okazji by tam pić! Komunikacja miejska jest dobrze zorganizowana. Samo miasto sprawia dobre wrażenie, jest zadbane i tętniące życiem, pod tym względem przypomina odrobinę Kraków, choć ludzi na ulicach znacznie mniej niż w starej stolicy, ale i tak bez porównania do nas, gdzie panuje po zmroku śmierć i noc. Nie na próżno nazywa się Poznań najbogatszym miastem w Polsce. Takie miano przynajmniej utrzymywał on w latach dziewięćdziesiątych i na początku obecnego stulecia…

Pierwszym celem naszej podróży były dziewczyny i dobra zabawa w les&gej towarzystwie, a pretekstem do wszystkiego był marsz równości czyli cel numer dwa!

Dziewczyny z góry powiedziały, że Poznańskie marsze poza pierwszymi dwoma to raczej wydarzenia wręcz nudne! Jadąc do Pyrlandii byłem wielkim przeciwnikiem tego typu imprez! Uważałem iż one nic nie wnoszą!

To był mój pierwszy marsz – czy będą kolejne? Tego nie wiem. Na pewno nie będę hurra optymistą. Ale naprawdę widziałem radość, swoistą wspólnotę wszystkich idących, dużo energii wyzwalanej przez bębny i okrzyki, i sam w tym uczestniczyłem, byłem cząstką tego. Widziałem też mieszkańców Posen, machających do maszerujących z okien swoich domostw, uczelni, biur… I nie było żadnej niechęci, żadnych przeciwników, nie było narodowców, ani kombatantów. Poznań jest niesamowicie tolerancyjnym i otwartym miastem. Co dają marsze – myślałem że totalnie nic! Bo nie dają nam praw! Marsze pokazują społeczeństwu miast w których się odbywają – że oto są wśród nich geje i lesbijki – że ci ludzie nie są straszni, nie pożerają niemowląt, że mają głowy i nogi jak wszyscy, i tylko troszeczkę inaczej kochają. Abstrahuję już od całego marszowego feminizmu i walki o równouprawnienie kobiet!

Na przykładzie historii marszy w Poznaniu widać – iż oswajają one lud z naszą mniejszością. Sympatia i radosne przyjęcie pochodu przez mieszkańców, w porównaniu do legendarnego pierwszego marszu, w kordonie policji wokół band agresywnych, zwyrodniałych chamów, w łbach których, zamiast mózgu drga zalane szambem gnijące siano, daje strasznie dużo do myślenia.

Dla niektórych będę teraz strasznym hipokrytą, bo byłem przeciwnikiem takich imprez – ale jednak teraz kiedy doświadczyłem czegoś takiego na własnej skórze, kiedy zobaczyłem do czego to służy i jaką ma realną siłę – na przestrzeni kilku zaledwie lat – na pewno nie będę wrogiem! Ale czy zwolennikiem……

W marszu szliśmy ja, I, Natalia z Żoną, A&O, oraz Grzesio z Krakowa, co przybył jako ostatni do Posen nie długo przed marszem, i machał ogromną tęczową flagą, co ją miał na kiju od szczotki.

Wieczorem na afterparty trafiliśmy do ciasnego acz przytulnego klubu Hallo Cafe. Do Hallo zeszli się znajomi obu Żon. I wszyscy w dość dużym gronie bawiliśmy się przednio. Baluk miał racje, klimat miasta tworzą ludzie – w naszym gronie nie było zasadniczo ani jednego rdzennego Poznaniaka! Gwoździem programu zabawy w Hallo, były występy młodych Szczecińskich Drag Queen. Zespół czterech dziewczyn, który oczarował publikę! Pokazały na co je stać, w trzech odsłonach między 23 a 2 w nocy! Jedna z nich dwukrotnie siedziała przy naszym stoliku – chyba Sonia wykonująca repertuar Chylińskiej – ale głowy nie dam…

Dziewczyny żaliły się, że tu w Poznaniu jest super klimat, a w ich rodzinnym Szczecinie jest strasznie drętwo. Po ostatnim występie, męska część towarzystwa była już jednak wycieńczona i mimo tego, iż dziewczyny znów się przysiadły, MY opuściliśmy Hallo. Chwilkę spędziliśmy jeszcze w centrum, w kolejce po Rottilę, a potem grzecznie poszliśmy na nocny tramwaj i lulu!!! Niedziela upłynęła leniwie – mąż usmażył jajecznicę, zmuszono mnie do zmywania! Szybko mija to co dobre… Wraz z Natalią odstawiliśmy Grześka na dworzec, potem chwilę pokręciliśmy się jeszcze po Posen. Odwiedziliśmy Stary Browar – a potem dziewczyny i nas odstawiły na pociąg. Wycałowawszy się z nimi ruszyliśmy do domu…

piątek, 13 listopada 2009

Coil - Slur (1986)

Psychic TV - Have mercy

Dziś kolejny raz czuję to uczucie pustki. To po stracie człowieka, po stracie twórcy. Po stracie Johna Balance’a, współzałożyciela – jednego z najbardziej mrocznych muzycznych projektów pierwszej połowy lat osiemdziesiątych – zespołu pod nazwą COIL.

Coil to dzieło też jego wieloletniego partnera, Petera Christophersona. – Jeśli wolno mi tu użyć jakichkolwiek porównań – to Coil jest owocem ich miłości – ich dzieckiem o silnych tendencjach samobójczych.

Coil to przede wszystkim poszukiwanie wyrazu za pomocą muzyki i słowa – jeśli można by zakwalifikować końcowy efekt dźwiękowy, to mamy tu do czynienia z elektro-industrialem, dark-ambientem, post-industrialem i bardzo szeroko pojmowaną muzyką eksperymentalną z zapędami neofolkowymi.

Powstanie Coila mogło mieć miejsce tylko w owych czasach, na początku lat osiemdziesiątych w Wielkiej Brytanii, gdzie kilka grup młodych i rządnych odkryć wykolejeńców-buntowników, dostało szanse na realizacje swoich fascynacji, oraz możliwość wymiany doświadczeń. Tak oto John Balance współtworzył i działał w takich grupach eksperymentalnych jak: Nurse With Wound, Death In June, Psychic TV, Current 93 oraz Thihpaulsandra.

John Balance 1962 – 13.11.2004. [*]  - śmierć tragiczna!

(do notki wykorzystałem utwory zespołu COIL z albumów Horse Rotorvator (1986) i The Ape of Naples (2005) i PSYCHIC TV

Coil - Cold Cell (2005)

Coil - Going Up (2005) utwór zamykający album pośmiertny...

 

 

 

[*]

środa, 11 listopada 2009

Studio SE-MA-FOR powstało w 1947 roku, i jako instytucja państwowa działało aż do 1999, kiedy to Komitet Kinematografii podjął decyzję o jego likwidacji. Likwidacja nastąpiła z powodu nieopłacalności istnienia studia w warunkach lat dziewięćdziesiątych! Wtedy bowiem po roku 1990 telewizja polska wycofała się z robienia własnych filmów animowanych dla dzieci, na rzecz kupowanych, gotowych produkcji za granicą.

W roku 2000 powstała spółka realizatorska, która za zgodą Komitetu Kinematografii przyjęła nazwę SE-MA-FOR Produkcja Filmowa – a za cele statutowe postawiła sobie kontynuacje tradycji państwowego studia, zwłaszcza jeśli idzie o realizacje filmów autorskich i animacji lalkowych. A te ostatnie stanowiły i stanowią do dziś ponad 50% całości produkcji studia!

Okres świetności SE-MA-FORA przypadał na dwie dekady, począwszy od połowy lat 60tych, aż po końcówkę lat 80tych.

Studio zdobyło też dwukrotnie Oscara za krótkometrażowe animacje za „Tango” z 1982 roku i „Piotrusia i Wilka” z 2007 roku.

SEmaFOR

Plan z filmu "Tango"

SEmaFORSEmaFOR

Plan z filmu "Piotruś i Wilk" po prawo wilk!

Przede wszystkim jednak SE-MA-FOR znamy z brawurowych lalkowych seriali wieczorynkowych takich jak:

„Przygody Misia Coralgola” – 1967-1974 powstały 53 odcinki!

SEmaFOR

„Miś Uszatek” – 1975-1987 powstały 104 odcinki!

SEmaFOR

„Opowiadania Muminków” – 1977-1982 powstało 78 odcinków! W Anglii podobno powstał fanklub polskich Muminków – uznawanych za najwierniejszą adaptację pierwowzoru literackiego!

„Kolorowy świat Pacyka” – 1981-1990

„Trzy Misie” – 1982-1986 powstało 26 odcinków! W 1993 motywu z bajki użyła Björk w klipie Human Behaviour.

SEmaFOR

„W krainie czarnoksiężnika Oza” – 1983-1989 powstało 13 odcinków!

„Mały Pingwin Pik-Pok” – 1988-1992 powstało 26 odcinków!

SEmaFOR

Oraz; „Plastusiowy Pamiętnik” i ostatnie dzieło państwowego studia „Mordziaki” z lat 1993-2000.

Poza serialami lalkowymi SE-MA-FOR zrobił kilka produkcji animowanych w tym: „Przygody kota Filemona”, „Zaczarowany ołówek”, „Przygód kilka wróbla Ćwirka” i „Ferdynand wspaniały”.

poniedziałek, 09 listopada 2009

To był ostatni raz, kiedy można było zwiedzać EC1. Mój pierwszy i ostatni raz! Żal że nie miałem okazji zobaczyć tego naszego „Industrialnego Wawelu” wcześniej. Nie korzystałem, kiedy było można. EC1 to jeden z bardziej unikatowych naszych zabytków – niepowtarzalny monument techniki, i przemysłu z początków XX wieku.

EC1 działała nieprzerwanie w latach 1907–2001. Od 2001 niszczała! Dziś ma zostać częścią nowego centrum miasta, które ma powstać do roku 2016. Zobaczymy… Ostatnia okazja do zwiedzania kompleksu EC1, nadarzyła się w dniach 7 i 8 listopada. Przy okazji zajrzeliśmy do znajomych z wieczorynki w muzeum przy studiu filmowym SE-MA-FOR. (fotki jakości strasznej bo telefonicznej)

SE MA FOR w następnym odcinku...

ec1

ec1ec1ec1ec1ec1ec1ec1ec1

sobota, 07 listopada 2009

Powracam jak z rejsu powoli na brzeg normalnej egzystencji. Stopą pocieram o głośnik. Oglądaliśmy dziś (wczoraj) z I Niebieski – byliśmy dość zmęczeni. Próbujemy się wychorować; ja pierwszy, on tuż po mnie. Musimy iść ponownie do żydowskiej knajpy, dają tam świetne koszerne posiłki. Muszę się zebrać w sobie – pojechać do biblioteki, ale się jeszcze boję i utrzymuję, że jestem chory, że nie mogę… Muszę wrócić do aktywności sportowej – plecy już nie bolą – a dalej się mamię, że strasznie mi ciążą…

Sprawdzamy połączenia z Poznaniem na 14go listopada. Podobno mają jakiś marsz pedalski. Co ja tam będę robił? Sam się zastanawiam. Ale tu chodzi przede wszystkim o integrację, o ludzi i dobre znajomości. Maganuna mi poradziła, iż alternatywą dla marszu może być wizyta w rzeczy używanej – to podobno jedna z większych atrakcji w stolicy pyrlandii.

Moja ostatnia docelowa wizyta w Poznaniu była w 2003 roku, kiedy wracałem z Berlina z targów turystycznych. Było to dokładnie 8 marca. I był to jeden z gorszych dni mojego życia. Bardzo źle, więc wspominam miasto – ale to ze względu na ludzi, i to prostaków od nas… Mimo wszystko można obrzydzić po całości…

Co do podróży z Autonomii nach Posen to jest totalnie do dupy!!! Albowiem oto z Autonomii do Warszawy około 120km jedziemy 1:30h, do Krakowa prawie 300 kilometrów koleją jedziemy 4:40h, w 3:30h pokonałem PKS’em!!! A nach Posen PKP i PKS trzeba się tłuc od 4 do 4:40h!!! Trasę która ma w wariantach od 197 do 220 kilometrów pokonujemy w czasie podobnym jak na odleglejszy Kraków!!! To jest komunikacyjna paranoja!!! A pociąg osobowy jedzie 20 minut dłużej od pośpiesznego!!!!!!!!!

23:57, koffiejames , koffie mix
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2