o mnie i o ludziach obok... o ludziach i o mnie...
Archiwum
O autorze
wtorek, 27 lutego 2018

4 lata temu odwiedził mnie Martin L. Gore i Peter Gordeno z Depeche Mode. Muzycy mieli dłuższą przerwę z powodu krwawych zamieszek w Kijowie. W związku z tymi wydarzeniami, grupa odwołała ukraiński koncert podczas trasy „Delta Machine Tour”. W tym roku, przed dwoma tygodniami – znów udało mi się spotkać ten sam duet. Tym razem w innych okolicznościach – to ja przyszedłem do nich. Ten wspaniały moment zarejestrował mój ukochany I’, a jego filmik możecie zobaczyć poniżej.

ps. Dokładnie 26.02.2014. Chwilowo wasz ulubiony bloger przebywa na wakacjach i nie korzysta nonstop z internetu...


niedziela, 25 lutego 2018

"zaczynam. po co? po co zaczynać cokolwiek, czasem dręczy mnie to pytanie. nie pisałem nigdy bloga, a więc do czego przyda mi się pisanie czegoś takiego? nie wiem... blogerski prawiczek ;-) mam 22 lata i chyba gubię się ostatnio..."

kj. 25.02.2008

Tyle to już lat! Niesamowicie ten czas nas pogania. Zaczynałem pisać bloga mając 22 lata, będąc zupełnie niewinnym chłopaczkiem, pełnym lęków, frustracji, niewiedzy, ale też oczekiwań i marzeń. Jako spóźniony buntownik, bez jasno określonej przyszłości, biegający jak pies na łańcuchu – który widzi otwarty na oścież kojec, ale bez szans na uwolnienie.

Jak to wszystko się narodziło? Jakim cudem – po tylu latach niewiary, niechęci i rozczarowań samym sobą – udało mi się zabrać za tą indywidualną terapię? Napisać słowo to czasem znaczy więcej niż uzdrowienie, to jest szansa – na inną jakość życia. I z tej szansy skorzystałem. Od bardzo bolesnych osobistych wypraw po czystą polityczną spłuczkę emocjonalną. Tyle mi daje wciąż blog. Daje mi oddech.

Niemniej – cennym był (i jest) też kontakt… Okazało się, że te wypociny ktoś zaczął czytać. Kiedyś mnie napadł pewien bloger, kiedy napisałem, że nie piszę bloga dla poklasku komentujących – że w takim razie po cholerę publikuję publicznie swoje teksty, skoro mam gdzieś czytelnika. Nie wiedziałem co powiedzieć, zastanawiałem się nad tym i moja odpowiedź jest (i była) dość naiwna. To jest tak jak z ryzykownym seksem – który praktykują dziś liczne grupy poszukiwaczy mocnych wrażeń – może coś się złapie może nic, ruletka. Moje pierwotne założenie było właśnie takie, chciałem ryzyka, może potwierdzenia tego jak bardzo byłem beznadziejny, a może dobrego słowa dla wybawienia z lęków. Diabli wiedzą? A spotkałem życzliwość i było to szalenie inspirujące – byłem głodny kontaktu. Niektóre dyskusje w komentarzach przekraczały dziesiątki wymian opinii. Bloga przerobiłem na komunikator. Dzięki tym ludziom udało mi się poznać lepiej samego siebie. A niektóre z tych osób, z którymi się najmocniej zżyłem udało się poznać w realu. Ot do dziś utrzymujemy z I’ bardzo dobre kontakty z Natalią Oreiro i jej cudowną Żoną, a Poznań w którym nie mieliśmy żadnych znajomych – jest dziś dla nas (troszkę na wyrost chyba to określę) drugim domem.

10 lat bloga! Wow! Kiedy to zleciało? Ile się wydarzyło w moim życiu, naprawdę dobrych rzeczy, o złych już nie pamiętam…     

 

sobota, 24 lutego 2018

To był tydzień pełen wrażeń. Amplituda emocji iście tęczowa od furii euforii, przez rozczarowanie, złość, niechęć, po nadzieję i znów furię i ekscytację oraz odrobinę niepokoju. Coś, co zaplanowaliśmy z szalonym i głupkowatym rozmachem na początku tego roku i zabuliliśmy sporą kasę, w tym tygodniu przeszło wszelkie fazy rozwoju i destrukcji, pogodzeni ze stratą – dostaliśmy nowe rozwiązanie sytuacji i stąd znów euforia, ale i niepokój. Gruby Koffie James odlatuje w siną dal, a że do tej pory był istotą lądową, odczuwa potężne zaniepokojenie…   

A no tak, dalej wałkujemy Eltona…

 

21:08, koffiejames
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 19 lutego 2018

Koncert ledwo za 15 miesięcy, a ja jeszcze nie dotarłem do tego albumu!!! Ale spokojnie praca wre. Ja lubię wyzwania w tym sensie, że nie zaczynam zwykle dyskografii artysty od the bestów. To jest zawsze cały album, najlepiej od ostatniego do pierwszego, chronologicznie. Większość słucha na odwrót. Dlatego wierzcie mi, druga połowa lat 80-tych u Eltona to kawał żmudnej pracy. Niestety, to okres bardzo nieudany jeśli idzie o osiągnięcia artystyczne, a na domiar złego makabrycznie płodny. Ale album z którego pochodzi ten hit, już majaczy na horyzoncie. Krytyka uznaje go za największe artystyczne osiągnięcie Eltona w owej dekadzie, oraz za jeden z Jego najlepszych albumów w całej, ogromniastej dyskografii, (top 10). Dlatego walczymy dalej!  

00:34, koffiejames
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 15 lutego 2018

Od zawsze jesteśmy po czymś, w trakcie czegoś i przed czymś. Żyjemy do czasu aż wszystkie te trzy stany wypełnią się na dobre... Ale dopóki cykl trwa, i wciąż coś przed nami - warto dążyć do celu, a potem wyznaczać kolejne... 

1.

Koncert wspaniały!!! Pojechaliśmy na godzinę otwarcia areny – nie było tumów, więc po spełnieniu tysiąca konieczności, bo zmieniło się wiele, oj wiele jeśli idzie o bezpieczeństwo na tego typu imprezach – wbiliśmy na płytę.

No tak zero toreb, plecaków itd. Bramki, prześwietlenia i kosmiczne ceny za wszystko. Od parkingu, który był nam nie potrzebny (na szczęście), przez depozyt znajdujący się przed obiektem (wiecie na wypadek bomby), po szatnię i 0,5l. napoju o krytycznej zawartości cukru, czy z minimalną dawką procentów – everything counts in large amounts.

Ale trafiliśmy przez to pod samą scenę, o wiele lepiej niż w 2010 roku. Koncert sam w sobie znakomity, nasze zdrowie już nie to samo – co kiedyś. Temperatura na płycie to jakiś koszmar, było powyżej 30 stopni Celsjusza jak nie jeszcze więcej. Ekipa pod sceną to zresztą jak i zespół na scenie – stos zapoconych ciał, masa potu. Ale nie ma co narzekać – chłopaki z DM mają po blisko 56 i 57 lat, a większość fanów zdawał się być młodsza. Obok mnie stało dziewczę, chyba nastoletnie, śpiewające kawałek za kawałkiem z pamięci, a nawet widziałem małego chłopca, który jeszcze nie skończył na bank lat 15, zatem ja zamykam paszczę w temacie swojego wieku i życiowych sił. Było super!

Po imprezie, kiedy oczekiwaliśmy w wielkim tłumie w kolejce do szatni – przez nieliczne otwarte drzwi, można było zobaczyć jak para powstała z ludzkiego skupiska, bucha na zewnątrz – tymi kominami na mróz. Widok piękny. Z daleka arena wyglądała jak wielki czajnik, w którym zawrzała woda ale nikomu się nie chce wyłączyć gazu…

W oczekiwaniu na suport przed DM, I’ postanowił spontanicznie kupić naszej trójce (byliśmy z M’) bilety na Eltona Johna – który zwita w maju 2019 roku do Krakowa. Kupowaliśmy te bilety nie tyle może na wielkim spontanie, (choć było to szaleństwo), co na wielkim ciśnieniu. Bilety na koncert tej ostatniej z wielkich żyjących legend muzyki rozrywkowej drugiej połowy XX wieku (pamiętającej Queen, Davida Bowie, Lady D – całą śmietankę muzycznych idoli oraz mnóstwo fajnych ludzi z Brytyjskiego dworu królewskiego) rozchodziły się dosłownie jak ciepłe bułeczki. Gwiazdor żegna się tą trasą z publicznością przed przejściem na emeryturę. A wydaje się to szczerą deklaracją blisko 71-letniego artysty, zrobił swoje, przeżył wszystkich, choć zakrawa to na cud – szczególnie przy jego dawnym zamiłowaniu do wszelkich środków... Niestety każdy kiedyś mówi dość, Elton chce poświęcić się w całości rodzinie (oczywiście za 3 lata po skończeniu trasy). Nie było się zatem nad czym zastanawiać – legendę trzeba zobaczyć! Łikęd w Krakowie…  

2.

I w zasadzie byłoby już wszystko fajnie, gdyby nie Öræfajökull, złośliwy Islandzki wulkan, który może nam popsuć plany podróżnicze na 2018 rok. Szczególnie, że jak straszą gazety, może zakryć cały glob popiołami i sprowadzić polarną zimę na naszą planetę. No super! Zawsze coś pozytywnego, kiedy człowiek ma akurat jakieś plany! Piekielna kraina cholera!

A z domowego podwórka, z polityki! Nawet nie zasługuje to na komentarz, co dziś zrobiła prokuratura wespół z policją. Na cholerę to Kaczystom? Słuchałem dziś mediów od prawa do lewa i reżimowy przekaz się nie broni. Nie broni się za cholerę. Jeszcze to zakłuwanie od tyłu – jak jakiegoś ultra groźnego kryminalistę Władysława Frasyniuka za obywatelskie nieposłuszeństwo. To ciąganie po sądach innych ludzi manifestujących przeciwko miesiączkom smoleńskim, podczas gdy faszyści szykują kolejny wypad do lasu, a policja nie potrafi (lub nie chce) nic zrobić… Bez komentarza!!!      

 

00:23, koffiejames , koffie mix
Link Dodaj komentarz »
piątek, 09 lutego 2018

Dokładnie 8 lat temu napisałem następujący wpis:

"już jutro"

"To już jutro! Pierwszy z dwóch mega koncertów Depeche Mode, prawie że u mnie domu! Ale rzut kamieniem! Czekaliśmy na ten koncert z mężem od sierpnia 2009 roku. Kiedy Maganuna podczas naszych wakacji, zakupiła nam dwa bilety na płytę! Dziękujemy za to!

W sierpniu – luty 2010 roku wydawał się tak odległą datą – że rozmyślania na temat koncertu można było wsadzić między bajki. Ale o dziwo czas pędzi przed siebie – niby wolno niby szybko – w jednak niepostrzeżenie to już jutro!

Pół roku strzeliło jak z bicza strzelił, a my planujemy już, co będziemy rozbić za kolejne pół! I wszystko będzie już inaczej, wszystko na innym etapie!

Z albumem „Sounds of the Universe” zespołu Depeche Mode, zaczęło się jakoś równo rok temu... A potem o dziwo, na szczęście odwołany koncert w Warszawie, dzięki któremu pojawiła się nadzieja na koncerty zimą. No i niespodzianka największa; dwa koncerty i to jeszcze TU u nas!

Oczywiście, nie jestem już tak rozentuzjazmowany jak sześć miesięcy temu – bo czas sprawia, iż obecnie słucham troszkę cięższych klimatów – ale to głównie z winy licznych problemów codzienności, i potrzeby wykrzyczenia się! Ale spokojnie, ja po prostu mam okresy na różną muzykę, i wierzę że koncert jutrzejszy, pozwoli mi się dostatecznie zrelaksować i pożegnać marazm zimy. Wierzę w dodatni ładunek energetyczny, potrzebuję go, żeby się za to wszystko zabrać!"

 

Ile to się zmienia w ludzkim życiu? Jak bardzo robimy się pospolici i zwykli niestety… Czar, blask i polot (jeśli nawet był) to wszystko, My, gdzieś stygniemy.

To już nie jest ta sama podnieta, co przed laty. Nie kupowaliśmy biletów na pół roku przed wydarzeniem, ledwo na gwiazdkę, czyli przed chwilą. Nie było oczekiwania ani wielkich oczekiwań. Nie będziemy też okupować wejść do Areny osiem godzin przed otwarciem bramek.

Podczas obecnej trasy DM da/je łącznie w Polsce cztery koncerty, nie ma chyba zatem aż takiego ciśnienia - żeby tracić zdrowie? Upłynęło wiele lat od naszego pierwszego koncertu tej grupy, wtedy było wspaniale. Pamiętam, że pomagała nam nasza ówczesna znajoma Maganuna, która już odeszła z ‘Naszego Świata’ – ale chyba już nam nie potrzeba malowanych paznokci ani czarnej szminki na ustach? Tak wtedy było – była czarna celebracja i czarne emocje, były więzi pierwszych gejowskich szczerych znajomości – ale wszystko zmienia postać, wygasa, drogi się rozchodzą, muzyka zostaje, bez emocji pierwszego razu – sama kontemplacja treści.

Pierwszy koncert to niezapomniany okrzyk „oszoki-oszoki”, który wydzierał się z płuc mocno podpitych ultrasów zespołu, co finalnie miało być zawołaniem „depeszoki” mającym na celu wywołanie muzyków na scenę. Stali owi fidelitas osiem godzin na mrozie by na płycie być tuż pod sceną – wódeczka lała się na rozgrzewkę bystrze. Dziś pewnie nikt nie będzie specjalnie stał – teraz jest moda na dwa typy płyty. Płyta VIP za horrendalne pieniądze, oraz płyta zwykła poza strefą VIP za ciutkę mniej horrendalne. Dlatego nie ma chyba sensu marnować życia skoro i tak będzie się daleko od sceny, a na miejsca na trybunach się nie załapaliśmy, bo szczerze to ja bym już sobie wolał usiąść… Bardzo się cieszę, że będzie nam towarzyszył nasz drogi przyjaciel M’ – fajnie że ruszyliśmy go z domu – dla niego to pierwszy tak wielki gig w życiu – fajnie jakby udało mu się nałapać pozytywnej energii, takiej jakiej mi brakowało przed ośmioma laty…

Jeden – najmniejszy – akapit jest z tego wpisu sprzed lat wciąż aktualny i napisałbym go bez zastanowienia ponownie: Pół roku strzeliło jak z bicza strzelił, a my planujemy już, co będziemy rozbić za kolejne pół! I wszystko będzie już inaczej, wszystko na innym etapie! Tak będzie.

A dzisiaj grają chłopaki!

Bosh, ten blog mi przypomina, że biegnie mi ten czas oj biegnie – fuck!

 

Utwór do wpisu A Pain That I'm Used To wykonanie z 2013 roku.

środa, 07 lutego 2018

Dziś wpis, ponieważ moje serce pełne jest romantycznych, prymitywnych tęsknot i wiary w człowieka... Lecimy po ciebie, czerwona planeto, po to aby odpowiedzieć na wszystkie retoryczne pytania! 

Starman krąży wokół niebieskiej kruszynki, już gotów byłby połasić się na czerwonego kurdupelka...

Ileż fantazji wybucha po malutkim sukcesie człowieka - a jaki apetyt robi transmisja orbitalna z czerwonej Tesli za której kółkiem siedzi nasz bohater i razem z nami podziwia nasz dom...  

23:18, koffiejames , koffie mix
Link Komentarze (1) »
wtorek, 06 lutego 2018

   

6 lutego 2018 roku wydarzyła się historia!

Kiedy w kwietniu 1961 roku człowiek poleciał w kosmos nikt nie przypuszczał, że tak szybko zaczniemy piąć się po tej najnowszej drabinie ludzkich odkryć. W kwietniu 1981 roku rozpoczęła się era promów kosmicznych. Wtedy rządowe misje wreszcie mogły dostarczać ludzi i sprzęt do międzynarodowych stacji kosmicznych. Istniejący w latach 1986-2001 MIR stał się domem dla pokolenia kosmonautów.

Rok po zakończeniu pracy rosyjskiej stacji na zachodnim wybrzeżu USA, w Los Angeles siedzibę nowej firmy ulokował Elon Musk, geniusz i miliarder – wówczas już właściciel i współtwórca platformy płatniczej PayPal – a jego nowa firma nazwana SpaceX postawiła sobie za cel komercyjne podróże kosmiczne.

Z początku śmiano się z planów szalonego wizjonera. On tymczasem rok później otworzył trzecią z najsłynniejszych swoich działalności firmę Tesla.Inc. W 2006 roku zaprezentował pierwszy testowy model rakiety Falcon, a kilka lat później model statku kosmicznego Dragon. Poza turystyką za cel SpaceX postawił sobie obniżenie kosztów podróży komicznej, oraz wielokrotne wykorzystanie tych samych modułów wynoszących statki na orbitę i dalej, a finalnie lot na Marsa i próbę kolonizacji planety. To brzmi jak SF, ale zaczyna być prawdą.

Po licznych próbach i porażkach wizjonerskich pomysłów oraz wielu koncepcjach rakiet wynoszących. Dziś w dniu 6 lutego 2018 roku, prywatna firma wyniosła na orbitę okołoziemską za pomocą rakiety Falcon Heavy ładunek zawierający model samochodu Tesla. Za kierownicą pojazdu umieszczono manekina „starmana” w hołdzie dla Davida Bowie.

To historyczny zwrot w drodze ludzkości do gwiazd. To już nie państwo, a prywatny obywatel, firma, wizjoner – będą mogli narzucać kierunek rozwoju i tempo wyścigu kosmicznego. SpaceX za pomocą tej próby nie tylko udało się wynieść na orbitę wielką reklamówkę działalności firm Elona Muska, ale również bezpiecznie sprowadzić tzw. boostery – rakiety pomocnicze z powrotem na lądowisko. To ogromny sukces ludzkości (pełen sukces osiągnięty zostanie, kiedy wróci też rakieta główna) i początek czegoś, z czego możemy sobie chyba jeszcze nie zdawać sprawy w naszym dążeniu do kolejnych zdobyczy i podbojów.      

 

23:59, koffiejames , koffie mix
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 05 lutego 2018

 WP

Odchodzą kolejne wielkie postacie polskiej kultury. Płoną ołtarze – dym chwilę z nami zostaje. Wczoraj odszedł Wojciech Pokora. Kto nie pamięta jego świetnych ról z wielkich seriali i filmów szczególnie z lat 70-tych i 80-tych ubiegłego wieku? Oglądaliście Karierę Nikodema Dyzmy (1980) czy Alternatywy 4 (1983), albo tak znakomite filmy jak: Rejs (1970), Poszukiwany, poszukiwana (1973), Nie ma róży bez ognia (1974), Miś (1980), C.K. Dezerterzy (1986), Złoto dezerterów (1998)? A może oglądaliście Kabaret Olgi Lipińskiej? Jeśli nie to macie bardzo dużo do nadrobienia. Wszędzie tam Pokora jako aktor dawał popisy swojego kunsztu aktorskiego. Ale poza srebrnym ekranem kochał przede wszystkim teatr, z którym związany był przez całe zawodowe życie. Aktorstwo porzucał czasem dla fotela reżysera lub warszawskiej PWST gdzie wykładał przez wiele lat…   

 

piątek, 02 lutego 2018

ourfriends

Ilu mamy przyjaciół? Ilu Polska ma przyjaciół? Trudno powiedzieć?

 
1 , 2