o mnie i o ludziach obok... o ludziach i o mnie...
Archiwum
O autorze
piątek, 28 lutego 2014

W oczekiwaniu na kolejną gwiazdę, może to być na ten przykład David Bowie - nie pogniewam się, będę wspominał sobie Depeche Mode - które mnie już odwiedziło. 

 

It's been a while since you did something

Not too long since you complained

You sit around here doing nothing everyday

You're the coward who points a finger

I understand that I'm helping you

You have delusions in some spaced out fantasy

That's what you do

 

He loves to wallow in the glory

Loves to cut you down to size

He tried to make you believe in all of his lies

It's been a long, long, long, long, long, long time

It's been a long, long, long, long, long, long time

Long time lie

 

Don't you ever look in the mirror

Oh don't you know you're so much more

Locked up inside that box behind your door

All your twisted conversations

When you're sitting all alone

Just remember we know your secret while you moan

 

He loves to wallow in the glory

Loves to cut you down to size

He tried to make you believe in all of his lies

It's been a long, long, long, long, long, long time

It's been a long, long, long, long, long, long time

Long time lie

 

środa, 26 lutego 2014

Byliście dziś u mnie obaj:

6 godzin temu doznałem niezwykłego spotkania. Przyszedł do mnie do pracy Martin L. Gore i Peter Gordeno z DEPECHE MODE oraz, jak wskazują fani, ochroniarz Gore'a. To było coś niezwykłego, po prostu weszli i powiedzieli "haj" (od 50% zwykłych ludzi nie słyszy się nawet pocałuj mnie w...). Dopiero po chwili dotarło do mnie kto to jest. Niski i szczupły (drobny) facet w czapce oraz wysoki w kruczowłosy kędzior. To oni! Nie pojechali do Kijowa, za to przyszli do mnie. Do mnie. 

Przez kilka sekund mój mózg doznał swoistej burzy myślowej? Co robić? Ruszać do ataku z krzykiem: aaaa Martin, Martin aj low ju, aaaa aj low ju!!! Złapałem za telefon, z myślą że za chwilę zacznę cykać foty albo kręcić film. Ale po chwili przyszło uspokojenie. Masz jedyną szansę by zagadać do swojego idola, ruszaj - opowiedz mu gdzie jest, co to za miejsce, co ma do pokazania. I ruszyłem.

To niesamowite, ale mój idol mnie słuchał, zajrzał w jedną czy druga pozycję, którą mu pokazałem. O coś mnie zapytał. Nie pamiętam o co, bo w mych myślach ciągle się kotłowało: o bosh, o bosh, o bosh to jest Martin L. Gore twórca, kompozytor i tekściarz Depeche Mode. W pewnej chwili przerwałem mój krótki wywód i zwróciłem się bezpośrednio do Martina: przepraszam za mój głos (strasznie drżał), ale wiem kim jesteś i jestem strasznie zdenerwowany. Po tych słowach Gore uśmiechnął się serdecznie - to było niesamowicie miłe i skromne. Idol, gwiazda, strasznie zwykły i miły facet. To było doświadczenie duchowe.

Zastanawiam się teraz, co im tak naprawdę mówiłem, i mam wielką obawę, że mogłem bredzić od rzeczy - zupełnie nie pamiętam słów, poza tym jednym zdaniem o nerwach. Czy nie zmarnowałem okazji wyskoczenia po autograf, słitfoci itd. Ale przecież to byłoby żenujące, nawet jeśli Ci muzycy są supergwiazdami - to i tak mają prawo do spokoju i szacunku. Chciałem być profesjonalny do końca, dzięki czemu dostałem kilka bezcennych minut obcowania z kimś kogo naprawdę szanuję i podziwiam. Gdybym miał album DM pewnie od razu bym uderzał po dedykację, a tak dałem im spokój, a sobie niezwykłą szansę obcowania z idolem na, w pewnym sensie, moich warunkach.

Ależ te kości się dziś ułożyły...

wtorek, 25 lutego 2014

Wiosna, trwająca od co najmniej 7-go lutego, zakłóca nasz naturalny zimowy klimat. Część domowników narzeka na brak lekkich mrozów, mówiąc, że to nienormalne żeby były takie „upały” w tym miesiącu. Zwierzęta domowe, podobnie jak ludzie, dziwią się aurze i gubią nadmiar sierści – burząc nasz zimowy letarg porządkowy, więc muszę przy okazji jeść więcej przeciw alergicznych leków. Eh, to życie!

W pracy obudziły mi się już pająki, nawet mam swojego ulubieńca, już coś tam knuje by prząść wczesną sieć. A w domu ostatnio zaczęła mi bzyczeć mucha, obijając się o szybę okna. Jest coś w powietrzu, co można by nazwać anomalią. Nie za bardzo wiem co. Z jednej strony podoba mi się, a z drugiej mam jakiś lęk, że za zbyt dobrą aurę teraz przyjdzie nam jakoś zapłacić – jakimś kryzysem pogodowym później.

Co roku tak rozmyślam, zapominając o tym jak błyskawicznie upływa czas. Jak oszukuje w przedbiegach i już go nie ma, nie ma nas. Lata gnają jak szalone, gdzieś nas wiodą, nie wiadomo dokąd. Ostatnio w pewnym włoskim filmie usłyszałem znakomity tekst, że nie ważne jest to, co nieznane, albo to co nastąpi po tym życiu – najważniejsze jest tu i teraz, wszystko co nam znane. Zastanawiam się czy oby na pewno? Przecież, jako ludzie zbudowani z lęków, uwielbiamy pytać i gdybać, taka nasza natura. A że nic zazwyczaj nie możemy wskórać, wobec czasu wytrącającego nam nasze najlepsze atuty z rąk, no cóż – taki nasz los, musimy się z tym pogodzić i zmagać jednocześnie. Jesteśmy bojownikami istnienia, walczymy o godność i drobne przyjemności, potrzebne aby przetrwać i aby móc wierzyć, że to wszystko ma jakiś sens.

Czy ma? Czy sami to potrafimy ocenić, nie stojąc w obliczu decyzji ostatecznych? Kolejna niewiadoma! Kolejna spośród milionów niewiadomych. W życiu na każdym etapie – jesteśmy wciąż (w pewnym sensie) głupi. Wciąż od pokoleń powtarzamy te same błędy, jak starożytni, tak samo przyszli zdobywcy galaktyk – będą tak samo zachłanni, bestialscy, głodni, wystraszeni, spragnieni, egoistyczni… Nie umiemy się uczyć na błędach przeszłych pokoleń, ciągle powtarzamy schematy, w różnej skali – ale wciąż to dość wąski wybór „atrakcji”.

No tak – całe to bla bla bla, na nic, to banał i oczywistość. Zamiast pseudointelektualnych pogadanek miało być o tym, że to już 6 lat blogowania mi stuknęło. Aż by się chciało powiedzieć… jak błyskawicznie upływa czas. Jak oszukuje w przedbiegach i już go nie ma, nie ma nas. Lata gnają jak szalone, gdzieś nas wiodą, nie wiadomo dokąd, bla bla bla…

*żeby nie było, sensem życia nie jest przyjemność, jest jego elementem....

sobota, 22 lutego 2014

 

Jak mnie dziś ludzie... wyprowadzają z równowagi. Mam jakiś totalny przesyt chamów na metr kwadratowy. Lezą z wielu stron i nie ma chwili aby ich nie było. Oj niech się ten dzień już skończy.

Od lat staram się nad sobą pracować, opanowanie i takie tam. Zatem traktować ludzi pobłażliwie i z dystansem. Niemniej jestem furiatem i awanturnikiem, który wybucha od byle pierdoły, i szybko wraca do stanu uspokojenia, po godzinie nie pamiętając, o co poszło. Ale są dni jak ten, kiedy jestem wyjątkowo spokojny, a to już jest pozór „bo wzbiera we mnie furia...”

 

 

środa, 19 lutego 2014

Usłyszałem dziś słowa jakiegoś konsula, bodaj Ukrainy, w Szczecinie. Wspominał słowa Stalina o przywódcach międzywojennej Europy, że to pożyteczni idioci, którzy potrafią tylko gadać. Coś w tym jest. Czekali prawie dekadę, kiedy Hitler podbił pół kontynentu, dopiero w obliczu noża na gardle zwrócili się do Amerykanów o pomoc.

Dziś mordują ludzi na Ukrainie, a UE jest totalnie bezradna. Nieudolny – bo to już dziś możemy powiedzieć bez wątpliwości – prezydent Obama nie robi nic. Niech się wymordują sami? Dopiero jak będą się wzajemnie wieszać na latarniach to może ktoś wkroczy?

Słucham wszystkich stron i zupełnie nie wiem, co powinno się zrobić. Żadne rozwiązanie nie jest dobre. Z jednej strony tyrania pod płaszczykiem demokracji, z drugiej częściowo proeuropejska opozycja. Ale częściowo to skrajni nacjonaliści – po których nie wiadomo, czego można się spodziewać.

Amerykańscy politolodzy w 1991 roku, kiedy podpisywano gwarancje granic niepodległej Ukrainy, przewidywali, że nakreślone na mapie przez Stalina państwo, była radziecka republika, ma nikłe szanse, aby przetrwać w takim kształcie terytorialnym. Celowo Ukrainę zamknięto w za dużych granicach. Już w czasach Rzeczypospolitej obojga Narodów, Ukraińcy zamieszkiwali ziemię do Dniepru i wzdłuż rzeki, aż po morze Czarne. Ziemie na wschód od Dniepru zamieszkiwała ludność rosyjska. Podobnie jak na Krymie. Tyle tylko, że na półwyspie ludność tą osiedlono w miejsce wybitych lub wywiezionych na Syberie Tatarów, a na dzisiejszej wschodniej Ukrainie do 1918 roku było od wieków Cesarstwo Rosyjskie.

Czy Ukraina się rozpadnie? Czy powstanie państwo Mało Rosyjskie i separatystyczna Zachodnia Ukraina, być może podważająca granicę z Polską na Bugu? Pytań jest naprawdę wiele. Rozwiązań praktycznie brak. Obalenie demokratycznie (nawet, jeśli doszło do fałszerstw to i tak wewnętrznie rozbita opozycja przegrała z kretesem) wybranego prezydenta, podważy demokratyczny ład w Kijowie, wobec czego żadna władza nie będzie mogła być pewna swojego mandatu. Kiedy ulica wydaje wyroki, mamy do czynienia z rewolucją, a jeśli mamy do czynienia z rewolucją, to wszelkie demony mogą wyjść na światło dzienne. Mamy sytuacje bez wyjścia. Ukraińcy zaczęli właśnie blokować przejścia graniczne z Polską w województwie podkarpackim. Czy u naszego sąsiada mamy już wojnę domową?

Czy można liczyć na pożytecznych idiotów? I jaka lekcja z ospałej reakcji międzynarodowej opinii publicznej, płynie dla obecnych i przyszłych tyranów i politycznych zbrodniarzy?  

 

23:32, koffiejames , koffie mix
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 18 lutego 2014

Zawsze kiedy tego słucham, zastanawiam się skąd on wziął te klawisze? Bez tego, znienawidzonego kiedyś przez fanów true rocka instrumentu, ten kawałek byłby uboższy. Straciłby coś ze swojej tajemnicy...

Swoją drogą znak czasów, w roku 1991 gdy ukazał się ten album - sprzedał się znakomicie. Ledwo kilka lat później, kiedy pop kulturę rockową zdominował Grandż, podlany samobójstwem Cobaina i wszystkie nastolatki nosiły na koszulkach Nirvanę, na albumie Roll The Bones darto koty i psy. A dziś za oceanem ten album przeżywa swój mały renesans (zwłaszcza po wydaniu w roku 2011 złotej edycji). Sam podlegam wpływom czasów, kiedyś czułem zawód, kiedy pierwszy raz posłuchałem fragmentów tej płyty, zupełnie nie mając pojęcia co działo się przez dekadę lat 80., z Rush. Taki sam zawód by mnie spotkał w przypadku Bowiego czy innych artystów estradowych, którzy musieli zmierzyć się z wyzwaniami ostatnich trzech dekad XX wieku.  

Jak to brzmi dzisiaj? Zapewne tak jak 23 lata temu, tylko odczucia są inne, wrażliwość inna. Jest hipstersko oldskólowe, a zarazem magicznie ponadczasowe. A jak jeszcze się wgryźć w przekaz i zobaczyć w tym wszystkim siebie, gdzieś w odległych latach 90. Bezcenne! No i te klawisze, skąd on je wziął...?

 

 

Well, I was only a kid - didn't know enough to be afraid

Playing the game, but not the way the big boys played

Nothing to lose - maybe I had something to trade

The way the big wheel spins

 

Well, I was only a kid, on a holy crusade

I placed no trust in a faith that was ready-made

Take no chances on paradise delayed

So I do a slow fade

PLAYING FOR TIME

Don't want to wait for heaven

LOOKING FOR LOVE

For an angel to forgive my sins

PLAYING WITH FIRE

Chasing something new to believe in

LOOKING FOR LOVE

The way the big wheel spins

 

Well, I was only a kid, cruising around in a trance

Prisoner of fate, victim of circumstance

I was lined up for glory, but the tickets sold out in advance

The way the big wheel spins

 

Well, I was only a kid, gone without a backward glance

Going for broke, going for another chance

Hoping for heaven - hoping for a fine romance

If I do the right dance

PLAYING FOR TIME

Don't want to wait for heaven

LOOKING FOR LOVE

For an angel to forgive my sins

PLAYING WITH FIRE

Chasing something new to believe in

LOOKING FOR LOVE

The way the big wheel spins

 

Wheel goes round, landing on a twist of faith

Taking your chances you'll have the right answers

When the final judgment begins

 

Wheel goes round, landing on a leap of fate

Life redirected in ways unexpected

Sometimes the odd number wins

The way the big wheel spins

 

PLAYING FOR TIME

Don't want to wait for heaven

LOOKING FOR LOVE

For an angel to forgive my sins

PLAYING WITH FIRE

Chasing something new to believe in

LOOKING FOR LOVE

The way the big wheel spins

 

piątek, 14 lutego 2014

O walentynkach piszę dość nieregularnie i prawie zawsze negatywnie. A w tym roku mnie coś siekło. Może to ta wiosna? U nas przynajmniej od 7-go lutego trawa się w parkach zieleni, a ludzie chodzą już zupełnie bez czapek. Ziemia zaczyna pachnieć ziemią i psimi gównami – normalnie mamy późny marzec/wczesny kwiecień. Stąd zbiera mi się na miłość. Jestem jakiś sentymentalny tego roku. Nie wiem? Może to jakieś przeczucie, że moje życie dobiega końca albo co? Więc zamiast cynizmu chcę szerzyć miłość i prawość…

Zatem kupiłem dziś dla męża jabłko z odciśniętym napisem „I Love You”, pączka z pudrem usypanym w kształcie serca i truskawki z Hiszpanii. My nigdy nie jemy obcych truskawek, zwłaszcza tych paskudnych z Hiszpanii, które wyglądają jak upasione kleszcze na naszym psie, kiedy zdążą się na nim upaść.

Tak więc nie jest ze mną dobrze i naprawdę martwię się o swoją przyszłość. Na domiar złego, zjedliśmy dziś uroczystą kolację rybną, zapijając wytrawnym winem, a teraz zbieramy się do kina, na jakiś film o miłości z Joaquinem Phoenixem w roli głównej. Bosh zgroza!  

22:06, koffiejames , koffie mix
Link Dodaj komentarz »
środa, 12 lutego 2014

Państwo prawa, nie ma co?

Jeżeli prowokacja (podrzucenie do celi Trynkiewicza artefaktów), to chyba nie sposób ocenić jej inaczej niż jako skandal?

Prof. Filar:- To nie jest takie oczywiste. Lada moment znajdziemy się w sytuacji, że wilk znajdzie się między owcami. Ludzie stojący na straży prawa muszą zrobić wszystko, żeby ten wilk nikogo nie ugryzł, żeby miał spiłowane zęby. W tej sytuacji realizuje się najlepszy wariant - wilk w ogóle nie zostanie wypuszczony między owce.

Nie oburza pana, że prawo mogło zostać podeptane?

- Za bardzo idealizujemy prawo. Niestety, nie żyjemy w świecie składającym się tylko z angielskich dżentelmenów. Rzeczywistość jest dużo bardziej brutalna. Człowiek, który zdecydował o podrzuceniu Trynkiewiczowi do celi kompromitujących materiałów, postawił na szali jedne wartości przeciw drugim. Postawił naruszenie prawa przeciw ludzkiemu bezpieczeństwu. W mojej ocenie wybrał słusznie. 

Co w takim razie różni państwo polskie, które stosuje takie metody, od państw totalitarnych?

- W przeciwieństwie do państw totalitarnych Polska przez wiele lat wypracowała sobie kulturę demokracji, jest państwem prawa, wobec czego raz na jakiś czas może sobie pozwolić na taki wyskok.

za gazeta.pl

Na równi zaczynam się bać, chorych ludzi sterujących tym państwem, co zbrodniarza z Piotrkowa Trybunalskiego. Wypowiedzi Filara są kwintesencją skandalicznego zachowania polskiego wymiaru sprawiedliwości. Są obrazem podejścia do prawa, ludzi tzw. prawicy (PiS & PO). To są poglądy totalitarne. 

ps. Profesor startował ze wszystkich możliwych list i partii...

poniedziałek, 10 lutego 2014

A co by było gdyby nasze role płciowe zostały zamienione? Na to pytanie odpowiada, krótki, francuski filmik Eleonore Pourriat pt. Oppresst Majority. To ważny głos w polityce asymilacji i walki z przejawami seksizmu. Więcej takich akcji! Brawo za odwagę!

sobota, 08 lutego 2014

Ostatnio z zaprzyjaźnioną ciotą żartowaliśmy, że musimy się w końcu spotkać na ploty, bo nie ma to jak żyć, cudzym życiem. W tym niewinnym żarcie kryje się sedno naszej natury, polskiej, ludzkiej – nie wiem. Uwielbiamy żyć cudzym życiem. Nie ma sprawy, jeśli to życie gwiazd, „które nigdy nie śpią”, ale są też nieosiągalne – dla naszych mizernych istnień, gorzej, kiedy żyjemy życiem sąsiadów, przyjaciół itd. Sam nie jestem święty w tym temacie, ale generalnie – nie obchodzi mnie życie innych ludzi, bo niespecjalnie lubię ludzi.

Ale jak się okazało, ludzie lubią interesować się moim życiem. Nawet nie idzie o to wirtualne, bo tym też coraz więcej ludzi się interesuje. Ciągle mam pytania w pewnych kręgach, że ktoś słyszał, że piszę bloga, a jaki to jest blog, a że przepraszam powiedziałam/łem, że piszesz blog, ale nie wiedzą jaki ani o czym… To jest naturalne, nie afiszuję się, lubię anonimowość, ale z pewnością gdzieś to wypływa – i pogodziłem się z tym, pisząc pierwszą notkę. I nie to mnie wkurza.

Wkurza mnie to, że ploty o mnie sieje osiedle. Starzy ludzie siedzący w oknach, obserwujący każdy ruch wszystkich w zasięgu wzroku. Mają o czym potem rozmyślać po obiedzie i o czym prawić przy podwieczorku, oraz z czym zasypiać po wieczornej modlitwie.

To ciekawe, nie mieszkam na blokowisku, choć w bloku. Piękna robota, rocznik 1957, wysoki z cegły, duże okna, sąsiednie bloki nie posiadają symetrycznego układu architektonicznego, wszystkie budowane w podobnym czasie ale nie pod jeden plan, w stylu późnego modernizmu socjalistycznego, tuż przed wczesną płytą. Ostatni budynek mieszkalny, wieżowiec, ukończono w pierwszej połowie lat 60-tych. Poza ostatnim obiektem, bloki są niskie i starają wpisywać się w przedwojenną plecionkę dzielnicy.

Przed wojną były tu przedmieścia, w czasach getta, dzielnica rekreacyjno-ogrodowa. To tu były pola uprawne, na których żydzi hodowali ziemniaki, stanowiące obok chleba podstawę diety. Zaś kilka willi i większych szkół przerobiono na sanatoria, do których dostawali przydziały najbardziej zasłużeni żydowscy działacze getta. To wreszcie stąd do centrum getta, do obecnego śródmieścia, są trzy przystanki tramwajem, 20 minut na pieszo. 20 minut między śmiercią, a kruchą nadzieją przetrwania.

W tym krajobrazie – niezwartej zabudowy: kamienic wielkomiejskich, przetkanych drewnianymi budynkami i małymi murowanymi domostwami – po 1945 roku komuniści dokonali operacji na otwartej tkance miejskiej. Wyburzono większość rodzinnych domów oraz całą zabudowę drewnianą. Oczywiście działano bez planu i konsekwencji, a cały projekt restrukturyzacji dzielnicy trwał 20 lat. W tym czasie w miejscach wyburzeń stawiano bloki, zlepiano je z zachowanymi kamienicami – bez żadnego poszanowania przedwojennego układu ulic. Efektem chaotycznej zabudowy dzielnicy jest dzisiejszy jej obraz, labirynt pełen małych uliczek, pociętych na odcinki, pieszych przejść i śladów dawnych ulic. Koszmar dla listonoszy szukających następujących po sobie numerów, z których połowa nie istnieje albo znajduje się na dwóch końcach kwartału. Po części wyburzonych w późniejszym okresie małych kamieniczkach, powstały dziwaczne i niesymetryczne place. Jedne zagospodarowane na skwery, a inne zupełnie porzucone, zamieniły się w bagniste nieużytki. Mimo że mieszkam tu od prawie 30 lat – nie mam czasem pojęcia, gdzie znajduje się jedna czy druga uliczka.

Stąd, zawsze przeżywam szok, skąd Ci ludzie wiedzą, co, gdzie i jak. To nie jest zwarte i zaplanowane osiedle, jakie budowano już od lat 60-tych. Tu jest niezwykle trudno kogoś podglądać. Sam nie widzę skąd i dokąd zmierzają moi sąsiedzi – poza 4 klatkami własnego bloku, prawie zupełnie nie mam pojęcia, kto mieszka w kamienicy naprzeciw, czy bloku stojącym opodal. Dla mnie to zupełnie obcy ludzie, totalnie anonimowi. Ale okazuje się, że ja dla nich nie jestem nieznany. Ostatnio Najukochańsza szła z psem, bo akurat I’ gdzieś pojechał, a ona strasznie lubi mieć pretekst do aktywności – pies jest znakomitym powodem. Podczas spaceru napotkała ją sąsiadka – jej znajoma – z innego bloku, osobnik o istnieniu którego do dziś nie miałem pojęcia. Wtem pyta Ją – o drugiego wnuczka – tego co chodzi zawsze z psem, (czyli nie o mnie), co się z nim stało? Skąd stare babsko wie? Widziała? Nasze klatkowe plotuchy doniosły? Nie ma o czym prawić? Tylko, że sobie ktoś wziął kogoś do domu?

Innego dnia, inna zołza, też z poza obrębu bloku, zapytała Najukochańszej ile bierze za wynajem pokoju? Pytanie o tyle zasadne, że w latach 70-ych Najukochańsza przez 7 lat wynajmowała pokój Jordańczykowi Eliaszowi, który wprowadził nas w meandry pokojowego islamu, a do tego po wypitej herbacie zjadał fusy. Więc już wtedy plotuchy kręciły jęzorami. Ale Eliasza było można łatwo rozpoznać, miał ciemną karnację, brodę – był odmienny od czerwononosej rzeczywistości. Tylko te 40 lat temu plotkujące mordy były młodsze o połowę. A dziś, kiedy są na wymarciu, zamiast troszczyć się o zdrowie i lekką starość – szukają tematu dnia.

Przecież to oczywiste, że pytania wścibskich bab to tylko czubek góry lodowej – to są pytania badawcze – czekające na odrobinę skargi – aby móc wciągnąć z niej kolejny temat przewodni. Oooo to nie wnuczek? (Dobrze wiesz wiedźmo, że to nie wnuczek). A zatem ktooo? (No przecież już przedyskutowałaś ten temat z połową swoich koleżanek z sabatu na Łysej Górze).

Ploty wcale nie są nieszkodliwe. Kiedy zgłaszaliśmy wspólnocie do rozliczeń ilość osób w mieszkaniu, zarządca powiedział nam, że już pół roku wcześniej otrzymał obywatelski donos o nielegalnych lokatorach tu i tam… (U nas). Ściany mają uszy, drzwi mają oczy, okna najszczelniej zasłonięte firanką – absorbują najwięcej obrazów, a nieszkodliwe: co tam u pani słychać sąsiadko – jest wstępem do snucia niestworzonych opowieści i intryg.   

 

 
1 , 2