o mnie i o ludziach obok... o ludziach i o mnie...
Archiwum
O autorze
czwartek, 28 stycznia 2010

Wicjan 2000-2010

Dziś w nocy, po godzinie trzeciej, zmarł po ciężkiej chorobie mój ukochany kociak – Wicjan. Przez błędy weterynarzy, diagnozowaliśmy go przez cztery miesiące, aż do feralnych, pierwszych dni stycznia, gdy po operacyjnym otwarciu jamy brzusznej, rozpoznano u niego nowotwór dwunastnicy z licznymi przerzutami. Przez ostatnie trzy tygodnie, staraliśmy się go utrzymać w jak najlepszej formie, mimo choroby. Karmiliśmy go specjalną płynną odżywką oraz lekami, które w zależności od dnia przynosiły mu odrobinę ulgi i radości.

Wicjan 2000-2010

Jednak proces chorobowy postępował niezwykle szybko i zwierzak gasł z dnia na dzień. Ostatnie dwie doby były bardzo złe, poprzecinane torsjami i pojękiwaniem kota. Wczoraj tj. w środę, dwudziestego siódmego stycznia wieczorem, postanowiliśmy iż skrócimy Wicjanowi męki, bo wchodzi już w stan agonalny. Jednak on sam ubiegł nas swoją bolesną śmiercią, albowiem ta noc była dla niego straszna. Ustrzegł nas tym samym, przed moralnym dylematem eutanazji i zdjął ogromny ciężar tej decyzji, z moich bark i wszystkich domowników również…

Wicjan 2000-2010

Wicjan trafił do nas, do domu w październiku 2000 roku. Towarzyszył mi przez wiele lat jako oddany i wierny kompan. Jeździł z nami na wakacje, spał przez lata obok mojej głowy, czasem rano lizał po stopach któregoś z domowników, jak ten za długo spał, albo gryzł w paluch, jak był głodny. Szalał po mieszkaniu jak przychodzili goście lub znajomi, zawsze był pocieszną małą, czarną bestią.

Wicjan 2000-2010

Był ze mną przez te wszystkie lata, przez liceum, przez studia i przez sesje. Był chwilą rozrywki podczas zakuwania materiałów do egzaminów. Był wspaniałym kochanym kotem.

Ostatnią rzeczą, jaką mogliśmy dla niego dziś zrobić – to zanieść jego skostniałe ciało – do weterynarza, aby ten poddał go kremacji!

Wicjan 2000-2010

Wicjan 10.07.2000 - 28.01.2010

Ten kraj jest chory! Koffie James od czterech tygodni, wszystkie dni robocze spędza w bibliotekach, na szukaniu i kompletowaniu materiału do swojej pracy magisterskiej! Oczywiście to praca czasem żmudna, czasem nudna, ale też często i odkrywcza. Wiele pozycji o dziwo, można dostać w jednej z trzech głównych bibliotek, w których pracuje autor bloga, ale niektórych już nie – w sumie nawet nigdzie! Bo są wypożyczone do na przykład 2011 roku, przez jakiegoś profesora, który ma przywileje (jak cała ta kasta) – „więc bij, bij studenta, kijem przez łeb”; lub po prostu tych egzemplarzy nie można wypożyczyć, ze względu na specyfikę pracowni lub zbioru. To Koffie oczywiście rozumie i nie neguje.

Ale jest pewna kuriozalna sytuacja, która najbardziej burzy moją krew! I sprawia, że pojawiają się na mojej głowie pierwsze siwe włosy! Otóż jest w miejskiej publicznej bibliotece naszego miasta, dział regionalny – moja skarbnica wiedzy! Dział ten mieści się na piętrze, budynku tejże biblioteki i wygląda jak malutkie mieszkanko – czytelnia zajmuje mały pokój z dwoma stolikami i biurkiem – a reszta „mieszkania” zawiera półki ze zbiorami! O dziwo zbiorów tych jest wiele, i o jeszcze większe dziwo, cały zasób jest w komputerowej bazie danych – więc katalogu kartkowy żegnaj. Ale na tym kończą się dobre wieści, na temat działu regionalnego! Albowiem żadnych pozycji nie można wypożyczyć do domu, ani na noc! Żadnych pozycji z przed roku 1950, nie wolno kopiować w żaden sposób! Ba, z pozycji wydanych po 1950 około 50% ma zakaz kopiowania! Ale najlepsze jest to, iż jeśli chce się skopiować więcej niż 49% danej pozycji, którą już wreszcie udało się wyłowić, z tego morza zakazów, to okazuje się – że to też zakazane! Bo oni (w tym przybytku) przestrzegają prawa autorskiego, więc można tylko do 49% kopiować i ani literki więcej! W ciekawy sposób, wydzierane są też z zeszytów, różnych periodyków naukowych – artykuły i oprawiane w tekturową oprawkę – i jako że pozycja staje się samodzielna – też nie wolno jej kopiować więcej, niż w tych cholernych 49%!!! To na co kurwa jest ta instytucja?!? Skoro zbiory są praktycznie kompletnie nie możliwe do osiągnięcia, bo broni ich głupie i chore prawo! Jakie prawa autorskie? To nie moja wina, że na 80% wydziałów i ich kierunkach (na dziennych studiach w Polsce), profesorowie zmuszają swoich studentów do pisania prac magisterskich, które opierają się głównie na cytatach – kradzionych z książek innych autorów! Mój kierunek wymaga ode mnie napisania pracy syntetycznej – porównawczej, źródłowej – dlatego potrzebuje mieć w domu ksera, odbitki, slajdy, fotografie, kopie itd. artykułów i niektórych rozdziałów. – Aby zaczerpnąć wiedzy do Zenka i od Gienka, a potem porównać to jeszcze z tym, co pisał w temacie Staszek, oraz jak nie zgadzała się z poprzednikami Zośka! Nie mogę sobie pozwolić, na siedzenie w ciasnym pokoiku z babsztylami, które w pokoju obok gdzie są zbiory – plotkują na całego, puszczają sobie radio ZET, do tego ktoś wciąż wchodzi i wychodzi z tej malutkiej czytelni.

Co do prawa autorskiego to, czerpanie wiedzy od autorów i porównanie ich opinii nie jest kradzieżą! Przecież po to się pisze wszelakie prace, aby poszerzać innym zasób wiedzy, aby ludzie kolejnych pokoleń mogli czerpać wiedzę od tych, co byli wcześniej. Aby mogli ubogać ją i rozwijać dalej! A jeśli już się broni tak heroicznie, idiotycznego w tym przypadku zapisku o ochronie praw autorskich, to powinno się zakazać publikacji nowych wydań prac naukowych, zabronić publikacji wszelkich prac, a te którą są w zbiorach zniszczyć – paląc je na stosie! Tak by każdy mógł sobie kupić – w większości już nie dostępne książki, bo wznowień też być nie powinno. Zaś wydziały biblioteczne, takie jak ten nasz regionalny – powinny być zamykane – bo nie przydatne są dla niczego, ani dla nikogo!

01:57, koffiejames , koffie mix
Link Komentarze (3) »
środa, 27 stycznia 2010

Koffie jest coraz bardziej smutny! Praca i praca, a najgorsze że nie widać efektów. Zima i mróz, trzyma wieczną skamieliną za dupę, to miasto i ten kraj. Ręce odpadają po piętnastu minutach bez rękawiczek. Do tego synoptycy prognozują, że wiosna ma być tego roku bardzo, bardzo chłodna!

Wszystko byłoby nawet znośne, gdyby nie cichutka śmierć, która niepostrzeżenie wkrada się do naszego domu! I powoli mości sobie stołeczek, nad głową jednego z tych najmniejszych, mieszkańców naszego lokalu.

I’ wyszedł dziś rano do pracy – pocałował mnie i szepnął, iż kot miał w nocy torsje, ale że już wszystko ok. i że posprzątał.

Śniło mi się potem, jak kot wymiotuje niebieską cieczą, a było jej tyle, że wszyscy się w niej topiliśmy…

sobota, 23 stycznia 2010

Wszystko się toczy i byle do przodu. Mróz trzyma – i schładza ludzi, coraz bardziej więc zamarzamy wzajemnie. Trudno!

Czasem trzeba iść drogą, przez Arktykę. Ale spokojnie ziemia jest kulą, więc kiedyś znów będziemy na równiku, a potem znów wśród lodów i tak dokoła. Takie życie, takie jego prawa.

Tymczasem Koffie James, nie zamierza pozwolić sobie, na zamianę w lodową górę i tej nocy będzie szaleć. Czemu o tym piszę?

Albowiem wracam dziś, do sławnego w mieście branżowego lokalu – z którym wiąże się związana z Koffiem zabawna historyjka! Którą to opowiedziała mężowi memu, jego zmartwiona początkiem naszego związku, przyjaciółka. I stanowczo ostrzegła go, przed moją osobą. Historyjka na początku może nie była zabawna, ale jak się potem okazało – to za Koffiem Jamesem, odezwała się jego nudna przeszłość poznawcza… Oczywiście kompletnie irracjonalna i groteskowa!

Tak więc dziś, w super paczce znajomych lesbijek i z naszą przyjaciółką K, pędzimy z wraz I’ na zabawę. Pokonamy mróz naszymi gorącymi sercami!

I’ – przymierza się do zakupienia w końcu swojego mieszkania, w którym jak wierzy jego matka – będzie miał zamieszkać! Ale się zdziwi, kiedy dowie się, że po kapitalnym remoncie – zamierzamy wypuścić chatę i trzepać z niej dodatkowy wpływ do naszej sakiewki!

Dobrego i pogodnego weekendu czytelnicy!

O słowie i jego sile, oraz o zdaniu i jego mocy przekazu – nie należy nigdy zapominać! Jednak celowe i usilne przeinaczanie słów. Oraz ich nadinterpretacja, zapewne celowa!
Jest cechą postaw totalitarnych, szukających pretekstów do działań nieprzyjaznych i zaczepnych. Rozumie się oczywiście – wszelkie taktyki, w których orężem do walki, ma być słowo, załadowane do automatu zdań i jego form gramatycznych, jak i stylistycznych. Jednakże generalnie rzecz ujmując, prowadzenie wszelkich wojen – jest z ludzkiego punktu widzenia, niehumanitarne! Albowiem wojny prowadzą do rozlewu krwi i niepotrzebnych ofiar. Oraz do ran fizycznych, a także do o wiele gorszych uszkodzeń – które już na zawsze utkwią w psychice! Apeluję przeto, do ludzi dobrej woli, aby wstrzymać wytaczanie dział, zanim będzie już za późno, by cokolwiek odwrócić! Ponieważ bilans strat, zawsze będzie wyższy, niż ewentualne zyski, którejkolwiek ze stron!

czwartek, 21 stycznia 2010

O roli przyjaciół, nigdy nie powinno się zapominać! Jeśli już mowa, o relacjach stabilnych między ludźmi, świadomymi i dorosłymi. Ludzie tacy powinni być jak filtr, jak straż, lub jak doradca. Nie znaczy to, iż należy ich zawsze słuchać – nie zawsze, bowiem ich rady mogą nie być najlepszym z wyjść. Jednakże, jeśli mowa o przyjaźni uczciwej i świadomej – kiedy między ludźmi tymi, w sposób naturalny zacierają się granice. Kiedy rodzi się zaufanie i wzajemna forma troski. Obowiązkiem ich jest, ostrzeganie przed nadchodzącym niebezpieczeństwem, albowiem to jest naturą, tej wzajemności!!! Jest to niemal prawo i konieczność! Nawet, jeśli takie słowo, może wywołać wrogość lub pogardę, osób trzecich…

Czasem jedni ludzie, są zbyt zadufani w sobie, tak że nie są w stanie zobaczyć, iż zaczynają krzywdzić innych. A czasem inni ludzie, są tak oddani drugim, że nie są w stanie ich powstrzymać, nawet jednym słowem – żeby nie być posądzonymi o zaborczość. Tak właśnie wygląda współistnienie, koegzystencja, układ dwojga ludzi. Jedni prą do przodu, a drudzy ustępują. Jednak czasem wybór między jedną, a drugą opcją jest nie możliwy. Triumf jednej ze stron, może powodować wyłom we wzajemnym zaufaniu, w monolicie, który wydawałoby się, że stanowią. Wtedy, mam głęboką wiarę – powinien nastąpić pokojowy kompromis. Jest on możliwy tylko wtedy – kiedy to, co łączy dwoje ludzi – jest oparte na szczerych emocjach, prawdziwym zaufaniu, i równym partnerstwie. A nie na sztucznym układzie, służącym tylko jeden stronie – pragnącej czerpać, tylko doraźne zyski z takiej sytuacji…

poniedziałek, 18 stycznia 2010

Nie dokonaliśmy rzezi niewinnych, ani nie dokonaliśmy żadnego bohaterskiego czynu! Jednej nocy nie zmieniło się nic! A raczej niepokojącym zjawiskiem jest to, iż obywatele w trakcie trwania kadencji wybranego, w demokratycznych wyborach prezydenta – zostają zmuszeni, do wystawienia mu czerwonej kartki! Bo nie ma żadnego heroizmu w desperacji. Bo to znaczy, że ci którym, powierzamy nasz mandat – zwyczajnie nas oszukują. Drwią sobie z zaufania, jakie otrzymali od obywateli. Wczorajszy akt desperacji, niech będzie lekcją dla przeniewierczych polityków. Niech będzie przestrogą, że powolutku kiełkuje w naszym kraju społeczeństwo obywatelskie, że po 21 latach – zaczynamy być świadomi jako obywatele! I nie chodzi tu tylko o żartobliwie nazywanego u nas prezydenta Kropaszenkę, tylko o wszystkich wybieranych do samorządów przedstawicieli.

Co nas czeka teraz? Zobaczymy, zarząd komisaryczny, który sprawi nam premier Tusk, jeśli popełni błąd, może być pewien, iż PO sromotnie przegra w jesiennych wyborach samorządowych. A i poparcie dla jego elekcji może być mniejsze. Jeśli postawi dobrego komisarza – może zapewnić PO, a pewnie i swojej kandydaturze na prezydenta RP – poparcie w całej tej nadchodzącej politycznej zawierusze!

niedziela, 17 stycznia 2010

Zamieszczam tą notkę o tej porze, ze względu na ciszę wyborczą i prawo panujące w kraju naszym! Dziś odbywało się referendum w sprawie odwołania prezydenta naszego Jerzego od 2002 roku urząd sprawującego. Prezydent nasz nie lubi miasta swego, nie lubi jego mieszkańców i woła do strażników miejskich – gdzie masz chuju czapkę! Wprowadził też terror w urzędzie swym – tak, że pracownikom nie wolno dawać wywiadów prasowych – bez współobecności innego pracownika urzędu. Oraz zmusił ich do noszenia idiotycznych czapek i szarf, na wszystkich miejskich uroczystościach. Więc ludzie ci wyglądają jak klany. Kiedy zaś jest zapraszany, na uroczystości związane z jakimś festiwalem – poziom wypowiedzi włodarza miasta, jest najczęściej żenujący.

Dlaczego chcemy odwołać naszego włodarza:

- Za zadłużenie miasta do kwoty przekraczającej 1.4 mld zł.

- Za brak programu budownictwa komunalnego.

- Za zniesienie techno parady.

- Za paraliż komunikacyjny, i chaos spowodowany brakiem koordynacji robót drogowych.

- Za porażkę w kwestii utrzymania czystości w mieście.

- Za kompromitację związaną z wnioskiem o Euro 2012.

- Za afery w miejskich spółkach i brak nadzoru nad nimi.

- Za autokratyczny styl rządzenia.

- Za 176 podróży zagranicznych. (Jak wyliczono to jeden rok z jego 7,5 rocznego panowania).

- Za marnotrawienie publicznych pieniędzy.

- Za przyjęcie irracjonalnego planu zagospodarowania przestrzennego centrum.

- Za żenujące zachowanie względem władz Teatru Nowego.

- Za upolitycznienie stanowisk – wszystkich ważniejszych instytucji publicznych w mieście!

- Za skandaliczną organizację 65 rocznicy likwidacji Litzmanstadt Getto.

Są też i argumenty za – naszym włodarzem:

- Bo udało mu się ściągnąć wielu zagranicznych inwestorów.

- Bo prawie o 50% spadł poziom bezrobocia z jego kadencji.

- Bo patronował powstaniu Aquaparku.

- Bo patronował powstaniu największej hali widowiskowej w Polsce.

- Bo zmusił ministerstwo do przeprowadzenia drogi S8 koło miasta, a nie koło Piotrkowa Trybunalskiego.

- Bo przyczynił się do polityki rewitalizacji starych kamienic w centrum.

- Bo wsparł ideę starania miasta o Europejską stolicę kultury 2016.

- Bo za jego kadencji – modernizowano miejską kanalizację i wodociągi.

- Bo za jego kadencji – zbudowano nową oczyszczalnię ścieków.

- Bo za jego kadencji – powiększono miejskie lotnisko i nawiązano liczne połączenia ze światem.

- Jest jednym z ojców planów rewitalizacji EC1 i budowy nowego centrum.

- Jest zwolennikiem i promotorem budowy CŁC – z którym walczą radni PO i SLD. Przez co studenci okupują siedzibę rady miejskiej.

Oczywiście więcej jest argumentów przeciwko prezydentowi miasta! Ale niestety jednak po tym, co zrobili radni PO i SLD z Camerimage Łódź Center – ich pseudo polityczna postawa – kompletnie anty miejska – wbijająca w tą największą naszą imprezę nóż. I być może tylko w ramach kiełbasy wyborczej – postawa prezydenta miasta – który walczy o przyjęcie – programu dla centrum. Zmusza mnie do poważnego zastanowienia się – jak się zachować wobec dzisiejszego referendum. Mąż mój, mimo iż podpisał się pod listą SLD w sprawie referendum – za ostanie zachowania radnych PO i SLD, postanowił bojkotować referendum – co oznacza jednoznacznie, wsparcie dla prezydenta miasta! Na niekorzyść prezydenta, nie działają oddane głosy, za jego odwołaniem! Tylko frekwencja, która musi przekroczyć 19% uprawnionych do głosowania, żeby osiągnąć trzy piąte, liczby Łodzian którzy oddali głos w wyborach prezydenckich z 2006 roku. Jeśli wyniesie ona na przykład 18% lub mniej wynik będzie nie ważny!

piątek, 15 stycznia 2010

Widać już po pierwszej części, że autor nie docenia swojego miasta i porównuje je li tylko z mrzonkami – post industrialnej stolicy polski. Plany to plany. Wiałem w życiu wiele planów – mało jednak z nich najczęściej wychodziło. Irracjonalnym i głupim jest porównywanie planów z czymś, co jest budowane już!

Łódź a Kraków częśc 2:

Kultura

Życie kulturalne Krakowa jest bardzo bogate i różnorodne. Wydawałoby się, że pozycja Łodzi w tym obszarze jest nieporównanie słabsza. Gdy jednak zaczniemy porównywać obiekty kultury, jak budynki opery, filharmonii, galerie sztuki, również te planowane, okazuje się, że nasze miasto może nabawić się kompleksów. Tracimy również wielkie imprezy kulturalne, jak Festiwal Beethovenowski, a ostatnio władze województwa małopolskiego odmówiły finansowania cyklu Opera Rara. W tym samym okresie w Łodzi rozwija się Plus Camerimage - największy na świecie festiwal poświęcony sztuce operatorskiej. To impreza znana już daleko poza granicami Polski. Kraków może poszczycić się jedną imprezą o porównywalnej rozpoznawalności, a mianowicie Festiwalem Kultury Żydowskiej. Ale i tu Łódź nie daje za wygraną. W nowym centrum miasta powstaje strefa czterech kultur z ulicami: Niemiecką, Rosyjską, Żydowską oraz Polską, która ma wspomóc ambitny program kulturalny. Władze Łodzi przygotowują w związku z tym strategię promocyjną, która ma m.in. doprowadzić do uzyskania w 2016 r. tytułu Europejskiej Stolicy Kultury. Tymczasem ogromny potencjał Kazimierza jest marnowany przez słabo kontrolowaną i przypadkową zabudowę, prowadzącą do zniszczenia jego niepowtarzalnego charakteru. Również stałe ekspozycje związane z kulturą i sztuką żydowską w Synagodze Starej i w Gmachu Głównym Muzeum Narodowego w Krakowie są nadzwyczaj skromne, jak na wagę miejsca i przechowywanych w naszym mieście zbiorów. Krakowskie "trwanie" nie wystarczy, szczególnie w obliczu inicjatyw w innych miastach, w tym budowy w Warszawie wielkiego Muzeum Historii Żydów Polskich.

Miejsce i ludzie

Czasami zastanawiam się, czy nasza filozofia trwania wynika po prostu z "ducha miejsca", czy też jest pochodną charakteru i klasy osób, które my, mieszkańcy, postawiliśmy u steru miasta. Jakkolwiek ideologiczny ferwor prezydenta Łodzi Jerzego Kropiwnickiego jest mi całkowicie obcy, nie sposób nie docenić jego roli w rozwoju i ambitnej wizji miasta, którym kieruje od wielu lat. Jest on absolutnym przeciwieństwem prezydenta Jacka Majchrowskiego, nie tylko przez usadowienie na przeciwnych biegunach politycznych. To także przeciwstawienie ruchliwości i inicjatywy jednego, niemrawości i bierności drugiego z nich. Nie bez znaczenia jest zapewne fakt, że prezydent Królewskiego Stołecznego Miasta Krakowa nie posługuje się żadnym językiem obcym, a prezydent Łodzi mówi biegle po angielsku, włosku, rosyjsku i hiszpańsku. Łodzianie zarzucają co prawda swemu włodarzowi zbyt częste podróżowanie, ale bardziej przekonywująco, z punktu widzenia interesów miast, wyglądają dla mnie podróże prezydenta Kropiwnickiego do Brukseli, Izraela czy nawet Malezji i Singapuru niż wizyty prezydenta Majchrowskiego w Peru czy Ekwadorze.

Wielkie znaczenie w ambitnym rozwoju Łodzi mają też inne osoby, w tym Marek Żydowicz - dyrektor Festiwalu Plus Camerimage i Andrzej Walczak - prezes Fundacji Sztuk Świata i jeden ze współwłaścicieli znanej firmy Atlas. Wyobrażam sobie, że dogadywanie się trzech takich indywidualności nie jest łatwe i niepozbawione spięć, ale wielkie zmiany następujące w tym położonym w samym środku Polski mieście świadczą, że wspólna wizja i umiejętność wznoszenia się ponad osobiste ambicje może prowadzić do sukcesu.

Częsty argument, jaki słyszę w Łodzi przeciwko obecnym wizjom jej rozwoju, jest następujący: zamiast wydawać pieniądze na megaprojekty prezydenta, lepiej odnowić kamienice, naprawić drogi, poprawić infrastrukturę komunalną. To argument bałamutny - realizacja owych megaprojektów, oczywiście bez przesadnego zadłużania miasta, zwiększy atrakcyjność Łodzi dla inwestorów, co przełoży się na dochody pozwalające na odnowę istniejących dzielnic, a przede wszystkim umożliwi systematyczne ich utrzymanie. Powstanie przy tym miasto piękne i atrakcyjne dla wszystkich mieszkańców. Dobrym przykładem jest tu hiszpańskie Bilbao - po zbudowaniu tam Muzeum Guggenheima, projektu Franka Gehry'ego, z zapyziałego i zaniedbanego ośrodka przemysłowego wykształciło się miasto znane w całym świecie, piękne i wygodne do życia.

Na koniec smutna refleksja. W plebiscytach popularności prezydentów miast Polski prezydent Łodzi zamyka zwykle stawkę, podczas gdy prezydent Krakowa wypada na ogół nadzwyczaj dobrze. Czyżbyśmy jako społeczeństwo preferowali u naszych liderów brak wizji i aktywności, ustępowanie we wszystkim różnym grupom nacisku, a potępiali charakter, odwagę i kierowanie się długofalowym interesem miasta, a nie wyłącznie krótkoterminowym interesem wyborczym? Jeżeli tak jest, to chyba kiepsko wyglądają perspektywy naszego Miasta i Państwa.


Moi drodzy bez obrazy, ale czy ten tekst nie jest formą wyborczej agitacji? Zwłaszcza iż ukazuje się teraz! Na dwa dni przed referendum? A może naprawdę dobrze się dzieje w państwie Łódzkim? A może krakusom poprzewracało się w … i chcą niewiadomo, czego – nie doceniając tego, co mają! A może trzeba na efekty działalności politycznej poczekać kilka lat, zanim się coś ruszy! Bo czy początkowe sukcesy rządu PiS za Marcinkiewicza nie były przejadaniem 4 lat rządów SLD? A początkowa euforia rządów PO nie była spijaniem śmietany zaczynionej przez PiS? Trudno wyczuć, co jest i jak. W każdym razie za dwa dni, jest tu w kraju naszym referendum! Z racji ostatnich wydarzeń politycznych – będzie to trudny sprawdzian dla mieszkańców – są trzy wyjścia: TAK, NIE oraz Bojkot. I niestety każde z tych wyjść, jest dziś dla świadomego wyborcy godne rozważenia. Tak, ja i mąż podpisaliśmy się pod listą SLD w sprawie zorganizowania referendum – ale nie wiemy teraz, co zrobić w niedzielę!

 
1 , 2