o mnie i o ludziach obok... o ludziach i o mnie...
O autorze
niedziela, 06 maja 2012

3 FKW

Warszawa powraca. W dniach 10-13 maja 2012 odbędzie się 3. edycja Festiwalu Komiksowa Warszawa (FKW) w ramach III Warszawskich Targów Książki. FKW jest spadkobierczynią działającego w latach 2001-2009 festiwalu WSK – Warszawskich Spotkań Komiksowych.

Jak za nic w Fa-Fie, bardzo mocno trzymam kciuki na kolejną edycję FKW. Dwie minione edycje były raczej słabe. Słabość organizacyjna jak i zaplecze ciekawych gości nie zachwycało. Na przykład zeszłoroczna edycja, naprędce włączona do Targów Książki – co uważam za gwałt na medium komiksowym – odbyła się w zasadzie w szatniach.

Ale nie psioczmy – w roku 2012 ma być lepiej! Zatem kogo spotkać można będzie podczas tegorocznej edycji festiwalu? Niewątpliwie to będzie rok Thorgalowski.

- Grzegorz Rosiński – nie muszę go przedstawiać, Warszawę odwiedza po 10 latach przerwy. A wraz z nim mają pojawić się młodzi rysownicy Thorgalowych serii spin-off.

- Giulio de Vita„Kriss de Valnor”

- Roman Surżenko„Louve” oraz mająca się rozpocząć w tym roku seria "Młodość Thorgala"

Gwiazdą numer jeden warszawskiego festiwalu – nie będą jednak twórcy „Thorgala”, najmocniej zaświeci specjalny gość:

- Brian Bolland – jeden z czołowych przedstawicieli „Brytyjskiej Inwazji” – która na początku lat 80-tych XX wieku podbiła rynek w USA. Bolland jest kilkukrotnym zdobywcą nagrody Eisnera. W Polsce szerzej znany jest dzięki uznawanemu za arcydzieło komiksowi „Batman: Zabójczy Żart” do którego scenariusz napisał Alan Moore. O popularności tego dzieła niech świadczy to, że nakład drugiego polskiego wydania tego komiksu (I – 1991, II marzec 2012) rozszedł się w niespełna dwa tygodnie i na tą chwilę jest nieosiągalny.

Polską gwiazdą festiwalu będzie:

- Tadeusz Baranowski – który po 3 latach walki z wydawcą (wydawcy z autorem) publikuje swoje najnowsze dzieło i prawdopodobnie ostatnie wydane dla szerszego odbiorcy „Bezdomne Wampiry. Komiksy z lat 1985-2009”. Baranowski od lat jest obrażony z powodu tego, że nie udało mu się osiągnąć sukcesu na rynku francuskim. Oskarża Rosińskiego o to, że ten był agentem SB i dlatego w 1981 roku udało mu się zbiec z kraju. Tadeusz Baranowski w ostatnich latach wydaje co prawda nowe komiksy, ale są to tylko edycje kolekcjonerskie zaczynające się od nakładu 300 sztuk na 10 egzemplarzach kończąc, stąd ceny zaczynaj się od 250 złotych na …….. kończąc. Nie na kieszeń szarego śmiertelnika, tylko konesera sztuki – zresztą po śmierci autora pewnie te najmniej liczne wydania – będą żyłami złota – na to liczą śmiałkowie wydający horrendalne sumy na te komiksy.

Odnośnie organizacji samego festiwalu Tadeusz Baranowski również dorzucił przysłowiowe trzy grosze - obnażając organizację edycji 2012. Pisząc na FB:

"...nie po raz pierwszy dowiaduję się przypadkowo, (z internetu!) że będę uczestnikiem jakiegoś spotkania komiksowego, o terminie którego organizatorzy "nie mieli siły" mnie wcześniej zawiadomić. (Komiksowa Warszawa). Zapytać czy takie spotkanie jest w danym terminie w ogóle  możliwe. Tym bardziej, że ja muszę przebyć 250 km, przyjechać dzień wcześniej,  aby się na takim spotkaniu, na pół godziny (tyle czasu mi przeznaczono) się  pojawić. O tym wszystkim oraganizatorzy doskonale wiedzą. I od lat stosują wciąz  te same "zagrania". A jeśli się NIE POJAWIĘ, na te pół godziny, łatwo  będzie oświadczyć, że to autor nam "nawalił". Jest to po prostu  zwykła arogancja. Jak zwykle TEŻ, nie mam też możliwości obejrzenia przed dystrybucją,  wydanego już i sprzedawanego mojego albumu. Pozdrawiam tb."

Ponadto z polskiego średnio-starszego pokolenia twórców komiksowych do Warszawy zawitają: Tadeusz Raczkiewicz, Bogusław Polch oraz Maciej Parowski.

Młode polskie pokolenie komiksiarzy reprezentować będą: Krzysztof „Prosiak” Owedyk, Jerzy Ozga, Dariusz Rzontkowski, Mateusz Skutnik, Dominik Szcześniak oraz Michał „Śledziu” Śledziński.

Cała impreza odbędzie się jak przed rokiem w Zamku (pałacu) Stalina. Do FarszaFy przybywamy – choć jeszcze nie zdecydowawszy czy na dzień czy na dwoje…  



sobota, 05 maja 2012

Chciałbym to przeżyć ponownie. To myśl, która zawsze powraca w takich chwilach - kiedy ślady przeżyć się zacierają. We wszystkich doświadczeniach mojego życia, zawsze chciałem doszukać się sensu, aby móc coś wynieść na później. Zawsze coś wynosimy - nawet jeśli się wzbraniamy. Nie wsadzimy świadomie drugi raz ręki do wrzątku. 

Ale gdyby dało cofnąć się czas, to czy zrobilibyśmy to również za pierwszym razem? Co by było gdyby dano nam jeszcze raz możliwość doświadczenia tego wszystkiego? Może zapisalibyśmy pliki na zewnętrznych nośnikach i nie utracilibyśmy swojej przeszłości?

Kuriozalnie, przypadkowo, niespodziewanie, zagadkowo, jak moje szczęścia i nieszczęścia, na przeciw mych trosk wychodzi znów ten zespół. W nowym singlu promującym nadchodzący album (już za 39 dni) Clockwork Angels...

11:47, koffiejames , koffie mix
Link Komentarze (5) »
piątek, 04 maja 2012

Jestem smutny, zły i wkurwiony. Wkurwiony to najlepsze słowo... Nie, najbardziej zawiedziony własnym brakiem myślenia i brakiem zdolności przewidywania... 

Od kiedy pamiętam zapisuję tysiące rzeczy - głownie to bezwartościowy bełkot z którego tworzę potem coś więcej - czasem notki na blogi. Dla mnie ów bełkot jest bezcenny. Zapisuję różne rzeczy od 1996 roku - to nie jest pamiętnik. Tego nigdy nie potrafiłem pisać. To zapisy emocji, drobnych liryk, prozy, tekstów o zupełnie niczym, albo o czymś co przykuło moją uwagę. Od 2004 roku zapiski przeniosłem na twarde dyski komputerów, a z czasem w chmury blogów i innych wytworów sieci. Przez lata konsekwentnie zapisywałem wszystkie swoje dane co pół roku na jakichś nośnikach. Ale w końcu technika, dała mi złudne poczucie bezpieczeństwa - moich danych...

Archiwizuję wszystkie pozostałości mej aktywności w przeszłości bardzo pieczołowicie. Katalogi roczne i miesięczne, tak aby zawsze można było wrócić - do danej chwili - mojego życia i odnaleźć siebie z tamtego czasu - odnaleźć swoje emocje, myśli, lęki.

Archiwizuję od 2005 roku zdjęcia które robię - tak aby czytelnie wrócić do czasów - lat, miesięcy i dni mojego życia i ludzi obok.

I nagle jednego dnia - kiedy ten jebany komputer (wybaczcie - wczoraj było mi gorzej) zdechł, uszkodzona została partycja na której, znajdowało się moje święte archiwum. Archiwum stanowiące nierozerwalną część mnie. Mój ślad. Moja pamięć. A bez pamięci - wybaczcie, ale człowiek staje się bezwartościowym głazem żyjącym totalnie bez sensu.

Utraciłem 20% plików tekstowych, w tym cały rok 2007 - wyjątkowo ważny z punktu widzenia zmian, które się we mnie wówczas dokonały i pełen wszelakich rozważań. Wczoraj zamiast odpoczywać, do późna odzyskiwałem dane... Ocalało niewiele - namiastka 15-20% z roku 2007. Na szczęście ocalało 93% zdjęć (34 z 36 zbiorów). A dużą porcję utraconych fotek: te z ostatniego festiwalu komiksów, ostatnie dni dworca Fabrycznego i cykl murali opublikowałem we wrześniu i październiku 2011 na tym blogu...

Ratujmy co się da! Mogło być znacznie gorzej - lubię pocieszać. Ale strat nie odzyskam nigdy. Może, jeszcze jak oddamy specjalistom od odzyskiwania danych - może coś jeszcze się wróci - może?

Zamiast pisać pracowe dokumenty - piszę swoje żale eh...

 

czwartek, 03 maja 2012

Upierdliwy kwiecień zakończył nasz pierwszy raz (w roku 2012) w Masie Krytycznej. Od razu padł rekord ilości uczestników. Zjechało się bowiem nas 1020 rowerzystów! Ponad 1000 osób - mnóstwo ludzi! Więcej pedałów niż na marszu równości, na którym było ze 150 osób!!! 

Masa jako relaks za upierdliwy miesiąc - co za przyjemność. Na dzień przed Masą I' przeszedł ciężkie zebranie z kierownictwem w pracy. Został wytypowany przez załogę na rzecznika pracowników i wysłany do boju. Kierownik jak się okazało nic nie może, bo wszystko jest od niego niezależne itd. A koledzy i koleżanki I' poczuli się poniżeni. Gdyż obiecywano im za dobrowolną zmianę stanowiska - wyższe premie i mniej tak zwanych "środowisk". A okazało się, że na starym stanowisku w nowym roku pracownikom odjęto obowiązków i podwyższono premię...

Stresy przypłacił I' poważnym zachwianiem zdrowotnym, a nerwoból okazał się półpaścem. Ale I' funkcjonuje normalnie, skarży się tylko na potworny ból przeszywający mu klatkę piersiową od piersi po łopatkę, a leki przeciwbólowe nie działają. Ale mimo tego spędzamy dość sympatyczny długi weekend.

Dziś 3 maj. Lubię to święto. Jedyne w roku, które naprawdę lubię. Kiedyś nawet wywieszałem flagę, ale ją zgubiłem.  Gdzieś jest upchnięta, ale w nawale pracy i przy ciasnocie niewielkiej powierzchni mieszkania - zniknęła w jakimś zakamarku...

A od piątku znów powrót do starego trybu życia. Reasumując, bilans zysków i strat wychodzi chyba na zero... Chyba, bo nie jestem w skórze cierpiącego bóle męża. Ale mimo owych boleści, bawiliśmy się w każdy dzień długiego weekendu miło. Spotkaliśmy się ze znajomymi na piwie, na nalewce. I' był na urodzinach mamy (50-tych) z których przywiózł zapasów jak na Boże Narodzenie. Gnaliśmy rowerami po parkach, Masach i lasach. Dość aktywnie wszystko... Hm... A awaria komputera? No cóż piszę ten tekst nocą, zapisując go co 5 minut - ile to pudło wyrobi tyle mnie tu będzie - jak ostatecznie zdechnie, to cóż poradzę??? Może to będzie znak? W stylu: strzeż się synu przed mocą zgubną komputerów!!! A z pewnością ucieszy się kilku moich wrogów - może dzięki temu znudzi mi się blog, może go zarzucę w diabły, może, może...

A dziś, wiwat maj, trzeci maj - u Polaków błogi raj... Ja wiem, że nie u tych z transparentami "Zdrajcy" ale ich też trzeba kochać - pobłądzili, ale kiedyś może znajdą drogę...? 

19:39, koffiejames , koffie mix
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Piszę używając trupa. Tak, mam na myśli stacjonarny komputer, który rozpoczął u mnie pracę w październiku 2003 roku. Mając zresztą wtedy za sobą jakieś pół roku życia...

9 lat to dla takiego sprzętu wiek. Ja wiem. Ale nie byłem nigdy maniakiem komputerowym, nie wywoływały u mnie wzwodu komputerowe nowinki. A mam takich znajomych - prawdziwych zboków - którzy muszą robić najstraszliwsze bezeceństwa na widok idiotycznych gadżetów - których użyteczność się nam wmawia. W tej branży dominuje firma z jabłuszkiem w logo.

Nie było nigdy czasu. Matura, studia, mąż, blogi, magisterka, przy której ten trup pokazał jak bardzo był chory- modliłem się żeby się nie spalił dysk, bo chyba bym musiał podciąć sobie żyły...

Ale wszystko przeszło gładko. Tylko że już zapomniałem kiedy ostatnio bawiłem się na komputerze. Gry? He-he! Zbierałem pole na fejsbóku. Bo nic innego by nie dało rady tu odpalić...

Ostatecznie pod koniec zeszłego roku podjęliśmy z I' decyzje o konieczności zakupu nowego sprzętu. Dobrego sprzętu, ponownie stacjonarnego... Jednak potrzeba nowoczesności i koszta, pozwoliły nam dopiero na wiosnę zebrać potrzebne fundusze. Wiosna niesie ze sobą niestety katolicką komunię, wraz z którą ceny komputerów wzrastają... Zatem zostało nam 40 dni.

Tylko 40 dni. A ten bydlak wczoraj umarł. Zreanimowaliśmy go! Działa resztką sił - awaryjnie, na XP przypominającym 98. Nie wiem czy wytrzyma długo. Większość wtyczek nie działa, większość sterowników jest już nieinstalowalna, nie ma dźwięku(!!!!). Nie wiem jak będzie wyglądała najbliższa przyszłość blogowa. Nie wiem czy mogę odwiedzać wszystkie strony, które czytam, wszystkie portale, na których działam... 40 dni. 

Oczywiście pozostaje mi jeszcze praca. Ale w pracy się powinno pracować, a nie netować. 

Postaram się być i pisać - choć nic nie jest pewne...   

sobota, 28 kwietnia 2012

Wolne. Wolne, wolne. Najdłuższy długi łikend w 2012 roku. Ja mam wolne już od 27-go. Ale za to wcześniej kończę... 

Wobec czego nie może być nic innego jak Working Man dla wszystkich wylegujących się teraz pracusiów i dla tych bardziej leniwych co jeszcze muszą teraz pracować... 

Dziś wykonawcy profesjonalni: Skid Row i Suplecs. A zamiast "wrzutowego" oryginału z mojego ulubionego albumu Rush (1974) - Rush na żywo z Cleveland 2011 czyli 37 lat pracy...

Jeszcze 46 dni do nowego albumu R!

wtorek, 24 kwietnia 2012

Nam też nie jest wszystko jedno!

Jesteśmy grupą blogerów z Bloxa. Nasze blogi prowadzimy już od dłuższego czasu, wkładając w to sporo czasu, pasji i zaangażowania. Gdy zaczynaliśmy blogowanie – pisanie właśnie na tym portalu było powodem do dumy i poczucia przynależności do dbającej o jakość elity blogosfery. 
Czuliśmy też, że jesteśmy ważni dla zarządzających portalem gazeta.pl. Blox się rozwijał, zawsze były na nim aktualne informacje, na stronie głównej gazeta.pl codziennie można było znaleźć linki do kilku ciekawych notek z blogów. Nawet więc, gdy czasami zdarzały się awarie serwerów czy błędy w oprogramowaniu – przymykaliśmy na to oczy. Tym bardziej, że kontakt z adminem był na bieżąco i gdy tylko coś się działo, zawsze była reakcja.

A teraz? Od dłuższego czasu czujemy, że jesteśmy zbędni i niepotrzebni. Bloxem nikt zarządza, nie aktualizuje nawet tych funkcjonalności, które już są. Ze strony gazeta.pl zniknęło okienko Bloxowe (a także fora i galeria zdjęć) – dominują za to tytuły i newsy typowe dla tabloidów, a nie dla medium, które kiedyś uchodziło za opiniotwórcze. Napisanie prostej notki, komentarza czy wklejenie zdjęcia coraz częściej staje się poważnym problem technicznym. Pomocy nie ma albo wcale, albo ogranicza się do standardowych formułek typowych dla korporacji. 
Świat się zmienia, blogosfera również. Obecnie blogi to w wielu wypadkach naprawdę wartościowe strony, zawierające treść i dyskusje na wysokim poziomie, o wysokim PageRanku. Niestety, czujemy się coraz bardziej intruzami na portalu, zupełnie zbędnym elementem niepasującym do nowej wizji funkcjonowania gazeta.pl. Poziom Plotka góruje – to niestety widać na portalu. Efekt jest widoczny – coraz więcej wartościowych blogerów szuka sobie innego miejsca, kończąc swoje blogowanie na Bloxie. 
Tu się kiedyś dobrze pisało….

Papierowa Gazeta Wyborcza reklamuje się od dziś słowami Nam nie jest wszystko jedno.

  Nam też nie jest wszystko jedno

Nam, blogerom z Bloxa, też nie jest wszystko jedno. 
To nasze miejsce w sieci i nie chcemy stąd odchodzić. Dlaczego Agora nas odrzuca?

----------------------------------------------------------------------------------------------------------

To moje propozycja do rozpropagowania w sieci. Proponuję, aby każdy chcący się przyłączyć do akcji - skopiował tekst (lub wstawił wlasny, odnoszący sie do problemu) i opublikował go u siebie na blogu. Kluczowy jest tu ten nowy slogan GW i link do do akcji 
Za chwilę opublikuję kolejną notkę, pod która będziemy zbierać trackbacki z naszych własnych blogów, na bieżąco dopisując nicki osób, które się przyłączyły. Zainteresowanych proszę o info na marzatela (at) gazeta.pl

Oczywiście zakładam, że udział wezmą nie tylko uczestnicy Maratonów, ale to całkiem dobre miejsce do koordynacji. Rozgłośmy problem w sieci - również na FB, Goolge+ itp. 
A gdy za kilka dni uzbiera nam się trochę blogerów - możemy zacząć wysyłać maile do adresatów. Na początek np tu:
Kontakt - gazeta.pl

Jestem otwarta na wszelkie modyfikacje propozycji.

22:00, koffiejames
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Dziś klasyk zespołu na R. w nawiązaniu do poprzedniego odcinka. Oba wykonania co prawda bez tak zwanego "zachwytu" ale to nie jest prosty numer. Sam zespół matka wykonywał go ostatni raz w 2002 roku podczas trasy promującej 17-ty studyjny album, czyli 10 lat temu!

Jako pierwszy z Drzewami zmierzy się będ Glenna DeLaune, drugim wykonawcą jest Rush Tribute Będ "Visions".

Utwór The Trees pochodzi z mojego ulubionego albumu Hemispheres (1978).

Jeszcze 51 dni do nowego albumu R!

piątek, 20 kwietnia 2012
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 74