o mnie i o ludziach obok... o ludziach i o mnie...
Blog > Komentarze do wpisu

64

Złożyłem dziś mojemu ojcu powinszowanie z okazji 64-tych urodzin. Matko, to już prawie półmetek do siedemdziesiątki. Oczywiście starałem się być względem niego najbardziej uszczypliwy jak tylko mogłem. Wspominając o ostatnich 365 dniach do emerytury, porównując go z jego matką, z którą dziś trzeba biegać trzy razy w tygodniu do lekarzy, wreszcie pożegnałem się z nim mówiąc mu, że od teraz to już uprawnione by nazywać go dziadkiem. Zasłużył sobie całe życie na to…

Ale w ostatnim roku mój drogi nieobecny ojciec stał się jakby bardziej obecny niż kiedykolwiek. Ma interes do zrobienia – to potrzebuje całej rodziny. Co wyszło wiosną zeszłego roku – wystąpił do sądu o rozwód ze swoją druga żoną. Ale żony fizycznie nie ma. Miała dość podwójnego życia mojego ojca i zabrawszy moją przyrodnią siostrę wyjechała na Wyspy, tak przynajmniej przypuszcza mój sprawca. Ale nie ma pewności. Rodzice owej żony zmarli wiele lat temu, a jej jedyny brat od kilku lat – nie zasiadał z nią przy wspólnym stole – z nieznanych mi przyczyn. Tą tajemniczą emigrację uznał mój ojciec za okazję do rozwodu bez orzekania winy, albo jeszcze lepiej z orzeczeniem winy żony.

Prawda jest nieistotna – bo czy bywa kiedykolwiek? Nie! Liczy się tylko moja prawda – wizja Świata nagiętego do realiów, w jakich chcę się obracać! Tak, wystąpił mój ojciec o rozwód i wpadł na pomysł, że jego sędziwa matka i ja będziemy świadczyć na jego korzyść. W pewnym sensie wszystko zostałoby sformalizowane. Konkubina – ze stażem równym obecnej żonie, a w zasadzie na dziś już dłuższym, miałaby szansę zostać prawowitą żoną – tak to wymyślił mój ojciec, który poczuł, że dopada go starość i trzeba stan faktyczny zalegalizować. Ale problemem okazały się zeznania i wielka dociekliwość sądów – które raczej nie są w stanie uwierzyć plączącej fakty i czasy staruszce… 

Ale nasz pokojowy okres trwa, do czasu… Niejedno z tym człowiekiem przeżyłem! Nie mniej, przyznaję szczerze, robi się powoli dziadkiem!     

 

wtorek, 05 marca 2019, koffiejames

Polecane wpisy

  • dzień matki (M30)

    Dzień Matki, bez matki – to były pierwsze dwa wersy banalnego wierszyka, który napisałem bodaj w 2004 roku na alkoholowy konkurs poetycki w grupie Trans-

  • 63

     Staram się regularnie pilnować tego cyklu, choć przetrząsając poprzednie lata, nie zawsze mi wychodzi w tym dniu coś napisać. Moje relacje z ojcem są i

  • przychodzi Śmierć

    Przychodzi Śmierć. Bo ile patrzenia na cierpienie można znieść? Całe podłogi w mieszkaniu we krwi. Prześcieradła i szmaty, na których leżała po jednej nocy całe

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2019/03/06 13:20:45
Ojcowie...
Mój to już prawdziwy dziadek, który się zaczął bać samodzielnego wychodzenia z domu.
W ogóle patrzę, jak stary człowiek, niedołężniejący, zmienia się w kłębek strachu. I przyznać muszę, że jeszcze nigdy nie spotkałem się z tak nasilonym lękiem przed śmiercią. Przede mną ciekawe czasy. :(
-
2019/03/07 01:07:36
Ze strachu wychodzimy w jasny świt odwagi by przed zmierzchem znów być cali w lęku...

O ile mnie pamięć nie myli - to twój ojciec jest człowiekiem dość dystyngowanym i wycofanym. Mój ojciec takich cech nie ma, to nieobliczalny aspołeczny człowiek - żyjący całe życie w swoim dziwnym świecie - pełen dziwnego sprytu i umiejętności ucieczki z każdej opresji - nie mam żadnych jego cech. Ale w sumie za mało go znam by to wiedzieć...
-
2019/03/07 13:33:39
Ech, ja też swojego mało znam. Kiedyś się mnie wstydził, dziś mnie potrzebuje. Złośliwe życie, można powiedzieć.
Dziś jest coraz bardziej bezradny i przestraszony. A ja beksa jestem, więc czasem idę ulicą i ryczę.:)
Dla jakiejś odmiany napiszę chyba powieść o wesołym grabarzu:) Pewien pomysł mi świta w głowie.:)
-
2019/03/07 13:38:55
Ze strachu wychodzimy w jasny świt odwagi... Ładnie powiedziane. Mądrze.
-
2019/03/08 01:24:15
Ale cokolwiek Ciebie z tym ojcem łączy. Mam wrażenie że pokonałeś bariery albo doskonale udajesz że ich nie ma! A ja ze swoim mamy mur zbrojony. Żaden nie chce zza tej ściany zajrzeć do drugiego. Ja sobie nawet czasem myślę - że dobrze że ta konkubina jest młodsza od mojego ojca o jakieś 15-18 lat, nie będę musiał o nim myśleć - bo nie wiem za co w życiu miałbym się zajmować kimś obcym?
-
2019/03/08 01:44:10
p.s z tą mądrością to może nie przesadzaj - na mądrość to już mi czas przeminął...
-
2019/03/08 12:58:52
No i dobrze sobie myślisz. Jezu, żeby mój stary miał taką konkubinę...
-
2019/03/08 13:00:08
Nic nie przesadzam. Gdybyś nie był mądry, to bym się tu nie przyplątał:))
-
2019/03/08 22:36:18
Oj Kiljan kadzisz mi po prostu. Jak na łożu śmierci mówisz do pacjenta - wszystko będzie dobrze, choć nie będzie :)
Albo podczas finalnego pożegnania - mówisz do zobaczenia, wiedząc że już nigdy nie spotkasz tego człowieka,
heh - tak to zdecydowanie jakiś taki czas żałoby, na tym blogu. Zawieszona w czasie chwila...
-
2019/03/08 22:50:10
A i pisz tą powieść!!! Spokój Grabarza, wszystko będzie dobrze...
-
2019/03/09 14:28:51
Spieszmy się kochać ludzi...:))))
Nie bądźmy już tacy okołośmiertelni. Ja po prostu lubię fajnemu ludziowi powiedzieć, że jest fajny.:) I niech On sobie to wie!:))
-
2019/03/09 23:59:32
Ha ha ha zapomniałem wspomnieć - bo w zasadzie tutaj troszkę mało w ostatnich latach było prywaty, jakoś na początku tego roku albo tuż przed schyłkiem byłego, spotkałem - troszkę służbowo prawdziwego pisarza. Zamieniliśmy dwa zdania, które były całkiem zabawne, bo biła od owego autora taka fajna aura. Nie wszyscy takie coś mają. Może biła ona też dlatego, ponieważ dałem mu zrozumieć, że wiem kim on jest i nawet go troszkę podziwiam. Powiedział mi, że muszę koniecznie mieć jego najnowszą książkę - wcale nie dlatego, że jest dobra ale że piękny obrazek wieńczy jej okładkę. No tak pomyślałem, piękna okładka zawsze może być ozdobą pokoju. Ale przejrzałem ten tytuł w sumie uznanego pisarza, żurnalisty i felietonisty, mężczyzny schludnie skrojonego i taktownego i w pięknym wieku blisko 53-letniego i nie wiem czy mi podeszło "Nie ma"?
-
2019/03/11 16:28:31
No, tak... Bo on ma fajną aurę i miły to człowiek, co to wie, kiedy sie zapiąć, kiedy rozpiąć.:)
-
2019/03/11 23:54:52
Ha ha ha ;)
Nie wnikam, nie wnikam. O nic nie pytam...
A jednak ów pisarz jest, albo tak mi się wydaje utorzsamiany z sukcesem. Uwielbiam słuchać jego monologów podczas spotkań z publicznością, audiobuki mógłby z tego robić i sprzedawać z dobrą kasę. A przecież to jest taki troszkę chyba Piasek polskiej literatury w sensie, że nie ma wokół owego autora skandali, dociekań, ujawnień, pomówień itd. A i tak wszyscy wszystko wiedzą :)
W porównaniu z enfant terrible polskiej sceny pisarskiej Michaśką Witkowskim. Twórcą utalentowanym, którego Lubiewo przejdzie chyba do historii polskiej literatury jako jakoś tam dzieło przełomowe. Ale po tym sukcesie, po małych i dużych skandalikach, zręcznie sterowanych przez samego w nich występującego - dalsze sukcesy na polu literackim ??? Nie specjalne!
A w pierwszym przypadku owo Nie ma zbiera pozytywne recenzje, choć to nie jest wielkie dzieło... Po prostu trzeba mieć szczęście lub to coś...
-
2019/03/12 16:33:08
Jezu, literatura i skandale. Dla mnie to jakiś nonsens. Na obyczajówkę z talentem literackim? Na krótką metę chyba. No, ale ja nie z tego wieku...
Przypomina mi sie rozmowa z Tadeuszem Różewiczem, który trochę martwił się tymi naszymi czasami, bo oto stało się tak, że pisarz ma nie tylko pisać książki, ale też bawić ludzi swoją osobą... Brrr...
Skandale kleją się do życiowego gnojowiska... Eeeeeee
Michaśka, ale skandaliki! No, może na warszawkową miarę... Kopytka - takie są kluski... Dobre, choć może niekoniecznie przebrane za carycę... A o pisarstwie Michaśki nic nie wiem - bo słowa nie przeczytałem, więc i przełom mi został oczszczędzony!
A ten pierwszy ma po prostu klasę. Fajny gość